<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Energia Wewnętrzna &#187; sukces</title>
	<atom:link href="http://www.energiawewnetrzna.pl/category/sukces/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.energiawewnetrzna.pl</link>
	<description>Możesz żyć w pełni</description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 Nov 2011 09:14:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Jak po drodze nie stracić motywacji?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/obraz/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/obraz/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Sep 2008 05:47:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[obraz]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>
		<category><![CDATA[wizja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyborażenia]]></category>
		<category><![CDATA[wyobraźnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=99</guid>
		<description><![CDATA[Między skalistym brzegiem wyspy Santa Catlina a piaszczystymi plażami Florydy jest całkiem spory kawał oceanu. Gdy się patrzy na mapę o dużej skali, odległość wydaje się niewielka. Podłużna wyspa jest prawie przyklejona do zachodniego wybrzeża Stanów. Ale gdy wejdziesz po łydki do chłodnej wody, wcale nie czuć, że wielki kontynent jest tuż obok. Masz przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Między skalistym brzegiem wyspy Santa Catlina a piaszczystymi plażami Florydy jest całkiem spory kawał oceanu. Gdy się patrzy na mapę o dużej skali, odległość wydaje się niewielka. Podłużna wyspa jest prawie przyklejona do zachodniego wybrzeża Stanów. Ale gdy wejdziesz po łydki do chłodnej wody, wcale nie czuć, że wielki kontynent jest tuż obok. Masz przed sobą 35 kilometrów wypełnionych słoną, głęboką i falującą wodą.<span id="more-100"></span></p>
<p>Jest chłodny dzień 1952 roku. W dwóch niewielkich łodziach siedzą otuleni kocami, zamęczeni ludzie. Wypłynęli prawie piętnaście godzin temu. Wokół unosi się gęsta mgła. Nawet drugą łódź trudno jest wyraźnie zobaczyć. Co pewien czas z wody wyłaniają się płetwy rekinów. Odstraszają je strzelając w powietrze, jak do stada wron. Pilot uważnie patrzy w kompas. We mgle łatwo pływać w kółko. A im zależy na tym, by płynąć jak najkrótszą drogą.</p>
<p>W wodzie, obok łodzi płynie kobieta. Jej ręce pracują regularnie, jak wahadło zegara. Co kilka ruchów odchyla na bok głowę. Przez okrągłe, gumowe okulary, które sięgają od policzków do czoła, widać jej oczy. Ten sam rodzaj spojrzenia, gdy się człowiek się zamyśli i patrzy gdzieś znacznie dalej niż ściana przed nim. Wykrzywione usta wciągają haust powietrza. Kobieta wraca do swojego wodnego świata.</p>
<p>Kilkanaście godzin temu, niedaleko brzegu była pełna energii i wiary, że się uda. Postanowiła zostać pierwszą kobietą, która przepłynie Kanał Catalina. Teraz czuje znużenie, palący ból w płucach i sztywność w mięśniach.</p>
<p>Florence Chawdwik nie była nowicjuszką. Miała 34 lata i maratony pływackie uprawiała od dawana. Rok wcześniej została pierwszą kobietą, która przepłynęła kanał La Manche w obie strony. Płynąc z Francji do Anglii pobiła rekord szybkości obowiązujący tam od 24 lat.</p>
<p>Wszyscy, którzy kiedykolwiek przepłynęli kilkadziesiąt kilometrów na otwartym morzu, zawsze mówią:<br />
- To najtrudniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem.</p>
<p>Normalny maraton to miły spacerek. Tu trzeba mieć koński upór (a raczej morsi czy wielorybi). Trzeba wytrzymać kilkanaście godzin w chłodnej, słonej i falującej wodzie. Wokół mogą płynąć łodzie z ekipą wspomagającą, jednak nie wolno ich nawet na chwilę dotknąć. Co pewien czas robiony jest krótki postój. Pływakowi rzuca się pojemnik z piciem czy zupą. Trzeba być odważnym. Niebezpieczne mogą być rekiny, meduzy, wielkie statki, błędy w nawigacji. Dla Florence to wszystko było czymś normalnym. Zdążyła się przyzwyczaić.</p>
<p>Jednak teraz, po piętnastu godzinach, mówi do matki i trenera, siedzących w łódce:<br />
- Nie wiem, czy dam radę&#8230;<br />
- Dasz radę, potrafisz! Możesz to zrobić. Już niedaleko, wytrzymaj! &#8211; zachęcają.</p>
<p>Florence wpatruje się przed siebie i widzi tylko fale ginące we mgle. Zmusza się do walki i płynie. Kiedyś powiedziała:<br />
- Wiesz, są takie chwile, gdy czujesz się bardzo zmęczona i masz ochotę dać sobie spokój. Ale wtedy, po prostu przesz do przodu. Wiesz, uczysz się tego na dalekich dystansach. Po prostu przesz do przodu i jakoś, nie wiadomo skąd, znajdujesz więcej energii</p>
<p>Jednak nie teraz. Energia się nie pojawia. Po kolejnej godzinie Florence poddaje się i prosi by ją wyciągnąć. Po szesnastu godzinach uporu, po 60 000 pociągnięć rękoma, uznaje, że na więcej jej nie stać.</p>
<p>Po kilku minutach, gdy wciągnęli ją do łódki, wytarli i okryli ręcznikami, wiatr rozwiał mgłę. Okazało się, że byli zaledwie kilkaset metrów od brzegu. Florence, rozmawiając potem z reporterem powiedziała:<br />
- Nie chcę szukać wymówek, ale gdybym mogła widzieć ląd, zrobiłabym to.</p>
<p>Dwa miesiące później, pod koniec września, mgła była jeszcze bardziej gęsta. Tym razem Florence była na nią przygotowana. Płynąc wyobrażała sobie, że widzi przed sobą ląd. Pokonała dystans, podbijając rekord ustanowiony przez mężczyznę aż o dwie godziny.</p>
<p>Jesteśmy w stanie wiele znieść. Jesteśmy w stanie dać z siebie znacznie więcej niż nam się wydaje. Ale musimy widzieć przed sobą cel. Często to nie nasza słabość czy brak wytrzymałości są źródłem porażek. Gdy nie widzisz przed sobą drugiego brzegu, gdy otacza cię gęsta mgła, masz poczucie, że wszystko jest bez sensu. Nie masz siły by wykonać kolejnego ruchu.</p>
<p>Ludzie często znajdują się w takiej samej sytuacji jak Florence Chadwick podczas pierwszej próby przepłynięcia kanału. Wysilają się, starają, wkładają wiele wysiłku, ale nie widzą swojego celu. Wokół nich jest tylko mgła, której nie potrafią pokonać.</p>
<p>Gdy zaczynasz drogę spełniania swoich marzeń, pamiętaj o tym by upewnić się, czy będziesz po drodze wyraźnie widział cel. Na początku może to się wydawać zbyteczne. Dużo emocji przynosi nam już samo zajęcie się czymś nowym. Mamy poczucie ruchu, bo czujemy jak szybko oddalamy się od brzegu. Mamy w sobie dużo siły i energii. Kiedy jednak brzeg zniknie z pola widzenia zaczynamy tracić animusz. Zaczynamy się miotać i niepotrzebnie tracić energię.</p>
<p>Jeżeli chcesz dopłynąć do celu musisz go wiedzieć. Musisz mieć na czym skupić wzrok.</p>
<p><a href="http://tajemnica.wordpress.com/">Wallance T. Wattles </a>pisze:</p>
<blockquote><p>Przyjrzyj się swoim pragnieniom, zobacz, czego chcesz i stwórz klarowny, mentalny obraz tego, jak chciałbyś by to wyglądało, gdy to osiągniesz. Ten jasny, mentalny obraz musisz mieć stale w swoim umyśle, tak jak żeglarz ma w swoim umyśle port, do którego żegluje. Musisz przez cały być skierowany w jego stronę. Nie możesz stracić go z oczu w większym stopniu, jak sternikowi nie wolno stracić z oczu kompas.</p></blockquote>
<p>Naucz się widzieć swoje cele, formułować je w konkretny, niemal dotykalny sposób. Czy potrafisz dotknąć marzenia? To jeden z sekretów: osiągamy to, co potrafimy wewnątrz siebie zobaczyć.</p>
<p>Niektórzy mówią: moim celem jest osiągnąć harmonię, spokój, wyższy poziom świadomości. Świetnie, super. Ale powiedz mi, jaka jest fizyczna manifestacja tego stanu? Co konkretnie chcesz osiągnąć? Potrafisz mi to tak opisać, bym mógł to zobaczyć? Poczuć, powąchać? Mój tato, gdy zaczynam mówić zbyt abstrakcyjnie zawsze mnie pyta: „z czym się to je?”. Z czym się je „harmonię, pokój, miłość do ludzi”?</p>
<p>Chodzi o to, by <em>zakodować </em>marzenie w postaci bezpośrednich danych zmysłowych. Im bardziej abstrakcyjne marzenia, tym mniejsze szanse na ich realizację. Potrafimy rozmawiać o abstrakcjach, ale nie potrafimy ich osiągać. To pułapka w jaką wpada wiele inteligentnych i twórczych osób. Nasz umysł potrzebuje konkretnych obrazów i doświadczeń. To jego paliwo. Same abstrakcje są jak rusztowanie, jak układ kostny. Mogą być cenne, ale bez danych zmysłowych są podobne do stojącego w rogu pracowni biologicznej kościotrupa.</p>
<p><strong><em>Ćwiczenie </em></strong><br />
Naszym celem jest udoskonalić twoją zdolność symulacji mentalnych. Chciałbym ci zaproponować proste ćwiczenie.</p>
<p>Filmy i powieści science-fiction dosyć często wykorzystują pomysł alternatywnych wersji rzeczywistości. Różne światy funkcjonują obok siebie, nie mając ze kontaktu. Dopiero bohater łamie izolację przenosząc się między nimi. Podczas swoich podróży odkrywa, jak różne są losy tych samych osób w różnych wersjach rzeczywistości. Często spotyka nawet różne wersje siebie. O ile w odniesieniu do fizycznego świata to czysta fantazja (choć nigdy nie można mieć pewności, co wymyślą fizycy) to zdaje się jest w tym coś prawdziwego na płaszczyźnie psychologicznej. Nasz umysł potrafi, w różnych swoich obszarach, tworzyć różne wersja nas samych i świata, w jakim żyjemy. Ponieważ ilość połączeń, jakimi dysponuje przekracza ilość gwiazd we wszechświecie, nie ma obawy, że za braknie mu miejsca.</p>
<p>Chcę zaproponować ci coś w rodzaju takiej podróży pomiędzy różnymi rzeczywistościami. Możesz na chwilę przenieść się w czasie i przestrzeni, do świata, w którym wszystko poszło tak, jak trzeba, w którym zrealizowałeś wszystkie swoje marzenia i w którym jesteś w pełni ze siebie zadowolony.<br />
Wyobraź sobie, że wchodzisz do portalu, który za chwilę przeniesie cię do tej rzeczywistości. Być może to będzie świat za trzy, może za pięć lat. Będzie to rzeczywistość, w której wszystko jest tak, jak powinno być. Trzy, dwa, jeden &#8230; start.</p>
<p>Jesteś w świecie, w którym udało ci się zrealizować swoje marzenie. Przyjrzyj się sobie. Kim teraz jesteś? Co jest wokół ciebie? Jak się czujesz?</p>
<p>Zostań tu przynajmniej kilka minut i dokładnie przyjrzyj się wszystkiemu. Zobacz, poczuj, dotknij. Zapamiętaj. Jesteś osobą, która właśnie zrealizowała swoje największe marzenie. Zapamiętaj jak się czujesz i co wokół siebie widzisz.</p>
<p>Po kilku minutach usiądź i wszystko dokładnie opisz. Pisz w czasie teraźniejszym. Np.:<em> wchodzę właśnie do swojego nowego, dużego domu, wchodzę po schodach na piętro…</em> lub <em>awansowałem na dyrektora regionu i właśnie wchodzę do swojego gabinetu… </em>Oczywiście twoje opisy będą dłuższe i barwniejsze. Postaraj się opisać wszystko dokładnie, tak jakbyś był scenarzystą, który przygotowuje szczegółowy opis sceny. Nie ograniczaj się tylko do opisywania – jak by to było w przypadku filmu – wizji i dźwięku. Uwzględnij wszystkie wewnętrzne odczucia, zapachy i doznania.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/obraz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka wyrzucania</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/sztuka-wyrzucania/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/sztuka-wyrzucania/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Sep 2008 13:00:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[obrazy]]></category>
		<category><![CDATA[przeprowadzka]]></category>
		<category><![CDATA[przyzwyczajenie]]></category>
		<category><![CDATA[puścić]]></category>
		<category><![CDATA[rezygnacja]]></category>
		<category><![CDATA[starocie]]></category>
		<category><![CDATA[wyrzucanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=98</guid>
		<description><![CDATA[Nie ma chyba rzeczy, których bardziej nie lubię jak przeprowadzki i remonty. Trzeba zwinąć całe codzienne życie równo poustawiane na półkach i poupychane w kątach. Zapakować je w pudła i wynieść na zewnątrz. A potem, wstawić je z powrotem i od nowa poustawiać. Przez ostatnich kilka tygodni zajmowałem się zarówno remontem, jak i przeprowadzką. Pamiętam, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie ma chyba rzeczy, których bardziej nie lubię jak przeprowadzki i remonty. Trzeba zwinąć całe codzienne życie równo poustawiane na półkach i poupychane w kątach. Zapakować je w pudła i wynieść na zewnątrz. A potem, wstawić je z powrotem i od nowa poustawiać.<span id="more-99"></span></p>
<p>Przez ostatnich kilka tygodni zajmowałem się zarówno remontem, jak i przeprowadzką. Pamiętam, że kilka lat temu, kupując moje obecne mieszkanie, myślałem głównie o tym, by mieć swoją pracownię. Gdy się wprowadziliśmy, w jednym z pokoi, do całej, prawie siedmiometrowej ściany przykręciłem półki. Od sufitu do podłogi. Cieszyłem, się, ze wreszcie nie będę musiał upychać książek, ani trzymać ich w pudłach. Że będę mógł w nich swobodnie grzebać. Że nie będę mógł je przynosić nie mając poczucia winy, że nie ma ich gdzie położyć. W sumie było to czterdzieści kilka metrów półek. Na początku, rzeczywiście było dużo luzu. Jednak po pięciu latach, by cokolwiek nowego zmieścić, musiałem mocno się napocić. Wiele książek nawet nie mieściło się na półkach – leżały poukładane w stosach na podłodze i stole. Ale i tak było dobrze. Jakoś z tą ciasnotą bym sobie poradził ( w końcu miałem jeszcze kilka wolnych ścian). Jednak kilka rzeczy zmusiło mnie do zmian.</p>
<p>Jedną z nich jest to, że w domu nie jest łatwo pracować. Szczególnie wtedy, gdy co pewien czas przychodzi mała osóbka i pyta:</p>
<p>- Tatusiu, mogę tutaj popracować?</p>
<p>Postanowiłem dać temu małemu pracownikowi mój dotychczasowy pokój a samemu wynieść się poza dom. Wynająłem biuro i zacząłem pakować wszystko do pudeł. To męcząca praca. Zapakować, okleić, wpakować na wózek, wywieźć na korytarz – a to dopiero początek drogi. Im bardziej byłem zmęczony, tym krytyczniej patrzyłem na książki.</p>
<p>- Czy ta książka jest mi naprawdę potrzebna? Zgoda, zacytowałem ją w pracy magisterskiej. Dokładnie mówiąc jedno zdanie. A teraz wozi się ze mną z jednego miejsca na drugie. Trzeba ją wyrzucić. A ta książka – podręcznik do programu komputerowego, którego już nikt nie używa &#8211;  czy jest sens by zajmowała miejsce? Albo ta powieść, która się tu zabłąkała &#8211; co o na w ogóle robiła wśród książek o zarządzaniu? Poza tym, nie mam zamiaru jej czytać.</p>
<p>Szybko dotarło do mnie, że jestem typem kolekcjonera. Gromadzę, zbieram i upycham. Trudno mi coś wyrzucić. Aby dobrze funkcjonować moja powierzchnia magazynowa powinna się stale powiększać. Przypomniałem sobie, co Ryszard Kapuściński pisał o koczownikach: że są to ludzie, którzy idąc przed siebie porzucają wszystko. Ja jestem człowiekiem, który idzie przed siebie gromadząc wszystko. Moje &#8222;ja&#8221; rozciąga się na coraz większą liczbę rzeczy. Moje ja, tyje i pęcznieje, coraz bardziej utrudniając mi ruch.</p>
<p>Ale mimo tego odłożyłem na bok stos książek. Było ich ponad sto. Zapakowałem je do starej, popsutej walizki (pakując myślałem, po cholerę tyle lat trzymałem w piwnicy starą, popsutą walizkę) i postawiłem na korytarzu. Chyba przez tydzień chodziłem wokół niej, tłumacząc sobie: nie dziś, może jutro, może jeszcze rzucę okiem, czy nie ma tam czegoś potrzebnego. Miarka się przebrała przy okazji.</p>
<p>W kącie stał czerwony kij do szczotki. Sama szczotka gdzieś się zapodziała. Już chciałem wziąć kij i zanieść do piwnicy. Nagle dotarł do mnie absurdalność sytuacji. Mam bardzo małą piwnicę, a niedaleko jest duży sklep w mają cały dział ze szczotkami. Są tam wszelkie możliwe kije do szczotek, we wszelkich rozmiarach i kolorach. Dodatkowo z pasującymi do nich szczotkami.</p>
<p>Pomyślałem:<br />
- No tak, gdy następnym razem będę potrzebował szczotki na kiju, pójdę do piwnicy, wyciągnę zakurzony czerwony kij, następnie pójdę do sklepu i będę szukał odpowiadające mu szczotki, dopiero gdy mi się uda dokręcę nową szczotkę. Czy to musi być takie skomplikowane? Dużo bym dał by tego uniknąć.<br />
- Tak? &#8211; coś we mnie zapytało – a ile byś dał?<br />
- Powiedzmy pięć dych. To mi zajmie z godzinę a do tego nie lubię starych szczotek.<br />
- Dobrze się składa &#8211; coś odpowiedziało &#8211; nowa szczotka kosztuje pewnie z dwadzieścia złotych. Wyrzuć to i trzy dychy do przodu.<br />
Zrozumiałem, że trzymając stare rzeczy zmuszam się tracenie na nie czasu. Zagracam swój świat i ograniczam swobodę ruchów. Wyrzuciłem kij do szczotki. I tak mnie to rozkręciło, że przy okazji pozbyłem się walizki z książkami.</p>
<p>Zadałem sobie też ćwiczenie. Codziennie mam za zadanie coś wyrzucić. Początkowo mogą to być rzeczy bezużyteczne, ale gdy ich zabraknie, będę to tzw. rzeczy potrzebne. Minęło już kilka dni. Ćwiczenie zaczyna mi coraz lepiej wychodzić.</p>
<p>Myślę, że nie tylko ja mam problem z gromadzeniem. Nasza kultura opiera się na gromadzeniu. Nikt z nas nie jest koczownikiem. Nasze szafy, regały, komody, strychy i piwnice pełną są rzeczy, których nigdy nie będziemy używać.</p>
<p>Gdy szkoliłem kiedyś likwidatorów szkód komunikacyjnych, uczestnicy opowiadali mi, o jednym z typów trudnych klientów. To ludzie, uczuciowo powiązania ze swoimi samochodami.</p>
<p>Likwidator mówi:<br />
- Proszę pana, koszty naprawy tego samochodu kilkakrotnie przekracza jego wartość, nie opłaca się go naprawiać.<br />
- Ale ja chcę go naprawić!<br />
- Damy panu takie odszkodowanie, ze stać będzie pana na nowy, wygodniejszy samochód.<br />
- Tu nie chodzi o pieniądze, jestem związany z tym samochodem, kochałem się w nim z żoną, woziłem nim swoje małe dzieci, byłem na wakacjach w Bułgarii.… wie pani ile wspomnień?</p>
<p>I człowiek dopłaca i jeździ starym, zdezelowanym samochodem. Świat czeka z nową ofertą: weź nowy, wygodny, taki, który się nie psuje, w którym twojej rodzinie będzie wygodniej. A on: nie, ten samochód jest dla mnie jak dziecko.</p>
<p>Wydaje się nam , że możemy mieć coraz to nowe rzeczy, z niczego nie rezygując. Niczego nie zmieniając i nie zostawiając za sobą. Marzymy o wielkim świecie o nowych wspaniałych domach samochodach, nie rozumiejąc, że witając się z nową rzeczą musimy pożegnać się ze starą.</p>
<p>Jeżeli chcesz zacząć wreszcie realizować swoje marzenia naucz się czegoś od koczownika. Naucz się wyrzucać stare rzeczy. Cały świat należy do ciebie. Nie trzymaj się kurczowe tego małego fragmentu, który masz pod ręką. Gdy otworzysz się na obfitość i bogactwo świata, nie będziesz musiał gromadzić starych rzeczy. Gdy otworzysz się na przyszłość nie będziesz musiał żyć w przeszłości. Samochód tego człowieka był świadkiem wielu wspaniałych chwil. Ale ten nowy przecież też może być. Nie musisz wozić ze sobą przeszłości. Czy myślisz, ze w twoim życiu nie będzie już żadnych szczęśliwych chwil?</p>
<p>Paradoks gromadzenia polega na tym, że im bardziej kurczowo trzymasz coś w dłoni, tym, więcej rzeczy jest poza twoją dłonią. Jeżeli chcesz być naprawdę bogaty i mieć wiele, to nie możesz wszystkiego kurczowo się trzymać. Choćbyś nawet miał przeogromną piwnicę.</p>
<p>Często ludzie nie realizują swoich marzeń, dlatego, że nie potrafią się pożegnać się z tym, do czego przywykli. Ktoś np. buduje firmę, a gdy ta się rozrasta nie potrafi zrobić kroku naprzód, bo zbytnio jest przyzwyczajony do starych ścian i starych metod działania. Zatrzymuje się i nie pozwala sobie na rozwój. Albo pragnie zostać szefem, ale nie potrafi pożegnać się ze starymi relacjami z dotychczasowymi kolegami z pracy. Albo pragnie zostać sławny i nie potrafi się pożegnać z dotychczasową anonimowością. Albo pragnie zamieszkać w nowym domu z ogrodem, ale nie potrafi wyobrazić sobie przeprowadzki ze swojego mieszkania.</p>
<p>Nie chodzi tylko o rzeczy. Jeszcze ważniejsze są nasze obrazy, jakie w sobie nosimy. Gromadzimy je i trzymamy się ich kurczowo. Niektóre leżą na dnie naszej wyboraźni od czasów dzieciństwa (np. Bóg z siwą brodą). Innych nauczyliśmy się później (np. meble z Ikei jako obraz wygody czy samochód Audi jako szczyt lukusu). Są takie, które dotyczą otoczenia i innych, ale te najważniejsze dotyczą nas samych. Dziewczyna, która była w szkole brzydka, uważa się za brzydulę. Chłopak, który musiał radzić sobie z brakiem pieniędzy i dziś uważa, że od ich zależy jego zycie. Ktoś, kto uważał się na &#8222;umysł ścisły&#8221; do dziś nie czyta prozy. Itd.</p>
<p>Umiesz wyrzucać starocie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/sztuka-wyrzucania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak niezawodnie wygrać  &#8211; niekoniecznie w totka</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-niezawodnie-wygrac-w-totolotka/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-niezawodnie-wygrac-w-totolotka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jul 2008 11:48:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[chasydzi]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[pasja]]></category>
		<category><![CDATA[serce]]></category>
		<category><![CDATA[skarb]]></category>
		<category><![CDATA[totolotek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=97</guid>
		<description><![CDATA[Był kiedyś człowiek, który odbył długą podróż w poszukiwaniu skarbu. Znalazł go, ale po drodze musiał dowiedzieć się ważnej rzeczy. Jeżeli nie wygrałaś/eś w totka, to jesteś na bardzo dobrej drodze. Być może jeszcze tego nie wiesz, ale powinieneś się z tego cieszyć W Krakowie, na Kazimierzu mieszkał kiedyś żyd imieniem Ajzyk, syn rabiego Jankiela. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Był kiedyś człowiek, który odbył długą podróż w poszukiwaniu skarbu. Znalazł go, ale po drodze musiał dowiedzieć się ważnej rzeczy. Jeżeli nie wygrałaś/eś w totka, to jesteś na bardzo dobrej drodze. Być może jeszcze tego nie wiesz, ale powinieneś się z tego cieszyć</strong><br />
<span id="more-98"></span><br />
W Krakowie, na Kazimierzu mieszkał kiedyś żyd imieniem Ajzyk, syn rabiego Jankiela. Był ubogi, jednak zawsze wierzył, że Bóg uczyni go bogatym. Pewnej nocy przyśniło mu się, że w Pradze pod mostem ukryty jest skarb. Rano Ajzyk przypomniał sobie sen, jednak wydawało mi się to zbyt nierealne. Wzruszył tylko ramionami. Jednak po paru dniach sen wrócił. Znowu ujrzał most w Pradze i znowu usłyszał, że jest pod nim skarb. Ajzyk nie wiedział, co myśleć. Praga była daleko, a on nie miał pieniędzy by pozwolić sobie na taką podróż. „To tylko sen” powiedział do siebie i zajął się swoimi sprawami. Ale po kilku dniach sen przyśnił mu się znowu. Tym razem Ajzyk nie mógł go zlekceważyć. Zebrał się i wyruszył do Pragi.</p>
<p>Tam znalazł most, który widział we śnie. Już chciał zacząć kopać, ale zobaczył przechadzających się strażników. „Poczekam aż pójdą” pomyślał. Strażnicy jednak nie odchodzili. Pilnowali mostu dniem i nocą. Ajzyk ciągle kręcił się wokół mostu. Po jakimś czasie zauważył go dowódca straży. Podszedł i zapytał czego tu szuka. Ajzyk opowiedział mu o swoim śnie. Dowódca straży wybuchnął śmiechem.</p>
<p>&#8222;I ty biedaku, przyszedłeś tu aż z Krakowa tylko dlatego że ci się coś przyśniło?! Gdybym ja wierzył w sny musiałby jechać do Krakowa i wykopać skarb spod łóżka pewnego żyda imieniem Ajzyk, syna Jankiela. Już się widzę jak go szukam, przecież tam połowa ma na imię Ajzyk a połowa Jankiel&#8221;.<br />
Ajzyk pożegnał dowódcę straży i wrócił do Krakowa. Spod swojego łóżka wykopał skarb.</p>
<p>Ta opowieść przyszła mi na myśl, gdy przyglądałem się ludziom stojącym wczoraj przed totalizatorami w kolejce po cud. Nie rozumieli, że ten skarb, wcale nie leży gdzieś tam w maszynie losującej. Leży w nich. Każdy z nich jest milionerem. Każdy z nich ma więcej niż ktokolwiek mógłby wygrać. Pytanie czy kiedykolwiek przyjdzie im do głowy by zajrzeć pod swoje łóżko.</p>
<p>Zajrzyj do siebie samego. Dostałeś umysł i ciało, za pomocą, których możesz osiągnąć znacznie więcej niż te kilka milionów. Masz marzenia i możesz te marzenia realizować. Masz pomysły i energię. Wykorzystaj je. Zmieniaj siebie, doskonal, rozwijaj. To znaczy &#8222;kopać pod swoim łóżkiem&#8221;. Dostałeś już wszystko czego potrzebujesz. Musisz tylko zacząć kopać.</p>
<p>Gdy wypełniasz kupon twoje marzenia są jak jętki jednodniówki. Żyją do dwudziestej drugiej, gdy z maszyny losującej wypadają nie te numery. Kupon do kosza. Westchnienie. Takie jest życie. Jutro rano trzeba wcześnie wstać. Fajnie jest pomarzyć, ale wracamy do życia. Znowu ta cholerna praca. Jak ja jej nie cierpię. Być może powinienem ją zmienić, być może powinienem bardziej się postarać…ale to takie ciężkie. Może nie będę musiał. Może mi się uda wygrać.</p>
<p>Wczoraj cztery osoby wygrały. Dostaną po jakieś 8 mln minus podatek. Dużo? Tak. Ale są tacy, którzy zarabiają tyle bez żadnych loterii. Jeżeli nie udało ci się wygrać, pamiętaj, że zawsze możesz jak Ajzyk wrócić do domu i sprawdzić czy nie masz czegoś pod swoim łóżkiem. Być może, na twoim przegranym kuponie niewidzialna ręka napisała &#8222;<em>twój skarb cały czas jest w tobie, wydobądź go wreszcie!</em>&#8221;</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-niezawodnie-wygrac-w-totolotka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wprowadzenie</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/realizacja-marzen/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/realizacja-marzen/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Jul 2008 17:22:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=93</guid>
		<description><![CDATA[Pomyślałem, że tym razem zaproponuję serię wpisów. Mam co prawda kilka zaległych tekstów na różne tematy, ale chwyćmy byka za rogi. O co nam wszystkim chodzi, jak nie o spełnienie swoich marzeń? To będzie pięć zasad, zawartych w kilku odcinkach. Zanim pojawi się pierwsza część, kilka uwag. Po pierwsze, to nie są kroki realizacji marzeń. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pomyślałem, że tym razem zaproponuję serię wpisów. Mam co prawda kilka zaległych tekstów na różne tematy, ale chwyćmy byka za rogi. O co nam wszystkim chodzi, jak nie o spełnienie swoich marzeń?<br />
To będzie pięć zasad, zawartych w kilku odcinkach. Zanim pojawi się pierwsza część, kilka uwag.</p>
<p><a href='http://www.ryzak.kei.pl/energia/wp-content/uploads/dreams.jpg'><img src="http://www.ryzak.kei.pl/energia/wp-content/uploads/dreams.jpg" alt="" title="Jak spełniać swoje marzenia?" width="300" height="400" class="alignnone size-medium wp-image-95" /></a> <span id="more-94"></span></p>
<p>Po pierwsze, to nie są kroki realizacji marzeń. Marzenia realizuje się – mówiąc żargonem – w ramach procesu iteracyjnego. To znaczy takiego, w którym kolejne kroki są wielokrotnie powtarzane. Możesz na przykład zacząć od pracy nad pragnieniem, następnie przejść do oczyszczenia intencji a później wrócić do pragnienia.</p>
<p>Po drugie, nie jestem nauczycielem ani przewodnikiem. Jestem jednym z wielu zainteresowanych tym tematem. To nie będą mądrości, jedynie kilka przemyśleń.</p>
<p>Po trzecie &#8211; ćwiczenia. W każdym z odcinków będzie jedno ćwiczenie. Zadanie polega na tym, by wykonać to ćwiczenie i podzielić się wrażeniami lub zaproponować własne ćwiczenie (i również podzielić się wrażeniami).</p>
<p>Jeżeli wszystko jasne, to możemy zacząć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/realizacja-marzen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W pułapce fantazji</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/w-pulapce-fantazji/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/w-pulapce-fantazji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 06:21:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyborażenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=91</guid>
		<description><![CDATA[Wiele osób twierdzi, że im dokładniej widzisz to, do czego dążysz, tym lepiej. Czy zawsze tak jest? Czy naprawdę, tego rodzaju techniki zawsze ułatwiają sukces? A może zamiast pomagać, utrudniają, przez to, że zniechęcają do działania? Parę lat temu w kinach leciał film „Zakładnik” (Collateral) z Tomem Criuse w roli zawodowego mordercy Vincenta. Criuse, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wiele osób twierdzi, że im dokładniej widzisz to, do czego dążysz, tym lepiej. Czy zawsze tak jest? Czy naprawdę, tego rodzaju techniki zawsze ułatwiają sukces? A może zamiast pomagać, utrudniają, przez to, że zniechęcają do działania?</strong><span id="more-92"></span></p>
<p>Parę lat temu w kinach leciał film „Zakładnik” (Collateral) z Tomem Criuse w roli zawodowego mordercy Vincenta. Criuse, jak zwykle był świetny, ale równie dobry był drugi aktor, Jamie Foxx, który gra rolę taksówkarza Maxa.</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=Vo-fNx6FAy8&#038;feature=related</p>
<p>Max jest człowiekiem z wizją. Marzy, że któregoś dnia będzie miał firmę. Bezkonkurencyjną, najlepszą w swoim rodzaju. Będzie się nazywała Island Limos. Firma będzie wypożyczała limuzyny i woziła sławnych ludzi. Max, wszystko już obmyślił. Opowiada, że jego limuzyny będą jak wyspy na kołach. Klientom nie będzie się chciało z nich wychodzić. Wie jaka to będzie marka samochodu, pewnie wie, jaki będzie kolor tapicerki. Teraz pracuje jako kierowca taksówki, ale to dorywcza praca. Odkłada pieniądze, planuje, uczy się, tworzy listę właściwych klientów.</p>
<p>Max doskonale radzi sobie z życiem. Zna odpowiednie techniki, pozwalające kontrolować umysł. Dzieli się nimi z innymi. Rozmawiając z pasażerką (zestresowaną panią prokurator) mówi jej:</p>
<p>- Potrzebujesz wakacji. Musisz odświeżyć umysł. Zebrać się sama w sobie, zharmonizować.<br />
- A ty kiedy ostatnio miałeś wakacje?<br />
- Mam wakacje cały czas.<br />
- Jak często?<br />
- Wiele razy na dzień. W moim ulubionym miejscu: Malediwy.</p>
<p>Wyciąga ze schowka zdjęcie z piękną piaszczystą wyspą otoczoną lazurową wodą. Mówi:</p>
<p>- Moje prywatne miejsce ucieczki. Gdy sprawy układają mi się ciężko, robię przerwę na 5 minut. I przenoszę się tam. I nie zwracam uwagi absolutnie na nic.</p>
<p>W swojej tymczasowej pracy Max tkwi od dwunastu lat. Od dwunastu lat, przenosi się na Malediwy. Od dwunastu lat jest zharmonizowany i wyciszony.  Od dwunastu lat, w wyobraźni jest właścicielem kilkudziesięciu limuzyn.</p>
<p>Równocześnie, przez ten czas, daje się wysługiwać gburowi, który jest szefem firmy taksówkarskiej i pokornie słucha zrzędzącej matki. Gdy ją odwiedza (oczywiście codziennie) opowiada jej bajkę, o tym, jaką sławną osobę dziś przewiozła jego firma Island Limo</p>
<p>Któregoś wieczora, do jego taksówki wsiada płatny morderca. Wynajmuje go na całą noc. Pięć przystanków, 600 dolarów. Max nie wie czym zajmuje się Vincent. Szybko się jednak dowiaduje, gdy na dach jego taksówki spada ofiara Vinceta. Max próbuje zastosować swoją ulubioną technikę. Uciec. Zaprzeczyć temu co się stało. Wycofać się w swój świat wyobraźni.</p>
<p>Ale po raz pierwszy nie może. Vincet przystawia mu pistolet do głowy. Matka Maxa zawsze mówiła: „trzeba mu przystawić broń do głowy, żeby zrobił cokolwiek”. I ma rację. Max, z pistoletem przy głowie wreszcie przestaje „wprowadzać się w relaks” i fantazjować. Nie potrzebuje 12 lat by zacząć działać. Wystarcza mu ułamek sekundy, mgnienie oka, by wiedział co ma zrobić. Zaczyna działać i robi rzeczy o jakie nikt by go nie podejrzewał. Walczy o to, co jest dla niego naprawdę ważne (życie dziewczyny, którą wcześniej poznał).</p>
<p>Wiele osób podchodzi do technik psychologicznych podobnie jak Max. To wygodne nie czuć stresu, zharmonizować się i zestroić. To takie wygodne wejść w stan pełnego odprężenia. Od razu czujesz się lepiej. Wygodne, bo nie trzeba działać. Niczego nie trzeba zmieniać..</p>
<p>W rzeczywistości to nie ma nic wspólnego z rozwojem. To unikanie rozwoju.</p>
<p>Jak twierdzi autorka badań, o których wczoraj wspomniałem: „Pozytywne fantazje stanowią ciężar dla motywacji, ponieważ mogą blokować motywację do podjęcia działań prowadzących do pożądanej przyszłości”. Okazało się np., że ludzie, którzy częściej wyobrażali sobie pozytywną przyszłość, rzadziej działali (np. wysyłali mniej cv do pracodawców czy mniej czasu poświęcali na naukę). Jak łatwo przewidzieć, mniejszy wysiłek przekładał się na mniejsze sukcesy.</p>
<p>To wszystko nie znaczy, że wyobraźnia nie jest niepotrzebna. Chodzi tylko o to, że czasem lepiej działać i czuć się nieprzyjemnie, niż nie działać i czuć się błogo. Czasem niestety trzeba wybrać: dobre samopoczucie czy prawdziwe życie. Nie zawsze, ale czasem. Sprawdź czy stosowane przez ciebie techniki psychologiczne dają ci kopa do działania czy przeciwnie – odbierają energię do zmian.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/w-pulapce-fantazji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czym bardziej się przejmować&#8230;</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/kim-jestes/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/kim-jestes/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 20:28:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój wewnętrzny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=63</guid>
		<description><![CDATA[Czy nie skupiamy się zbytnio na konsekwencjach, zamiast zająć się tą jedyną, najważniejszą rzeczą? Czy pamiętasz kiedy ostatni stanąłeś przed swoim wewnętrznym lustrem i zapytałeś się „kim jestem?” Wyjechałem na urolp. Siedzę za stolikiem przy piwie. Lepiej pisze mi się przy kawie, ale jest upalne popołudnie, a wiatr wieje niemrawo. * * * Miejscowość uzdrowiskowa. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Czy nie skupiamy się zbytnio na konsekwencjach, zamiast zająć się tą jedyną, najważniejszą rzeczą? Czy pamiętasz kiedy ostatni stanąłeś przed swoim wewnętrznym lustrem i zapytałeś się „kim jestem?” </strong><span id="more-65"></span></p>
<p><em>Wyjechałem na urolp. Siedzę za stolikiem przy piwie. Lepiej pisze mi się przy kawie, ale jest upalne popołudnie, a wiatr wieje niemrawo. </em></p>
<p>* * *</p>
<p>Miejscowość uzdrowiskowa. Starsze panie wystawiają pomarszczone dekolty do słońca. Starsi panowie przechadzają się wyprostowani, z rękoma założonymi na plecy. Nad morzem leżą osłonięci od wiatru. Z ich nieruchomych, zwróconych do słońca min trudno wyczytać co myślą. W sobotę wieczorem, z okolicznych sanatoriów dobiegają dźwięki dancingów. Przez okna widać, jak tańczy kilka par. O 22 wszystko cichnie. Cisza nocna. W niedzielę pewnie nie ma zabiegów. Dzień przerwy od masaży, kąpieli błotnych czy inhalacji.</p>
<p>Jest za to wizyta w kościele. Kościół jest mały. W zasadzie kaplica. Przed wejściem rozkopany chodnik, trzeb iść gęsiego, po płytkach rozłożonych na piachu. W środku chropawa posadzka, w kolana wbijają się małe kamyczki. Mam poczucie, że wcześniej tu byłem. Siadam na ostatnim wolnym krześle i zadzierając głowę patrzę na ołtarz. Już wiem. Kino, do którego chodziłem ponad dwadzieścia lat temu. Tam gdzie ołtarz był ekran, tu gdzie siedzę były składające się z hukiem fotele. Tu pewnie też kilka lat temu było kino.</p>
<p>Wokół mnie kuracjusze. Schowali swoje brązowe ciała w jasne, wyprasowane garsonki, sztywne koszule i spodnie z kantami. Z plaży  zostały im tylko miny.</p>
<p>Ksiądz wychodzi na ambonę. Ma do omówienia tekst o zdrowych, którzy nie potrzebują lekarza. Zaczyna od pytania:</p>
<p>- Jak się pan czuje panie Zbyszku? – mówi i patrzy na mnie.</p>
<p>Przez chwilę robi mi się gorąco. Cholera, skąd on zna moje imię? Nie, to przypadek. Ksiądz rozgląda się po kościele i powtarza pytanie: „Jak się pani czuje pani Basiu? Jak się pani czuje pani Krysiu?” Sam odpowiada:</p>
<p>- Pewnie nie najlepiej. Inaczej by to was nie było. Są powody by narzekać. Przyjechaliście się kurować. Przyjechaliście poprawić swoje wyniki. Martwi was poziom cukru we krwi, cholesterol i tysiące innych rzeczy. Robicie sobie badania, oddajecie materiał do analizy i przejmujecie się tym, co wyjdzie. To zaprząta waszą głowę. To jest wasze zmartwienie. Bardziej przejmujecie się tym, co z siebie wydalacie niż, tym jacy jesteście dla innych. Bardziej przejmujecie się swoim gównem niż tym, kim jesteście.</p>
<p>Kątem oka rozglądam się wokół. Kuracjusze nieporuszeni. Pani obok przesuwa paciorki różańca. Tylko dzieciaki z przodu nagle się ożywiają i szepczą coś do siebie. Po mszy ksiądz szybko schodzi z ołtarza. Idzie wielkimi krokami w stronę głównego wyjścia. Wychodzi z kościoła jako jeden z pierwszych, ale tylko dlatego, że ma coś wspólnego z Robertem Kubicą. Wstaję i zbieram się do wyjścia. Trudno wyjść. Dlaczego ludzie tak powoli wychodzą? To ksiądz, już bez ornatu stoi przy wyjściu, podaje każdemu rękę i dziękuje za to, że przyszedł. Mówię mu: „dziękuję za kazanie”. Rzuca spojrzenie i zajmuje się tłumem przepychających się dzieciaków.</p>
<p>„Bardziej przejmujemy się swoim gównem, niż tym kim jesteśmy”. Biedni kuracjusze nie potrafią zrozumieć, że to nie z ich krwią, ciśnieniem czy moczem jest problem. To tylko objawy tego kim są. Nie tyle powinni co tydzień się badać, brać leki i przechodzić zabiegi lecznicze, ile zmienić sposób w jaki żyją. Zmienić dietę, więcej się ruszać, rzadziej siadać przed telewizorem, przestać zadręczać się, tym, że inni mają lepiej niż oni, znaleźć sobie jakieś pasjonujące zajęcie. Kiedyś, gdy byłem w szpitalu, na sali obok leżał człowiek po zawale, który przeszedł operację wszczepienia bypassów. To nie jest przyjemna rzecz. Dostaje się w kość. Ale on, tydzień później urwał się na papierosa. Oczywiście przejmował się swoim zdrowiem (czy inaczej zgodziłby się na operację?) tylko nie widział związku między nim a swoimi decyzjami. Albo tak bardzo spodobał mu się zawał, że postanowił jak najszybciej zafundować sobie następny.</p>
<p>Efektem tego, że ci kuracjusze zajmują się nie tym, co najważniejsze jest brak efektów leczenia. Przez lata, w kółko narzekają na to samo. Jest im gorzej, mimo kolejnych wizyt w sanatoriach i porcji leków, stawianych codziennie rano obok śniadania, obiadu i kolecji.</p>
<p>Ale nie chodzi o kuracjuszy. Czy my wszyscy czasem nie cierpimy na coś podobnego? Czy nie skupiamy się zbytnio na objawach, konsekwencjach i rezultatach? Na stanie konta, na ilości awansów, zawartości cv, ilości napisanych artykułów, opublikowanych książek, przebytych i przeprowadzonych szkoleń, ilości tytułów naukowych, wielkości mieszkania, ilości posiadanych sprzętów&#8230;. i tysiącach ton innego – za przeproszeniem, jak to określił ksiądz – gówna.<br />
Czy, jak oni, nie skupimy się na zabiegach, leczeniu i terapiach, zamiast zająć się tą jedyną, najważniejszą rzeczą. Tym kim jesteś. Tu nie chodzi o to, by całkiem przestać się tym wszystkim interesować. Badania od czasu do czasu warto zrobić. Ale znacznie ważniejsze jest to, kim jesteś.<br />
Czy pamiętasz kiedy ostatni stanąłeś przed swoim wewnętrznym lustrem i zapytałeś się „kim jestem?”</p>
<p>***<br />
<em>Skończyło się piwo, w międzyczasie zamówiłem też kawę. Pora wracać. Nie mam czasu na redakcję tego tekstu. Wybacz, że przez najbliższe dni moje teksty będą czasami nieco koślawe i bardzo nieregularne. </em></p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/kim-jestes/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co ja mogę teraz zrobić</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/co-ja-moge-teraz-zrobic/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/co-ja-moge-teraz-zrobic/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 08:00:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[Beniamin Zader, dyrygent Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej (wspominałem już o nim …) , przytacza anegdotę dotyczącą legendarnego zespołu Kolish Quartet, który był znany między innymi z tego, że cały swój repertuar wykonywał z pamięci – nawet niewiarygodnie skomplikowane utwory współczesne. Eugene Lehner w latach 30. grał w tym kwartecie na altówce. Opowiadając o wybitnych wykonaniach zespołu, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Beniamin Zader, dyrygent Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej (<a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/chodzi-o-dzilenie-sie/">wspominałem już o nim</a> …) , przytacza anegdotę dotyczącą legendarnego zespołu Kolish Quartet, który był znany między innymi z tego, że cały swój repertuar wykonywał z pamięci – nawet niewiarygodnie skomplikowane utwory współczesne. <span id="more-60"></span></p>
<blockquote><p>Eugene Lehner w latach 30. grał w tym kwartecie na altówce. Opowiadając o wybitnych wykonaniach zespołu, Lehner często mówi o mrożących krew w żyłach momentach, kiedy tego lub owego z muzyków zawodziła pamięć. Choć bardzo sobie chwalił bezpośrednią więź, jaka nawiązała się między członkami kwartetu dzięki temu, że nie byli oddzieleni pulpitami, to jednak przyznaje, iż rzadko zdarzało mu się, by podczas koncertu jakiś błąd nie zmącił wykonania.
</p></blockquote>
<p>Oto, co zdarzyło się podczas pewnego koncertu.</p>
<blockquote><p>W środku powolnej części Kwartetu Smycznkowego op. 95 Beethovena, tuż przed wielkim solo altówki, Lehner nagle doznał niewytłumaczalnego zaniku pamięci – w miejscu, w którym nigdy go jeszcze nie zawiodła. Dosłownie czarna dziura. Publiczność słyszała jednak utwór dokładnie tak, jak miał brzmieć: solo altówki dźwięczało w całym swoim bogactwie. Nawet dwaj pozostali muzycy – pierwszy skrzypek i wiolonczelista, obaj z przymkniętymi oczami i głęboko zaabsorbowani muzyką nie zdawali sobie sprawy, ze Lehner wypadł. To drugi skrzypek, Felix Khuner grał partię Lehnera, wchodząc idealnie w miejscu, w którym miała się rozpocząć &#8211; doskonale czysto i z brzemieniem altówki – a przecież jego instrument był nastrojony o kwintę wyżej. Lehner był oszołomiony. Gdy po koncercie zeszli z estrady, zapytał Khunera skąd wiedział, że ma zagrać. Ten odpowiedział ze wzruszeniem ramion: „Zauważyłem, że przyłożyłeś trzeci palec do złej struny, więc wiedziałem, że na pewno zapomniałeś co idzie dalej” (<em>Rosamund Stone Zadner i Benjamin Zadner  Sztuka możliwości .S. Zander, 110-111</em>)</p></blockquote>
<p>To właśnie jest obraz zgranego zespołu. Gdy ktoś mówi: robię swoje i ty też rób swoje, to nie jest żadnej zespół. Dlaczego drugi skrzypek miał zawracać sobie głowę tym, że Lehner wypadł? Wypadł? Jego wina, on zawalił. Powinien się lepiej przygotowywać, więcej ćwiczyć, lepiej spać, lepiej się odżywiać, biegać&#8230; robić wszystko by czarne dziury się nie pojawiały. Miał pełne prawo do tego, żeby zejść ze sceny i powiedzieć:</p>
<p>-	No, z kim jak muszę grać?! Dlaczego ja to mam znosić?!</p>
<p>Mógł tak zrobić i miał pełne prawo do tego. Lehner spartolił. A jednak podziwiamy go za to, że tak nie zrobił.</p>
<p>Ludzie często zadają sobie i innym pytania typu:<br />
<em>-	Dlaczego jak muszę pracować z takimi słabeuszami?<br />
-	Dlaczego ty ciągle musisz być nieprzygotowany?<br />
-	Dlaczego ciągle brakuje sprzętu?<br />
-	Dlaczego nikt nic z tym nie zrobi?<br />
-	Dlaczego nikt się tym nie zajmie?<br />
-	Dlaczego nie ma odpowiedniego sprzętu?<br />
-	Dlaczego nikt nie zapewni mi odpowiednich warunków?<br />
</em></p>
<p>Tą listę moglibyśmy długo ciągnąć. Tysiące pytań skupiających się na tym, czego brakuje i czego nie dostałem od innych. Czy takie pytania mają sens? Nie poprawiają sytuacji a dodatkowo niszczą nas samych. Stajemy się dzięki nim skwaśniali, przewrażliwienie i rozczarowani życiem. Wprowadzamy się w trans, który niszczy nas i ludzie wokół. Jest jednak na to recepta. Zamiast pytać się, dlaczego czegoś nie dostałeś, zapytaj się, co możesz wnieść.</p>
<p>Warto zapamiętać proste pytanie: <em><strong>co ja mogę teraz zrobić?</strong></em> Gdy czujesz, że zaczynasz zrzędzić na ludzi i świat, warto je sobie kilka razy powtórzyć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/co-ja-moge-teraz-zrobic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szukaj w pracy przyjemności</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/szukaj-w-pracy-przyjemnosci/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/szukaj-w-pracy-przyjemnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jun 2008 08:00:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[balans]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=59</guid>
		<description><![CDATA[Praca jest częścią życia, ani nie lepszą, ani nie gorszą niż czas spędzany z rodziną, na podróżach czy w kontakcie z kulturą. Receptą na dobre życie wcale nie jest deprecjonowanie pracy. Musisz umieć działać z samego środka, ze swojego serca, uwzględniając wszystkie swoje potrzeby i wartości. Dotyczy to zarówno pracy jak i życia prywatnego. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Praca jest częścią życia, ani nie lepszą, ani nie gorszą niż czas spędzany z rodziną, na podróżach czy w kontakcie z kulturą. Receptą na dobre życie wcale nie jest deprecjonowanie pracy. Musisz umieć działać z samego środka, ze swojego serca, uwzględniając wszystkie swoje potrzeby i wartości. Dotyczy to zarówno pracy jak i życia prywatnego. Nie uda ci się żadna ucieczka: ani od pracy w życie w prywatne, ani od życia prywatnego w pracę. </strong><span id="more-59"></span></p>
<p>Typowa recepta, jaką może usłyszeć przepracowany, zestresowany i zmęczony pracownik, brzmi „wyhamuj z pracą”. Na każdym rogu stoją doradcy, którzy mówią: „za bardzo się przejmujesz pracą, odpuść sobie, spędź więcej czasu z rodziną i bliskimi. Szkoda życia na harówę. Przestań pracować i zakosztuj trochę życia”. Mało kto z takich rad korzysta. A gdy już komuś się to zdarzy – bo jest zmuszony problemami ze zdrowiem, uporczywym narzekaniem rodziny czy wyrzutami sumienia – rady rzadko kiedy okazują się skuteczne. Bierze ktoś taki długi urlop i stara się odpoczywać. Męczy się jednak przy tym niemiłosiernie. Staje się nieznośny i jeszcze bardziej zmęczony, tak, że wcześniej stęsknione rodziny, zaczynają się modlić by jak najszybciej wrócił do pracy.</p>
<p>Pokolenie <em>yuppies </em>stawiało na pracę. Praca była jedna rzeczą wartą wysiłku. Sukces zawodowy był jednym warunkiem osiągnięcia szczęścia. Szybko się jednak okazało, że nie można jedynie pracować. Pojawił się nowy sposób myślenia (ktoś nawet mówił o pokoleniu <em>milkies</em>). Według niego kluczem do szczęścia jest życie prywatne. Daj sobie spokój z pracą. Praca to tylko zdobywanie środków do życia. Nie wysilaj się, rób tylko to, co niezbędne. Zamiast pracować – żyj. Prawdziwe życie to podróżne, sztuka, rodzina, itp. Wyluzuj  &#8211; potrzebujesz pracy tylko po to, by mieć czym za to wszystko płacić. Gdy zapytać takiego doradcę, w jaki sposób to zrobić, jego recepta sprawdza się do umiejętnego zarządzania czasem. A dokładniej na umiejętności skracania czasu pracy i wydłużania czasu spędzanego z rodziną.</p>
<p>Jedno i drugie podejście – zarówno koncentracja na samej pracy jak i koncentracja na samym, życiu pozazawodowym jest błędne. Obydwa wypływają z błędnego założenia, że życie dzieli się na kilka nie mających ze sobą związku sfer. Obydwa wprowadzają sztuczną i niepotrzebną granicę. Praca jest częścią życia, ani nie lepszą, ani nie gorszą niż czas spędzany z rodziną, na podróżach czy w kontakcie z kulturą. Życie jest całością i nie uznaje żadnych granic. Mówienie o równowadze pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym jest podkreślaniem tych granic. Jeżeli równowaga, to znaczy, że na jednej szali masz pracę, na drugiej życie prywatne. To złudzenie, że te dwie rzeczy dadzą się położyć na dwóch oddzielnych tacach. Jeżeli zależy ci na jakości twojego życia, musisz umieć patrzyć na nie w sposób holistyczny – jako na całość. W każdym działaniu musisz być pełnym człowiekiem Musisz umieć działać z samego środka, ze swojego serca, uwzględniając wszystkie swoje potrzeby i wartości. Dotyczy to zarówno pracy jak i życia prywatnego. Nie uda ci się żadna ucieczka: ani od pracy w życie w prywatne, ani od życia prywatnego w pracę.</p>
<p>Receptą na dobre życie wcale nie jest deprecjonowanie pracy. To, że zamiast dziesięciu będziesz pracował przez siedem godzin, niewiele zmieni w twojej sytuacji. Ciągle będziesz spięty i zestresowany i niezadowolony. Zamiast ograniczać czasu pracy (lub oprócz tego) lepiej postarać się o to, by czuć w niej większą satysfakcję. Stres, zmęczenie i przepracowanie najczęściej nie są efektem czasu spędzanego w pracy, ale tego, że nie czujesz radości w swoje pracy, nie czujesz w niej pasji. Robisz rzeczy, które są dla ciebie nieważne. Zaryzykowałbym nawet tezę, że im mniej ktoś doświadcza pasji w swojej pracy, im płycej podchodzi do pracy, tym gorzej potrafi sobie radzić z życiem rodzinnym. Jeżeli kochasz to, co robisz, rzadko przychodzisz do domu sfrustrowany, zmęczony czy wściekły. Jeżeli kochasz to, co robisz, szybko się tego uczysz i nie musisz siedzieć w pracy od rana do nocy by poradzić sobie ze swoimi zadaniami. Robiąc to, co kochasz stajesz się pełniejsza osobą, rozwijasz się, stajesz się bardziej dojrzały, bardziej cierpliwy i uważny – a to wszystko wpływa także na życie prywatne.</p>
<p>Jakość życia, poczucie szczęścia nie jest kwestią podziału czasu na różne dziedziny, nie jest kwestią stawiania granic. Jest za to kwestią umiejętności działania z serca, działania z pasją. Nie działa z serca, ktoś, dla kogo praca jest konieczną stratą kilkudziesięciu godzin tygodniowo. Dla kogo praca jest tylko sposobem zdobycia środków potrzebnych na życie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/szukaj-w-pracy-przyjemnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybierz swoją postawę</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wybierz_postawe/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wybierz_postawe/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Jun 2008 08:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[postawa]]></category>
		<category><![CDATA[wybór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=61</guid>
		<description><![CDATA[William James: &#8222;Największym odkryciem naszego pokolenia jest to, że istota ludzka może zmieniać swoje życie zmieniając swoją postawę&#8221;. Są rzeczy, na które często nie masz wpływu, ale na najważniejszą w twoim życiu rzecz zawsze masz wpływ. Opowieść, nieco apokryficzna. Trzech przyjaciół wybierało się na wycieczkę. Pierwszy, pakując się powiedział: - Mam nadzieję, że będzie ładna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>William James: &#8222;Największym odkryciem naszego pokolenia jest to, że istota ludzka może zmieniać swoje życie zmieniając swoją postawę&#8221;. Są rzeczy, na które często nie masz wpływu, ale na najważniejszą w twoim życiu rzecz zawsze masz wpływ. Opowieść, nieco apokryficzna.</strong><span id="more-61"></span></p>
<p>Trzech przyjaciół wybierało się na wycieczkę. Pierwszy, pakując się powiedział:</p>
<p>- Mam nadzieję, że będzie ładna pogoda. Już tyle razy miałem pecha wyjeżdżając na urlop, że tym razem musi być dobrze.</p>
<p>Drugi mu odpowiedział:</p>
<p>- Myślisz negatywnie. Skup się na pozytywnych obrazach. Gdy jadę na urlop zawsze przywołuję do wyobraźni obrazy z dobrą pogodą. To się sprawdza. Zobaczysz i tym razem będzie dobrze!</p>
<p>Trzeci nic nie powiedział, tylko zajął się pakowaniem.</p>
<p>Gdy wieczorem przyjechali na miejsce, niebo było zachmurzone. Pierwszy z przyjaciół rozczarowany powiedział do siebie:</p>
<p>- Jak zwykle, gdy przyjeżdżam, od razu zaczyna się chmurzyć.</p>
<p>Drugi, popatrzył na niebo, znalazł na nim czysty skrawek i powiedział sobie:</p>
<p>- Wiedziałem, że będzie dobrze. Właśnie się przejaśnia.</p>
<p>Trzeci nie patrzył na niebo, bo był zajęty wynoszeniem walizek z samochodu.</p>
<p>Następnego dnia lało. Lało od samego rana i nic nie wskazywało na to by miało przestać. Nie było widać nawet kawałka gór. Rano wszyscy trzej zeszli na śniadanie.</p>
<p>Pierwszy z nich miał nastrój taki jak zwykle. Na przywitanie powiedział;</p>
<p>- Wiedziałem, że tak będzie.</p>
<p>Drugi był zły:</p>
<p>- To przez ciebie. To twój pesymizm ściągnął tą pogodę. A tak mi zależało!</p>
<p>Trzeci patrzył na nich zdziwiony. Był radosny i pełny energii.</p>
<p>- A ty, czego tak się cieszysz? zapytali go</p>
<p>Powiedział do nich z uśmiechem:</p>
<p>- Będziemy mieli wspaniałą wycieczkę!<br />
- Wspaniałą?! W taki deszcz? Chyba żartujesz!</p>
<p>Uśmiechnął się jeszcze szerzej i powiedział:</p>
<p>- Tak bardzo zależy wam na pogodzie? Wyobraźcie sobie, że nie mam moc sprowadzania dobrej pogody. Jak chcecie, to zaraz sprawię, by na niebo wyszło piękne słońce. Ale mogę to zrobić pod jednym warunkiem – nie wolno wam wyjść z tego budynku.</p>
<p>- Bez sensu. Przecież nie chodzi o pogodę. Chodzi nam o spacer po górach.</p>
<p>- To proszę bardzo, będziecie mogli wyjść, ale nie będziecie się rozglądać wokół.</p>
<p>- Nie, nie chodzi o to by iść. Chcemy się rozglądać.</p>
<p>- Dobrze, będziecie się rozglądać, ale umówimy się, że nie wolno wam się cieszyć się tym, co widzicie.</p>
<p>- To jaki sens miałby ten spacer. Idziemy właśnie po to by się cieszyć tym, co wokół.</p>
<p>- Jeżeli tak, to co wam przeszkadza by robić to samo w deszczu? Oczywiście nie mam wpływu na pogodę. A nawet gdybym miał nie miałoby to znaczenia. Czy to ważne czy spacerujesz w deszczu czy w słońcu? Spacer w deszczu przynosi czasem więcej radości niż spacer w słońcu. Wszystko jest w tobie, a nie na niebie. Nie wiem czy mam wpływ na pogodę, ale wiem, że zawsze mogę wybrać swoją postawę.</p>
<p>Poszli na wędrówkę. Gdy byli na szczycie, wiatr rozpędził chmury. Czubki gór, jak wyspy wyłoniły się z mgły. Przez chwilę wszystko wyglądało jak pradawny ocen, od którego oddziela się ląd. Potem wiatr znowu przywiał chmury i mimo, że nie mogli podziwiać widoków, czuli je przez skórę, czuli się ich częścią.</p>
<p>Gdy wrócili jeden z nich powiedział:<br />
- A mimo wszystko mieliśmy szczęście, udał nam się wyjazd!<br />
- Szczęście mamy cały czas, odpowiedział trzeci, ale wycieczka się udała, bo tak była nasza decyzja.</p>
<p>* * *<br />
W życiu trzeba wiedzieć, wobec czego być obojętnym a co jest naprawdę ważne. Deszcz czy słońce nie są ważne. Ważna jest twoja wewnętrzna pogoda. A ona jest zawsze efektem twojego wyboru. Nie zależy od żądnych warunków zewnętrznych, od żadnych trudności czy przypadków, jakie cię spotykają.</p>
<p>Wstaw pod pogodę to, czym się, na co dzień zadręczasz: pieniądze, awans, oceny, uznanie ze strony innych, … Jest wiele rzeczy, na które nie masz żadnego wpływu. A choćbyś miał na nie kiedyś wpływ, to teraz są przeszłością i nie możesz ich zmienić. Jesteś w miejscu, w którym jesteś. To być może twoja wina, że nie zrobiłeś doktoratu, nie udało ci się skończyć studiów, nie dostałeś pracy w wymarzonej firmie, twój biznes splajtował, inwestycje nie były trafione, zostawiła cię żona czy nie nie udało ci się zrealizować największego marzenia. Tak jest i tyle. Nie możesz zmienić przeszłości. Nie masz już na nią wpływu. Masz jednak wpływ na to, co teraz zrobisz. Masz wpływ na postawę, jaką przyjmiesz. To wystarczy. Co to za różnica czy pada deszcz czy świecie słońce? Najważniejsze jest to,  jak ty do tego podchodzisz.</p>
<p>William James, ojciec współczesnej psychologii, pod koniec XIX wieku powiedział:</p>
<blockquote><p>Największym odkryciem naszego pokolenia jest to, że istota ludzka może zmieniać swoje życie zmieniając swoją postawę.
</p></blockquote>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wybierz_postawe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zrobić światową sławę?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 06:13:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[szkolenia]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[fish]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[sława]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=58</guid>
		<description><![CDATA[Gdy wyobrażasz sobie, co chcesz osiągnąć robisz tylko mały krok w stronę sukcesu. Drugi, większy, zrobisz wtedy, gdy zobaczysz, kim chcesz być dla ludzi wokół ciebie. „Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być”. O tym, jak pewne stoisko rybne z Seattle zrobiło światową sławę. Pod koniec lat osiemdziesiątych, John Yokoyama, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gdy wyobrażasz sobie, co chcesz osiągnąć robisz tylko mały krok w stronę sukcesu. Drugi, większy, zrobisz wtedy, gdy zobaczysz, kim chcesz być dla ludzi wokół ciebie. „Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być”. O tym, jak pewne stoisko rybne z Seattle zrobiło światową sławę.</strong><span id="more-58"></span></p>
<p>Pod koniec lat osiemdziesiątych, John Yokoyama, potomek japońskich emigrantów był właścicielem kiepsko prosperującego stoiska rybnego na placu targowym w Seattle. Praca na takim stoisku to harówka. Trzeba kruszyć tony lodu, układać na nim tysiące mokrych i śmierdzących ryb, kląć na personel (bo nic innego nie działa) a na dodatek radzić sobie z ciągle wybrzydzającymi klientami. Nic dziwnego, że postanowił stopniowo uwolnić się od tej pracy i wejść w handel hurtowy. Zainwestował wszystkie pieniądze i je stracił. Stoisko stanęło na krawędzi bankructwa. John nie bardzo wiedział jak sobie poradzić. Wiedział tylko tyle, że coś musi zrobić. Przypadkiem (znajomy, znajomej) trafił na konsultanta, który zaproponował regularne spotkania całego personelu.</p>
<p>Zaczęli się spotykać co dwa tygodnie. Grupa zarośniętych, klnących rybaków siadała na zapleczu i patrzyła na siebie dzikim wzrokiem. Problemy stoiska? A co nas to obchodzi! Jak się jest prostym sprzedawcą, tarapaty właściciela, delikatnie mówiąc, nie mają mocnego wydźwięku. W końcu to tylko praca. Nie ta, to inna. Jeżeli o czymkolwiek mówili, to tylko o tym, że jak zwykle ktoś inny zawala. „Ja z siebie daję wszystko, tylko co można zrobić, jak inni się opierdalają?!” To byli po prostu mali, wściekli ludzie, którzy mieli tego pecha, że musieli pracować akurat na tym cholernym stoisku rybnym.</p>
<p>Konsultant (Jim Bergquist) musiał być dobry. Nie tylko wytrzymał, ale powiedział, co o nich myśli. Powiedział im, że myślą jak mali ludzie. Tracą energię na byle co i bardziej przypominają rozwydrzone dzieciaki niż dorosłych ludzi. Nie można poprawić sytuacji, gdy dalej będą tak myśleć.</p>
<p>- Musicie zagrać o coś większego. Tak długo, jak nie znajdziecie jakiegoś wielkiego celu, będziecie w dołku. Co mogłoby być dla was naprawdę dużym celem?</p>
<p>Ktoś z zebranych rzucił:<br />
- Światowa sława! Zróbmy światową sławę!</p>
<p>Wszyscy zaczęli się śmiać. Światową sławę? Dobre. Jak Madonna albo Michael Jordan. Każdy przyjeżdża do roboty swoim mercem, na każdym drogi garnitur od Versace, własny szklany biurowiec, co tam biurowiec, lepiej własny port z prywatnym molo. Śmieszne! A jednak coś w tym było. Grupa podchwyciła grę. Światowa sława – to byłoby coś.</p>
<p>Pewnie wielu konsultantów zaserwowałoby w tym momencie kurs typu „myśleć jak milioner”. Pokazaliby, że trzeba uwierzyć, wyobrazić sobie, zaplanować, motywować, itp. Może przez chwilę coś by to nawet dało. Ale bądźmy szczerzy. To jest stoisko z rybami, a nie kort tenisowy czy studio nagrań. 110 m2 zapchanych topniejącym lodem, nieżywymi rybami, krabami i ośmiornicami. Takich stoisk na świecie jest mnóstwo. Poza tym, skąd wziąć pieniądze na reklamę? Jest rok 1986. Internet w powijakach. Reklamy w gazetach, bilboardy, nie mówiąc już o reklamach w telewizji są drogie. Co mogli zrobić? Dodać do nazwy firmy słowa „światowej sławy”? Owszem, zrobili to. Zmienili nazwę z <em>Pike Place Fish</em> na <em>World Famous Pike Place Fish</em>. Ale to chyba za mało.</p>
<p>Jim zachęcił ich by sięgnęli głębiej. By zastanowili się, co tak naprawdę znaczy dla nich „sława”. Czy naprawdę chodzi nam tylko o mercedesy i szklane wieżowce? Czy naprawdę o taką sławę nam chodzi? Czy tylko o takiej sławie marzymy? A może jest coś dla nas ważniejszego? Jak wspomina John Yokoyama:</p>
<blockquote><p>Gdy głębiej zastanowiliśmy się, co znaczy dla nas sława, stało się dla nas jasne, że sława to pozytywne reakcje klientów, na wszystko, co robi nasza firma. Dyskutując o sławie, doszliśmy do wniosku, że pracując razem, możemy zdobywać sławę, wpływając na życie innych ludzi w szczególności naszych klientów. Zrozumieliśmy, że musimy działać inaczej niż wszyscy inni i wywierać pozytywny wpływ na każdą osobę, z jaką się stykamy. <em>(wszystkie cytaty pochodzą z: John Yokoyama i Joseph Michelli &#8222;Kiedy ryby latają&#8221;)</em></p></blockquote>
<p>Jesteś sławny, gdy mówią o tobie. Ale kto mówi? Telewizja i gazety czy ludzie, którzy cię spotkali? Sprzedawcy ryb zrozumieli, że to drugie jest dla nich cenniejsze. Zamarzyło im się, by klient, który ich odwiedził, chciał opowiedzieć o tym innym ludziom. To nie telewizja czyni cię kimś sławnym, ale ludzie, których spotykasz: „chcieliśmy, by sławnymi uczynili nas ludzie zadowoleni z tego, co dla nich robimy”.</p>
<p>Aby to osiągnąć trzeba sprawić, by każda wizyta na stoisku była dla klienta czymś niezapomnianym. Sposób tańszy niż spoty reklamowe, bilboardy czy ogłoszenia w gazetach. Łatwo powiedzieć, trudniej osiągnąć. Pozytywnych doświadczeń nie da rozdawać klientom jak ulotek reklamowych. Trzeba najpierw zmienić siebie samego. Sprzedawcy zaczęli zadawać sobie samym pytania:</p>
<p>- Kim jestem w chwili, gdy rozmawiam z klientem?<br />
- Kim chcę być?<br />
- Czy jestem osobą, która ma prawdziwy kontakt z klientem?<br />
- Czy jestem kimś, kto uważnie słucha klienta? A może kimś, kto nie zwraca uwagi na klienta?</p>
<p>Zmiana samego siebie, stawanie się kimś, kim się chce być to ciężka praca. Jednak możliwa do wykonania. Dziś…</p>
<blockquote><p>…obsługa klientów w Pike Place Fish opiera się na słuchaniu. Nasi ludzie przenoszą całą swoją uwagę na klientów. Jesteśmy tu po to, by poznawać życie klientów. I po to, by klienci odchodząc ze stoiska, wiedzieli, że ktoś ich tu wysłuchał. Chcemy by czuli się doceniani bez względu na to czy kupują ryby, czy nie.</p>
<p>Klienci doceniają różnice pomiędzy obsługą klienta u nas i w innych miejscach. Dają naszym klientom napiwki, przysyłają listy z podziękowaniami, prezenty, kartki świąteczne oraz e-maile. Dostajemy czapki, koszulki, a nawet ciasta domowego wypieku. </p></blockquote>
<p>Gdy zadbali o taki rodzaj sławy, w ślad za nią pojawiła się także ta zewnętrzna, rozumiana bardziej dosłownie.</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=8iTYG2TjamQ&#038;feature=related</p>
<p>Jedną z rzeczy, którą zawsze robili było rzucanie ryb. Początkowo to była tylko wygoda. Ryby są wystawione przed klientem, tak by mógł podejść i wybrać. Gdy to zrobi, rybę trzeba zważyć i zapakować. Zamiast chodzić z nią wokół można ją rzucić do kolegi stojącego za ladą. Ten ją zważy i zapakuje. Dlaczego nie wykorzystać tego momentu by dać klientowi chwilę zabawy? Można dodać chóralne zawołanie (<em>łosoś raaaz</em> – woła rzucający, <em>łosoś raazz</em>, odpowiadają łapiący). Można zaprosić do zabawy klienta (niech też spróbuje złapać). Można od czasu do czasu zrobić dowcip i rzucić w tłum gumową rybą.</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=xI1MYdmlbvM&#038;feature=related</p>
<p>Ludzie zaczęli gromadzić się wokół stoiska i obserwować rzuty rybami. Zaczęli rozmawiać ze sprzedawcami. Temat podchwyciły gazety. W jakiejś telewizji pokazała się migawka ze stoiska. Przypadkiem zobaczył ją producent filmu „Uwolnić orkę”. Do sceny, w której rzucane są ryby, zaangażował trzech sprzedawców. Potem była wizyta w programie Good Morning America. Potem Spike Lee (znany reżyser) dał ogłoszenie, że poszukuje ludzi wykonujących nietuzinkową pracę by nakręcić z nimi reklamówkę spodni. Jeden z pracowników zgłosił się i na stoisku nagrano reklamę.</p>
<p>Potem producent filmów szkoleniowych przejeżdżał przez Seattle. Przypadkiem trafił na plac targowy. Z dala usłyszał gwar, śmiechy i krzyki. Zaciekawiony podszedł bliżej. Zafascynowany przyglądał się energii i witalności ludzi pracujących na stoisku. Nakręcił prawie 20 minutowy film. Pod nazwą „Fish!” wyświetlono go podczas szkoleń w tysiącach firm: Ford, Panasonic, Marriot, itd. Potem pojawiły się książki. Na biurku mam ich tylko pięć, ale wyszło więcej. Co najmniej trzy zostały wydane po polsku (polecam <em>„Kiedy ryby latają. Jak stworzyć energiczne środowisko pracy”</em>).</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=NtriF8cIs1g&#038;feature=PlayList&#038;p=429FD45652C31C21&#038;index=2</p>
<p>Oprócz normalnych klientów, na placu targowym zaczęli się pojawiać menadżerowie. Nie po ryby (choć te również kupują), ale naukę. Od prostych sprzedawców ryb zaczęli uczyć się tego, jak tworzyć pełne radości i energii środowisko pracy.</p>
<p>Wizja „światowej sławy” się urzeczywistniła. A zaczęła się od prostego obrazu mercedesów i szklanych biurowców. Czy ktoś z nas, zaczynając swoją pracę nie miał czegoś takiego w głowie? To normalne, że chcemy za swój wysiłek dostać wielkie nagrody. Że jak dzieci fantazjujemy o tym, co będziemy mieć w przyszłości. Pamiętam, że gdy zakładałem swoją firmę zawsze widziałem wielkie wspaniałe i nowoczesne biuro. Szczerze mówiąc nie wiem, po co, bo w mojej pracy we własnym biurze bywa się bardzo, bardzo rzadko. Taka wizja to jednak tylko punkt wyjścia. Nie czekasz biernie aż ktoś ci przyniesie to wszystko na tacy. Idziesz w głąb i zaczynasz zmieniać siebie. Zaczynasz myśleć nie o tym, co chcesz dostać w nagrodę, ale o tym, kim chcesz być. Gdy to zrozumiesz, reszta przychodzi sama.</p>
<p>Jak mówi Jim Bergquist:</p>
<blockquote><p>Tak naprawdę, zmiany zachodzą naturalnie i wynikają z tego, kim jesteśmy. […] Powiedz sobie, kim chcesz być, a potem zachowuj się, myśl, wyglądaj, czuj i mów tak, jak nakazuje ci twoja intencja. Bądź tym, kim chcesz być. Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być. Po prostu nimi jesteśmy. </p></blockquote>
<p>Sam wypróbuj jak to działa. Powiedz sobie, kim chcesz być podczas następnej godziny. Nie ważne czy będzie to rozmowa z klientem, żoną, podwładnym czy współpracownikiem. Jakim człowiekiem chcesz być? Wyobraź sobie, w jaki sposób rozmawiasz, jak reagujesz. Nie staraj się jednak planować czy ćwiczyć. Każdy wie, co to znaczy np. <em>być troskliwym ojcem</em> czy <em>uważnym słuchaczem</em>. Nie potrzeba podręczników. Wystarczy zobaczyć obraz siebie a automatycznie pojawią się odpowiednie zachowania.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Materializm a zadowolenia z życia</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/materializm-a-zadowolenia-z-zycia/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/materializm-a-zadowolenia-z-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 May 2008 07:17:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[szczęście]]></category>
		<category><![CDATA[zadowolenia z życia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=57</guid>
		<description><![CDATA[Badania pokazują, że osoby, które stawiają pieniądze i wartości materialne na szczycie, są mniej zadowolone z życia, częściej cierpią na niższy poziom samooceny, ich relacje z bliskimi są uboższe. Co najgorsze, to wszystko upośledza ich możliwości zarabiania. Zdaje się poruszyłem wczoraj drażliwy temat. Wiele osób uważa, że nie mam racji krytykując seminaria typu „myśleć jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Badania pokazują, że osoby, które stawiają pieniądze i wartości materialne na szczycie, są mniej zadowolone z życia, częściej cierpią na niższy poziom samooceny, ich relacje z bliskimi są uboższe. Co najgorsze, to wszystko upośledza ich możliwości zarabiania. </strong><span id="more-57"></span></p>
<p>Zdaje się poruszyłem wczoraj drażliwy temat. Wiele osób uważa, że nie mam racji krytykując seminaria typu „myśleć jak milioner”. Nie uważam się za milionera. Mimo, że nie narzekam na brak pieniędzy, daleko mi do bycia bogaczem. Ale zdaje się, ci, którzy prowadzą takie seminaria, także nie są bogaczami. Bogaty jest Kulczyk, Solorz, Czarnecki, Krauze, Sołowiow, Cupiał, itd. Nie słyszałem, by którykolwiek z nich prowadził jakieś szkolenia.</p>
<p>Jestem za to psychologiem. Człowiekiem, który zajmuje się w sposób systematyczny ludzkimi przeżyciami i zachowaniami. Systematyczny, to znaczy korzystając z badań i sprawdzonych modeli. Od strony psychologicznej, zjawisko przykładania dużej wagi do dochodów i posiadłości materialnych nazywane jest po prostu materializmem. W dziesiątkach badań wykazano, że materializm negatywnie koreluje z zadowoleniem z życia.</p>
<p>W jednych z nich, przebadano na przestrzeni 20 lat ponad 12 000 osób. Pierwszy raz, gdy mieli 18 lat, następny, gdy mieli 36 lat. Ludzie, dla których w wieku 18 lat najważniejsze było zarobienie pieniędzy, po dwudziestu latach byli mniej szczęśliwi. Co więcej, częściej cierpieli na zaburzenia psychiczne. Osoby, które stawiają pieniądze i wartości materialne na szczycie, częściej cierpią na niższy poziom samooceny, większy poziom narcyzmu oraz częściej porównują się z innymi. Takie osoby mają mniejszy poziom empatii, mniejszy poziom motywacji wewnętrznej (nie potrafią cieszyć się robieniem jakiejś rzeczy tylko dla niej samej). Ich relacje i związki z innymi osobami są uboższe i bardziej konfliktowe. W efekcie doświadczają niższego zadowolenia z życia.</p>
<p>Paradoks polega na tym, że właśnie takim osobom trudniej jest pieniądze zdobyć. Istnieje pewien związek między zadowoleniem z życia a stanem konta. Tyle, że kierunek tego związku, jest odwrotny od tego, czego wiele osób się spodziewa. To nie pieniądze powodują szczęście. To poczucie zadowolenia z życia prowadzi do pieniędzy. Poziom zadowolenia z życia pozwala przewidzieć wysokość przyszłych zarobków. W innych badaniach okazało się, że pogoda ducha dziewiętnastoletnich uczniów szkoły średniej, pozwala przewidzieć poziom ich dochodów po jedenastu latach. Im bardziej zadowoleni i pogodnie nastawieni do życia byli uczniowie, tym większe były ich zarobki, gdy mieli trzydzieści lat.</p>
<p>Tymczasem materialiści są mniej zadowoleni z życia. Koło się zamyka. Marzenia o wielkiej kasie wywołuje stres, stres upośledza zarabianie, to powoduje jeszcze większy stres. Nie mam nic przeciwko zarabianiu wielkich pieniędzy. Jestem przeciwny przerabianiu ludzi w materialistów i wmawianiu im, że bycie milionerem da im szczęście. Stary, powielany na tysiące sposobów slogan: najpierw być. Być szczęśliwym, zadowolonym i wdzięcznym, za to, co mam. Później mieć. Nigdy odwrotnie.</p>
<p>Jeżeli nie potrafisz się cieszyć widokiem z okna twojego mieszkania w bloku, nie będziesz się umiał cieszyć z widoku z okna twojego domu nad oceanem (gdyby jakimś przypadkiem udało ci się tam zamieszkać). Gdy nie umiesz się cieszyć twoim starym, kilkuletnim samochodem, nie będziesz umiał się cieszyć swoim nowym Porsche (o ile, jakimś przypadkiem uda ci się je zdobyć). Gdy nie umiesz cieszyć się bogactwem, które teraz masz wokół siebie, żadne miliony nie przyniosą ci radości (o ile przypadkiem wygrasz je w totolotka).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/materializm-a-zadowolenia-z-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Myśleć jak milioner</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/myslec-jak-milioner/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/myslec-jak-milioner/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 May 2008 16:00:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[milioner]]></category>
		<category><![CDATA[myśleć jak milioner]]></category>
		<category><![CDATA[pscychologia sukcesu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=56</guid>
		<description><![CDATA[Nie myśl jak milioner. Myśl jak człowiek, dla którego inni ludzie liczą się bardziej niż pieniądze. Kochaj ludzi a nie miliony. Żyj tym, co masz teraz, a nie tym, co będziesz mieć w przeszłości. Znajdź w życiu coś, co będziesz robić niezależnie od tego czy ci za to zapłacą, czy nie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nie myśl jak milioner. Myśl jak człowiek, dla którego inni ludzie liczą się bardziej niż pieniądze. Myśl jak człowiek, który chce dać coś z siebie. Kochaj ludzi a nie miliony. Żyj tym, co masz teraz, a nie tym, co będziesz mieć w przyszłości. Bądź człowiekiem z pasją. Znajdź w życiu coś, co będziesz robić niezależnie od tego czy ci za to zapłacą, czy nie.</strong> <span id="more-56"></span></p>
<p>Kiedyś szczytem obciachu było noszenie białych skarpetek. Wiele lat temu byłem na wakacjach w Zakopanym. Jakiś młody facet wynajął bryczkę. Rozparł się w niej nonszalancko, założył nogę na nogę, do ust wsadził cygaro i dumnie rozglądał się wokół. Miał na sobie ciemny garnitur i białe skarpetki. My, dzieciaki śmialiśmy się z niego do rozpuku. Nazwaliśmy go „Johny Biała Skarpeta”. Przypomniałem sobie ten obrazek, gdy przypadkiem wszedłem na stronę zatytułowaną „<a href="http://obrzydliwiebogaty.implesite.pl/">Obrzydliwie bogaty dzięki lenistwu</a>”.</p>
<p>Jest tam zdjęcie. Młody mężczyzna, cygaro, zegarek, uśmiech. Na zegarkach się nie znam. Pierwsze cygaro zapaliłem mając dwanaście lat. Zdążyłem pociągnąć je tylko kila razy, po czym omal nie zemdlałem. Cygara śmierdzą. Poza tym, Freud nie miałby wątpliwości. Gościowi pozującemu z cygarem uniesionym do góry, czegoś w życiu brakuje. Uśmiech – fałszywy (<a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/czy-umiesz-rozpoznac-falszywy-usmiech/">tu można się podszkolić w wykrywaniu takich uśmiechów</a>). W sumie JBS – Johny Biała Skarpeta. Ale nie chodzi tylko o zdjęcie. Tym, czym były kiedyś białe skrypty do ciemnego garnituru, dziś są dla mnie szkolenia z rodzaju „<em>myśleć jak milioner</em>”. Coraz ich więcej. Jakaś plaga.</p>
<p>Trzeba mieć wielkie marzenia. Wielu doradców, trenerów, coachów, life coachów w kółko to powtarza. Ludzie wymyślają mniej lub bardziej kiczowate obrazy. Ich wyobraźnię zaczynają zapychać mercedesy, drogie garnitury, złote łańcuchy, domy nad oceanem, prywatne odrzutowce, wywiady w telewizji, piękne i łatwe kobiety. Przypinają sobie te zdjęcia na lodówkach i wieszają na ścianach. Stawiają sobie idiotyczne cele (np. zarobić milion w ciągu roku). Przez miesiąc czy dwa żyją marzeniami, później tracą rozpęd, zaczynają czuć frustrację. <em>Gdzie jest ten pieprzony milion!?</em> Dlaczego do mnie nie przyszedł!? Przecież wszystko zrobiłem tak jak trzeba. Uwierzyłem, zobaczyłem w wyobraźni, medytowałem, myślałem pozytywnie… <em>I kurde, nic</em>. Nic nie przyszło. Kombinują – to pewnie wina mojego myślenia – może jeszcze jedno szkolenie pomoże. Nie pomoże. Powiem ci dlaczego – trochę brutalnie – bo jesteś człowiekiem, który dał się nabrać cwaniakom, zarabiającym na wciskaniu innym kitu. Niby dlaczego ten <em>pieprzony milion</em> miałby do ciebie przyjść? Czy naprawdę myślisz, że jak poczytasz sobie marketingowe wypociny zawarte w jednym czy drugim e-booku, to przeskoczysz tych wszystkich, którzy tego nie czytali? Tylko dlatego, że jesteś nabuzowany, to ludzie zaczną ci oddawać swoje pieniądze? Naprawdę tak myślisz?</p>
<p>Jest mądra opowiastka zen. Uczeń siedzi przed ścianą i medytuje. Medytuje, medytuje i nagle czuje, że coś osiągnął. Zaczyna widzieć przez ścianę. Wstaje i biegnie do mistrza.<br />
- Mistrzu! Udało mi się. Widzę przez ściany!<br />
Mistrz spokojnie bierze kij, wali go nim w głowę i pyta:<br />
- A teraz?<br />
- Przestałem.<br />
- Świetnie – mówi mistrz – wracaj do medytacji.</p>
<p>Gdy czujesz się zbytnio nabuzowany, walnij się w głowę i sprawdź, czy dalej widzisz przez ścianę. Nie musisz tego robić. Poczekaj chwilkę, zrobi to za ciebie rzeczywistość. Nagle okaże się, że „myśleć jak milioner”, chcieć, wierzyć i wizualizować to za mało by pieniądze sypnęły się prosto z nieba.</p>
<p>Bo tak w ogóle, pieniądze nie sypią się z nieba. Jeżeli chcesz mieć pieniądze, to musisz je od kogoś dostać. Ktoś musi je wyciągnąć ze swojego portfela i ci je dać. Uważasz, że wystarczy byś chciał? Ja, klient jestem egoistą. Mam gdzieś twoją potrzebę zarobienia milionów. Co chcesz mi dać w zamian za moje pieniądze? Nikt na tych kursach nie powiedział ci, to nie ty się liczysz, ale ja? Na jakimś filmiku w youtube widziałem fragment szkolenia z Kamilem Cebulskim (oczywiście tytuł brzmiał „myśleć jak milioner”) który pyta ludzi o badania marketingowe. Ludzie próbują odpowiedzieć, mówią, że chodzi o to by się dowiedzieć czegoś o klientach, itp. Kamil odpowiada dumnym głosem „<em>to bzdura, nigdy w życiu nie zrobiłem badań marketingowych. Jak mam pomysł to siadam i robię, nie tracę czasu</em>”. Hm.. zaraz, zaraz, to ja mam być twoim klientem. A ty mówisz, że nie interesuje cię, co ja myślę i czego potrzebuję. Po takim wyznaniu wolę przejść obok. Zbyt wiele znam osób, dla których jedyną interesującą po mojej stornie rzeczą, jest mój portfel.</p>
<p>Po kursach typu „myśleć jak milioner” można oczywiście zarobić pieniądze. Wkurzające jest tylko to, że tylko na jeden sposób: powielając to, co robi instruktor. Piotr Majewski mówi: możesz zostać obrzydliwie bogatym. W jaki sposób? Naśladując to, co ja robię. Tzn. możesz zostać obrzydliwie bogaty, mówiąc innym, że mogą zostać obrzydliwie bogaci. Przecież to normalna piramida. Łańcuszek świętego Antoniego. Pierwszy cwaniak zarabia najwięcej. Następni na niego pracują, a ci na dole piramidy, nie mogąc znaleźć kolejnych łatwowiernych obywają się smakiem.</p>
<p>Smutne jest to, że ci ludzie nie mają pojęcia o tym, jak zarabia się pieniądze w realnym świecie. W świecie, w którym nie ma chętnych do tego by przyłączyć się do łańcuszka. W którym ludzie wcale nie marzą o tych pieprzonych milionach. W których ludzie wcale nie kibicują kolejnemu wielkiemu założycielowi modnej strony internetowej.</p>
<p>To nic złego chcieć zarabiać miliony. Tylko powoli. Życie to nie telewizja. Gdy człowiek naogląda się Idoli może dojść do wniosku, że wystarczy się odważyć i mieć pozytywną postawę. Nie. Większość piosenkarzy nie zrobiło kariery przez reality show. Zaczynali śpiewać, bo kochali to robić. Uczyli się i rozwijali, bo muzyka była dla nich czymś najważniejszym. Nie umieli bez niej żyć. Zostali milionerami z przypadku. Po prostu, w którymś momencie ludzie zaczęli im płacić za to, co kochali robić.</p>
<p>Moja krótka rada dla wszystkich „myślących jak milionerzy”. Nie myśl jak milioner. Myśl jak człowiek, dla którego inni ludzie liczą się bardziej niż pieniądze. Myśl jak człowiek, który chce dać światu coś z siebie. Myśl jak człowiek, którego największym bogactwem jest on sam i ludzie wokół niego. Kochaj ludzi a nie miliony. Żyj tym, co masz teraz, a nie tym, co będziesz mieć w przyszłości. Bądź człowiekiem z pasją. Znajdź w życiu coś, co będziesz robić niezależnie od tego czy ci za to zapłacą, czy nie. Pieniądze przyjdą. Nie musisz dla nich zmieniać swojej głowy.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/myslec-jak-milioner/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Efekt lotu 401</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/efekt_lotu_401/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/efekt_lotu_401/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 May 2008 08:00:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[Dzień za dniem grzęźniemy w mało ważnych drobiazgach. Zajmujemy się konkretnymi rzeczami, poświęcamy im wiele energii, szarpiemy się, skupiamy, dajemy z siebie wszystko. A jednak zapominamy o rzeczach najważniejszych. Zapominamy o tym, po co tu jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Zapominamy, o co nam w życiu chodzi. Koniec grudnia 1972 roku. Późny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzień za dniem grzęźniemy w mało ważnych drobiazgach. Zajmujemy się konkretnymi rzeczami, poświęcamy im wiele energii, szarpiemy się, skupiamy, dajemy z siebie wszystko. A jednak zapominamy o rzeczach najważniejszych. Zapominamy o tym, po co tu jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Zapominamy, o co nam w życiu chodzi.</strong><span id="more-51"></span></p>
<p>Koniec grudnia 1972 roku. Późny wieczór. Na pasie startowym lotniska JFK w Nowym Jorku rozpędza się samolot pasażerski Lockheed L-1011. Trzy silniki odrzutowe. Wysokość pięcio &#8211; piętrowego bloku. Długość połowy boiska piłkarskiego. Mógłby zabrać na pokład ponad 300 osób. Tym razem wypełniony do połowy – 160 pasażerów. O godzinie 21.20 bez wysiłku odrywa się od ziemi. Zaczyna się słynny lot Eastern 401.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/2008/05/Lockheed_L1011.jpg" title="Lockheed L-1011 w barwach innej linii" alt="Lockheed L-1011 w barwach innej linii" /></p>
<p>W kokpicie siedzą cztery osoby. Kapitan (55 lat) spędził za sterami trzydzieści tysięcy godzin. Inżynier lotu (51 lat) wylatał szesnaście tysięcy. Drugi pilot – najmłodszy (39 lat) – spędził za sterami &#8222;tylko&#8221; sześć tysięcy godzin (to ponad ponad osiem miesięcy non stop w powietrzu). Oprócz nich w kokpicie siedzi inżynier naziemny &#8211; pracownik linii lotniczej, który tego dnia wraca służbowo z Nowego Jorku. Z tej czwórki tylko on przeżyje katastrofę.</p>
<p>Po trzech godzinach spokojnego lotu, samolot zbliża się do lotniska w Miami na Florydzie. Rozpoczyna się procedura podchodzenia do lądowania. Realizowane są kolejne punkty. System hamulcowy, radar, hydraulika, wysokość, itd. W końcu pada polecenie:</p>
<p>-	Wysunąć podwozie.</p>
<p>Coś jest nie tak. Nie świeci się lampka sygnalizująca wysunięcie kół pod dziobem samolotu. Pilot próbuje jeszcze raz. Podnosi koła i znowu je opuszcza. Lampka dalej nie świeci. Wszyscy myślą: podwozie nie wyszło, czy przepaliła się lampka? Stukają w lampkę, ale to nic nie zmienia. Odzywa się wieża kontrolna lotniska w Miami. Kapitan mówi:</p>
<p>-	Tu Eastern 401. Wygląda na to, że musimy pokrążyć. Nie świeci się nam lampka przedniego podwozia.<br />
-	Ok. – mówi kontrola lotów, podnieście się na 2000 stóp [ok. 610 metrów].</p>
<p>Dostają parametry lotu. Pilot pyta kapitana:</p>
<p>-	Mam pilotować?<br />
-	Włącz autopilota.</p>
<p>Zgodnie z poleceniem ustawia autopilota na 2000 stóp. Trzeba się przyjrzeć żarówce. Pilot, ponieważ siedzi bliżej, próbuje ją wyjąć. Ale to nie jest łatwe. Nie może ściągnąć osłony.</p>
<p>-	Nie mogę tego uchwycić. Nie chce wyjść. Gdybym tylko miał jakieś szczypce&#8230;<br />
-	Mogę ci dać szczypce, ale rozwalisz to, uwierz mi.<br />
-	Nie, owinę je w chusteczkę<br />
-	Dobra, daj mu te szczypce</p>
<p>Wszyscy są zaaferowani lampką, która nie chce dać się wyciągnąć. Mijają kolejne minuty lotu. Szczypce też nie pomagają. Na nagraniach zarejestrowanych przez czarną skrzynkę słychać rozmowy:</p>
<p>-	Robiłeś już to kiedyś?<br />
-	Co?<br />
-	Wyciągałeś tę lampkę?<br />
-	Nie<br />
-	Jestem pewien, że podwozie jest wypuszczone, nie ma możliwości by nie było.<br />
-	Też jestem pewny, że jest – wtóruje pilot i mimo tego ciągle szarpie się z lampką</p>
<p>Po pewnym czasie kapitan stwierdza, że musi inaczej się przekonać czy podwozie jest wypuszczone. Pod podłoga kokpitu jest coś, co się nazywa „piekielną dziurą”. To małe pomieszczenie, w którym znajduje się cała elektronika. Jest tam jeszcze coś w rodzaju teleskopu, przez który można sprawdzić czy co się dzieje z podwoziem. Kapitan wysyła tam inżyniera pokładowego. Ten nic nie może znaleźć bo jest tam ciemno.</p>
<p>W międzyczasie rozlega się dźwięk ostrzegający o zbyt niskiej wysokości. Nikt go nie słyszy. Inżynier lotu akurat jest na dole, a kapitan z pilotem zajmują się lampką.</p>
<p>Po wielu zmaganiach pilot mówi:</p>
<p>-	Bob, to kurestwo nie wyjdzie<br />
-	Dobra, zostaw to, mówi kapitan</p>
<p>Z wieży kontrolnej pada polecenie: Estern 401 skręć w lewo na 180<br />
Kapitan, wyrwany z innego świata: Hę&#8230; 180<br />
Drugi pilot: Coś zrobiliśmy z wysokością<br />
Kapitan: Co?<br />
Drugi pilot: Ciągle jesteśmy na dwóch tysiącach?<br />
Kapitan: Hej, co się tu dzieje?<br />
Odgłos wybuchu to ostatni dźwięk, jaki zarejestrowała czarna skrzynka.</p>
<p>Samolot zawadził skrzydłem o bagno. 103 osoby zginęły. Zebrano i przeanalizowano wszystkie szczątki samolotu. Lampka rzeczywiście, jak podejrzewali członkowie załogi, była przepalona. Autopilot działał poprawnie. Podczas szamotaniny pilot musiał poruszyć kolumnę i autopilot, automatycznie się wyłączył. Samolot zaczął tracić wysokość</p>
<p>W kokpicie jest wiele instrumentów, które pozwalają stwierdzić jak wysoko jest samolot. Jest kilka wysokościomierzy, kilka wskaźników prędkości spadania. Tak doświadczeniu piloci potrzebowaliby ułamka sekundy by zobaczyć, co się dzieje. Ale byli zbyt zajęci sprawdzaniem lampki. Trzy osoby, zamiast kontrolować samolot zajmowało się lampką.</p>
<p>Ta historia jest bardzo często opowiadane jako ilustracja, tzw. „pułapki drobiazgów”. Dobrze pokazuje niebezpieczeństwo, na jakie narażony jest każdy z nas: małe konkretne drobiazgi, potrafią przechwycić naszą uwagę. Nie pomoże ci nawet ogromne doświadczenie.</p>
<p>Pułapki drobiazgów, na jakie natykamy się w codziennym życiu rzadko mają tak dramatyczne konsekwencje. Częściej nasze spotkania z bagnem są znacznie bardziej łagodne. Dzień za dniem grzęźniemy w mało ważnych drobiazgach. Zajmujemy się konkretnymi rzeczami, poświęcamy im wiele energii, szarpiemy się, skupiamy, dajemy z siebie wszystko. A jednak zapominamy o rzeczach najważniejszych. Zapominamy o tym, po co tu jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Zapominamy, o co nam w życiu chodzi.</p>
<p>Takich pułapek czeka na nas tysiące. Kilka dni temu, na jakimś blogu ktoś zamieścił statystykę, w której podsumował rok pracy. Tyle a tyle odwiedzin, tyle a tyle komentarzy, taka dynamika rozwoju. Fajnie, tylko nie napisał, po co to wszystko. Możesz zacząć prowadzić blog i egzaltować się ilością osób, które cię odwiedza. Dlaczego odwiedza mnie tylko tysiąc a nie pięć tysięcy? Możesz napisać książkę i zacząć skupiać się na tym, jak wiele osób ją kupi. Możesz założyć firmę i zacząć koncentrować się na wysokości obrotów czy ilości klientów. Możesz namalować obraz i zacząć liczyć ilość pozytywnych recenzji. Możesz zacząć skupiać się na tym, jakim jeździsz samochodem, jak szybko awansujesz, ile razy pokazała cię telewizja, w ilu krajach byłeś&#8230;..</p>
<p>Łatwo sobie znaleźć jakąś konkretną rzecz, lampkę, która sprawi, że zapomnisz o locie. Lampka też być może jest ważna. Ale najpierw sprawdź wysokość  i kurs. Codziennie zadaj sobie pytanie: czy o to chodzi? Co jest najważniejsze w tym, co robisz? Do czego dążysz? Jaka jest twoja misja?</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-<br />
Zdjęcie powyżej:<br />
*Description: American Trans Air Lockheed L1011-500 in Frankfurt/Main, July 2005. *Photographer: Arcturus *Licence: GFDL + cc-by-sa-2.0-de {{GFDL-self}} {{cc-by-sa-2.0-de}}<br />
z: http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Lockheed_L1011-500_ATA_N163AT.jpg</p>
<p>O locie:<br />
<a href="http://www.freshgasflow.com/flight401.htm">http://www.freshgasflow.com/flight401.htm</a><br />
<a href="http://eastern401.googlepages.com/">http://eastern401.googlepages.com/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/efekt_lotu_401/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie wystarczy być dobrym, trzeba chcieć odnieść sukces</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/nie-wystarczy-byc-dobrym/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/nie-wystarczy-byc-dobrym/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 May 2008 08:00:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[wierzyć w sukces]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=49</guid>
		<description><![CDATA[Pokaż, co masz najlepszego. Nie oczekuj, że ktoś inny cię odkryje i wypromuje. Porwij ludzi swoim pomysłem. Gdy wierzysz w swoją wygraną, w to, że twój projekt naprawdę jest najlepszy, łatwo ci go zachwalać. Gdy boisz się, że tak naprawdę niewiele to warte, będziesz się ukrywać i modlić by ktoś cię odnalazł. Zazwyczaj niezwykle rozsądny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pokaż, co masz najlepszego.  Nie oczekuj, że ktoś inny cię odkryje i wypromuje. Porwij ludzi swoim pomysłem. Gdy wierzysz w swoją wygraną, w to, że twój projekt naprawdę jest najlepszy, łatwo ci go zachwalać. Gdy boisz się, że tak naprawdę niewiele to warte, będziesz się ukrywać i modlić by ktoś cię odnalazł. </strong><span id="more-49"></span></p>
<p>Zazwyczaj niezwykle rozsądny Ralph Waldo Emerson stwierdził kiedyś:</p>
<blockquote><p>Jeśli ktoś potrafi zrobić lepszą łapkę na myszy niż sąsiad, choćby zbudował swój dom w lesie, świat wydepta ścieżkę do jego drzwi.</p></blockquote>
<p>Jego oczekiwanie podziela wiele osób. Jeżeli jestem dobry, jeżeli robię lepsze rzeczy niż inni, jeżeli się wyróżniam &#8211; ludzie sami powinni to dostrzec i docenić. Powinni wydeptać ścieżkę do moich drzwi, choćbym mieszkał w najgłębszym lesie. Niech się promują, chwalą i pokazują ci, którzy nie mają takiego talentu jak ja. Ja mam talent, dlatego inwestorzy, współpracownicy i klienci sami do mnie przyjdą.</p>
<p>To błąd. Myśląc w ten sposób wiele osób traci swoją szansę. Oczywiście najlepsza na świecie łapka na myszy to jest coś. Ale jeżeli nikomu o niej nie powiesz, możesz w swojej leśnej chatce nie doczekać się gości. Nigdy nie oczekuj, że inni odwalą za ciebie robotę. Nie oczekuj, że ktoś inny cię odkryje i wypromuje. Jesteś dobry? Masz najlepszą łapkę na myszy? To rusz się człowieku! Zapakuj ją do torby, wyjdź na miasto, wdrap się na podwyższenie i zaprezentuj ją ludziom. Pokaż, co masz najlepszego. Porwij ludzi swoim pomysłem. Nie chowaj się w leśnej chatce. Niech w niej siedzą ci, którzy nie mają nic do pokazania. Ty masz!</p>
<p>Wiele rewelacyjnych projektów pada nie dlatego, że warunki były zbyt trudne, nie dlatego, że brakło inwestorów, pieniędzy czy zdolnych współpracowników. Padają, bo nie było nikogo, kto umiałby wyjść z leśnej chatki i mówić o projekcie tak, by porwać innych.</p>
<p>Oczywiście, ludzi nie porywa się za sobą ot tak. Potrzebnych jest kilka umiejętności. Ale wiele osób nawet nie próbuje. Robią swoje, poświęcają się, ale podskórnie ciągle spodziewają się przegranej. Gdy wierzysz w swoją wygraną, w to, że twój projekt naprawdę jest najlepszy, łatwo ci go zachwalać. Gdy boisz się, że tak naprawdę niewiele to warte, będziesz się ukrywać i modlić by ktoś cię odnalazł.</p>
<p>Co raz spotykam ludzi, którzy odnoszą porażki. Jasne, porażki, to część życia. Zgadzam się. Wiele można się z nich nauczyć. Zgoda. Ale powiem szczerze, źle mi się robi, gdy w kółko słyszę takie teksty. Naprawdę musisz się uczyć tylko na porażkach? Może jednak warto nauczyć się czegoś ze swojego sukcesu? Zapewniam cię, że sukcesy uczą przynajmniej tak samo dużo jak porażki.</p>
<p>Zapytaj siebie czy tak naprawdę wierzysz w sukces tego, co teraz robisz? Czy jesteś w stanie z pasją opowiedzieć o swoim projekcie bliskim, kolegom, współpracownikom i przygodnie spotkanym nieznajomym? Czy zdarza ci się opowiadać ludziom o tym, co robisz używając takich tekstów:</p>
<p><em>-nie wiem czy się uda…<br />
-będę się starał, ale zobaczymy…<br />
-jak myślisz mam szansę?<br />
-świetnie by było, gdyby się udało…</em></p>
<p>Jeżeli tak, to być może za bardzo się przejąłeś tym, jak wiele można się nauczyć z porażki. Raz zafunduj sobie sukces.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/nie-wystarczy-byc-dobrym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Problem w głowie</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/problem-w-glowie/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/problem-w-glowie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 May 2008 08:00:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[Uwaga]]></category>
		<category><![CDATA[ćwiczenia]]></category>
		<category><![CDATA[kreatywne myślenie]]></category>
		<category><![CDATA[schematy]]></category>
		<category><![CDATA[uważność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=47</guid>
		<description><![CDATA[Kreatywność to strasznie dziwna umiejętność. Jej sednem jest umiejętność zawieszania tego, co wiemy i patrzenia na sytuację, tak jakby się ją widziało po raz pierwszy, poza schematem. Patrzenie trochę tak jak dziecko, które robi coś po raz pierwszy. Sobota wieczór. Jadę na zakupy do marketu. To nie jest miejsce, w którym lubię bywać o tej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kreatywność to strasznie dziwna umiejętność. Jej sednem jest umiejętność zawieszania tego, co wiemy i patrzenia na sytuację, tak jakby się ją widziało po raz pierwszy, poza schematem. Patrzenie trochę tak jak dziecko, które robi coś po raz pierwszy. </strong><span id="more-47"></span></p>
<p>Sobota wieczór. Jadę na zakupy do marketu. To nie jest miejsce, w którym lubię bywać o tej porze. Szczerze mówiąc, średnio je lubię o jakiekolwiek porze. Ale przynajmniej lista zakupów mieści się na małej, żółtej karteczce. Jest nadzieja, że szybko wrócę. Przede wszystkim chcę kupić wodę. Przynajmniej dwie zgrzewki wody mineralnej. W sumie dwadzieścia cztery, 1,5 litrowe butelki. Będzie jakieś trzydzieści litrów wody. Całkiem dużo. Biorę samochód. <!--more--></p>
<p>Chcę kupić i jak najszybciej wrócić do domu. Parkuję pod marketem. Akurat jest mocna wichura. Zbliża się burza. Wiatr szarpie wszystkim dookoła. Z niepokojem patrzę na stojące obok tablice reklamowe. Skrzypią i wykrzywiają się przy każdym podmuchu. Mam nadzieję, że nie spadną na mój samochód.</p>
<p>Przez chwilę myślę nawet, czy nie zaparkować gdzie indziej. Ale śpieszy mi się. Naciskam na głowę czapkę, stawiam kołnierz i biegnę do wejścia. Wiatr wieje tak, że chwilami tracę oddech.<br />
Z daleka widzę wózki. Szukam w kieszeni monety. Nie ma. Szukam w innej kieszeni. Też nie ma. Potrzebuję wózka. Oprócz wody chcę kupić jeszcze kilka innych rzeczy. Nie dam rady bez wózka. Przypominam sobie, że kiedyś trzymałem monety w schowku w samochodzie. Wracam do samochodu. Nie ma. Sprawdzam portfel. Karty i banknot 200 zł. Myślę, co zrobić. Nie wrócę przecież do domu po złotówkę! Próbuję rozmienić w kwiaciarni, pani patrzy na moją nieogoloną dziś twarz i nawet nie sprawdzając w kasie, mówi „przykro, nie mam”. Jest jeszcze stoisko ze słodyczami. Ale jak na złość kolejka. Wiem. Mam plan. Kupię wszystko oprócz wody – bez problemu mi się zmieści w torbie. W kasie zapłacę banknotem, zaniosę wszystko do samochodu i wrócę tylko po wodę. Widzę, że kolejki do kas są małe, plan wydaje mi się dobry. Najważniejsze to nie stracić czasu.</p>
<p>Z pełnym naręczem towarów podchodzę do kasy. Mam szczęście. Nie czekam ani chwili. Płacę. Dostaję resztę. Bardzo się śpieszę i nie pakuję wszystkiego dokładnie. Książeczka, którą kupiłem dla córki nie mieści się do reklamówki, biorą ją pod pachę. Zanoszę wszystko do samochodu. Gdy otwieram bagażnik i wrzucam wszystko do środka wiatr wyrywa mi spod pachy książeczkę. Biegnę za nią jakieś 100 metrów. Cała mokra. Chwytam i biegnę z powrotem. Dobrze, kupię ją jeszcze raz. Z reszty, którą dostałem przy kasie wybieram dwa złote i biegnę w stronę wózków. Chwytam pierwszy z brzegu.</p>
<p>Nie jest przypięty. Obok stoi inny, też nie jest przypięty. Nie trzeba wkładać żadnej monety. Prawdopodobnie cały czas tam stał. Dziesięć minut temu, gdy biegałem tam i z powrotem też.<br />
Byłem tak zajęty realizacją swojego awaryjnego planu, że nie sprawdziłem czy w ogóle jakiś plan jest potrzebny. Byłem nim tak pochłonięty, że nie rozejrzałem się wokół. Nie przyszło mi to nawet do głowy.<br />
Byłem skupiony, proaktywny, podszedłem do problemu w twórczy sposób. Tyle, że byłem ślepy. Realizowałem skrypt. Zazwyczaj potrzebujesz monety do tego by wziąć wózek. Gdy jej nie masz, musisz ją zdobyć. Taki jest skrypt, czy schemat. Co by było, gdyby był ze mną ktoś, kto nie ma jeszcze skryptu „wózek – moneta”? Na przykład małe dziecko lub ktoś, kto nigdy jeszcze nie był w markecie? Pewnie usłyszałbym pytanie:<br />
-	Ale, po co ci ta moneta?<br />
-	Żeby wziąć wózek.<br />
-	Dlaczego?<br />
-	Bo zawsze tak jest. Wózek zawsze jest przypięty i aby go odczepić musisz mieć monetę?</p>
<p>I tak mógłbym wtajemniczać rozmówcę w to, co dzieje się „zawsze”, a więc jest na tyle pewne i ważne, że nie warto nawet się rozglądać wokół. Tymczasem to tylko schemat. Utrwalony w naszej głowie, przez to, że tyle razy się powtarzał. Ale tylko tyle. To tylko schemat, a nie prawdziwa rzeczywistość.</p>
<p>Z jednej strony jest świat z zestawem swoich danych, które bombardują nasze zmysły, z drugiej usłużny umysł, który podpowiada to jedno, to drugie. Zmysły – wzrok, słuch, dotyk, zapach, smak, odczucia wewnętrzne, kontra skrypty z pamięci. Gdy jakaś sytuacja jest typowa, powtarzalna, nie zawracasz sobie głowy słuchaniem, patrzeniem czy czuciem. Lecisz na autopilocie. Czasem tylko, gdy sytuacja jest inna, nietypowa, gdy brakuje skryptu, wyłączasz autopilota i otwierasz się na rzeczywistość.</p>
<p>Często mówi się o kreatywności jako o umiejętności oryginalnego rozwiązywania problemów. W rzeczywistości osoba kreatywna, często nie musi rozwiązywać problemu, bo go nie widzi. Problem jest wynikiem działania schematów. Gdy potrafisz patrzeć na świat odwieszając stare schematy („zawsze, zazwyczaj, tak się robi”), często okazuje się, że nie problemów. Osoba kreatywna mówi:<br />
„Zaraz, zaraz stary…, zanim zaczniesz rozwiązywać, działać, planować i realizować, zastanów się czy rzeczywiście ten problem istnieje? Czy dobrze wszystko widzisz?</p>
<p>Kreatywność to strasznie dziwna umiejętność. Jej sednem jest umiejętność zawieszania tego, co wiemy i patrzenia na sytuację, tak jakby się ją widziało po raz pierwszy, poza schematem. Patrzenie trochę tak jak dziecko, które robi coś po raz pierwszy.</p>
<p>Spróbuj poćwiczyć się w tej umiejętności. Popatrz na swoje problemy w taki sposób, jakbyś widział jej po raz pierwszy. Wyrzuć na chwilę swoje stare schematy. Wyobraź sobie, że w twojej głowie pojawiło się na chwilę dziecko lub przyjazny ci kosmita. Co by zobaczyli? Czy zobaczyli by coś, na co ty nie zwracasz, na co dzień uwagi? Może problem, który strasz się teraz rozwiązać jest tylko w twojej głowie? Może niepotrzebnie biegasz, bo jakiś wózek cały czas czeka, na to byś go wziął?</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/problem-w-glowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

