Archive for 'sukces'

Czy masz swojego guru?

Opublikowano 21 maja 2008 | By | Kategorie: motywacja, sukces | 3 komentarze

Gdy słuchasz porad „wielkich”, dajesz się programować. Ludzie dzielą się na tych, którzy żyją sami i tych, którzy odtwarzają programy innych. Wyrwij się z kręgu bycia programowanym. Zacznij słuchać samego siebie. Tylko ty sam możesz dać sobie sensowne rady. Tylko ty sam możesz być swoim nauczycielem. Guru – szczególnie ci, z którymi masz kontakt przez internet lub przez książki –częściej ci zaszkodzą niż pomogą. [...]

Czek na 10 milionów

Opublikowano 20 maja 2008 | By | Kategorie: sukces | 4 komentarze

Kilkanaście lat temu, pewien mało znany aktor siedział na poboczu Mulholland Drive i patrzył na rozciągają się w dole perspektywę Los Angeles. [...]

Podstawowa zasada biznesu

Opublikowano 16 maja 2008 | By | Kategorie: sukces | 4 komentarze

Zgodnie z tą zasadą, działają niemal wszyscy ludzie, którzy odnoszą sukcesy. Nie zawsze potrafią ująć ją w słowa, zawsze jednak jest to dla nich coś oczywistego. Zasada jest bardzo prosta, a jednak każdego dnia kolejne przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy ponoszą klęskę, tylko, dlatego, że jej nie rozumieją lub nie potrafią się do niej zastosować. Ta zasada jest zarazem jednym z największych sekretów jak i oczywistości biznesu. Dawaj więcej niż dostajesz. [...]

Gra zespołowa

Opublikowano 10 maja 2008 | By | Kategorie: motywacja, sukces | Brak komentarzy

Śmieszą mnie reakcje dziennikarzy i niektórych kibiców na ogłoszenie składu kadry przez trenera Leo Beenhakkera. Dziwne, że ludzie, którzy oglądają tyle meczy, tak niewiele rozumieją z zasad tej gry. Piłka nożna, podobnie jak kilka innych gier (np. hokej) jest po pierwsze grą wybitnie zespołową. Po drugie, bardzo dużo zależy w niej od psychiki. Psychika i zgranie zespołowe zawodników to jakieś 70% sukcesu.

Po pierwsze psychika. Sport wymaga naprawdę twardej psychiki. Zawodnik musi ciągle walczyć. Niepowodzenie nie może podcinać mu skrzydeł. Wręcz przeciwnie, dla dobrego zawodnika, każda przegrana to kopniak do przodu i sygnał by walczyć. Mentalność primabaleriny (ach, jaka jestem wielka, noście mnie na rękach) może się sprawdzać w państwowej telewizji, ale nie na boisku. [...]

Intencja rządzi!

Opublikowano 08 maja 2008 | By | Kategorie: motywacja, sukces | 2 komentarze

To, jakie człowiek ma intencje jest podstawową sprawą. Wszystkie techniki organizacji czasu, poprawy nastroju i można wyrzucić na śmieci, gdy nie potrafisz pracować ze swoją Intencją.

Pytanie za 100 punktów: jaka jest twoja podstawowa Intencja? Do czego dążysz? Do czego zmierzasz? Pomyśl przez chwilę: jaką teraz masz intencję?

  • Czy jesteś jej świadomy? Nie chodzi o to, co powinno być twoją intencją. Czy jesteś świadomy, co teraz jest twoją intencją? Czy wiesz, do czego dążysz, co cię porusza?
  • Gdy mówisz, że wiesz, sprawdź czy wypływa ona z twoich pragnień. Logiczna decyzja pozbawiona pragnień nie jest intencją a decyzją. Skuteczna, dobra Intencja to pragnienia + decyzje.
  • Czy twoja intencja jest pozytywna? Niektórzy ludzie całe życie kierują się intencją typu: nie wyjść na idiotę, nie być biednym, nie pozwolić nikomu pomiatać sobą. Intencje negatywne prowadzą do negatywnych rzeczy. Budzą w nas obawy zamiast energii.
  • Czy twoja intencja jest skierowana przeciw komuś? Czy chcesz pokonać kogoś, być lepszym, wygrać, pokazać, że więcej wiesz, itp.? Taka intencje zabiera energię, dobra Intencja włącza a nie wyłącza innych.
  • Czy twoja intencja dotyczy przyszłości (np. zostanę bogaty, sławny, popularny)? Przyszłości jeszcze nie ma. Intencja powinna dotyczyć teraźniejszości. Intencja mówi o tym, kim teraz chcę być, a nie kim będę czy co będę miał.

Gdy tylko wzbudzisz w sobie prawdziwą, mocną intencję, nagle wszystko samo zaczyna się układać.

Obsługa klienta, miłość do ludzi i sukces w small biznesie

Opublikowano 08 maja 2008 | By | Kategorie: sukces | Brak komentarzy

Nie jestem rekinem blogowania (co chyba widać). Szczerze mówiąc dopiero poznaję okolicę. Powoli przeglądam strony o tematyce motywacyjnej i psychologicznej. Pierwsze doświadczenia mnie zniechęciły. Niepotrzebnie. Gdy lepiej pogrzebałem znalazłem dużo ciekawych blogów. Dziś przypadkiem trafiłem do bardzo dobrej Zatoki Zen. Jest tam bardzo ciekawy tekst pt. Prosta metoda na sukces w small biznesie.
Małgorzata opisuje jak została źle potraktowana w gabinecie dentystycznym i podsumowuje:

…aby osiągnąć sukces w biznesie naprawdę nie potrzeba wiele. Wystarczy trzymać się tych podstawowych reguł:
1. Traktuj klienta jako Twoje najważniejsze dobro
2. Dostarczaj najwyższej jakości usług
3. Dawaj z siebie zawsze 100% i trochę więcej
4. Uśmiechaj się
5. Dotrzymuj danego słowa
Dziwi mnie niezwykle, jak wiele przedsiębiorców nie pojmuje tych podstawowych zasad.

Współczuję kontaktu z dentystką, naprawdę powinna zachować się lepiej. Tyle, że nie zgadzam się z wnioskami. To, co napiszę dalej nie dotyczy Małgorzaty. Po prostu jej historia uruchomiła we mnie pewien temat. Przypomniałem sobie kilka sytuacji, gdy ludzie i ja sam narzekałem na jakość obsługi. Zawsze wtedy myślę o dwóch rzeczach.
Czy wszyscy muszą spełniać twoje oczekiwania?
Po pierwsze o empatii. Empatia wobec ludzi, którzy cię obsługują. Ja wiem, oni biorą pieniądze, po to właśnie są, to jest ich praca, itp. itd. Kiedyś byłem strasznie ostry w kontaktach z klientem. Gdy ktoś mnie dobrze nie obsłużył leciałem ze skargą do szefa. Byłem świrem, który płacił i wymagał. Aż kiedyś zobaczyłem jak mój kumpel, lustrzane odbicie mojego podejścia gnoi dziewczynę, która go obsługiwała. Dziewczyna, recepcjonistka w hotelu, w którym prowadziliśmy szkolenie, rzeczywiście coś zawaliła. Przyjrzałem jej się uważnie. Była blada, miała podkrążone oczy. Kazałem koledze zająć się czymś innym i zacząłem z nią rozmawiać. Miała trudną sytuację, wyjątkową sytuację. Coś tam się wydarzyło. Zrobiło mi się głupio za kolegę. A nawet, gdyby nie miała wyjątkowej sytuacji, tylko np. miała okres, albo bolała ją głowa? Czy mam ją traktować jak automat, tylko dlatego, że ja płacę? Później wiele razy prowadziłem szkolenia dla ludzi, którzy obsługują naprawdę trudnych klientów. Nie wyobrażałem sobie, jak klienci potrafią dać w kość. Gdy cię taki świr przeczołga, czasem trudno się otrząsnąć i następnego klienta traktować normalnie. Człowiek zaraża się od niego. Uczyłem tych ludzi jak się otrząsać. Ale nie każdy ma takie umiejętności.

Warto pamiętać, że czasem ktoś cię potraktował źle nie dlatego, że ma cię gdzieś, nie dlatego, że nie zależy mu na biznesie, ale dlatego, że coś się wydarzyło, że źle nastawił go ktoś inny, że ma trudną sytuację. Sam staram się traktować jako ćwiczenie mojej cierpliwości, wyrozumiałości i empatii. Staram się pamiętać wtedy, że nie jestem bogiem, którego każdy powinien nosić na rękach. Czasem to trudne, bo jestem porywczy, ale zazwyczaj warto. W 98% okazuje się, że ludzie, którzy początkowo byli niegrzeczni przełamują się i są sympatyczni. Dzięki takiemu podejściu potrafię załatwić naprawdę znacznie więcej niż kiedyś.

I druga sprawa. Ponoć przed jakąś amerykańską firmą w kamieniu wyryte są słowa „klient ma zawsze rację”. To hasło obowiązujące w podejściu do klienta jakieś 20 lat temu. Dziś raczej śmieszy. W podręcznikach z zakresu „custumer care” nazywa go się „naiwnym”. Bo u jego podstawy leżało naiwne założenie, że wystarczy klienta zdobyć i uśmiechać się do niego. Co prawda wielu polskich trenerów i konsultantów do dziś głosi te rewalacje, tylko jakoś dziwnie sami nie odnoszą sukcesu.

I nic dziwnego. Nigdy nie uda ci się zbudować żadnego biznesu – małego, średniego czy dużego, gdy w relacjach z klientem przyjmiesz skośną perspektywę – klient jest bogiem, ja jestem niczym. On pan, ja sługa. Sam bardzo nie lubię być obsługiwany przez ludzi, którzy wskakują mi bez masła. Lubię za to ludzi, którzy naprawdę się interesują moimi potrzebami, wiedzą, w czym są dobrzy i potrafią mi powiedzieć, że jakieś moje pomysły są kiepskie, a czegoś tam nie zrobią, bo to by ich zbyt dużo kosztowało. Lubię, gdy firma, traktuje mnie jak partnera a nie jak niegrzeczne dziecko, któremu wystarczy uśmiechnięta panienka. Dzisiejsze podejście do klienta to nie uśmiechanie się, ale mądre budowanie długotrwałych relacji. Dlatego moja recepta na sukces małej firmy jest inna niż recepta Małgorzaty. Punkt pierwszy bym rozbił na trzy:
1A. Zastanów się, co i komu chcesz dawać.
1B.Tych, którzy są twoim docelowym rynkiem, traktuj jak partnerów w rozwoju.
1C.Tych, którzy nie są celem, nie obsługuj, a gdy są natarczywi kulturalnie zniechęcaj.
Z punktami 2, 3 i 5 zgadzam się bez zastrzeżeń.
Co do punktu 4: bądź zawsze życzliwy dla ludzi i miło do nich nastawiony, ale nigdy nie uśmiechaj się, gdy nie masz uśmiechu w środku.
Kiedyś, gdy wyszedłem z jakiegoś sklepu, podsłuchałem rozmowę trzech nastoletnich chłopaków:

- Ty, wiedziałeś, jaka beznadziejna obsługa
- Tak, boruta zupełna, nawet się laski nie uśmiechały….
- Taaa… tragedia
- E… chodźmy gdzie indziej, może tam się uda jakąś zerwać…