Tag Archives: depresja
Przeżuwanie: Jak przestać kurczowo trzymać się dna dołka?

Przeżuwanie: Jak przestać kurczowo trzymać się dna dołka?

Opublikowano 16 kwietnia 2011 | By | Kategorie: Bez kategorii | 18 komentarzy

1.

Naturą naszych emocji jest ich czasowość: pojawiają się a następnie rozpraszają. Są jak dźwięk dzwonu. Gdy dzwon zostaje uderzony, początkowo jego dźwięk jest głośny, ale potem wybrzmiewa. By odezwał się jeszcze raz, musimy w niego znowu uderzyć.

Emocja nie może trwać niezmiennie. Byłoby to bardzo niebezpieczne dla organizmu. Każda emocji pełni ważną rolę w przetrwaniu. Np. strach stymuluje do ucieczki przez zagrożeniem a złość do ataku na przeszkodę. Emocje są sygnałem, który zmusza do odpowiedniej i szybkiej reakcji na zmieniające się warunki. Gdyby emocje trwały zbyt długo bylibyśmy niewrażliwi na kolejne zmiany.

Taką czasowość emocji wyraźnie widać w świecie zwierząt. Gdy na stado rzuca się drapieżnik, antylopy ruszają do ucieczki z energią, jaka jest im nie dostępna, gdy są spokojne. W końcu drapieżnik dopada jedną z nich. Antylopy jak gdyby nigdy nic, natychmiast wracają do skubania trawy. Gdyby było inaczej, gdyby musiały dochodzić do siebie czy się uspokajać, ich przetrwanie byłby zagrożone. Po pierwsze by przeżyć trzeba jeść i jak najszybciej zregenerować siły po wysiłku. Po drugie, kolejny drapieżnik miałby ułatwione działanie. Dochodzące do siebie antylopy byłby łatwym łupem.

Ze względów ewolucyjnych emocje trwają krótko. Czasem wybrzmiewają znacznie szybciej niż uderzenie dzwonu.

Dotyczy to także lęku, że sobie nie poradzę, smutku, że coś mi się nie udało czy poczucia, że jestem do niczego. Co prawda nie jesteśmy antylopami i nasz mózg jest zbudowany inaczej, jednak w swojej istocie nasz układ emocjonalny jest lepszą wersją tego, czym dysponują zwierzęta. Został zaprojektowany tak by intensywnie wybuchał i szybko się rozładowywał.

Najłatwiej zaobserwować czasowość emocji w odniesieniu do tych przyjemnych. Gdy wsiadasz do pachnącego świeżością samochodu możesz doświadczać euforii, ale po krótkim czasie, zanim jeszcze zapach świeżości zwietrzeje, przyzwyczajasz się do niego. Możesz być nieziemsko szczęśliwy, gdy urodzi ci się dziecko, ale zanim się spostrzeżesz zaczynasz się czuć znużony wszystkimi wiążącymi się z nim obowiązkami. Możesz by szczęśliwym, gdy dostaniesz się na wymarzone studia, ale zanim się spostrzeżesz, traktujesz je jak coś normalnego i zwykłego.

Nie ma dwóch układów emocji: pozytywnego i negatywnego. Wszystkie emocje korzystają z tych samych struktur. Negatywne emocje mijają tak samo jak pozytywne.

2.

Jak to się jednak dzieje, że tyle osób ma przeciwne wrażenie? W ich odczuciu emocje są trwałe, stabilne i niezmienne niczym skała. Szczególnie te negatywne i szczególnie te dotyczące ich samych.

Dlaczego tyle osób czuje smutek, przygnębienie i lęk całymi dniami, tygodniami, miesiącami czy nawet latami? Dlaczego tyle osób ciągle, niezależnie od sytuacji, czuje przygnębienie sobą i swoimi porażkami? Dlaczego ich stany emocjonalne nie wybrzmiewają? Czyżby miały jakieś wadliwe neurony? A może ich ewolucja poszła dalej i nie mają już nic wspólnego z antylopą uciekającą przed lampartem?

Nie. Odpowiedź jest inna. Mamy w sobie mechanizm, którego pozbawione są zwierzęta, który nie tylko nie pozwala emocjom wybrzmieć, ale także ustawicznie je podsyca. Tak, jakbyśmy mieli w sobie ludzika, który gdy tylko usłyszy dźwięk dzwonu, szybko przybiega i bez końca wali w niego z coraz większą siłą. Tym złośliwym ludzikiem jest tryb działania naszego myślącego umysłu, który bywa nazywany: ruminacją, roztrząsaniem, trybem rozwiązywania problemów czy trybem naprawiania.

3.

Słowo ruminacja zostało pożyczone przez psychologów (zresztą jak większość używanych przez nich pojęć) z innej dziedziny. Tym razem z biologii. W tej czynności specjalizuje się rząd ssaków noszących nazwę Ruminantia lub Przeżuwacze. Ich przedstawicielem, oprócz antylopy biegającej po tym tekście jest krowa, renifer czy żyrafa. Te ssaki robią coś, czego nie potrafi robić człowiek (to, co robimy, gdy kanapka jest twarda, to tylko żucie). Przeżuwanie to genialny, choć nieco obleśny z naszej perspektywy sposób jedzenia. Antylopa pasąc się jest jak kosiarka. Napełnia zbiornik, byle szybciej. Nie ma czasu drapieżnik może pojawić się lada chwila. Pokarm szybko trafia do jednej z czterech komór żołądka. Tam zmienia się w tzw. miazgę pokarmową (po angielsku nazywa się to cud) i dopiero wtedy, gdy są warunki, np. wieczorom, zawartość żołądka wraca z powrotem do paszczy i jest przeżuwana.

Ludzie ruminują tylko w przenośni – na poziomie umysłowym. Jak wygląda ta psychiczna ruminacja?

4.

Wracasz z pracy. Wokół wiosna, kwitną kwiaty, śpiewają ptaki, wieje lekki wiatr. Nie zauważasz jednak niczego. Myślisz:

Dlaczego ciągle nie mogę się przebić? Dlaczego ciągle mi nic nie wychodzi? Co jest ze mną nie tak? Muszę coś zrobić! Muszę to rozpracować. Muszę z tym dojść do porządku. Dlaczego jestem taki nieszczęśliwy? Jak mam to wszystko zmienić? Dlaczego szef ciągle mnie nie zauważa? Muszę jakoś zrobić na nim wrażenie. Bla, bla, bla…

Masa informacyjna, którą już raz zdawało się połknęliśmy, wraca i zapełnia nasz umysł. Analizujemy, roztrząsamy, filozofujemy, porównujemy, szukamy rozwiązań, które pozwolą nam wreszcie wszystko zrozumieć i naprawić.

Mamy wrażenie, że jeszcze chwila, a uda nam się znaleźć rozwiązanie i wszystko będzie dobrze. Mijają godziny, ale nic takiego się nie dzieje. Zapadamy się coraz bardziej. Im więcej myślimy tym więcej mamy problemów.

5.

Doskonały obraz wyjaśniający istotę ruminacji można znaleźć w książce Świadomą drogą przez depresję (tytuł nieco mylący, bo z książki wiele można wynieść nie cierpiąc na depresję, znacznie trafniejszy jest podtytuł Freeing yourself from chronic unhappinessUwalnianie się od chronicznej zgryzoty).

Otóż ruminacja jest jak próba czyszczenia rozlanego mleka, poprzez polewanie go wodą. Wyobraź sobie, że parobkowi pomagającemu przy krowach, rozlała się bańka mleka. Szybko bierze szlauch i próbuje spłukać mleko z posadzki. Niestety spłukiwanie zmienia kałużę mleka w białe jezioro. Im bardziej parobek się stara, tym więcej białego płynu jest na posadzce. Problem polega na tym, że woda zmieszana z mlekiem wygląda tak samo jak mleko. Im gorliwiej stara się spłukać mleko, tym więcej wokół bieli. Sztuczka polega na tym, jak dowiaduje się parobek od gospodarza, by najpierw pozwolić mleku spłynąć, potem wytrzeć resztki i dopiero wtedy zacząć spłukiwać posadzkę.

Podobnie jest z naszymi próbami posprzątania siebie. Jeżeli jesteś niecierpliwy i starasz się wszystko natychmiast usunąć, tyko pogarszasz sprawę. Twoje wytężone wysiłki zaprowadzenia w sobie porządku sprawiają, że to, co było małą kałużą staje się wielkim jeziorem. Gdybyś nie był tak porządny i tak przekonany, że zawsze masz być pełen pozytywnych emocji, zwarty, gotowy i uporządkowany, po godzinie mógłbyś już dawno zapomnieć o rozlanym mleku. Zamiast tego heroicznie walczysz na swoim białym, szalejącym jeziorze.

I to jest właśnie ruminacja. Jak piszą autorzy tej książki, jest ona „heroicznym usiłowaniem rozwiązania problemu, którego nie da się rozwiązać w ten sposób”.

6.

Gdy już wpadniemy w ruminację, trudno się z niej uwolnić. To trochę jak drapanie swędzącego miejsca. W chwili, gdy się drapiesz czujesz ulgę, ale gdy tylko przerwiesz, swędzenie staje się jeszcze bardziej nie do zniesienia.

Gdy ruminujemy mamy poczucie, że zbliżamy się do rozwiązania. Przecież jeszcze chwila i mi się uda! Jeszcze chwila a doznam olśnienia! To jak udział w teleturnieju o wysokich nagrodach. Jeszcze tylko jedno pytanie a nagroda będzie moja! Nie mogę tego tak zostawić! Niestety, okazuje się, że mijają kolejne chwile a my wcale nie jesteśmy bliżej wygranej.

Rozwiązywanie problemów jest niesamowicie cenną umiejętnością, póki zajmujemy się światem zewnętrznym. Jeżeli chcemy rozwiązać problem, jakim my sami jesteśmy, nigdy nam się to nie uda.

William, Teasdae i Segal (autorzy Świadomą drogą …..) piszą:

Ruminujemy, gdy czujemy się źle, ponieważ wierzymy, że objawi nam to sposób rozwiązania naszych problemów. Badania jednak pokazują, że ruminacja daje dokładnie przeciwny skutek: nasza zdolność rozwiązywania problemów wyraźnie słabnie. Wszelkie dane zdają się wskazywać na okrutną prawdę, że ruminacja jest częścią problemu, a nie rozwiązania.

Nie trzeba skomplikowanych badań by odkryć, że nasze przemyśliwania prowadzą donikąd. Można mieć nadzieję, że dojdę do jakiegoś rozwiązania, gdy myślę przez dziesięć minut czy nawet godzinę. Ale przez całą noc? Przez cały tydzień? Przez cały dzień? Pracowicie wracając do swojego jałowego filozofowania, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja?

Zdarzają się sytuacje, gdy warto usiąść i poważnie zastanowić się nad swoimi problemami. Poszukać przyczyn, znaleźć rozwiązanie, podjąć decyzje itp.

Dalai Lama w jednej z książek pisze:

Jeśli boisz się jakiegoś cierpienia, powinieneś sprawdzić czy jest coś, co możesz z tym zrobić. Jeśli możesz, nie ma potrzeby się o to martwić, jeśli nie możesz nic zrobić, również nie ma potrzeby by się martwić.

Czy możesz coś zrobić z problemem zatytułowanym Dlaczego nie radzę sobie z życiem? Zapewniam cię, że nie. To nie jest problem, który można rozwiązać, tak jak się rozwiązuje krzyżówkę.

7.

Ruminacja bardzo mocno wiąże się z notorycznym poczuciem braku własnej wartości i wątpliwościami na swój temat. Osoby, które doświadczają tego rodzaju doznań, bardzo często wskakują w tryb ruminacji. Pisałem w jednym z poprzednich tekstów o tym, jak łatwo wpaść w piekło samopotępienia. Wystarczy uchybienie, częściowa porażka, przelotna fala smutku czy nawet zmęczenie, a już czujemy się nic nie warci i bezradni.

Takie odczucie jeszcze byłoby do zniesienia. To naprawdę nic strasznego poczuć się raz na jakiś czas małym, bezradnym, zagubionym we wszechświecie człowiekiem. Tego rodzaju doznanie jest nawet potrzebne dla naszego rozwoju psychicznego.

Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy usiłujemy jak najszybciej posprzątać. O Boże, to przerażające, nie mogę się tak czuć! To straszne! Mam przecież tyle do osiągnięcia! Przecież muszę być człowiekiem sukcesu! Bla, bla, bla…

I karuzela rusza. Naprawa siebie staje się najważniejszą rzeczą na świecie. To sprawa numer jeden. Ważniejsza od wszystkich innych zajęć. Trzeba, czym prędzej wszystko zostawić i rozwiązać problem. W takiej sytuacji…:

…jak w ogóle moglibyśmy rozważać odwrócenie naszej uwagi od tych palących problemów i zajęcie się czymś innym, nawet gdyby miało to nam ulżyć? Dojście z sobą do ładu i przeforsowanie jakiegoś rozwiązania zawsze wydaje się najważniejszą sprawą na świecie – trzeba jak najszybciej dość, co tego, co jest z nami jest nie tak, wyszukać to, co musimy zrobić by zminimalizować spustoszenie, jakie w naszym życiu sieje nasze zmartwienie
(Świadomą drogą przez depresję).

To ruminacja jest przyczyną trwałego zablokowania naszego poczucia wartości w dolnych rejonach. To z jej powodu ludzie potrafią całymi latami czuć się zupełnie do niczego.

8.

Naucz się rozpoznawać swoją ruminację. Świadomość tego, że „właśnie teraz się to dzieje” stanowi ważny krok do tego by pozbyć się niepotrzebnego podtrzymywania negatywnego nastroju.

W moim przypadku ruminacja przydarza mi się, gdy zmęczony wracam do domu. Idę i myślę o tym, czego nie zrobiłem, co powinienem jeszcze zrobić. Moje myśli szybko zaczynają przesuwać się w stronę znalezienie genialnego rozwiązania czy genialnej filozofii działania. Automatycznie pogarsza mi się nastrój (mimo, że zazwyczaj spacery działają na mnie regenerująco).

Ruminacji czasem towarzyszą tzw. myśli automatyczne. U mnie jest to często niewinne pytanie „O co w tym chodzi?”. Gdy je słyszę w środku głowy od razu zwracam uwagę na to, czy czasem nie jestem „w ciągu”. To mogą być zupełnie inne myśli. Często spotykane są takie jak:

Jestem do niczego.

Zawiodłem.

Jestem rozczarowany.

Nie zniosę tego dłużej.

Co jest ze mną nie tak.

Jestem przegrany.

Dlaczego nie jestem gdzie indziej.

Muszę się stąd wyrwać.

Moje życie to porażka.

Jestem nieudacznikiem.

Nigdy nic mi się nie uda.

Coś się musi zmienić.

Nie warto.

Moja przyszłość jest ponura.

Dlaczego jestem taką ofermą.

(To niektóre pozycja z „Kwestionariusza myśli automatycznych” Kendalla i Hollona)

9.

Co zrobić, gdy odkryjesz, że zaczynasz zanurzać się w jałowe naprawianie siebie samego?

Najprostszego rozwiązania nauczyła mnie moja mama. Gdy po jakiejś szkolnej porażce wracałem przybity do domu, pełny myśli, że nigdy nie uda mi się być takim mądrym jak moi koledzy, mówiła: to nie koniec świata, nic się nie stało. Nie musisz mieć samych piątek. Nie to się najbardziej liczy. Trudno to oddać, bo to nie było w słowach. I to coś, chyba najpełniej jest obecne w postawie matki wobec swojego dziecka. To pozwolenie na to, by sobie nieco odpuścić.

Istotą ruminacji jest kurczowe trzymanie się intencji naprawy siebie i pozbycia się cierpienia. Rozwiązaniem jest porzucenie tej intencji. Zgoda na – jak nazwa to Jon Kabat Zin – pełną katastrofę.

Tak, moja życie to katastrofa. Nieustanna katastrofa. Jedno wielkie pasmo pomyłek. Nie ma żadnej złotej kuli, która by zabiła nieudacznika we mnie, zostawiając przy życiu człowieka sukcesu. Nie ma zaklęcia, które by zmieniło mnie natychmiast w księcia czy księżniczkę. Nie uda mi się wygrać zapasów z samym sobą. Nie uda mi się natychmiast pozbyć cierpienia.

Jeżeli będę kurczowo trzymał się intencji naprawiania siebie, tym szczelniej moje życie napełni się poczuciem wiecznego niezadowolenia.

Nawet, jeżeli twój ból jest bardzo dokuczliwy, nawet jeżeli jest nim głębokie poczucie tego, że jesteś nic nie wartą pomyłką, tak długo, póki nie zaakceptujesz tego doznania nic się nie zmieni. By coś zmienić, najpierw musisz to przyjąć – takie, jakie jest, bez żadnego naprawiania, łagodzenia czy upiększania.

Jedyne, co mogę rozsądnego zrobić to zejść sobie z drogi. Tak, jestem katastrofą. Koniec poszukiwań „złotej kuli” – koniec ruminacji.

Skończ ruminować, zacznij żyć. Jak mówi Pema Cziedryn: zacznij tu gdzie jesteś. Jestem nie dość dobry? Cóż, jestem nie dość dobry. Zatem jako „nie dość dobry człowiek” zrobię wszystko, co tylko mogę zrobić.

Sprawdź, co się z tobą dzieje, gdy porzucasz swoje próby naprawiania siebie. Czy masz wtedy więcej siły by zrobić krok naprzód? By zrobić to, co masz do zrobienia?

Takie porzucenie intencji, mimo, że bardzo skuteczne nie zawsze jest łatwe. Dlatego warto poznać jeszcze jeden sposób odpuszczania sobie ruminacji.

10.

Ruminacji towarzyszy odcięcie od danych zmysłowych. Osoba poddająca się ruminacji jest pochłonięta przez własne myśli, tak, że nie zauważa tego, co się dzieje wokół niej.

To bardzo ważne cecha. Stan analitycznego naprawiania siebie samego, dochodzenia ze sobą do porządku jest nie do pogodzenia ze stanem doświadczania.

Łatwiej jest puścić kurczowego trzymania się intencji naprawiania siebie, gdy nawiązujemy kontakt z danymi, jakie płyną z naszych zmysłów.

Istnieje wiele różnych sposobów na to by nawiązać pełniejszy kontakt z danymi zmysłowymi. Gdy przyjrzysz się swojemu codziennemu życiu znajdziesz, co najmniej kilka rzeczy, przy których nie zdarza ci się ruminować. Jedną z takich rzeczy w moim przypadku jest ruch. Gdy jestem zadyszany nie ruminuję. Podobnie nie zdarza mi się ruminować, gdy jadę samochodem. Gdy zbytnio kombinuję, mogę po prostu wsiąść do samochodu lub trochę pobiegać.

Nie są to jednak uniwersalne rozwiązanie. Wiem, że są ludzie, którzy szczególnie mocno przeżuwają w trakcie ćwiczeń fizycznych. Nigdzie tak łatwo nie wpadają w trans jak na siłowni czy podczas biegania. Są także ludzie, którzy zaczynają przemyśliwać swoje życie ile razy wsiądą za kierownicę.

Poszukaj swoich czynności, takich, przy których twoja uwaga najlepiej kontaktuje się ze zmysłami.

Możesz także opracować samodzielnie jakąś technikę wychodzenia z ruminacji. Niżej dwie podpowiedzi.

Technika pierwsza – najprostsza

  • Zwróć uwagę na pięć rzeczy, jakie możesz wokół siebie zobaczyć.
  • Następnie znajdź pięć różnych dźwięków.
  • Zwróć uwagę na pięć doznań płynących z twojego ciała.
  • Zwróć uwagę na zapach, temperaturę i fakturę.

Druga technika – prosta

1. Zorientuj się w czasie i miejscu. Która jest godzina? Jaki dziś jest dzień? Gdzie jesteś? Co tu robisz? Jak się tu znalazłeś?

2. Świadomie zobacz, usłysz, posmakuj, dotknij lub powąchaj. Użyj w świadomy sposób, co najmniej jednego ze zmysłów. Uświadom sobie, co widzisz, co słyszysz czy też, co czujesz.

3. Aktywnie działaj. Zacznij coś robić w świadomy sposób. Wstań, przeciągnij się, idź na spacer włącz muzykę czy porozmawiaj z kimś.

4. Nie kontynuuj myśli o tym, co nie dociera do twoich zmysłów. Jeżeli czegoś nie widzisz, nie słyszysz, nie dotykasz czy nie czujesz – w tym momencie to nie istnieje. Skup uwagę na tym, co dzieje się przed tobą. Tym, czego doświadczasz obecnie. Jeżeli myśli uporczywie powracają, nie walcz z nimi, ale też nie wdawaj się w nie.


Zdjęcia: Andy Smith, Viton i Daniil Kalinin

Czy warto porównywać się z innymi?

Czy warto porównywać się z innymi?

Opublikowano 12 listopada 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 12 komentarzy

Pod tekstem mówiącym o umiejętności doceniania znalazłem komentarz:

Dlaczego porównywanie siebie z innymi nie jest dobre? Cały świat tak działa, jesteśmy bez przerwy porównywanie z innymi, rating system panuje w zasadzie wszędzie.

Piszesz w innym artykule o kontakcie z rzeczywistością. Świadomość tego, że ktoś uczy się wolniej niż inny to część tego kontaktu z rzeczywistością.

Mnie się wydaje że porównywanie jest wręcz zdrowe i wskazane.

Bardzo dziękuję za ten komentarz. Tak, porównywanie się z innymi to ważny temat i wcale nie taki oczywisty. Porównywanie się jest nawykiem, który mocno na nas wpływa.

Rating system panuje w zasadzie wszędzie

Nie trzeba do tego przekonywać. Nasze losy układają się tak a nie inaczej, bo ktoś kiedyś stwierdza, że jesteśmy lepsi lub gorsi.

Kilka lat temu oglądałem reality show o formule bardzo podobnej do The Apprentice. Tutaj jednak zamiast Donalda Trumpa, decyzje podejmował anonimowy milioner. Uczestnicy każdego dnia wykonywali różne zadania (np. sprzedawali koszulki na ulicy, organizowali imprezy czy projektowali nowe produkty). Potem w sali z długim błyszczącym stołem omawiali swoje wyniki. Po omówieniu człowiek prowadzący program znikał za drzwiami gabinetu. Chwila wahania. Tajemniczy milioner szybko podejmował decyzje. Czasem bardzo zaskakujące. Gdy oglądałem ten program również byłem szefem i zawsze starałem się zgadnąć jaką podejmie decyzję. Wiele razy czułem się bardzo zdziwiony (podobnie jak uczestnicy programu). Jednak po chwili dochodziłem do wniosku, że musiał zwrócić uwagę na coś, czego ja nie dostrzegłem. Zazwyczaj po dodatkowym namyśle, można było znaleźć ukryty sens jego decyzji.

W ostatnim odcinku tajemniczy multimilioner wreszcie miał się ujawnić. Wreszcie mieliśmy poznać człowieka, który tak szybko podejmuje trudne i niekonwencjonalne decyzje. Do finału dotarły dwie osoby. Za chwilę przekroczą drzwi gabinetu prezesa. Drzwi się otwierają. Wielki, skórzany fotel jest odwrócony tyłem. Zaraz popatrzą w oczy osobie, której decyzję próbowali przeniknąć dzień i noc, której starali się przypodobać, która była źródłem ich radości i rozczarowań. Kto jest tą osobą?

Sami również kochamy porównania

To, że nas porównują to tylko jedna strona zjawiska. My również kochamy się porównywać. Od dzieciństwa chcemy być najlepsi, najbardziej sprawni i najpiękniejsi. Rośniemy do nieba, gdy ktoś nam powie, że jesteśmy numer jeden i przeżywamy katusze, gdy okazuje się, że nie zmieściliśmy się w górnych siedmiu procentach.

Jakiś czas temu spotkałem Kubę, który chodzi do podstawówki. Kuba pochwalił się, że potrafi pisać bezwzrokowo na klawiaturze.

- Piszę najlepiej w klasie, wiesz?

- Świetnie.

- I na pewno lepiej niż ty!

- Nie wątpię – powiedziałem – a co takiego piszesz? Może jakieś opowiadania albo książki?

- Nie, raczej tylko przepisuję teksty z ćwiczeń.

Oczywiście to dziecko jest lepsze ode mnie w szybkości i bezbłędności stukania na klawiaturze. Jakie to ma jednak znaczenie? Dzieci tak mają. Ale gdy jesteśmy dorośli wcale to nam nie przechodzi. Nawet jeszcze bardziej się porównujemy. Mam lepszy samochód od ciebie, zarabiam więcej niż ty, znam angielski znacznie lepiej niż on, mam lepsze wykształcenie niż ona….

Co z tego, że znasz lepiej język, skoro nie masz nic do powiedzenia? Co z tego, że zarabiasz więcej, skoro wszystko wydajesz i nie czujesz z tego żadnej przyjemności? Co z tego, że skończyłeś lepszą uczelnie i masz więcej tytułów, skoro nic ludziom nie dajesz?

Tworzenie sztucznej rzeczywistości

Gdy skórzany fotel w gabinecie tajemniczego prezesa odwrócił się, okazało się, że siedzi na nim… szympans. Zwierzę podejmowało decyzję kręcąc wielkim kołem, takim jak w wesołych miasteczkach, do którego przyczepione były kartki z imionami uczestników. Na kogo wypadło, ten odpadał.

Bardzo długo zajmowałem się systemami ocen pracy w przedsiębiorstwach. Widziałem jak tysiące kierowników ocenia i porównuje swoich podwładnych. Majster czy inżynier „obróbki skrawaniem” dostawał arkusz i siadał w przerwie by porównać swoich ludzi pod kątem „otwartości na zmiany”, „kreatywnego myślenia” czy „innowacyjności”. Potem pracochłonnie zliczał punkty i robił zestawienie w którym było widać kto jest lepszy a kto gorszy. Często cały ten system ocen równie dobrze można by było zastąpić szympansem kręcącym kołem. Być może nawet szympans wywoływał by mniej zamieszania i poczucia niesprawiedliwości.

W kontekście biznesowym często jednak nie da się inaczej. Trzeba ludzi z różnych praktycznych względów porównywać. Moim zadaniem, jako konsultanta była minimalizacja szkód jakie wyrządza porównywanie ludzi. Naprawdę dużo jest z tym roboty.

Większość z nas dobrze o tym wie. Dlaczego tak bardzo sami się trzymamy porównań?

Czasem to jest zabawne

Niech będzie. Czasem to jest zabawne. W naszej kulturze jest dużo współzawodnictwa i ścigania się. I do pewnego stopnia to są zdrowe rzeczy. Gdy dziesięciu sprinterów daje z siebie wszystko, byle tylko dobiec do mety, wcale to nie oznacza, że są chorzy. Po prostu dobrze się bawią. Mnie samego ściganie się raczej męczy, ale znam ludzi którym doskonale robi.

Gdy od czasu do czasu ścigasz się z innymi nie ma czym się martwić. To normalne i zdrowe.

Gdzie zaczyna się problem?

Niezdrowe porównania

Kren Horney w „Neurotycznej osobowości naszych czasów”, pisze, że neurotyczne porównywanie i współzawodnictwo różni się od tego zdrowego trzema cechami:

  • Ciągłe porównywanie się ze wszystkimi. Neurotyk porównuje się z innymi cały czas, nawet w sytuacjach, które tego nie wymagają. Dla takiej osoby nie liczy się to co robi, liczy się tylko to, czy jest lepsza czy gorsza. Czy wyprzedza pozostałych czy nie? Takie porównywani się jest często automatyczne i nieuświadamiane. Wchodzi do pokoju obca dziewczyna, a ja się zastanawiam czy jestem ładniejsza czy brzydsza, czy jestem lepiej ubrana czy gorzej, czy jestem bardziej inteligentna czy nie, czy mam lepszą figurę czy nie… Wyprzedza mnie na ulicy samochód, a ja od razy chcę go prześcignąć. Od razu zaczynam szukać potwierdzenia, że kieruj nim gorszy kierowca niż ja, że zna gorzej przepisy i że w ogóle jest głupszy. Horney pisze, że neurotyk „w stosunku do każdego człowieka stawia sobie pytanie czy on sam jest inteligentniejszy, bardziej atrakcyjny czy bardziej popularny niż inni”.
  • Ogromne i wygórowane oczekiwania. Dla neurotyka być lepszym to jednak za mało. On musi być boski. Musi być jedyny, wyjątkowy, nie do pokonania. Jak to ujął jeden z zapomnianych polityków, musi być jak brzytwa. Musi „malować jak Rembrandt, pisać dramaty jak Szekspir czy dokładnie obliczać składniki krwi w pierwszym dniu pracy w laboratorium (Horney). Neurotyk nie tyle chce być lepszym. On pragnie być nieziemsko, galaktycznie, superzaście największym. Z tej potrzeby rodzi się ciągła rezygnacja, poddawanie się i wycofywanie się. Ludzie, którzy oczekują od siebie, że będą od razu pisać jak Szekspir zazwyczaj nie są w stanie nauczyć się pisać choćby na zadawalającym poziomie. Zanim zaczniesz pisać jak Szekspir musisz nauczyć się pisać jak przeciętny dziennikarz. Dla neurotyka to jednak w ogóle nie wchodzi w grę.
  • Nikt poza mną. Neurotyczna porównywanie się zawiera w sobie element wrogości. Neurotyk pragnie wygrać i zdyskredytować innych. Rozdeptać ich w pył, pokazać cieniarzom gdzie ich miejsce, tryumfować nad innymi.

Horney używa słowa neurotyk. W rzeczywistości każdy z nas jest neurotykiem (albo nikt nim nie jest –na jedno wychodzi). Każdy z nas ma neurotyczne chwile. Jedni mają ich więcej, inni mniej. Dlatego każdemu grożą neurotyczne porównania. I każdy pewnie dobrze je zna. Ja oczywiście też.

Konsekwencje porównań

Z porównaniami wiążą się emocje. Gdy w wyniku porównania okaże się, że jestem gorszy czuję smutek i zniechęcenie. Gdy okaże się, że jestem lepszy czuję wyższość i euforię.

Jednak związek tych dwóch rzeczy nie jest liniowy. Wcale nie jest tak, że np. jestem smutny bo okazałem się gorszy. W równym stopniu prawdą jest też coś odwrotnego: ponieważ czuję się gorszy porównuję się tylko z lepszymi i tylko pod takim kątem pod którym nie mam szans.

Dezyderata (wcale nie znaleziona w kościele świętego Pawła w Baltimore, ale napisane przez Maxa Ehrmanna) mówi:

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Właśnie tak to działa. Twoja próżność, zgorzkniałość, depresja czy apatia domaga się potwierdzania i wzmacniania. Jest jak demon, który żywi się twoimi porównaniami. Dzięki nim może kwitnąć i panować nad tobą.

Nie poddawać się porównaniom

Wiele razy pisałem, że nie można manipulować swoimi emocjami. Nie można wyrzucić z siebie negatywnych odczuć, jak wyrzuca się śmieci. To jednak nie oznacza, że należy je rozkładać na środku pokoju i pozwolić im się rozrastać. Wszystkie negatywne emocje wyciszają się, gdy przestaniesz je podsycać. Zanikają same, gdy nie inwestujesz w nie energii.

Porównując się z innymi i wzmacniamy nasze negatywne demony. Stopniowo porównywanie staje się mocno zakorzenionym nawykiem. Staje się automatyczne i utrzymuje nas we władzy depresji, leku lub agresji. Możemy nawet dostać diagnozę neurotyka i nawet w nią uwierzyć.

Nie możesz siłą woli zapanować nad swoją depresją czy zniechęceniem. Możesz jednak, gdy spostrzeżesz, że porównujesz się z kimś komu wszystko wychodzi a mnie nie – zająć się czymś innym. Na przykład pójść na spacer i zebrać dziesięć liści, każdy innego rodzaju.

Nie możesz zapanować nad swoim uczuciem agresywnej wyższości, ale gdy zobaczysz, że porównujesz się z kimś, kto zupełnie sobie nie radzi i do pięt mi nie dorasta – możesz zająć się czymś innym. Na przykład zastanowić się w czym ta osoba jest lepsza ode mnie. Albo tak samo – iść na spacer i znaleźć trzy kamyki, każdy w innym kolorze.

Z czasem nasze demony zniechęcenia, depresji i agresji, pozbawione paliwa zaczną blednąć.

Przestań marzyć o szczęściu, skup się na życiu

Przestań marzyć o szczęściu, skup się na życiu

Opublikowano 19 lipca 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 6 komentarzy

Niektórzy ludzie, gdy ich poprosić o listę marzeń mówią: marzę o tym by być szczęśliwym. Albo mówią: marzę o tym by się dobrze czuć, lepiej niż teraz. Marzę by być zdrowy i zadowolonym z życia. Niektórzy mówią to nawet z poczuciem jakiegoś wyższego stopnia rozwoju psychicznego. Hej, patrzcie – zdają się mówić – jestem poza te wszystkie małe i przyziemne rzeczy, wiem, co jest najważniejsze.

Owszem, szczęście i dobre samopoczucie, to coś, o czym każdy marzy. Jednak nigdy nie można go osiągnąć poprzez bezpośrednie dążenia. Jest dokładnie tak, jak stwierdził Aldous Huxley:

Szczęścia nie osiąga się poprzez celowe dążenia do szczęścia. Jest ono produktem ubocznych innych dążeń.

Chcesz być szczęśliwym? Zapomnij o szczęściu. Zajmij się dążeniem do jakiegoś konkretnego celu. Do czegoś, co leży poza tobą. Przestań dreptać w kółko, wokół własnego ogona.

Ktoś, kto twierdzi, że jego jednym marzeniem jest szczęście jest nie tylko egoistą, ale osobą, która prawdopodobnie funkcjonuje na granicy zdrowia psychicznego. Marzenia o szczęściu i dobrym samopoczuciu są typowe dla ludzie cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia nerwicowe. O czym marzą takie osoby? By wreszcie poczuć się lepiej, by pozbyć się lepiej, by pozbyć się lęków, by móc „normalnie żyć”.

Każda ich myśl, każde marzenie obraca się wokół nich samych. To ja straszenie cierpię, to ja strasznie pragnę szczęścia, to ja muszę coś zrobić. Poza „ja” nie istnieje żaden świat. Idą do psychologa, a psycholog najczęściej pogłębia ich krążenie wokół własnego ogona. Jeszcze głębiej zajmują się analizą siebie, swoich przeżyć i swoich uczuć. Robi się błędne koło. Im bardziej skupiam się na swoich przeżyciach, tym mniej widzę świata poza. Im lepiej widzę swoje wnętrze, tym bardziej czuję, że coś ze mną jest nie tak, że coraz bardziej cierpię.

Tymczasem ludzie, którzy się samorealizują, którzy potrafią czerpać z życia radość i którzy po prostu są szczęśliwi, zawsze skupiają swoją uwagę na zewnątrz.

Jeżeli szukasz naprawdę szczęśliwego człowieka, znajdziesz go budującego łódź, komponującego symfonię, wychowującego syna, hodującego podwójne dalie w swoim ogrodzie lub szukającego jaja dinozaura na pustyni Gobi. (W. Béran Wolfe)

Tacy ludzie dążą do czegoś co jest poza nimi. Spalają się w tym dążeniu. To, czy są szczęśliwi czy nie, mniej ich obchodzi niż to, czy uda im się zrobić, to co im się marzy.

I właśnie wtedy, podczas skupionego dążenia do celu, jaki leży poza nimi, podczas zdobywania szczytu, podczas budowy domu, podczas pisania książki, podczas wychowywania dzieci, bez żadnych specjalnych wysiłków przychodzi szczęście i spełnienie.

Skupienie na sobie sprawia, że zwykli ludzie zmieniają się w neurotyków. Jak stwierdził kiedyś Dali:Od wariata różnię się tylko tym, że nim nie jestem. Czym ja się różnię od człowieka powiedzmy z depresją? Przykro mi, ale tylko tym, że nie robię problemu z tego co czuję. Ponieważ mam cel, który leży na zewnątrz, nie robię takiej afery z tego, czy akurat czuję się przygnębiony czy nie. Oczywiście nie czuję tego co człowiek z depresją. Ale tylko dlatego, że błędne koło emocji i ich unikanie nie zdążyło się rozwinąć.

Wiem: ależ to jest niezgodne z zasadami psychologii! Człowiek musi być świadomy swoich uczuć, mieć z nimi kontakt, itp. Tak mówią ludzie, którzy nieco liznęli psychologii. Kontakt ze swoimi uczuciami jest czymś zupełnie innym. Mieć kontakt – owszem, zamykać się w tym świecie – nie. To oczywiście jest także zupełnie niezgodne z polityką koncernów farmaceutyczych, które produkują leki polepszające nastrój i chcą wmówić wszystkim, że każdy smute, lęk czy pogorszenie  nstroju, to problem, który trzeba leczyć.

Przestań krążyć wokół tego jak się czujesz, czy jak się będziesz czuć. Jest świat poza tobą. Obudź swoje marzenie. Znajdź coś do czego możesz dążyć, co nie jest twoim samopoczuciem. Bądź pewny, że nikt kto dążył tylko do tego by osiągnąć szczęście i dobrze się czuć nigdy nie osiągnął satysfakcji.

Czego chcesz? Co się pociąga? Co chcesz mieć? Co chcesz zrobić? Gdzie chcesz być?

Jesteś w stanie dążyć do celu, nawet wtedy gdy czujesz całą górę negatywnym emocji. Przestań z nich robić problem. Każdy czuje lęk. Każdy od czasu do czasu czuje dokładnie to, co ludzie z depresją. Każdy ma od czasu do czasu ochotę się poddać. Nie jesteś wyjątkiem. Dopuść to do świadomości i idź dalej.

Jest świat na zewnatrz ciebie. Całkiem wspaniały. Rozejrzyj się wokół. Wyjdź na zewnątrz. Szkoda czasu na siedzenie w środku.