Tag Archives: decyzja
Nie działaj w teorii, działaj teraz

Nie działaj w teorii, działaj teraz

Opublikowano 15 maja 2010 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: Bez kategorii | 61 komentarzy

Mam wiele doskonałych pomysłów. Mam wiele rzeczy do opowiedzenia i przekazania. Mógłbym zrobić wiele rzeczy znacznie lepiej, niż inni. Mógłbym zmienić świat na lepszy. Mógłbym być na miejscu tych wszystkich, którzy brylują, mądrzą się i osiągają sukcesy. Mógłbym to wszystko zrobić lepiej. Mógłbym być lepszym szefem niż mój szef. Potrafiłbym lepiej poprowadzić tą firmę. Byłbym lepszym politykiem niż ci wszyscy nieporadni partacze…, mógłbym, zrobiłbym, byłbym…

Zrobiłbym to, gdybym miał…

Sto lat temu, gdy zaczynałem pracę, od swojego szefa dyrektora firmy konsultingowej dostałem zadanie by przeprowadzić analizę potrzeb szkoleniowych dla jego pracowników. Powiedział mi:

- Sam bym to zrobił najlepiej, ale nie mam czasu.

Szef zbyt „Wielkim Konsultantem” był by coś mu odpowiedzieć. Zrobiłem analizę tak jak umiałem najlepiej. Rozmawiałem prawie ze wszystkimi, kilkudziesięcioma konsultantami. Wiele mi opowiedzieli o swoich potrzebach szkoleniowych. Ułożyłem to w bardzo klarowną matrycę, napisałem przejrzysty raport i przedstawiłem szefowi.

I na tym polityka szkoleniowa się skończyła. Nie było żadnej dyskusji ani szkoleń. Raport prawdopodobnie nigdy nie został przeczytany. Dwa lata później, w nieco zmodyfikowanej wersji (tak by nie zdradzać żadnych tajemnic) używałem go w swojej własnej firmie szkoleniowej jako jednego z przykładów ilustrujących techniki prowadzenia analizy potrzeb. Firma Wielkiego Konsultanta miała problemy, bo ktoś zarzucił im jakieś przekręty. Dziś – jak to się chyba mówi w tamtej branży – zmieniła formułę działania – czytaj padła.

Nauczyłem się wtedy by nie pracować z ludźmi, którzy mówią, w jakimkolwiek kontekście zrobiłbym. Bo to nie są ludzie, z którymi można cokolwiek zrobić.

Jedyna różnica pomiędzy tymi, którzy coś osiągają a tymi, którzy marnują życie leży w tym, że ci drudzy używają trybu przypuszczającego w odniesieniu do działania, a ci pierwsi działają. Naprawdę, nie ma innych różnic.

Trzeba by

Tryb przypuszczający: trzeba by, zrobiłbym, kiedyś muszę, pojawia się nawet wtedy, gdy ludzie doświadczają zagrożenia życia.

Stary frywolnik Aleksander Fredro miał rację, pisząc bajkę o podróżnych:

Dawnymi czasy, jak pewna wieść niesie,

Czterech podróżnych zabłądziło w lesie,

[…]

– Trzeba by — rzecze jeden i poziewa –

Przynieść więcej drzewa.

– Trzeba by — rzecze drugi

Legając jak długi –

Rozszerzyć ogniska,

By wszystkich grzało z bliska.

– Trzeba by — zamruczał trzeci –

Czym zasłonić od zamieci.

– Trzeba by nie spać — bąknął czwarty,

Na łokciu oparty.

Tak każdy powiedział,

Co wiedział,

I myśląc jeszcze o lepszym sposobie,

Zasnął sobie.

Cóż z tego: ogień zgasł, a nieostrożni

Pomarli podróżni.

Działać to znaczy wyjść do ludzi, z tym co masz. A to co masz jest najczęściej niegotowe, niedoskonałe i niewykończone.

Nigdy nie jesteś w pełni przygotowany by działać. Rzadko kiedy jest odpowiednia pora na to by coś zrobić.

Jesteś w trybie przypuszczającym, gdy używasz takich słów, jak:

- Zrobiłbym…

- Trzeba by…

-Kiedyś muszę…

- Powinienem…

Gdy robisz to zbyt często, twój umysł rozsmakowuje się w tym trybie funkcjonowania. Trybie właściwym dla ludzi, którym grozi przegranie życia. Nie pozwól sobie na takie ryzyko.

Wyjdź

Działaj. Jeżeli czujesz, że coś powinieneś zrobić – zrób to. Wyjdź na środek. Daj plamę. Wygłup się. Daj się wyśmiać.

Wygłup się, ale zrób to jeszcze raz. I jeszcze raz. Tyle razy ile trzeba. Upadnij, wstań i jeszcze raz upadnij. To boli, ale lepiej by bolało niż miałbyś przeżyć życie jak roślina.

Żaden upadek, żadne wygłupienie się, nie jest gorsze niż życie w teorii i gdybaniu.

* * *

Jak widzicie od pewnego czasu piszę bardzo rzadko.

Dziś obudziłem się w nocy myśląc o tym blogu. Trzeba go skasować – pomyślałem – za dużo mnie to kosztuje. Każdy post to przecież parę godzin pracy. Za dużo! A oprócz tego, tyle rzeczy jest na nim do dopracowania. Poza tym, tak mało wiem.…

Poczułem przyjemność rezygnacji i poddania się. To chyba moje specjalne, polskie geny się uruchomiły. Ach jak one kochają przegrywać i przeżywać dramat. Coś we mnie dalej myślało:

Pewnie mógłbym pisać bez żadnego zadęcia. Ot tak po prostu płodzić artykuł w ciągu godziny, jak wiele innych osób, ale to by było…

I tu obudziłem się naprawdę. Prawie na siebie krzyknąłem:

Cholera jasna, ale co by to było? Co takiego strasznego? Co takiego poniżającego? Dlaczego tego po prostu nie robisz?

Potem usiadłem, włączyłem komputer i napisałem ten tekst. Czterdzieści pięć minut.

Tekst nie jest doskonały. Och nie, jakie to przerażające…

Tkwienie w trybie przypuszczającym, to danina jaką składamy wygórowanym mniemaniom o sobie. Tekst nie jest doskonały, bo ja też nie jestem doskonały. Pora przestać kręcić się wokół swojej własnej doskonałości.

Czasem trzeba coś dopieścić, wycyzelować i udoskonalić. Ale nigdy kosztem działania. Doskonal się w biegu.

Nie mów co by trzeba ale działaj. Nie mów co byś zrobił, gdybyś miał więcej czasu ale zrób to nie mając czasu, albo przestań mówić. Nie mów co byś zrobił, gdybyś był na jego miejscu ale idź na jego miejsce, albo się zamknij.

Twoje zadanie

Stoper mówi, że minęło 45 minut. Ostatnie zdanie: zrób dziś coś, co odkładasz i do czego ciągle się przygotowujesz, coś, czego się obawiasz, albo wstydzisz. Może masz jakiś zaległy telefon do wykonania, jakiś tekst do napisania, jakiś blog do założenia, jakąś piosenkę do zaśpiewania, jakieś zwierzenie do zwierzenia, nie wiem co tam masz, ale coś co czeka na zrobienie bo nie czas, bo nie teraz, bo inne rzeczy, bo cośtam, cośtam

Poznaj swoje naturalne siły

Poznaj swoje naturalne siły

Opublikowano 30 listopada 2009 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: Bez kategorii | 9 komentarzy

W Krakowie, jakiś czas temu pewien sprytny człowiek sprzedawał hejnał. Każdy słyszał Program Pierwszy Polskiego Radia. O dwunastej trębacz czterokrotnie gra swoją melodię. Spryciarz wypatrywał grup, które pojawiały się po dwunastej, zagadywał, a jak się okazywało, że grupa jest średnio rozgarnięta pytał:
- Szkoda, że nie słuchaliście hejnału, zawsze jest o dwunastej
- Tak, szkoda…
- Być w Krakowie i słyszeć hejnału, to rzeczywiście strata
- Tak, ale co zrobić…
- Wiecie co, hejnalista to mój znajomy, jak by wam zależało, mógłbym pogadać. Może uda mi się go namówić by zagrał specjalnie dla was.
- Naprawdę? To możliwe?
- Normalnie tego nie robi, ale rzadko w Krakowie przebywają tak wspaniali goście.
Klienci, dopieszczeni i pełni nadziei patrzą na swojego wybawcę. Ten, widząc, że ryba bierze zaczyna szarpać.

To fragment mojej nowej książki.

Właśnie wyszła. Ma format ebooka, ale można zamówić ją też w formie papierowej. Uważni czytelnicy poznają w niej kilka tekstów z bloga.

Tytuł książki „Efekt jojo w motywacji” wymyślili spece z Wydawnictwa. Jest lepszy od mojego pierwotnego (Naturalnie Spełnione Marzenia) ale nie do końca oddaje zawartość książki.

W rzeczywistości to nie tyle książka o motywacji, ale o pułapce, w jaką wpadamy zabiegając o jej zawsze wysoki poziom.

To książka o pułapce, w jaką wpadamy wierząc różnego typu guru samorozwoju.

To książka o tym, jak zapominamy o swoich naturalnych siłach starając się dopasować do obrazów narzucanych nam przez media, psychologów, rodziców i wszystkich specjalistów od „rozwoju osobistego”.

Jeżeli jesteś gotowy by trochę przestawić swój świat – zmierz się z nią.

Jeżeli jesteś gotowy bardziej zaufać sobie niż płatnym motywatorom – poznaj jej treść.

Dzięki niej nauczysz się realizować swoje zamierzenia niezależnie od tego czy masz w sobie motywację czy nie.

Klikając na link poniżej można pobrać darmowy fragment książki. Jest tam cały spis treści oraz fragment jednego z rozdziałów.

Fragment książki „Efekt jo-jo w motywacji” do pobrania

Klikając na okładkę można zamówić książkę.
Efekt jojo w motywacji - kliknij by zamówić

A co działo się na Krakowskim Rynku?

- Tylko jest mały problem. Ten hejnalista musi zapłacić ochronie wieży – wiecie, takie są przepisy. Zagra dla was za darmo, ja oczywiście grosza nie wezmę, za pośrednictwo.
- Hm… A dużo?
- Nie, jak się zrzucicie, to niewiele wyjdzie.
Po chwili zadowolony spryciarz niknie w Kościele Mariackim z pieniędzmi. Zostawienie sami sobie ludzie, który my dali pieniądze, zaczynają czuć lekkie obawy.
- A może nas oszukał – pytają siebie – może wziął pieniądze i nic z tego nie będzie?
Jednak po chwili spryciarz się pojawia.
- Załatwione. Ciężko było, ale się udało. Zagra specjalnie dla was.
- Super! Wspaniale!
Wybija pełna godzina. Hejnalista otwiera okienko i zaczyna grać. Wniebowzięta grupa słucha z zapartym tchem, jak hejnał płynie ze strzelistej wieży wprost do ich uszu. Spryciarz znika. Skromny człowiek. Nawet nie czekał, aż mu podziękują.
I wszystko świetnie. Klient jest zadowolony. Pieniądze zostały zapłacone. Tylko jest mały problem. Hejnał jest grany co godzinę. O każdej porze dnia i nocy. Nie tylko w południe, tak jak w radiu. Nie musisz nikomu płacić, by go wysłuchać.
Sprzedawcy motywacji są jak ten spryciarz. Masz wszystko, co jest Ci potrzebne, by osiągnąć sukces. Masz w sobie tyle motywacji, ile trzeba, by zrealizować swoje marzenie. Nikomu nie musisz płacić, nie musisz jeździć na żadne szkolenia, nie musisz słuchać „mistrzów” motywacji, nie musisz czytać kolejnych książek.
Wszystko, co potrzeba, masz tu i teraz. Nie gdzieś w podświadomości, w głębi, w możliwości. Nie. Tu i teraz.
Wystarczy, że zabierzesz się za działanie. Czekanie na motywację i nastrój tylko Cię rozprasza. Motywacja pojawi się sama, gdy zaczniesz działać. Przyjdzie chwila, gdy poczujesz przepływ. Gdy cały świat będzie Cię niósł. Gdy poczujesz, że wszystko jest zgrane, harmonijne i piękne. Że wszystko się ze sobą łączy.

Decydowanie to jeszcze nie działanie

Decydowanie to jeszcze nie działanie

Opublikowano 02 października 2009 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: Bez kategorii | 2 komentarze

Jakiś czas temu dwie dobrze znane mi osoby postanowiły kupić nową kuchenkę. Miała być tania, ale nie najtańsza. Elektryczna, ale nie z płytami grzejnymi tylko z ceramicznymi. Zaczęło się zbieranie informacji, porównywanie opcji, sprawdzanie w internecie, dopytywanie znajomych i wyprawy do sklepów. W końcu po wykonaniu ogromnej pracy, godnej profesjonalnych analityków rynku kuchenek elektrycznych, decyzja została podjęta. Wybór padł na jeden z tradycyjnych sklepów. Spodobał im się jeden z modeli zachwalany przez sprzedawcę. Nie tylko cena była niższa niż gdzie indziej, ale w jej ramach był jeszcze transport i montaż.

Gdy z poczuciem dobrze dokonanego wyboru poszli do sklepu, okazało się, że kuchenki już nie ma i tego modelu więcej nie będzie. Cały proces podejmowanie decyzji trzeba było zacząć on nowa.

W sklepach takie sytuacje mi się nie zdarzają. Nauczyłem się być szybki i zdecydowany, nawet podczas bardzo istotnych zakupów. Praktyka związana z kierowaniem firmą sprawiła, że nie przerażają mnie decyzje związane z pieniędzmi. Co prawda jest różnica między inwestowaniem pieniędzy firmowych a wydawaniem własnych, ale gdy potrafisz robić jedno, drugie zazwyczaj łatwiej ci przychodzi. Nie chodzi o kupowanie w ciemno. Zapoznaję się z różnymi możliwościami i je porównuję. Ale robię to bez zbędnego przeciągania czy odwlekania. Oczywiście nie zawsze moje decyzje są trafne. Nie raz kupiłem coś, z czego później nie byłem zadowolonym. Mam jednak wrażenie, że znacznie częściej były to rzeczy, które kupowałem po zbyt długim namyśle. Np. kamera, którą wybrałem po dwóch tygodniach czytania forów i specjalistycznych stron z rankingami okazała się totalną wtopą. Tymczasem droższy o dniej telewizor, który kupiłem po dwudziestu minutach okazał się strzałem w dziesiątkę.

Zmęczenie decyzją

Ale to, że umiem podejmować decyzje dotyczące zakupów nie znaczy, że w innych dziedzinach nie doświadczam podobnych męczarni jak moi znajomi podczas kupowania kuchenki.

Zdarza się, że podjęcie jakiejś decyzji tak mnie wymęcza, że gdy już dokonam wyboru nie mam siły by cokolwiek więcej zrobić. Decyduję się, decyduję się, decyduję… w końcu podejmuję decyzję i… nic nie robię. Na przykład jakiś czas temu długo nosiłem się z decyzją czy nie zmienić nazwy tego bloga. Myślałem czy nie zastąpić „energii wewnętrznej” na przykład „energią psychiczną”. Zastanawiałem się czy ten drugi tytuł nie pozwoliłby mi lepiej wypozycjonować strony i czy w ogóle bardziej by nie przystawał do tego, o czym piszę. Po wielu rozważaniach, porównywaniach „za i przeciw” oraz radzeniu się kilku osób, postanowiłem zmienić nazwę. Z jednej strony czułem się wyczerpany, a z drugiej dumny, że udało mi się wreszcie coś zdecydować. Miałem też poczucie, że zrobiłem krok naprzód. Z listy zadań mogłem wykreślić punkt „podjąć decyzję dotyczącą nazwy bloga”.

Gdy człowiek ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i wysiłku, jaki w niego włożył, nic dziwnego, że ma chęć na chwilę wytchnienia. Zająłem się wobec tego innymi sprawami. Decyzja została podjęta, gdzieś w moje głowie jakiś komitet wypełnił druczek, przybił pieczątkę, włożył papier do segregatora i pojechał na wakacje.

Minął jeden tydzień i drugi… Pamięć o podjętej decyzji była coraz słabsza. W końcu doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa z nazwą w ogóle nie jest istotna. To sztuczny problem – powiedziałem – nie ma co sobie tym zawracać głowy. Gdyby ktoś dziś zadał mi pytanie o to, czy lepiej zmienić nazwę czy nie, prawdopodobnie musiałbym zastanawiać się od nowa. Cały wysiłek, jaki włożyłem w podejmowanie decyzji poszedł w przestrzeń.

Czy decyzja zmienia świat?

Wielu osobom zdarzają się podobne rzeczy. Z wielkim wysiłkiem podejmują decyzje, a potem nie wdrażają ich w życie. Tak, jakby samo decydowanie było równoznaczne z działaniem. Żyją złudzeniem, że zrobili jakiś postęp, tylko dlatego, że odpowiedzieli sobie na jakieś pytanie.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy słyszałem ludzi, którzy mówili:

- Zdecydowałem się, idę na psychologię!

- Zdecydowałem się, zrobię doktorat!

- Postanowiłem, że zmieniam pracę!

- Podjęłam decyzję, chcę więcej czasu poświęcić rodzinie!

W każdym z tych przypadków, podjęcie decyzji było poprzedzone dużym wysiłkiem. Każda z tych osób miała poczucie, że jest bliżej na swojej drodze do celu.

Wszystko dobrze, decyzje i postanowienia są ważne. Ale powiedz mi, co zrobiłeś?

Czy świat zmienił się pod wpływem podjęcia przez ciebie decyzji? Czy rzeczywistość z czasu zanim podjąłeś decyzję i po tym jak ją podjąłeś różni się? Nie. Decydowanie dzieje się tylko w tobie. Świat jest taki sam. Być może w tej chwili ktoś postanowił, że pójdzie pobiegać. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zauważyć jakiekolwiek zmiany? Nie zauważymy, tak długo, póki tak osoba nie wstanie, nie ubierze butów do biegania i nie wyjdzie na dwór.

Gregg Krech z ToDo Institute pisze:

Zanim nie podejmę rzeczywistych, konkretnych działań, poprzez decydowanie nie zmienię ani rzeczywistości mojego życia, ani świata wokół mnie. Decyzja może wydawać się postępem. Na pewno jest odczuwana jako postęp. Ale pamiętaj, że nie ważne jak wiele energii włożyłeś w tą decyzję, rzeczywistość nie zmienia się w tej samej chwili.

Nie pozwól sobie na to by traktować decydowanie jako coś, co cię posuwa do przodu. Gdy podejmiesz decyzję, nawet taką, która cię wiele kosztowała, nie daj się zwieźć poczuciu, że coś zrobiłeś.

Decyzja może być ciężka i wymagająca, ale nie jest równoznaczna z działaniem. Gdy ją podejmiesz, oprócz ulgi lub zmęczenia ani o krok nie posuwasz się do przodu. Decyzja jest tylko w twoje głowie. To za mało by zmienić świata.

Nie przybliżasz się do swoich celów, tylko dlatego, że coś postanowiłeś. Sama decyzja, za którą nie idą konkretne działania niczego nie zmienia.

Decyzje są ważne i potrzebne. Dzięki nim wiemy, co dalej robić. Podjęcie pewnych decyzji może wymagać od nas wiele siły i samozaparcia. Ale sama decyzja to mało.

Gdy masz poczucie, że właśnie taka jest twoja decyzja, zrób krok naprzód. Idź za ciosem i natychmiast, nie rozglądając się zacznij działać.

Kamyk w stawie

Zrób cokolwiek, choćby małą rzecz. Niech to jednak będzie działanie, coś, co zmienia świat choćby w minimalnym stopniu.

Twoje działania nie muszą być od razu wielkie. Czasem małe rzeczy pociągają za sobą ogromne konsekwencje. Wielkie zmiany nie zawsze są efektem wielkich posunięć. Na początku wielu rewolucji są małe działania. Zamiast starać się zmieniać od razu cały świat, ktoś robi coś małego z zwyczajnego. Jednak efekty jego działań stają się coraz szersze i szersze. Dotykają coraz więcej obszarów jego życia i coraz więcej osób. Fala rozchodzi się coraz szerzej i dociera do drugiego brzegu stawu. Czasem nawet trudno nam sobie wyobrazić, w jaki sposób te małe działania mogą wpłynąć na świat.

Jakkolwiek małą zmianę czynimy, staje się ona jak kamyk wrzucony do stawu, jej wpływ rozszerza się na zewnątrz. Gloria Steinem

O tym samym mówi tzw. „efekt motyla”: trzepot skrzydeł motyla na jednej półkuli może wywołać huragan na drugiej. Efekty jednego małego działania stopniowo się poszerzają i powiększają.

Zwróć uwagę. Mowa o ruchu skrzydeł. Myśli, intencje czy decyzje, jakie w swoje głowie miałby motyl (gdyby tylko mógł) nic by nie zmieniły. Dopiero ruch skrzydeł może cokolwiek zmienić.

Nie musisz czekać na okazję do wielkich działań. Zacznij robić choćby małe rzeczy, takie, na jakie w tym momencie cię stać.

Jeżeli np. zdecydowałeś, że napiszesz książkę nie czekaj, do wakacji czy choćby weekendu. Wykorzystaj najbliższe pięć minut. Zacznij coś robić. Spraw by twoja decyzja zmieniła się w działanie. Tylko działanie może poruszyć świat wokół ciebie. Nawet gdy nie widzisz jego bezpośrednich efektów, możesz być pewny, że fale będą się rozchodzić wokół.

Ale chodzi o działanie. Podejmowanie decyzji, planowanie, myślenie, wyobrażanie sobie, niczego jeszcze nie zmienia. Musisz się schylić, wziąć kamyk i wrzucić go do wody.

Jak sobie ułatwić osiągnięcie celu?

Jak sobie ułatwić osiągnięcie celu?

Opublikowano 28 września 2009 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: Bez kategorii | 6 komentarzy

Francuz, Pierre le Grand z wyspy Tortuga, zmęczony życiem myśliwego i plantatora (tzw. bukaniera), zebrał kilkunastu kompanów i wypłynął na morze. Ledwo mieścili się w swojej łódce. Chcieli złupić jakiś niewielki statek handlowy. Nie mieli jednak szczęścia. Byli na pełnym morzu już od kilku dni, ciągle jednak nic nie spotkali. Skończyła im się woda i jedzenie, dokuczał upał i niewygody.

Już mieli zrezygnowani wracać, gdy ktoś w dali zobaczył żagiel. Rzuci się w jago stronę najszybciej jak mogli. Jednak im lepiej mogli go widzieć, tym bardziej rzedły im miny. To nie był „niewielki statek handlowy”. To był ogromny okręt wojenny z rzędem dział po obu stronach burty i załogą liczącą ponad 200 osób. Małe szanse by trzydziestka wygłodzonych i obdartych plantatorów, stłoczonych w niewielkiej żaglówce i uzbrojonych jedynie w noże i pistolety, mogła coś wskórać. Z drugiej strony zdobycz kusiły. Byli głodni i wycieńczeniu, a na statku było jedzenie i być może jakieś pieniądze.

Łódź została zauważona z okrętu wojennego. Jeden z oficerów zameldował to kapitanowi. Ten spojrzał, nie przerywając gry w karty i powiedział: „No i co z tego? Nie obawiam się nawet okrętu tak wielkiego i potężnego jak mój, a cóż dopiero takiej łupiny”. Spokojnie wrócił do kart.

Zapadł zmrok a łódź ciągle trzymała się w okolicy okrętu. Głodni i zmęczeni bukanierzy postanowili działać. Zaczęli od złożenia przysięgę wobec siebie „iż w boju nie okażą najmniejszej obawy czy słabości”. To było zaklinanie rzeczywistości. My również często powtarzamy sobie takie rzeczy: tym razem się uda, zrobię, to będę niepokonany! Efekty – wiadomo jakie są. Nasz Pierre, nie byłby la Grande (Wielki) gdyby o tym nie wiedział. Dlatego zrobił coś jeszcze. Gdy cicho podpływali pod burty okrętu, kazał wywiercić w dnie łodzi dziurę. Im bardziej podpływali, tym bardziej łódź się zanurzała. Gdy mogli chwycić się burt, łódź cicho poszła na dno.

Nie mieli odwrotu. Mogli iść tylko do przodu. Błyskawicznie wdrapali się na pokład i zaatakowali zbrojownię. Potem wdarli się do wielkiej kabiny, gdzie kapitan ciągle grał w karty. Przystawiając mu pistolet do piersi kazali poddać cały okręt. Okazało się, że statek wiózł ładunek złota. Pierre la Grand zatrzymał tylu żołnierzy ilu potrzebował do obsługi żagli a pozostałych wysadził na ląd. Następnie wrócił do Francji i nigdy nie wrócił na Karaiby. Gdy tylko rozeszła się wiadomość o jego wyczynie, morze zaroiło się od podobnie działających, gotowych na wszystko rzezimieszków. Przez następne kilkaset lat, regularne armie nie mogły sobie poradzić z “piratami z Karaibów”.

Takich historii można opowiedzieć więcej. Wielcy wodzowie przekraczali Rubikon, palili za sobą mosty czy palili własne okręty – jak choćby w 711 roku Tarik ibn Ziyad, dowódca, który na kilkaset lat podbił Hiszpanię:

O moi wojownicy, dokąd mielibyście umknąć? Za wami jest morze, a przed wami wróg. Zostaliście jedynie z nadzieją na odwagę i stałość … jeżeli będziecie zwlekać z szybkim uchwyceniem zwycięstwa, wasz szczęśliwy los zniknie, a wasz nieprzyjaciel, którego obecność napełnia was strachem przeważy… oto stoi przed wami wspaniała okazja do pobicia go, jeżeli tylko odważycie się chętnie narazić się na śmierć[i].

Bliższy naszym czasom jest inny dowódca, który zastosował tą samą technikę. Henran Cortez, konkwistador, który z grupą zaledwie kilkuset żołnierzy podbił ogromne imperium Inków. Zanim spalił okręty, by wyleczyć swoich żołnierzy z wahań, najpierw wymontował z nich wszystko, co stanowiło jakąkolwiek wartość (metalowe części, działa, żagle, itp.).

Nie chodzi o niszczenie

Strategia „palenia okrętów” nie polega na bezmyślnym niszczeniu. Nie chodzi o to, byś zaczął wszystko rozwalać, gdy tylko wpadnie ci do głowy marzenie. Nie chodzi o to, by utrudniać sobie życie, nieprzemyślanymi krokami.

Chodzi o to, by z rozmysłem stworzyć warunki, w których nie będziesz rozdarty między możliwościami. Gdy droga do tyłu jest tak samo otwarta jak droga do tyłu, jesteś w zawieszeniu. Twój umysł błąka się to tu, to tam. W efekcie nie wykorzystujesz wszystkich możliwych okazji i wszystkich własnych możliwości działania.

Póki droga odwrotu jest tak samo otwarta jak droga do przodu, nie możesz być pewny swojej woli. W jednej chwili możesz czuć energię i zapał, ale w drugiej możesz poczuć rezygnację. Gdy pojawią się trudności lub będziesz miał gorszy dzień, okaże się, że chcesz tylko na wpół. Że twoja wiara w sukces nie do końca jest pewna, że trudno ci się do czegoś zmobilizować. W takiej sytuacji spalone, lub przynajmniej podtopione okręty bardzo się przydają. Gdy nie masz innego wyboru, łatwiej uwierzyć, że może

Kilka sugestii

Możesz zrobić kilka rzeczy:

Nie planuj odwrotu. Wiele osób myśli o swoich marzeniach, z góry planując drogę odwrotu i nazywając ją planem awaryjny. Mówią np. jak mi nie wyjdzie własny biznes, to zawsze mogę liczyć na etat. To nie jest żaden plan awaryjny, ale plan ucieczki. Dobry plan awaryjny to plan działań typu: „jak mi nie wyjdzie w ten sposób, to spróbuję tak, jak nie drzwiami, to oknem”. W takim planie nie ma miejsca na ucieczkę.

Zaangażuj innych ludzi by utrudnili ci tkwienie w miejscu. William James pisze: „Pamiętam, że niegdyś czytałem w jednej z gazet austriackich ogłoszenie pewnego Rudolfa, który obiecał pięćdziesiąt guldenów nagrody człowiekowi, który pod dacie ogłoszenia spotka go w winiarni. «Czynię to – wyjaśniał dalej w ogłoszeniu – wskutek przyrzeczenia, danego mej żonie». Taka żona i takie właściwe pojmowanie sposobu pozbywania się starych nałogów, mogą każdego ośmielić do zaryzykowania pieniędzy i założenia się, że Rudolf dotrzyma postanowienia.

Nie musisz dawać ogłoszenia w gazecie. Możesz poprosić ludzi (lub ich nawet zatrudnić) by uprzykrzali cię stanie w miejscu. Niech cię wyśmieją, gdy nie uda ci się tego osiągnąć. Możesz założyć się z kimś, o coś cennego, że uda ci się dopiąć swego.

Podbij stawkę. Przez wiele lat usiłowałem zrobić prawo jazdy. Bez żadnych efektów poświęciłem na to wiele energii. Gdy dowiedziałem się, że będę ojcem, zrobiłem je w ciągu miesiąca. Tym razem wiedziałem do czego jest mi potrzebne. Wiedziałem, że bez niego (moja żona również nie miała wtedy prawa jazdy) dziecko będzie miało znacznie ciężej. Usiądź jeszcze i spisz wszystkie korzyści, jakie osiągniesz dzięki realizacji swojego marzenia. Zrób tak długa listę, jak tylko się da. Czego, z tej całej listy najbardziej potrzebujesz? Bez czego nie możesz żyć?

Podnieś koszty nie działania. Dla niektórych pomocna jest prosta strategia karania się i nagradzania. Np.: nie golę się, dopóki nie ukończę książki, albo nie umawiam się na randki, póki nie zarobię pierwszych 10 000. Nie zawsze to dobrze działa – czasem buduje niepotrzebne napięcie i stres. Może jednak być pomocne.

Zrób krok do przodu (rozważny). Pozbądź się tego, co nie jest ci potrzebne do realizacji celów. Zwolnij się z pracy, wyjedź za granicę, zapisz się na studia, itd. Nie zwlekaj, aż zapał ci przejdzie.


[i] http://www.fordham.edu/halsall/source/711Tarik1.html

W pułapce fantazji

Opublikowano 11 lipca 2008 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: motywacja, sukces | Jeden komentarz

Wiele osób twierdzi, że im dokładniej widzisz to, do czego dążysz, tym lepiej. Czy zawsze tak jest? Czy naprawdę, tego rodzaju techniki zawsze ułatwiają sukces? A może zamiast pomagać, utrudniają, przez to, że zniechęcają do działania? [...]

Czym bardziej się przejmować…

Opublikowano 11 czerwca 2008 | By Zbyszek Ryżak | Kategorie: sukces | 4 komentarze

Czy nie skupiamy się zbytnio na konsekwencjach, zamiast zająć się tą jedyną, najważniejszą rzeczą? Czy pamiętasz kiedy ostatni stanąłeś przed swoim wewnętrznym lustrem i zapytałeś się „kim jestem?” [...]