Tag Archives: inspiracja
Podziwiaj ludzi

Podziwiaj ludzi

Opublikowano 25 lipca 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | Jeden komentarz

Jeżeli widzę inne osoby, takie jak ja, które odnoszą sukcesy dzięki swojemu wysiłkowi, dochodzę do wniosku, że ja również sobie poradzę. W końcu nie święci garnki lepią, Kowalskiemu się udało, to dlaczego ja mam sobie z tym nie dać rady? Z drugiej strony, jeżeli obserwuję porażki – moje poczucie skuteczności maleje: tego egzaminu się nie da zdać, nikomu się to jeszcze nie udało.

Obserwuj, jak pracują inni ludzie. Nie tylko, dlatego że możesz wiele się nauczyć. Dzięki obserwacji tego, jak odnoszą sukcesy, możesz rozwinąć swoje poczucie skuteczności. Obserwacja ich sukcesów jest czymś w rodzaju zastępczego doświadczenia sukcesu. W tym celu najlepiej obserwować ludzi podobnych do ciebie, lub przynajmniej takich, którzy w twoim odczuciu nie są zbyt odlegli od ciebie.

Wirtuozi również zaczynali w kołysce

Nie unikaj jednak geniuszów i wirtuozów. Na pierwszy rzut oka, mogą ci się wydawać zbyt odlegli. Możesz powiedzieć, że to, że Charlemu Parkerowi udawało się wyrzucać z siebie niesamowite pasaże z szybkością odrzutowca, wcale cię nie pociesza podczas nauki gry na saksofonie. Ale jeżeli dokładnie się przyjrzysz Parkerowi, to okaże się zapewne, że on również miał problemy. Nie grał na saksofonie w kołysce i zapewne wiele wysiłku go kosztowało opanowanie tego, co później tak łatwo robił. Pewnie miał takie same problemy jak ty.

Gdy masz nabożny stosunek do wielkich, spróbuj przyjrzeć się ich pierwszym pracom. Czasem są skrzętnie ukryte, ale od czasu do czasu można do nich dotrzeć. Moim ulubionym przykładem są rysunki van Gogha. Trudno powiedzieć coś innego o jego rysunkach niż to, że były nieporadne, toporne i naiwne. O tym człowieku, jeszcze na dziesięć lat przed śmiercią, można było śmiało powiedzieć, że nie miał pojęcia ani talentu do rysunku. A jednak udało mu się stworzyć dzieła absolutnie genialne. Gdy ściągniesz wielkich z pomnika, gdy przekroczysz granicę „ja szaraczek – oni bogowie”, obserwacja każdego dokonania, każdego człowieka, może być dla ciebie źródłem rozwoju poczucia wiary we własne możliwości.

Znajdź model do naśladowania i zbuduj z nim relację

Oto twoje zadanie na dziś: znajdź kogoś, kto może być twoim modelem. Kogoś, od kogo możesz się czegoś nauczyć. Kogoś, kto osiągnął sukces, kto musiał walczyć z podobnymi jak ty przeciwnościami lub po prostu kogoś, kto ci imponuje.

Idealnie, gdy znasz go (ją) osobiście. Wiem, czasem to trudne. Wobec tego zacznij od kogoś znanego pośrednio – z prasy, telewizji czy książek. Poszukaj wywiadów, jakie ta osoba udzieliła, znajdź jej biografię, poszukaj jej zdjęć.

Możesz znaleźć kilka takich modeli. Ale, nie podchodź do sprawy tylko od strony kronikarskiej. Nie chodzi o to, by się obczytać. Postaraj się zrozumieć jak tak osoba myśli. Jak podchodzi do zadań i trudności. Jak patrzy na świat. Zbuduj w sobie, jej wewnętrzną reprezentację.

Może to być oczywiście, ktoś, kto już nie żyje. Ja np. lubię Francisa Drake. Ale warto poszukać także kogoś, kto żyje. Spróbuj do niej napisać. Na pewno uda ci się zdobyć gdzieś maila. Napisz tylko, że ją podziwiasz i że jej osiągnięcia są dla ciebie inspiracją. Nie oczekuj odpowiedzi. Być może odpowie, być może nie. Chodzi tylko o to, by zbudować psychiczną więź między nią a tobą.

Nasz umysł potrzebuje wzorców, szablonów zgodnie, z którymi może pracować. Gdy dostarczysz mu żywych, cennych szablonów – bardzo mu ułatwisz osiąganie sukcesu.

Jeżeli nie masz osoby, która by cię inspirowała, będzie ci bardzo trudno coś osiągnąć. Wielkość najłatwiej osiągnąć idąc po śladach.

Szukaj u innych sukcesów a nie porażek

Szukaj w innych ludziach natchnienia. Szukaj wielkości. Im więcej jej znajdziesz u innych, tym więcej jej znajdziesz w sobie. Nauczy się cieszyć sukcesami innych. Nauczyć się czerpać od ludzi wokół ciebie inspirację.

Są ludzie, którzy w innych szukają wyłącznie słabości. Tacy, którzy najpewniej się czują, gdy inni odnoszą porażki. Nie ma dla nich większej przyjemności niż krytykowanie i wytykanie innym błędów. Czują wtedy w środku miłe łechtanie. Od razu czują się lepsi i mądrzejsi. Myślą sobie: Może to i owo mi nie wyszło, ale tak źle nie jest. Aż takim kretynem jak tamten nie jestem.

Takie osoby jednak nigdy nie osiągną sukcesu. Skupiając się na porażkach i słabościach, przyciągają do siebie porażki, klęski i złe emocje.

Zdarza mi się czasem wpaść w taki nastrój. Czuję rozdrażnienie, złość i mam ochotę powiedzieć to i owo na temat głupoty ludzkiej. Nauczyłem się jednak, że dzieje się tak wtedy, gdy jestem zmęczony lub czuję winę, że nie dość uważnie pracowałem. Wiem, że to znak by zrobić przerwę. Otworzyć okno, pospacerować, głęboko pooddychać, przyjrzeć się liściom lub obłokom. Dużą pomocą jest wtedy myślenie o kimś, kogo podziwiam. Złe wibracje po chwili same odpływają.

Nie niszcz swojej zbiorowej tożsamości

Czy potrafiłbyś w ciągu pięciu sekund wymienić pięciu żyjących w Polsce kretynów? Chyba nie byłoby to takie trudne, co? W każdym razie, gdybyśmy zrobili sondę na ulicy, mielibyśmy komplet odpowiedzi. Niektórzy by jeszcze protestowali: dlaczego tylko pięciu?!

A czy potrafiłbyś w ciągu pięciu sekund wymienić pięciu podziwianych przez ciebie Polaków? Co by było, gdybyśmy wyszli z taką sondą na ulicę. Hm… ale mają żyć, tak? To nie wiem… Większość z nas miałby z tym problem.

Polacy są głupcami. To cwaniaczki, kombinatorzy…. Jak przejrzysz komentarze pod jakimś artykułem w internetowym wydaniu gazety, szybko znajdziesz takie opinie. Piszą je ludzie, którzy sami siebie uważają za Polaków. Pytanie całkowicie retoryczne: Czy może osiągnąć sukces, ktoś, kto myśli o sobie (przynajmniej w pewnych kontekstach) jako o Polaku a równocześnie twierdzi, że Polacy są do niczego?

Naprawdę daleko jest mi do patriotycznych uniesień. Szczerze mówiąc nie uważam się za patriotę (albo przynajmniej nie za takiego w XIX wiecznym stylu). Ale nie da się pominąć tego, że każdy z nas nosi w sobie jakąś zbiorową tożsamość. Skupiając się na wadach innych osób, które noszą w sobie tą samą tożsamość, psujemy coś w sobie samych.

Gdy gardzisz ludźmi, który mają taki wiele wspólnego z tobą samym, osłabiasz swoje możliwości.

Szukaj ludzi, których podziwiasz

Czy potrafisz wymienić pięć osób z twojej miejscowości, które za coś podziwiasz?

Niech ci się nie wydaje, że to pytanie bez znaczenia. Od tego, czy umiesz podziwiać ludzi żyjących obok ciebie – w twoim kraju, mieście czy sąsiedztwie – zależy twoja przyszłość.

Jeżeli nie ma nikogo, kogo nie mógłbyś podziwiać – przynajmniej w jakiś zakresie – masz małe szanse na osiągnięcie sukcesu.

Drugie zadanie na dziś: spotykając dzisiaj ludzi, lub myśląc o nich, zadawaj sobie pytanie

Za co mogę podziwiać tą osobę?

To pytanie zmienia sposób myślenia. Nawet, jeżeli jesteś malkontentem, po godzinie czy dwóch zadawania sobie takiego pytania, twój sposób myślenia zacznie się przestawiać.

Coraz łatwiej ci będzie znajdować w innych mocne strony, zamiast słabości.

Coraz łatwiej będzie ci znajdować w sobie samym mocne strony, zamiast słabości.

Kogo podziwiasz. Kto jest twoją inspiracją? Będę wdzięczny za podzielenie się tym w komenatarzach.

Marzenie w zasadzie bez szans na realizację

Marzenie w zasadzie bez szans na realizację

Opublikowano 02 lipca 2009 | By | Kategorie: historie | 9 komentarzy

Gilbert Kaplan miał 24 lata i był jednym z wielu dobrze zapowiadających się ekonomistów pracujących na nowojorskiej giełdzie.

Jeden z jego kolegów, pewnego dnia zaproponował:

- Może byś się wybrał ze mną na koncert do Carnegie Hall? W składzie orkiestry będzie nauczyciel mojego dziecka.

Gilbert z chęcią się zgodził. Lubił muzykę poważną. Jako dziecko uczył się nawet gry na fortepianie. W Carnegie Hall mieli grać II Symfonię Mahlera „Zmartwychwstanie”. Wolałby coś, co znał – Beethovena, Mozarta czy Bacha. Wszedł do sali koncertowej obojętny, bez żadnych specjalnych oczekiwań.

Wyszedł oszołomiony. Muzyka poruszyła go do szpiku kości. Nie mógł przestać o niej myśleć. Wspomina:

Poczułem się jakby przebiegła przeze mnie błyskawica. Muzyka objęła mnie wokół swoimi ramionami i nigdy mnie nie puściła.

Zamarzył by znaleźć się w środku. Wywoływać ją ruchami dłoni. Pozwolić jej przepływać przez siebie. Słowem, poprowadzić orkiestrę.

Marzenie dosyć powszechne. Nie ma chyba melomana, który by nie dyrygował swojemu odtwarzaczowi gdy nikt nie widzi. W rzeczywistości jednak wymachiwanie rękoma i podrygiwanie w rytm nagrania, nie ma wiele wspólnego z dyrygowaniem. Gdy przyjrzysz się temu co robi dyrygent, zauważysz, że jego ręce często wyprzedzają muzykę. Gdy np. pokazuje mocne uderzenie w kotły, przez chwilę nic nie słychać. Muzyk, nawet gdy ma pałki w pogotowiu, musi je jeszcze opuścić. Uderzenie słuchać zatem po chwili. Pokazując co będzie za chwilę, maestro równocześnie słucha uważnie tego, co się dzieje teraz. Gdy trzeba spowalnia albo przyśpiesza, gdy trzeba wycisza lub podgłaśnia. Musi także pamiętać o tym, co będzie za jakiś czas i z góry dać sygnał odpowiednim muzykom. Do tego dochodzi ciężka praca przed koncertem. Trzeba dać szczegółowe wskazówki i opanować muzyków (najczęściej zakompleksionych, złośliwych, przemądrzałych i niesamowicie biegłych). Prowadzenie orkiestry symfonicznej to naprawdę trudna sztuka. A prowadzenie orkiestry grającej II Symfonię Mahlera to cztery razy trudniejsza sztuka. Ponad stu muzyków, do tego prawie dwustuosobowy chór. Dwóch solistów. Prawie dziewięćdziesiąt minut muzyki.

Ponieważ sprawa była niemożliwa do zrealizowania, Kaplan zajął się ekonomią. Założył miesięcznik poświęcony inwestowaniu i osiągnął ogromny sukces. W ciągu następnych kilkunastu lat został milionerem oraz osobą o dużej reputacji w swojej branży.

Jednak jego miłość do symfonii Mahlera tak łatwo się nie poddała. Powoli przeradzała się w obsesję. Słuchał nagrań, jeździł na koncerty, zbierał pamiątki po Mahlerze, czytał co mógł. Ale to wszystko było za mało.

Po piętnastu latach, do czterdziestoletniego przedsiębiorcy dotarło że ma dwie możliwości. Może spróbować coś zrobić, albo może tylko mieć marzenie.

Pierwsza możliwość była bardzo ryzykowna. Łatwo zrobić z siebie głupca. Poważny inwestor i przedsiębiorca zabiera się za dyrygowanie. Bez żadnego wykształcenia muzycznego, bez doświadczenia, porywa się na Mahlera. Kolejny bogacz, któremu pieniądze przewróciły w głowie. Kolejny niedojrzały facet, który zamiast robić swoje, jak mały chłopczyk żyje dziecięcymi marzeniami. To nie byłby najlepszy zabieg z punktu widzenia PR-u.

A co będzie, jak nie wyjdzie? Co będzie jak muzycy nie będą słuchali? Jak każdy zacznie grać swoje i zamiast symfonii rozlegnie się chaos?

Czy nie lepiej zostać przy machaniu rękami przed drogim sprzętem hi-fi? Dźwięk jest przecież jeszcze lepszy niż w filharmonii. Po co ryzykować reputację?

Ale druga możliwość też wiązała się z ryzykiem. Kaplan mówi:

W życiu zawsze jest ryzyko, które podejmujesz lub nie. W moim przypadku były tylko dwa rodzaje ryzyka. Pierwsze, że zrobię z siebie głupca. Drugie, dla mnie znacznie większe, że przez całe życie będę zastanawiać się co by było, gdyby spróbował. Nie mogłem zdobyć się przez lata. Byłem zbyt przerażony by się odważyć. Ale w końcu…

…w końcu zdecydował się spróbować. Zbliżała się rocznica założenia jego czasopisma. Postanowił choć raz poprowadzić orkiestrę. Plan był prosty. Wynająć orkiestrę, zaprosić znajomych i wykonać ukochaną symfonię.

Wystarczy się przygotować. Po pierwsze partytura. Bagatela, dwieście dziewięć stron zapełnionych nutami. Wspomina:

Gdy zacząłem się uczyć, czułem, że nie robię żadnych postępów. Ucząc się przez dwa tygodnie, po dziewięć godzin dziennie, opanowałem zaledwie czternaście stron. To było zniechęcające. Ale wtedy uświadomiłem sobie, że przecież uczę się jednej strony dziennie. Nauka zajmie mi dwieście dziewięć dni. Kawałek po kawałku, ale robiłem postępy. To dało mi poczucie pewności.

Nie wystarczała znajomość nut. Kaplan, na prywatnych lekcjach uczył się także dyrygentury. Przygotowanie zajęło mu dziewięć miesięcy codziennej pracy po pięć – dziewięć godzin. Później mówił:

Gdybym wiedział, jakie to trudne, nigdy bym się na to nie odważył. Coś ci mówi idź do przodu podczas gdy logika mówi: nie rób tego. To tak jak z trzmielem. Od strony aerodynamicznej trzmiel nie jest zdolny do tego by latać. Jego waga, rozpiętość skrzydeł, to wszystko sprawia, że nie powinien nawet próbować. Ale o tym nie wie. I jakoś lata.

Lepiej podjąć ryzyko niż żyć z wyrzutami. Zawsze możesz zrobić więcej niż ci się wydaje. Największym problemem jest po prostu zacząć. Po prostu spróbuj. Zawsze możesz zrezygnować. To niesamowite jak niewiele osób próbuje cokolwiek zrobić, bo boją się uczynić pierwszy krok.

Pierwsze wykonanie II Symfonii pod batutą Kaplana było sukcesem. Do dziś Kaplan pracował z ponad trzydziestoma orkiestrami. Zaproszono go nawet na prestiżowy festiwal w Salzburgu, gdzie prowadził Londyńską Orkiestrę Symfoniczną. Od publiczności otrzymał niespotykaną, dziesięciominutową owację na stojąco. Płyty z jego wykonaniem symfonii, stały się bestsellerami.

Trzmiel, mimo, że nie powinien, poleciał. Niektórzy muzycy narzekają, że wykonania Kaplana nie są tak wielkie jak uważa publiczność i krytycy. Że sprawa jest rozreklamowania. Być może mają rację. Trzmiel nie jest owadem, który lata najpiękniej. Ale w odróżnieniu od narzekających, lata.

Czasem marzenie jest czymś, o czym staramy się zapomnieć. Czymś, co odsuwamy od siebie, tak długo, jak tylko się da. Wizja wydaje się zbyt nierealna. Logicznie rzecz biorąc nie powinniśmy mieć szansy na to, by ją zrealizować. Jak tam u ciebie? Czy jeszcze masz takie marzenie? Marzenie, którego nieco boisz się mieć? Coś, co jest zbyt nierealne by próbować? Dziś, zbyt nierealne, ale jutro… wszystko zależy od tego co dziś zrobisz.


Źródła cytatów:


1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading ... Loading ...

Talent to miłość

Talent to miłość

Opublikowano 08 listopada 2008 | By | Kategorie: tak to czuję | 4 komentarze

Gdy oglądasz latającego nad parkietem Michaela Jordana, może ci się wydawać, że to efekt wrodzonego talentu. Tymczasem on mówi coś innego: [...]

Czek na 10 milionów

Opublikowano 20 maja 2008 | By | Kategorie: sukces | 4 komentarze

Kilkanaście lat temu, pewien mało znany aktor siedział na poboczu Mulholland Drive i patrzył na rozciągają się w dole perspektywę Los Angeles. [...]

Inspirująca historia

Opublikowano 12 maja 2008 | By | Kategorie: Uncategorized | 2 komentarze

Piękna, wzruszająca opowieść o dawaniu. O ojcu i synu. O pokonywaniu ograniczeń. O miłości.
Obejrzyj koniecznie
httpv://www.youtube.com/watch?v=f4B-r8KJhlE