Anonimowa myśl mówi: „Samodyscyplina to pamiętanie o tym, czego się chce„. W chwili, gdy napisałem te słowa odezwał się alarm w moim zegarku. Ustawiłem go wcześnie, gdy wychodziłem z domu. Odzywa się co 45 minut. Nie wyłączam go. Brzmi przez chwilę, a potem zegarek odlicza od nowa. Ten dźwięk jest dla mnie sygnałem, że mam się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie, co jest moim celem. Zdarza się, że po takim przypomnieniu przerywam to, co robiłem i zajmuję się czymś innym. Na przykład wyłączam jakąś stronę internetową, w która uważnie się wpatrywałem albo okładam książkę, nad którą od kilkunastu minut ślęczałem. Dociera do mnie, że byłem pochłonięty czymś, co nie prowadziło mnie do ważnego dla mnie celu. Dźwięk zegarka sprawia, że wracam do pracy, która jest ważna.
Czasami taki powrót jest bardzo trudny. Co rusz moja uwaga schodzi na manowce. Powrót do tego, co ważne przypomina wchodzenie do zimnej wody w pochmurny dzień. Gdy tylko przestaję być skupionym uwaga wyskakuje z wody i zakopuje się w ciepłym sianie.
Czasem powrót na szlak nie jest trudny. Dźwięk zegarka tylko przypomina mi o celu. Bez żalu porzucam błąkanie się i z nową energią zabieram się do pracy. Bywa też i tak, że tylko utwierdzam się w tym, że jestem na szlaku. W takich dniach mogę spokojnie wyłączyć mojego elektronicznego dozorcę.
Słowo samodyscyplina wywołuje złe skojarzenia. Wojskowy mundur, stanie na baczność, w dwuszeregu zbiórka, pompki, zapach potu i czołganie się błocie. Jednak to nie musztra i wysiłek fizyczny stanowią istotę zdyscyplinowania.
William James w rozdziale poświęconym woli daje przykład pijaka, który doświadcza pokus na widok pełnej butelki. Od strony fizycznej tak samo łatwo podnieść butelkę do ust i wypić jej zawartość jak i wylać ją do zlewu. Istotą dyscypliny nie jest wysiłek fizyczny a wysiłek uwagi. To, jak osoba pijąca przejdzie swoją próbę zależeć będzie od tego, czemu poświęci więcej uwagi.
Gdy człowiek ma na coś ochotę (np. napić się, polenić, poobgadywać czy zrobić komuś na złość) skrzętnie unika myśli, które by były z tym sprzeczne. Wewnątrz słyszy, co prawda głos, który mówi by robił coś innego, ale ten głosik jest słaby i łatwy do zagłuszenia. Pijak, którego opisuje James mówi sobie, że
…chodzi o to, by się trunek nalany nie zmarnował, albo że nie należy być nudnym i sztywnym w towarzystwie kolegów, albo, że trzeba spróbować gatunku wódki, którego się jeszcze nie zna, lub, że należy uczcić uroczystość, albo że należy w sobie podnieść energię dla podjęcia silniejszego postanowienia wstrzemięźliwości…
Nagle najważniejszą rzeczą w życiu stają się koledzy, nowy smak, uroczystość czy podnoszenie własnej energii. Cel by żyć bez picia zostaje zepchnięty w tło. Wyobraźnia podpowiada coraz to wspanialsze i coraz bardziej rozsądne cele. Po wszystkim okazuje się, że były one nic nie warte.
Nie zawsze jednak człowiek ulega. Co się dzieje w głowie osoby, która wytrzymuje pokusę? Nie bierze kieliszka do rąk, albo – w przypadku pozytywnej dyscypliny – bierze do ręki podręcznik czy wybiega na codzienne ćwiczenia, mimo, ż nie ma na to żadnej ochoty?
Jedyna różnica polega na wykorzystaniu uwagi. Taka osoba aktywnie szuka w sobie tego małego, cichego głosu, który mówi o tym, co jest ważne. Gdy go znajdzie skupia się na nim i utrzymuje go w świadomości.
To może być trudne. James pisze:
Trudność leży w opanowaniu pola uwagi. Mimo, że spontaniczny przepływ myśli jest naturalny dla świadomości, uwaga musi być utrzymana na jednym obiekcie, aż nie urośnie on do tego stopnia, że sam będzie pozostawał przed umysłem z łatwością.
Gdy uda ci się to choćby przez krótki czas, twój cel zacznie cię zmieniać:
Podtrzymany w ten sposób przez celowy wysiłek uwagi trudny obiekt zaczyna niebawem zwoływać swoich kamratów i wspólników i w końcu razem zmieniają świadomość człowieka. Ze zmianą świadomości zmieniają się zachowania. Gdy nowy obiekt już stabilnie opanuje pole myślowe, niechybnie wytwarza swoje własne skutki motoryczne.
Nasza psychika w momencie pokusy czy rozprzężenia przypomina samochód, w którym kilka osób równocześnie stara się wydawać nam polecenia a my siedzimy przy kierownicy z zamkniętymi oczyma.
Słyszymy wyraźnie pięknie brzmiące i elokwentne rady co powinniśmy robi i dlaczego.
- Teraz skręć w lewo, mówię ci to doskonały manewr, będziesz zadowolony!
- Nie możesz przegapić tej okazji! To najlepsza i najbardziej wygodna droga, skręcaj teraz!
- Tutaj każdy powinien skręcić! Nie wolno ci tego minąć.
Wszystko ma być pięknie i przyjemnie. Problem jednak polega na tym, że dość dobrze znasz te głosy. Nie raz ich słuchałeś. Jednak mimo ich obietnic zawsze wjeżdżałeś do rowu, na ścianie czy w szczerym polu. Ale one są tak przekonywujące i tak sugestywne, że trudno ich nie posłuchać.
- Mam prawo obejrzeć sobie telewizję. Jestem zbyt zmęczony by po całym dniu pracy zabierać się do pisania. Po tygodniu okazuje się, że oglądasz telewizję codziennie i za każdym razem, gdy wyłączasz telewizor jesteś jeszce bardziej zmęczony.
- Nie mam już dzisiaj siły, jutro się pouczę słówek. Jeden dzień nic nie zmieni. Trzydzieści kolejnych dni również nie zmieniło. Każdy okazał się nie dość dobry. Żadnych nowych słówek.
- Nie najlepsza pogoda na to by biegać. Może kiedyś indziej. Buty do biegania stoją nieużywane, mimo że pogoda zmieniała się już kilka razy.
Wśród tych wyraźnych głosów, gdzieś w tle, co jakiś czas odzywa się słaby, nieatrakcyjny i mało elokwentny głosik. Ledwo go słyszysz. Czasem nawet nie jesteś w stanie zrozumieć tego, co mówi. Słaby głosik, który chce ci przypomnieć, co jest dla ciebie naprawdę ważne.
Nie ma sposobu by ten głos wzmocnić a pozostałe wyciszyć. Jedyne, co możesz zrobić to zaakceptować tą sytuację, uwrażliwić się na ten głos i kierować się jego wskazaniami. To nie jest łatwe, ale możliwe. Z czasem głosik stanie się coraz wyraźniejszy a głosy z pierwszego planu coraz słabsze. Jednak na razie musisz nauczyć się sterować swoją uwagą tak, by wyciągać z tła ten mały, niepozorny głosik i kręcić kierownicą zgodnie z tym, co mówi.
Będzie to łatwiejsze, gdy będziesz pamiętać o trzech punktach
1. Znaj swój cel.
Nigdy nie będziesz człowiekiem samo-zdyscyplinowanym, jeżeli nie wiesz, co jest twoim celem, lub co chwilę go zmieniasz (co na jedno wychodzi). Określ swoje wartości i cele oraz naucz się przywoływać je szybko do pamięci. Gdy jesteś rozproszony, zdezorientowany i otoczony pokusami, nie czas na to by zastanawiać się, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Zrób to póki jeszcze masz w sobie zapał a na twoje drodze nie stoją żadne pokusy.
2. Uwrażliw się i zaakceptuj swój ledwo słyszalny wewnętrzny głos.
Każdy by chciał by jego wewnętrzny głos brzmiał donośnie i wspaniale. Oczekiwalibyśmy, że gdy pomyślimy o celu, nagle do wewnętrznego głosu dołączą organy, chór i orkiestra symfoniczna. Że to, na co do tej pory nie mieliśmy w ogóle ochoty nagle stanie się atrakcyjne, albo to, co nas do tej pory kusiło stanie się mało ważne. Nagle z pełną energią i zapałem rzucimy się do biegania, pisania, ćwiczenia czy zdrowej żywności. Oczekujemy, że psycholodzy dadzą nam jakieś techniki pozwalające na wzmacnianie w sobie tego głosu.
Nawet, gdy to się czasem udaje takie oczekiwania są pułapką. Drugim krokiem do bycia człowiekiem zdyscyplinowanym jest przestać szukać wygody. Być człowiekiem zdyscyplinowanym to być człowiekiem skupionym na celu. Samodyscyplina polega na porzuceniu tego wszystkiego, co nie prowadzi bezpośrednio do celu. Gdy zabiegasz o wygodę, cel zostaje w tyle. Zamiast na celu, skupiasz się na „pracy z sobą”. Zamiast robić, to co trzeba skupiasz się na „wzmacnianiu świadomości” i innych niepotrzebnych sztuczkach.
Nie musisz słyszeć wyraźnie. Nie musisz wpadać w rezonans. Nie musisz być w pełnej harmonii. Wystarczy, że wiesz, co masz zrobić. Zacznij słuchać treści tego, co wewnątrz siebie słyszysz i przestań zajmować się tym jak to słyszysz.
3. Działaj jak najszybciej.
Uwaga dowolna, którą wykorzystujesz by przywołać cel jest bardzo krucha. Może być tak, że przywołany cel, jak pisał James „zbierze swoich kamratów i wspólników i opanuje pole uwagi”. Nie warto jednak na to liczyć. Jak najszybciej dołóż do świadomości celu działanie: odejdź od stołu, na którym stoi wódka, skasuj grę, która ci zabiera czas, wyłącz film, który uważasz za stratę czasu, wyciągnij podręcznik, z którego masz się uczyć, usiądź za biurkiem, napisz pierwsze zdanie referatu…
Skup się na zrobieniu najprostszej, najbardziej banalnej, najbardziej trywialnej rzeczy. Nie myśl o zrobieniu wszystkiego. Zrób jedną małą, choćby śmieszną rzecz. Weź swoje ciało i ustaw je w takiej pozycji, w której wykonuje się dane działanie. Gdy chcesz biegać włóż swoje ciało w dres i buty i wystaw je za drzwi. Nic więcej nie musisz robić. Twoje ciało najwyżej chwilę postoi. Ale jest szansa, że zacznie biegać.
Gdy czujesz, że musisz z kimś porozmawiać, nie czekaj aż przypłynie do ciebie śmiałość i odwaga. Po prostu weź swoje ciało, postaw przed tą osobą, otwórz usta i powiedz pierwsze słowo. Być może będziesz stał jak murowany. A może nie?
Gdy chcesz napisać książkę usiądź i napisz pierwszą stronę. Zobaczysz, że gdy to zrobisz coś zacznie się dziać.
Wiele osób tłumaczy swoją bezczynność tym, że nie „są jeszcze gotowi: jeszcze nie mam pełnej motywacji, jeszcze się w pełni nie przygotowałem. Nie jesteś wodą w czajniku. Nie potrzebujesz być przegotowanym. Skup się na celu, a nie na sobie.
4. Zrób coś zmyślonego.
Jedna z tradycyjnych buddyjskich technik radzenia sobie z pokusami zmysłowymi polega na tym by inaczej popatrzeć na drugą osobę. Powabna kobieta to nie tylko sukienka, bielizna i piękne kształty. To także mięśnie, żyły, trzewia, jelito grube i pęcherz, w których zbierają się brzydko pachnące wydzieliny. Poza tym, to ktoś, kto ustawicznie się zmienia. Za pięćdziesiąt lat piersi będą obwisłe, a twarz pełna zmarszczek. Pokusa jest często efektem naszego ograniczonego sposobu patrzenia. Popatrz na świat z innej strony.
Możesz także przywołać jakieś wspomnienie, wyobrazić sobie efekt pracy, albo zobaczyć negatywne konsekwencje jakiegoś czynu.
Takie wyobrażeniowe techniki są cenne, ale najlepsze efekty odnoszą wtedy, gdy się o nich czyta lub słucha na szkoleniu.
Stosuj je jako dodatek. Albo wtedy, gdy nie możesz zrobić niczego konkretnego (np. nie możesz wyjść z pomieszczenia w którym siedzi ta ponętna blondyn, a twoje myśli ustawicznie wracają do jej wyglądu) albo wtedy, gdy już coś zrobiłeś (wyszedłeś i zająłeś się czymś innym) by wzmocnić efekt działania.





Niestety ale prawdziwy tekst. Rzeczy na które tracimy czas i nic nam nie nadaja pochłaniają najwięcej czasu. To tak jak z zasadą 80/20. 20% rzeczy przynosi 80% efektów. Szkoda że człowiek wie to w teorii, a rzadko stosuje w praktyce
)
Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwością czekam na dalsze inspirujace teksty
Uśmiałam się do łez czytając fragment o wystawieniu swojego ciała za drzwi.
Może dlatego, że mam zamiar ćwiczyć, ale nie chce mi się wstać… W końcu jak ktoś powiedział: czas zmarnowany w przyjemny sposób nie jest czasem zmarnowanym.