<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Energia Wewnętrzna &#187; szkolenia</title>
	<atom:link href="http://www.energiawewnetrzna.pl/category/szkolenia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.energiawewnetrzna.pl</link>
	<description>Możesz żyć w pełni</description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 Nov 2011 09:14:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Nowe szkolenie</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2011/nowe-szkolenie-wiara-w-siebie/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2011/nowe-szkolenie-wiara-w-siebie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jun 2011 12:57:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[szkolenia]]></category>
		<category><![CDATA[samoocena]]></category>
		<category><![CDATA[wątpliwości]]></category>
		<category><![CDATA[wiara w siebie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=1291</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu zadałem na tym blogu pytanie: Czy prowadzisz takie życie, jakie chciałabyś prowadzić? Jeżeli nie do końca, jakie wewnętrzne przeszkody najbardziej ci to utrudniają?
Czy ktoś zgadnie, jaki powód wybierany był najczęściej? Krytyka? Brak wsparcia? Brak odpowiednich warunków? Rozpraszanie się? Zmęczenie i zniechęcenie?
Nic z tych rzeczy. Problemem numer jeden, wybieranym przez ponad 60% osób odpowiadających na ankietę było stwierdzenie: Mam za dużo wątpliwości na swój temat, brakuje mi wiary w siebie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-1292 alignnone" title="Od wątpliwości do wolności" src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/skok2.jpg" alt="Wiara w siebie" width="640" height="480" /></p>
<p>(zdjęcie: <a href="http://www.flickr.com/photos/jphilipson/476627480">JPhilipson</a>)</p>
<p>Jakiś czas temu zadałem na tym blogu pytanie:</p>
<blockquote><p>Czy prowadzisz takie życie, jakie chciałabyś prowadzić? Jeżeli nie do końca, jakie wewnętrzne przeszkody najbardziej ci to utrudniają?</p></blockquote>
<p>Czy ktoś zgadnie, jaki powód wybierany był najczęściej? Krytyka? Brak wsparcia? Brak odpowiednich warunków? Rozpraszanie się? Zmęczenie i zniechęcenie?</p>
<p>Nic z tych rzeczy.</p>
<p>Problemem numer jeden, wybieranym przez ponad 60% osób odpowiadających na ankietę było stwierdzenie:</p>
<blockquote><p><strong>Mam za dużo wątpliwości na swój temat, brakuje mi wiary w siebie.</strong></p></blockquote>
<p>Długo zastanawiałem się, co z tym zrobić. Jeżeli ktoś przeczytał parę moich tekstów, wie, że nie jestem fanem skupiania się na sobie i obracania się wokół swojego ogona. Wiele z naszych problemów znika, gdy zamiast marynować się w sosie własnym, zwracamy większą uwagę na innych ludzi i świat. Wątpliwości w dużym stopniu są artefaktem – sztucznym produktem naszego gorącego pragnienia by wszystko było takie, ja sobie wymyślimy.</p>
<p>Dlatego jedną z najlepszych rad, jaką można dać osobom sparaliżowanym przez wątpliwości i brak wiary w siebie jest po prostu działanie. Zacznij działać, skup się na tym, co masz do zrobienia, a wątpliwości same znikną.</p>
<p>Z drugiej jednak strony wątpliwości nie zawsze są efektem zaaferowania sobą. Poza tym, nie zawsze łatwo jest przenieść uwagę na zewnątrz. Byłbym oszustem, gdybym twierdził, że rada <em>po prostu to zrób </em>komuś niezmiernie pomaga (oprócz tych, którzy każą sobie za nią płacić).</p>
<p>Byłbym też oszustem, gdybym twierdził, że wątpliwości pod swoim adresem to banalnie prosta sprawa. Jest cały szereg zjawisk nieco bardziej skomplikowanych. Np. tzw. syndrom oszusta (<em>impostor syndrome</em><em>) – </em>poczucie, na które cierpi wiele odnoszących sukcesy osób. Ludzie ci, choćby święcili największe tryumfy, czują się wciąż nic nie warci, wydaje im się, że całe uznanie, jakie ich spotyka to tylko efekt pomyłki, że lada dzień ktoś się na nich pozna i że zostaną zdemaskowani jako oszuści.</p>
<p>Po przemyśleniu sprawy, postanowiłem jednak podjąć się tematu. Wątpię czy mi się to uda. Nie mam mocnego poczucia wiary w siebie. Czyli idealnie! Idealny moment by wziąć byka za rogi, albo – jak sugeruje ilustracja – skoczyć w przepaść.</p>
<p>Czy ktoś zechce przyłączyć się do mnie? Czy ktoś zechce razem ze mną, w ciągu dwóch tygodni przebyć drogę <strong>od wątpliwości do wolności</strong>?</p>
<p>Nie obiecuję, że wolność będzie polegała na braku wątpliwości. Wolność polega na możliwości prowadzenia takiego życia, na jakie nam zależy, niezależnie od wewnętrznych barier jakie stoją na naszej drodze. Tak jak odwaga polega często na robieniu rzeczy, których się człowiek boi, tak samo prawdziwa pewność siebie polega na działaniu mimo wątpliwości pod swoim adresem.</p>
<p>Zapraszam na szkolenie on-line pod tytułem:</p>
<blockquote><p><strong><em>Od wątpliwości do wolności. Jak radzić sobie z wątpliwościami i brakiem wiary w siebie?</em></strong></p></blockquote>
<p>W trakcie szkolenia nie będziemy się zajmowali ani NLP, ani pozytywnymi afirmacjami ani żadnymi cudownymi rozwiązaniami współczesnej psychopapki. Gdyby takie rozwiązania były skuteczne, nie sądzę, by 60% osób wymieniło brak wiary w siebie, jako coś, co blokuje ich twórcze życie. Gdyby sprawa była tak banalnie prosta, że wystarczyłoby parę wizualizacji, parę formułek, kilka strzelistych aktów „wiary w siebie”, niewiele osób tkwiłoby w marazmie.</p>
<p>Zajmiemy się czymś zupełnie innym. To będzie raczej sztuka robienia kroku w pustkę, bez żadnej pewności, że po drugiej stronie jest jakieś oparcie.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1294" title="Od wątpliwości do wolności" src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/Krok_2.jpg" alt="Wiara w siebie to ryzyko a nie  nastrój" width="640" height="480" /></p>
<p>Szkolenie <strong>zacznie się za tydzień, 23 czerwca 2011 i potrwa przez dwa tygodnie, do 7 lipca. </strong>Na specjalnej stronie, codziennie, przez 6 dni w tygodniu (oprócz niedziel) będzie pojawiał się nowy materiał. Będzie to nagranie video, tekst oraz ćwiczenia (czasem będzie to jedna z tych rzeczy). Oprócz tych materiałów, przez czas trwania kursu będzie działać prowadzone przeze mnie forum dyskusyjne. Trzy razy odbędzie się konferencja on-line (możliwość zadawania pytań na żywo i brania udziału w dyskusji). Będę także odpowiadał na maile z pytaniami od uczestników. Szkolenie – przez całe dwa tygodnie – będzie odbywało się absolutnie na żywo. Będę na bieżąco reagował na problemy i pytania uczestników. Dopiero następna wersja będzie odtwarzana. Nie muszę chyba przekonywać, że takie żywe szkolenia, mimo być może technicznych potknięć są znacznie cenniejsze niż słuchanie starych taśm.</p>
<p>Szkolenie – w odróżnienie od tego, które robiłem w tamtym roku – będzie płatne. Koszt udziału wynosi 59 zł. Obowiązuje zasada satysfakcji. Gdy ktoś stwierdzi, że nie jest zadowolony ze szkolenia, że niczego istotnego się nie nauczył – zwrócę całość kwoty. Nawet, gdy stwierdzi to po zakończeniu.</p>
<p><strong>Jak się zgłosić?</strong> Za pomocą tego prostego formularza, podać mi swój adres e-mail i imię. Ponieważ nie mam w tym momencie jeszcze ustawionych wszystkich szczegółów technicznych, formalne zapisy będą później  (kiedyś człowiek był perfekcjonistą, ale to chyba minęło) .</p>
<p>Podanie adresu nie zobowiązuje do zapłacenia czegokolwiek (w każdym momencie można wypisać się z listy, albo nie wziąć udziału). Nie jest także gwarancją, że szkolenie się odbędzie – jeżeli nie zbierze się odpowiednia grupa, odwołam projekt. Będzie to jedynie informacja dla mnie (bardzo ważna, bo na jej podstawie podejmę ostateczną decyzję) oraz rezerwacja miejsca na liście uczestników (z wielu względów liczebność pierwszej grupy uczestników tego szkolenia będzie ograniczona).</p>

		<div id="usermessage6a" class="cf_info "></div>
		<form enctype="multipart/form-data" action="/category/szkolenia/feed/#usermessage6a" method="post" class="cform zgloszenie " id="cforms6form">
		<fieldset class="cf-fs1">
		<legend>Jeżeli jesteś zaintresowana/y udziałem, wypełnij ten formularz:</legend>
		<ol class="cf-ol">
			<li id="li-6-2" class=""><label for="cf6_field_2"><span>Imie</span></label><input type="text" name="cf6_field_2" id="cf6_field_2" class="single fldrequired" value="Twoje imię" onfocus="clearField(this)" onblur="setField(this)"/><span class="reqtxt">(wymagane)</span></li>
			<li id="li-6-3" class=""><label for="cf6_field_3"><span>E-mail</span></label><input type="text" name="cf6_field_3" id="cf6_field_3" class="single fldemail fldrequired" value=""/><span class="emailreqtxt">(wymagany ważny e-mail)</span></li>
			<li id="li-6-4" class=""><label for="cf6_field_4"><span>Miejsce na ewentualną wiadomość</span></label><textarea cols="30" rows="8" name="cf6_field_4" id="cf6_field_4" class="area"></textarea></li>
		</ol>
		</fieldset>
		<fieldset class="cf_hidden">
			<legend>&nbsp;</legend>
			<input type="hidden" name="cf_working6" id="cf_working6" value="Prosze%20poczeka%C4%87%20chwileczk%C4%99..."/>
			<input type="hidden" name="cf_failure6" id="cf_failure6" value="Prosz%C4%99%20wype%C5%82ni%C4%87%20wszystkie%20wymagane%20pola."/>
			<input type="hidden" name="cf_codeerr6" id="cf_codeerr6" value="Please%20double-check%20your%20verification%20code."/>
			<input type="hidden" name="cf_customerr6" id="cf_customerr6" value="yyy"/>
			<input type="hidden" name="cf_popup6" id="cf_popup6" value="nn"/>
		</fieldset>
		<p class="cf-sb"><input type="submit" name="sendbutton6" id="sendbutton6" class="sendbutton" value="Wyślij" onclick="return cforms_validate('6', false)"/></p></form><p class="linklove" id="ll6"><a href="http://www.deliciousdays.com/cforms-plugin"><em>cforms</em> contact form by delicious:days</a></p>		<div id="usermessage6b" class="cf_info " ></div>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2011/nowe-szkolenie-wiara-w-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zeskoczyć ze sceny i mówić wprost ze środka</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/zeskoczyc-ze-sceny/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/zeskoczyc-ze-sceny/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 09:00:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[szkolenia]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[Zaufanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=85</guid>
		<description><![CDATA[Pisać, czy rozmawiać ze środka wydaje się czymś trudnym. Ale wcale nie chodzi o to, by się tego uczyć. Wystarczy dać sobie szansę. Puścić. Przestać się kontrolować. Podążać za tym, co się dzieje. Wywalić scenę, wystrzelać publiczność i zacząć rozmawiać z drugim człowiekiem. W Świnoujściu, przy deptaku jest muszla koncertowa. Od środka pomalowana na biało [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pisać, czy rozmawiać ze środka wydaje się czymś trudnym. Ale wcale nie chodzi o to, by się tego uczyć. Wystarczy dać sobie szansę. Puścić.  Przestać się kontrolować. Podążać za tym, co się dzieje. Wywalić scenę, wystrzelać publiczność i zacząć rozmawiać z drugim człowiekiem.</strong><span id="more-87"></span></p>
<p>W Świnoujściu, przy deptaku jest muszla koncertowa. Od środka pomalowana na biało i ozdobiona kolorowymi nutkami. Zuzia, gdy ją zobaczyła, powiedziała:<br />
-	O, plac zabaw! Chcę się pobawić.<br />
-	To nie jest plac zabaw &#8211; powiedziałem. To scena. Ludzie tam występują. Mogę cię tam postawić. Chcesz wystąpić?<br />
Popatrzyła na rząd kilkudziesięciu ławek ustawionych przed sceną.<br />
-	Wolę się bawić, chodźmy na jakiś plac zabaw.</p>
<p>Natalie Goldberg, pisarka i nauczycielka pisania, twierdzi, że nie ma dobrego czy złego pisania. Jest tylko pisanie, podczas którego jesteś obecny i pisanie podczas którego jesteś nieobecny. Obecny to znaczy połączony z myślami i słowami, połączony – jak to nazywa – ze swoim „dzikim umysłem”.</p>
<p>Trochę to trudne do uchwycenia, ale prawdziwe. Każdy pewnie zna to uczucie pisania ze środka. Być może nie zawsze powstają wtedy formalnie doskonałe teksty. Ale przecież, nie tylko o formę chodzi.<br />
Często jednak piszemy teksty sztuczne, wtórne, nie oddające istoty. Nie mówimy w nich bezpośrednio do drugiej osoby, ale  „wypowiadamy się”, „przemawiamy”, „pouczamy”.</p>
<p>Ostatni kupiłem książkę młodego, popularnego trenera. Człowiek jest kontaktowy, ma kilka ciekawych rzeczy do powiedzenia, ma odwagę pisania o swoich przeżyciach. Czytam sobie tą książkę spokojnie, dochodzę do połowy, a tam rodzynek. U góry strony, kursywą złota myśl. Pod nią podpis. To samo imię i nazwisko co na okładce książki. Czasem zdarza się, że ludzie cytują siebie. Pisząc na przykład swoją drugą książkę, nie mogę po prostu przepisać zdania z pierwszej. Muszę go zacytować, inaczej będę nie w porządku wobec wydawcy i czytelników. Ale tutaj jest zupełnie coś innego. To jego pierwsza książka. Poza tym, nie przytoczył swoich słów w jakimś kontekście, ale jako złotą myśl! Na takiej samej zasadzie, jak czasem przytaczamy słowa autorytetów – powiedzmy Einsteina, Spinozy czy Jana Pawła II.</p>
<p>To tak samo, jakbym podczas rozmowy z kimś podniósł oczy do góry i powiedział dostojnym głosem:<br />
-	Jak powiedział kiedyś Zbigniew Ryżak „życie jest wspaniałe”<br />
-	A kto to, do cholery jest Zbigniew Ryżak?<br />
-	Właśnie przed nim stoisz.<br />
-	Aha, myślałem, że to ktoś inny… tylko po co mi mówisz, że ty to mówisz?</p>
<p>Takie cytowanie swoich myśli, to być może tylko błąd warsztatowy. Ale nie dlatego o tym piszę, by czepiać się warsztatu. Gdy zobaczyłem ten absurdalny auto-cytat, poczułem, że to dobry obraz pisania (czy mówienia) „z zewnątrz”. Takiego, w którym nie mówimy, nie rozmawiamy, ale występujemy.</p>
<p>Jesteśmy wtedy na scenie. Sceny mogą być różne. Która jest twoja? Muszla koncertowa otoczona drzewami. Wielka scena na stadionie, oświetlona ogromnymi halogenami i otoczona głośnikami. Kameralna scena teatru, gdzie widzowie siedzą wokół w półmroku. Bogato ozdobiona scena operowa. Niewielkie podwyższenie na deptaku, wokół którego gromadzą się ludzie. Balkon, z którego widać zgromadzanych. Skrzynka w Hyde Parku. Katedra w sali wykładowej. Ambona w barokowym kościele. Nie ważne jak wygląda. Wdrapujemy się i zaczynamy występ.</p>
<p><em>Proszę państwa, a teraz powiem myśl. To wielka myśl. Wsłuchajcie się w nią uważnie.</em> Teatralny gest, muzyka w tle, publiczność wsłuchuje się z uwagą. Czujesz emocje widzów. Ich zachwyt, skupienie. Chłoną wszystko co mówisz. W zasadzie nie mówisz, a deklamujesz. Nie ruszasz się, a uprawiasz gesty sceniczne. Nie stoisz, ale znaczącą zastygasz w bezruchu. Nie patrzysz, ale rzucasz znaczące spojrzenia. Nie mówisz o co ci chodzi, ale cytujesz.</p>
<p>Ale teraz popatrzmy na to z boku. Nie ma żadnej sceny, nie ma żadnej widowni. Nikt cię za bardzo nie słucha, nikogo zbytnio nie obchodzi to, co mówisz. Scena i widownia to złudzenie. Im bardziej skupiasz się na tej wymyślonej widowni, tym dalej jesteś od siebie samego.</p>
<p>Nie ma widowni. To iluzja. Nikt nie zawraca uwagi. Albo dokładniej, nikt aż tak bardzo nie zwraca uwagi.<br />
Dopiero wtedy, gdy zrozumiesz, że nie ma żadnej sceny, że tak naprawdę nikomu nie zależy, możesz zacząć mówić. Być najpierw poczujesz, że nie masz co powiedzieć. Być może zabraknie ci złotych myśli do cytowania. Ale ta cisza będzie dobra. To cisza, która leczy ze złudzenia widowni.</p>
<p>Skoro nie ma żadnej widowni, to nikt cię nie ocenia i nie krytykuje. Nie musisz się nikomu podobać. Nie musisz się ubierać w niewygodny kostium. Nie musisz mieć scenariusza i wszystko wiedzieć z wyprzedzeniem. Możesz robić to, na co masz ochotę.</p>
<p>To nie dotyczy tylko pisania. Dotyczy każdej komunikacji. Prawdziwa rozmowa zaczyna się wtedy, gdy umiemy stanąć przed drugim człowiekiem, tak po prostu – bez zadęcia, bez udawania, bez kostiumu.<br />
Prowadziłem wiele szkoleń dotyczących komunikacji międzyludzkiej. Uczyłem ludzi wielu różnych technik porozumiewania się. I zazwyczaj byłem rozczarowany efektami. Pomagało tym, którzy i tak byli dobrzy. A po tych, którzy najbardziej potrzebowali zmian, spływało. Ktoś, komentując to zjawisko  powiedział: „<em>Z komunikacją jest jak z seksem, jak są chęci to znajdą się umiejętności</em>”</p>
<p>Rzeczywiście tak jest. Ale nie tylko dlatego, że chęci są tak ważne. Także inne podobieństwa działają. Do seksu trzeba się rozebrać. Do szczerej rozmowy trzeba zrzucić kostium (eksperta; tego co lepiej wie; tego, co jest głupi; tego, którym trzeba się opiekować, itp). Seksu nie da się zaplanować i kontrolować (nie sądzę by wykres Gantta komuś się przydał w łóżku). Odwrotnie – trzeba zapomnieć o sobie, stracić, w jakimś stopniu kontrolę. Podobnie podczas komunikacji. Gdy starasz się zbytnio kontrolować sytuację i to jak ktoś cię odbiera, stajesz się sztuczny.</p>
<p>Pisać, czy rozmawiać ze środka wydaje się czymś trudnym. Ale wcale nie chodzi o to, by się tego uczyć. Wystarczy dać sobie szansę. Puścić.  Przestać się kontrolować. Podążać za tym, co się dzieje.</p>
<p>Czy to takie trudne? Przecież w odniesieniu do wielu narządów robimy to cały czas. Nie kontrolujemy pracy serca. Samo bije, dokładnie tak, jak powinno. Pozwalamy płucom oddychać jak chcą. Chodzimy po schodach nie zastanawiając się nad trajektorią stóp. Dlaczego by nie pozwolić na coś podobnego swojemu umysłowi? Mówić i pisać bez udawania i bez publiczności. Wprost do drugiego człowieka, który cię słucha.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/zeskoczyc-ze-sceny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zrobić światową sławę?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 06:13:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[szkolenia]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[fish]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[sława]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=58</guid>
		<description><![CDATA[Gdy wyobrażasz sobie, co chcesz osiągnąć robisz tylko mały krok w stronę sukcesu. Drugi, większy, zrobisz wtedy, gdy zobaczysz, kim chcesz być dla ludzi wokół ciebie. „Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być”. O tym, jak pewne stoisko rybne z Seattle zrobiło światową sławę. Pod koniec lat osiemdziesiątych, John Yokoyama, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gdy wyobrażasz sobie, co chcesz osiągnąć robisz tylko mały krok w stronę sukcesu. Drugi, większy, zrobisz wtedy, gdy zobaczysz, kim chcesz być dla ludzi wokół ciebie. „Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być”. O tym, jak pewne stoisko rybne z Seattle zrobiło światową sławę.</strong><span id="more-58"></span></p>
<p>Pod koniec lat osiemdziesiątych, John Yokoyama, potomek japońskich emigrantów był właścicielem kiepsko prosperującego stoiska rybnego na placu targowym w Seattle. Praca na takim stoisku to harówka. Trzeba kruszyć tony lodu, układać na nim tysiące mokrych i śmierdzących ryb, kląć na personel (bo nic innego nie działa) a na dodatek radzić sobie z ciągle wybrzydzającymi klientami. Nic dziwnego, że postanowił stopniowo uwolnić się od tej pracy i wejść w handel hurtowy. Zainwestował wszystkie pieniądze i je stracił. Stoisko stanęło na krawędzi bankructwa. John nie bardzo wiedział jak sobie poradzić. Wiedział tylko tyle, że coś musi zrobić. Przypadkiem (znajomy, znajomej) trafił na konsultanta, który zaproponował regularne spotkania całego personelu.</p>
<p>Zaczęli się spotykać co dwa tygodnie. Grupa zarośniętych, klnących rybaków siadała na zapleczu i patrzyła na siebie dzikim wzrokiem. Problemy stoiska? A co nas to obchodzi! Jak się jest prostym sprzedawcą, tarapaty właściciela, delikatnie mówiąc, nie mają mocnego wydźwięku. W końcu to tylko praca. Nie ta, to inna. Jeżeli o czymkolwiek mówili, to tylko o tym, że jak zwykle ktoś inny zawala. „Ja z siebie daję wszystko, tylko co można zrobić, jak inni się opierdalają?!” To byli po prostu mali, wściekli ludzie, którzy mieli tego pecha, że musieli pracować akurat na tym cholernym stoisku rybnym.</p>
<p>Konsultant (Jim Bergquist) musiał być dobry. Nie tylko wytrzymał, ale powiedział, co o nich myśli. Powiedział im, że myślą jak mali ludzie. Tracą energię na byle co i bardziej przypominają rozwydrzone dzieciaki niż dorosłych ludzi. Nie można poprawić sytuacji, gdy dalej będą tak myśleć.</p>
<p>- Musicie zagrać o coś większego. Tak długo, jak nie znajdziecie jakiegoś wielkiego celu, będziecie w dołku. Co mogłoby być dla was naprawdę dużym celem?</p>
<p>Ktoś z zebranych rzucił:<br />
- Światowa sława! Zróbmy światową sławę!</p>
<p>Wszyscy zaczęli się śmiać. Światową sławę? Dobre. Jak Madonna albo Michael Jordan. Każdy przyjeżdża do roboty swoim mercem, na każdym drogi garnitur od Versace, własny szklany biurowiec, co tam biurowiec, lepiej własny port z prywatnym molo. Śmieszne! A jednak coś w tym było. Grupa podchwyciła grę. Światowa sława – to byłoby coś.</p>
<p>Pewnie wielu konsultantów zaserwowałoby w tym momencie kurs typu „myśleć jak milioner”. Pokazaliby, że trzeba uwierzyć, wyobrazić sobie, zaplanować, motywować, itp. Może przez chwilę coś by to nawet dało. Ale bądźmy szczerzy. To jest stoisko z rybami, a nie kort tenisowy czy studio nagrań. 110 m2 zapchanych topniejącym lodem, nieżywymi rybami, krabami i ośmiornicami. Takich stoisk na świecie jest mnóstwo. Poza tym, skąd wziąć pieniądze na reklamę? Jest rok 1986. Internet w powijakach. Reklamy w gazetach, bilboardy, nie mówiąc już o reklamach w telewizji są drogie. Co mogli zrobić? Dodać do nazwy firmy słowa „światowej sławy”? Owszem, zrobili to. Zmienili nazwę z <em>Pike Place Fish</em> na <em>World Famous Pike Place Fish</em>. Ale to chyba za mało.</p>
<p>Jim zachęcił ich by sięgnęli głębiej. By zastanowili się, co tak naprawdę znaczy dla nich „sława”. Czy naprawdę chodzi nam tylko o mercedesy i szklane wieżowce? Czy naprawdę o taką sławę nam chodzi? Czy tylko o takiej sławie marzymy? A może jest coś dla nas ważniejszego? Jak wspomina John Yokoyama:</p>
<blockquote><p>Gdy głębiej zastanowiliśmy się, co znaczy dla nas sława, stało się dla nas jasne, że sława to pozytywne reakcje klientów, na wszystko, co robi nasza firma. Dyskutując o sławie, doszliśmy do wniosku, że pracując razem, możemy zdobywać sławę, wpływając na życie innych ludzi w szczególności naszych klientów. Zrozumieliśmy, że musimy działać inaczej niż wszyscy inni i wywierać pozytywny wpływ na każdą osobę, z jaką się stykamy. <em>(wszystkie cytaty pochodzą z: John Yokoyama i Joseph Michelli &#8222;Kiedy ryby latają&#8221;)</em></p></blockquote>
<p>Jesteś sławny, gdy mówią o tobie. Ale kto mówi? Telewizja i gazety czy ludzie, którzy cię spotkali? Sprzedawcy ryb zrozumieli, że to drugie jest dla nich cenniejsze. Zamarzyło im się, by klient, który ich odwiedził, chciał opowiedzieć o tym innym ludziom. To nie telewizja czyni cię kimś sławnym, ale ludzie, których spotykasz: „chcieliśmy, by sławnymi uczynili nas ludzie zadowoleni z tego, co dla nich robimy”.</p>
<p>Aby to osiągnąć trzeba sprawić, by każda wizyta na stoisku była dla klienta czymś niezapomnianym. Sposób tańszy niż spoty reklamowe, bilboardy czy ogłoszenia w gazetach. Łatwo powiedzieć, trudniej osiągnąć. Pozytywnych doświadczeń nie da rozdawać klientom jak ulotek reklamowych. Trzeba najpierw zmienić siebie samego. Sprzedawcy zaczęli zadawać sobie samym pytania:</p>
<p>- Kim jestem w chwili, gdy rozmawiam z klientem?<br />
- Kim chcę być?<br />
- Czy jestem osobą, która ma prawdziwy kontakt z klientem?<br />
- Czy jestem kimś, kto uważnie słucha klienta? A może kimś, kto nie zwraca uwagi na klienta?</p>
<p>Zmiana samego siebie, stawanie się kimś, kim się chce być to ciężka praca. Jednak możliwa do wykonania. Dziś…</p>
<blockquote><p>…obsługa klientów w Pike Place Fish opiera się na słuchaniu. Nasi ludzie przenoszą całą swoją uwagę na klientów. Jesteśmy tu po to, by poznawać życie klientów. I po to, by klienci odchodząc ze stoiska, wiedzieli, że ktoś ich tu wysłuchał. Chcemy by czuli się doceniani bez względu na to czy kupują ryby, czy nie.</p>
<p>Klienci doceniają różnice pomiędzy obsługą klienta u nas i w innych miejscach. Dają naszym klientom napiwki, przysyłają listy z podziękowaniami, prezenty, kartki świąteczne oraz e-maile. Dostajemy czapki, koszulki, a nawet ciasta domowego wypieku. </p></blockquote>
<p>Gdy zadbali o taki rodzaj sławy, w ślad za nią pojawiła się także ta zewnętrzna, rozumiana bardziej dosłownie.</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=8iTYG2TjamQ&#038;feature=related</p>
<p>Jedną z rzeczy, którą zawsze robili było rzucanie ryb. Początkowo to była tylko wygoda. Ryby są wystawione przed klientem, tak by mógł podejść i wybrać. Gdy to zrobi, rybę trzeba zważyć i zapakować. Zamiast chodzić z nią wokół można ją rzucić do kolegi stojącego za ladą. Ten ją zważy i zapakuje. Dlaczego nie wykorzystać tego momentu by dać klientowi chwilę zabawy? Można dodać chóralne zawołanie (<em>łosoś raaaz</em> – woła rzucający, <em>łosoś raazz</em>, odpowiadają łapiący). Można zaprosić do zabawy klienta (niech też spróbuje złapać). Można od czasu do czasu zrobić dowcip i rzucić w tłum gumową rybą.</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=xI1MYdmlbvM&#038;feature=related</p>
<p>Ludzie zaczęli gromadzić się wokół stoiska i obserwować rzuty rybami. Zaczęli rozmawiać ze sprzedawcami. Temat podchwyciły gazety. W jakiejś telewizji pokazała się migawka ze stoiska. Przypadkiem zobaczył ją producent filmu „Uwolnić orkę”. Do sceny, w której rzucane są ryby, zaangażował trzech sprzedawców. Potem była wizyta w programie Good Morning America. Potem Spike Lee (znany reżyser) dał ogłoszenie, że poszukuje ludzi wykonujących nietuzinkową pracę by nakręcić z nimi reklamówkę spodni. Jeden z pracowników zgłosił się i na stoisku nagrano reklamę.</p>
<p>Potem producent filmów szkoleniowych przejeżdżał przez Seattle. Przypadkiem trafił na plac targowy. Z dala usłyszał gwar, śmiechy i krzyki. Zaciekawiony podszedł bliżej. Zafascynowany przyglądał się energii i witalności ludzi pracujących na stoisku. Nakręcił prawie 20 minutowy film. Pod nazwą „Fish!” wyświetlono go podczas szkoleń w tysiącach firm: Ford, Panasonic, Marriot, itd. Potem pojawiły się książki. Na biurku mam ich tylko pięć, ale wyszło więcej. Co najmniej trzy zostały wydane po polsku (polecam <em>„Kiedy ryby latają. Jak stworzyć energiczne środowisko pracy”</em>).</p>
<p>httpv://www.youtube.com/watch?v=NtriF8cIs1g&#038;feature=PlayList&#038;p=429FD45652C31C21&#038;index=2</p>
<p>Oprócz normalnych klientów, na placu targowym zaczęli się pojawiać menadżerowie. Nie po ryby (choć te również kupują), ale naukę. Od prostych sprzedawców ryb zaczęli uczyć się tego, jak tworzyć pełne radości i energii środowisko pracy.</p>
<p>Wizja „światowej sławy” się urzeczywistniła. A zaczęła się od prostego obrazu mercedesów i szklanych biurowców. Czy ktoś z nas, zaczynając swoją pracę nie miał czegoś takiego w głowie? To normalne, że chcemy za swój wysiłek dostać wielkie nagrody. Że jak dzieci fantazjujemy o tym, co będziemy mieć w przyszłości. Pamiętam, że gdy zakładałem swoją firmę zawsze widziałem wielkie wspaniałe i nowoczesne biuro. Szczerze mówiąc nie wiem, po co, bo w mojej pracy we własnym biurze bywa się bardzo, bardzo rzadko. Taka wizja to jednak tylko punkt wyjścia. Nie czekasz biernie aż ktoś ci przyniesie to wszystko na tacy. Idziesz w głąb i zaczynasz zmieniać siebie. Zaczynasz myśleć nie o tym, co chcesz dostać w nagrodę, ale o tym, kim chcesz być. Gdy to zrozumiesz, reszta przychodzi sama.</p>
<p>Jak mówi Jim Bergquist:</p>
<blockquote><p>Tak naprawdę, zmiany zachodzą naturalnie i wynikają z tego, kim jesteśmy. […] Powiedz sobie, kim chcesz być, a potem zachowuj się, myśl, wyglądaj, czuj i mów tak, jak nakazuje ci twoja intencja. Bądź tym, kim chcesz być. Sekret naszego sukcesu jest w tym, że jesteśmy ludźmi, jakimi chcemy być. Po prostu nimi jesteśmy. </p></blockquote>
<p>Sam wypróbuj jak to działa. Powiedz sobie, kim chcesz być podczas następnej godziny. Nie ważne czy będzie to rozmowa z klientem, żoną, podwładnym czy współpracownikiem. Jakim człowiekiem chcesz być? Wyobraź sobie, w jaki sposób rozmawiasz, jak reagujesz. Nie staraj się jednak planować czy ćwiczyć. Każdy wie, co to znaczy np. <em>być troskliwym ojcem</em> czy <em>uważnym słuchaczem</em>. Nie potrzeba podręczników. Wystarczy zobaczyć obraz siebie a automatycznie pojawią się odpowiednie zachowania.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/jak-zrobic-swiatowa-slawe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Te niepraktyczne szkolenia!</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/te-niepraktyczne-szkolenia/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/te-niepraktyczne-szkolenia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 May 2008 10:00:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[szkolenia]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=44</guid>
		<description><![CDATA[Zanim zaczniesz narzekać na koszmarnych trenerów, którzy marnują twój czas, zastanów się, kto ich zatrudnił. Może to nie trenerzy marnują czas, ale twój dyrektor personalny nie ma pojęcia, o co chodzi w szkoleniach. Obiecałem sobie, że nawiąże współpracę z jakimś artystą kabaretowym. Poproszę o zestaw jego wizytówek i będę z nimi jeździł na każde spotkanie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zanim zaczniesz narzekać na koszmarnych trenerów, którzy marnują twój czas, zastanów się, kto ich zatrudnił. Może to nie trenerzy marnują czas, ale twój dyrektor personalny nie ma pojęcia, o co chodzi w szkoleniach. </strong><span id="more-44"></span></p>
<p>Obiecałem sobie, że nawiąże współpracę z jakimś artystą kabaretowym. Poproszę o zestaw jego wizytówek i będę z nimi jeździł na każde spotkanie z klientem. To wcale nie oznacza, że chcę zostać impresario.</p>
<p>We wielu poczytnych blogach można znaleźć narzekania, jak strasznie niepraktyczni są trenerzy. Mnożą się opowieści o tym jak tracą czas i pieniądze uczciwie pracujących ludzi. Na forach ludzie narzekają na ich oderwanie od życia i głupotę. Wypisałem sobie nawet kilka cytatów. Oto jeden z nich:</p>
<blockquote><p><em>Zrozumcie, że to, co robicie, gry i zabawy są fajne i ciekawe, ale to tylko otoczka, pod którą nic nie ma. To na nic praktykom się nie przydaje, nie ma to nic wspólnego z praktyką.</em>
</p></blockquote>
<p><!--more--><br />
Czasem czytam ten cytat na zajęciach, jakie prowadzę, dla osób zajmujących się zarządzaniem szkoleniami w firmach. Uświadamiam im dokładnie to, na co narzekają blogerzy i tysiące (miliony?) uczestników. Większość szkoleń to strata pieniędzy. W jednym z fachowych czasopism (<em>Personnel Psychology</em>) można przyczytać:</p>
<blockquote><p>Szacuje się, że nie więcej niż 10% ze 100 milionów dolarów wydawanych rocznie na rozwój i szkolenia przez przemysł amerykański wywołuje transfer do miejsca pracy</p></blockquote>
<p>Mówiąc inaczej 90 milionów dolarów wyrzucanych jest w błoto. A amerykański rynek szkoleń jest znacznie bardziej dojrzały.</p>
<p>Staram się zmienić tą sytuację. Przez ostatnie kilka dni pracowałem z ludźmi z działów szkoleń. Czego ich uczyłem? Gdyby to sprowadzić do jednego hasła, strawestowałbym, hasło z kampanii prezydenckiej Bila Clintona: „chodzi o wyniki, głupcze!” Szkolenia to działania, których celem jest doprowadzenie do pozytywnych dla firmy zmian w sposobie pracy uczestników. Pozytywnych i konkretnych. Potrafię (i robiłem to już) ocenić rentowność szkolenia. Potrafię określić czy złotówka zainwestowana w szkolenie przyniosła trzy złote zysku, siedem, czy pięćdziesiąt groszy. To nie jest kwestia wyczucia czy zgadywania. To kwestia znajomości narzędzi. Nie będę opisywał swoich doświadczeń i się chwalił. Załóżmy, że się na tym znam.</p>
<p>To, o co chodzi z tymi wizytówkami kabareciarza? Jakiś czas temu pojechałem na spotkanie z klientem. Wcześniej złożyłem mu ofertę na wielki cykl szkoleń. Taka pierwsza oferta zazwyczaj jest tylko czymś w rodzaju demo: pokazujesz metody pracy, chwalisz się innymi projektami, pokazujesz, jakie cele możesz pomóc klientowi osiągnąć. Ostateczny program szkolenia pojawia się później, gdy rozumiesz dobrze jego potrzebę.</p>
<p>Rozmawiamy sobie spokojnie. Kawka, herbata, woda. Pani specjalistka do spraw szkoleń – piękna dziewczyna, podobałaby się prerafaelitom (długie falujące włosy, smukła, klasyczna twarz). Pan dyrektor – wyłysiały pięćdziesięciolatek w czarnym polarze. Fajnie nam się gawędzi, ale zostałem zaproszony w jakimś celu. Zabieram się do roboty. Sakramentalne pytanie:</p>
<p>-	Co ma się po tym szkoleniu zmienić w pracy uczestników? Co powinni robić lepiej, sprawniej, jakie wyniki powinni dzięki temu szkoleniu osiągnąć?</p>
<p>Dyrektor patrzy na mnie zdziwiony:</p>
<p>-	Wie pan, co ja nie wierzę, by szkolenie mogło coś zmienić w ich pracy. Chodzi ogólnie o to, by się rozwinęli. Nie wierzę w jakieś wymierne efekty.</p>
<p>Próbuję inaczej:<br />
-	A skąd taki pomysł by zrobić to szkolenie?<br />
-	Ci ludzie długo nie mieli szkoleń.<br />
-	Rozumiem, czyli po prostu chce im pan zrobić szkolenie, bo dawno nie byli na żadnym szkoleniu. Ok. ale pewnie by pan chciał by coś po tym szkoleniu zostało. Nie wierzę, by chodziło panu tylko o chwilę przyjemności.</p>
<p>Konsternacja. Dyrektor, pochrząkując szuka w głowie jakiś celów. Ja już wiem, że straciłem dzień. No, chyba, żebym poderwał tą prerafaelicką muzę – myślę. Ale szybko zarzucam projekt. Przecież jestem żonaty. Dyrektor wreszcie mówi:</p>
<p>-	Hm&#8230; chciałbym, żeby im się lżej pracowało po tym szkoleniu.</p>
<p>Myślę: „to gościu masz super konkretne cele”. Dyrektor nie pozwala pociągnąć tematu, wyciąga swoje notatki i przez pozostałe pół godziny dyktuje mi (sprawdza nawet czy wszystko zapisałem!) jakie tematy mają się znaleźć w programie. Dwa dni pracy z głosem. Dwa dni psychologii komunikacji&#8230;. itd. Bełkot człowieka, który liznął parę popularnych książek psychologicznych. Gdybym z jego tematami zrobił szkolenie otwarte, pies z kulawą nogą by nie przyjechał. Pracownicy oczywiście będą zachwyceni. Spotkanie kończy się po godzinie. Muza odprowadza mnie do windy. Zaskoczona, że tak szybko poszło. „Był pan najszybszy ze wszystkich ośmiu referentów”. Ośmiu? Ten człowiek opowiadał to wszystko osiem razy? Nie ma co robić, czy co?</p>
<p>Pożegnałem się i powiedziałem, że przemyślę sprawę. Oczywiście odmówiłem złożenia oferty. I tego właśnie nie mogę sobie darować. Po tym spotkaniu obiecałem sobie, że gdy coś takiego jeszcze raz mnie spotka, zachowam się zupełnie inaczej. Gdy podczas spotkania z klientem okaże się, że nie ma zielonego pojęcia po jaką cholerę szkolenia są potrzebne jego pracownikom, uśmiechnę się i powiem:</p>
<p>-	Rozumiem pana potrzeby. Ja, co prawda nie świadczę takich usług, ale mogę coś zaproponować. Proszę tu jest wizytówka Marcina Dańca, człowiek naprawdę doskonale zabawi pana pracowników. Ja osobiście nie jestem artystą estradowym. Bardzo jednak cenię kabaret. Polecam.</p>
<p>Potem wstanę i wyjdę. Na odchodnym powiem:</p>
<p>-	Gdyby pan jednak doszedł do wniosku, że coś wymaga zmiany w sposobie pracy pana ludzi i chce pan osiągnąć jakieś wyniki, to się polecam.</p>
<p>Dam znać, kiedy uda mi się zrealizować ten scenariusz. Boję się, że będzie to niedługo.</p>
<p>Na zakończenie: zanim zaczniecie narzekać na tych koszmarnych trenerów, którzy marnują wasz czas, zastanówcie się, kto ich zatrudnił. Może to nie trenerzy marnują czas, ale wasz dyrektor personalny nie ma pojęcia, o co chodzi w szkoleniach.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/te-niepraktyczne-szkolenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

