Piękna, wzruszająca opowieść o dawaniu. O ojcu i synu. O pokonywaniu ograniczeń. O miłości.
Obejrzyj koniecznie
httpv://www.youtube.com/watch?v=f4B-r8KJhlE
Inspirująca historia
Bądź w kontakcie
Komentarze do Inspirująca historia
Dodaj komentarz Klinij tutaj by zrezygnować
-
Nie działaj w teorii, działaj teraz
15 maja 2010
-
Idź dalej lub spadaj, Ryżak
2 kwietnia 2012
-
Jak zaplanować swój sukces?
4 lutego 2011
-
Chcę zobaczyć jak robisz krok naprzód mimo przerażenia i lęku
9 kwietnia 2011
-
Od czego zacząć zdyscyplinowane życie?
11 lutego 2011
-
Porażki, sukcesy i droga do domu
12 października 2010
-
Siła i szacunek dla przeciwnika
15 września 2011
-
Po kawałku, małymi kęsami
16 maja 2012
-
Topole i wierzby – dwie podstawy w odniesieniu do obaw i wątpliwości
16 maja 2012
-
Czy chcesz wiedzieć co naprawdę jest potrzebne do tego by odnieść sukces?
14 maja 2012
-
Czy nie wyglądam jak głupek?
10 maja 2012
-
Jestem w trakcie przeskakiwania przepaści
10 maja 2012
-
Jak uporać się z trudnymi przeżyciami?
28 kwietnia 2012
-
Jak przechodzić przez czasy przewrotów i turbulencji?
25 kwietnia 2012
-
Zbyszek Ryżak: Nie spóźniłeś się Art, nagrania, które pojaw...
-
Zbyszek Ryżak: Może rozwiązaniem będzie to, że zacznę zamies...
-
Czesiek: W pracy często mam rolę "adwokata diabła" ale...
-
Czesiek: Genialne jest podejście "ziarenko piasku - szkla...
-
Sebastian: .Dobrze że można stać się wierzbą stosując t...
-
Jacek: Witam! Myślę, że całą sztuką jest to, a...
-
Magdalena: Zbyszku, dziekuje za artykul, jak i za kilka poprz...
afirmacje
akceptacja
akceptacja siebie
cel
cele
decyzja
działanie
dziecko
emocje
energia
geniusz
inspiracja
intencja
komunikacja
lęk
marzenia
miłość
motywacja
nauka
negatywne emocje
obawy
odwaga
opór
pasja
pieniądze
poczucie własnej wartości
podejmowanie decyzji
pokora
porażki
praca
prawo przyciągania
psychologia sukcesu
pycha
rezygnacja
rozwój
serce
sukces
szkolenia
upór
Uwaga
uważność
wiara w siebie
Wyborażenia
Zaufanie
ćwiczenia





Zdecydowanie o miłości, o ojcu i synu, o dawaniu, ale dla mnie o przerażającej bezsilności. Ograniczenia nie zostały pokonane, nie da się tu nic oszukać mimo nadludzkiego wysiłku. Skąd w tych naszych czasach taki pęd do udowadniania, że coś jest inne niż w rzeczywistości. Rozumiem malowanie ustami, czy nogami ale nijak nie godze sie z bieganiem bez nóg (olimpiada już ma zapędy do dopuszczania niepełnosprawnych) czy pływaniem bez rąk. Dzięki Bogu nie musze tego rozumieć. Dodatkowo pocieszający jest fakt, ze mamy najsprawniejszych niepełnosprawnych (poprzednie paraolimpiady) na świecie.
Dziękuję za komentarz!
Dlaczego uważam tą historię za inspirującą? Każdy z nas dąży do szczęścia i poczucia sensu życia. Wartością jaką osiągnął ten ojciec jest uśmiech syna. Myślę, że obydwaj, pod koniec wyścigu byli naprawdę szczęśliwi. Nie liczyła się sprawność i niepełnosprawność. Mogę sobie wyobrazić co czuli.
Tu chyba nie chodziło o pokonywanie ograniczeń fizycznych, ale o ten właśnie stan. Poczucie spełnienia. Psycholog M. Csikshentmihaly nazywa ten stan „przepływem” (flow)
Ilu z nas – zupełnie zdrowych, mających nieporównanie więcej możliwości – potrafi to osiągnąć? Być może to wygląda nieestetycznie jak ojciec targa sparaliżowanego syna jak kłodę. Może mogli znaleźć inny sposób by nadać sens swojemu życiu. Ale dla nich akurat to było ważne. Technika jest mnie ważna, liczy się efekt.
Sam do jakiegoś 20 roku życia byłem nie do końca sprawny. Miałem wadę serca i wielu rzeczy nie mogłem robić. Nie chciałem czuć się gorszy. Pamiętam, że jako dziecko doszedłem do wniosku, że jestem całkowicie zdrowy, tyle, że jestem specjalnym rodzajem człowieka – homo sapiens z dziurą w sercu. Przecież zdrowy człowiek, bez dziury w sercu, też wszystkiego nie może: nie może oddychać pod wodą, polecieć na wycieczkę na księży czy podróżować w czasie. Każdy ma jakieś bariery, które go ograniczają. Jeden codzienne, inny niecodzienne.
Nie ważne jakie to bariery, ważne czy umiemy je wykorzystywać. My „normalni” zbyt często wszystkie bariery traktujemy jako coś oczywistego. „Tak to już jest, trzeba się pogodzić”. To przecież oczywiste, że nie mogę studiować na Harvardzie, przejść pieszo Saharę, wybudować domu nad Oceanem, itp. A szkoda, bo bariery to coś dobrego. Nasz wielkość zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrafimy je pokonywać. Bariery są dobre, bez nich nie da się żyć z energią.
Nikt nie wybiera swoich barier. Dlatego dla mnie to, czy ktoś jest para – czy czystym olimpijczykiem to sprawa drugorzędna. Dla mnie liczy się to, jak podchodzimy do swoich ograniczeń. Oczywiście jest jeszcze kwestia estetyki (np. ten dopuszczony do olimpiady biegacz z protezami). Ale to już zupełnie inna kwestia.