Archive for 'Krótko'
Szukając eleganckich rozwiązań

Szukając eleganckich rozwiązań

Opublikowano 08 czerwca 2011 | By | Kategorie: Krótko | 13 komentarzy

Pewnie jest wiele rzeczy, których powinienem się nauczyć. Ale jest jedna rzecz, absolutnie najważniejsza. Jeżeli jej nie opanuję na dość dobrym poziomie – marne mam szanse zrobić w życiu coś ważnego.

Piszą o niej m.in. Jason Fried i David Heinemeir Hansson w Rework (jeżeli ktoś nie zna tej książki, to nie przeczytał nic na temat efektywnej pracy).

Piszą oni, że gdy mamy jakiś problem do rozwiązania możemy próbować sobie z nim poradzić na dwa sposoby. Pierwszy to siłowy, poprzez gimnastykę intelektualna i robienie wszystkie „tak jak trzeba”. Drugi to sposób judo – szukanie rozwiązania, które wiąże się z maksymalnym efektem i minimalnym wysiłkiem.

Można mówić o judo – ja wolę mówić o elegancji. Chodzi o to, że zbyt rzadko poszukujemy eleganckich rozwiązań. Elegancja to zdolność numer jeden w każdej dziedzinie życia. Tak samo w sztuce, jak i biznesie, tak samo w wychowywaniu dzieci, prowadzeniu domu jak i projektowaniu nowych produktów i storn internetowych.

Eleganckie rozwiązanie to takie, które jest proste, minimalne, pozbawione napięcia i siłowania się. Eleganckie rozwiązanie to takie, które pozwala osiągnąć wiele, minimalnymi kosztami.

Niektórzy mówią i prostocie i braku kombinowania. To też, ale nie do końca. Prostota, szczególnie w wydaniu internetowym, to bardzo często prostactwo. Kto nie spotkał w Internecie jakiegoś prostaka ogłaszającego swoje proste techniki pokonania wszystkich problemów? Właśnie przed chwilą oglądałem taki występ (tym razem nie po polsku). To nie ma nic wspólnego z elegancją. Kretyni nie znają elegancji.

Do elegancji zdolni są tylko ludzie inteligentni. Ci niestety często tracą życie na siłowaniu się i konstruowaniu najbardziej wymyślnych i skomplikowanych systemów, które potem przewracają się przy lada podmuchu.

I właśnie tego chcę się nauczyć elegancji.

Pytanie jak?

Pierwsza sprawa to pozbyć się perfekcjonizmu. Perfekcjonizm zawsze wiąże się z siłowaniem się, kombinowaniem i zmaganiem się. Perfekcjonista skupia się zazwyczaj na spełnieniu swoich wyobrażeń, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Dla perfekcjonisty liczy się najbardziej napięcie i zmaganie. Perfekcjonista jest tak nim zaaferowany, że nie dostrzega co stanowi problem i co naprawdę jest potrzebne.

Pomysł na eleganckie rozwiązanie może pojawić się dopiero wtedy, gdy zaczynamy patrzeć na świat bardziej obiektywnie, bez naszych neurotycznych wyobrażeń o tym, jak coś musi wyglądać.

Dlatego pierwsze pytanie brzmi: Co stanowi minimum w tej sytuacji? Jakie są podstawowe, minimalne funkcje? Co jest najważniejsze a co jest dodatkiem?

Jaki tak naprawdę problem rozwiązujesz?

Czy oprócz ciebie ktoś potrzebuje rozwiązania tego problemu?

Jaki jeden aspekt tego problemu jest najbardziej bolesny?

Gdy wiesz już co stanowi  istota problemu pytanie brzmi:

Jaka jest najłatwiejsza droga? Co jest na tyle dobre by rozwiązać problem w istotny sposób?

Co jest dość dobre w tej sytuacji.

Doskonałe, wyczerpujące rozwiązania nigdy nie są eleganckie. Niektóre z tych „dość dobrych” są.

Te rozważania pojawiły mi się jako część pracy nad stroną sprzedającą moją książkę o uwadze (zmieniłem tytuł, ale jeszcze go nie zdradzę).  Mam tam wiele okazji do kombinowania. Pozdrawiam.

 

Wyrzuć słomę i zapal światło

Wyrzuć słomę i zapal światło

Opublikowano 03 kwietnia 2010 | By | Kategorie: Krótko | 4 komentarze

Filipińska legenda opowiada o dwóch synach króla. Król nie mógł się zdecydować, którego z nich wybrać na następcę. Postanowił dać im zadanie. Zawołał do siebie starszego, dał mu pięć drobnych monet i powiedział:

- Chcę byś za te pieniądze, do wieczora zapełnił puste pomieszczenie w zamku.

Komnata, którą mu wskazał była ogromna. Pięć monet było małą kwotą, by zapełnić tą przestrzeń.

Syn wziął pieniądze i udał się na poszukiwania. Po drodze zobaczył rolników wiążących słomę w snopki.

- Wiem już, co zrobię! – wykrzyknął.

Rolnicy trochę się targowali, ale w końcu zgodzili się sprzedać słomę za pięć monet i zanieść ją do zamku. Wieczorem, zadowolony syn pokazał ojcu pomieszczenie napchane od podłogi do sufitu słomą.

Następnego dnia to samo zadanie ojciec postawił młodszemu synowi. Ten obejrzał komnatę i wrócił do siebie. Gdy zapadł wieczór przyszedł niosąc niewielką świecę, wartą jednej monety. Gdy postawił ją na środku, światło płomienia napełniło całe pomieszczenie.

Król pokiwał z zadowoleniem głową:

- Ty będziesz moim następcą.

Jesteśmy często jak ten pierwszy syn. Staramy się napełnić swoje życie, czym tylko się da. Pod ręką można znaleźć wiele taniej słomy, która sprawia pozory przydatności. Słoma wypełnia, co prawda nasze wnętrze, mamy nawet poczucie dobrze odrobionego zadania. Ale słoma także blokuje nasze ruchy. Tam, gdzie jest upchana słoma nie ma wiele miejsca na ruch.

Nie tego potrzebujemy. Znacznie cenniejsza jest dla nas pusta przestrzeń, na środku której można postawić świeczkę. Światło wypełnia pomieszczenie, ale nie blokuje ruchów. Przeciwnie – ułatwia je.

Życzę by te święta pozwoliły nam wyrzucić z siebie trochę słomy. Pozbyć się tego wszystkiego, co nagromadziło się w nas i utrudnia nam życie. By pozwoliły, choć na chwilę przestać troszczyć się o dziesiątki rzeczy, przestać ścigać terminy, przestać gonić wszystkie atrakcje i interesować się wszystkimi mądrościami świata.

Niezależnie od tego, w co wierzymy i w co nie wierzymy, niech zapali się w nas płomień świecy. Taki, który nas wypełnia, ale nie blokuje nam ruchów.


Legendę znalazłem na tej stornie: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TB/odkurzyc_biblie.html

Jak spędzić te 15 tysięcy dni?

Jak spędzić te 15 tysięcy dni?

Opublikowano 02 kwietnia 2010 | By | Kategorie: Krótko | 7 komentarzy

Wszyscy składają już sobie życzenia świąteczne. Ja również. Już miałem je wpisać tutaj, ale pomyślałem, że święta są dopiero za dwa dni.

Zanim przyjdą, zanim napełnią nas radością, optymizmem i zapałem do nowego życia, po drodze jest dzisiejszy dzień. Wielki Piątek. Smutny, ponury i zniechęcający. Może jest ponury, ale nie powinien być zniechęcający.

Życie człowieka trwa 30.000 dni. Tylko trzydzieści tysięcy! A i to wtedy, gdy mamy dobre układy i szczęście. A i to, parę tysięcy dni przypada na czas, gdy nic jeszcze nie rozumiemy, lub już niewiele rozumiemy.

Ile z tych dni już przeżyłeś? Policz.

Możesz skorzystać z jednego z wielu kalkulatorów dni dostępnych w internecie:

http://www.easysurf.cc/ndate2.htm

http://www.infor.pl/kalkulatory/ilosci_dni.html#wynikiform

Ja, gdy piszę te słowa, przeżyłem 15 583 dni, to jest 2 226 tygodni.

Zostało mi w najlepszym razie 15 tysięcy dni.

Jak chcę przeżyć te dni? Na co chcę je  przeznaczyć?

Co jest na tyle ważne by wypełnić tym pozostałą część mojego życia?

Gdybyś musiał umrzeć dzisiaj, co byłoby na twoim epitafium? Jaką mowę można byłoby powiedzieć nad twoim grobem? Czy taką:

Odszedł człowiek, który nic specjalnego nie zrobił. Był niezadowolony ze swojego życia. Ciągle czekał, aż coś się w nim zmieni. Udawał, że się dobrze bawi, ale tak naprawdę jego praca i życie nudziły go i męczyły. Liczył, że któregoś dnia wreszcie mu się coś uda. Ale tylko czekał i narzekał. Nigdy nie udało mu się dotrzeć do pełni swoich możliwości. Nigdy nie odważył się żyć, tak jak czuł, że powinien. Nigdy nie odważył się zaryzykować i żyć na własną rękę….

Masz jeszcze trochę czasu. Jeszcze trochę dni przed tobą.

Jeszcze możesz wszystko zmienić.

Jeszcze możesz wypełnić swoje życie tym, czym warto.

Nie czekaj. Przeżyj każdy dzień.