Tag Archives: intencja
Decydowanie to jeszcze nie działanie

Decydowanie to jeszcze nie działanie

Opublikowano 02 października 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 2 komentarze

Jakiś czas temu dwie dobrze znane mi osoby postanowiły kupić nową kuchenkę. Miała być tania, ale nie najtańsza. Elektryczna, ale nie z płytami grzejnymi tylko z ceramicznymi. Zaczęło się zbieranie informacji, porównywanie opcji, sprawdzanie w internecie, dopytywanie znajomych i wyprawy do sklepów. W końcu po wykonaniu ogromnej pracy, godnej profesjonalnych analityków rynku kuchenek elektrycznych, decyzja została podjęta. Wybór padł na jeden z tradycyjnych sklepów. Spodobał im się jeden z modeli zachwalany przez sprzedawcę. Nie tylko cena była niższa niż gdzie indziej, ale w jej ramach był jeszcze transport i montaż.

Gdy z poczuciem dobrze dokonanego wyboru poszli do sklepu, okazało się, że kuchenki już nie ma i tego modelu więcej nie będzie. Cały proces podejmowanie decyzji trzeba było zacząć on nowa.

W sklepach takie sytuacje mi się nie zdarzają. Nauczyłem się być szybki i zdecydowany, nawet podczas bardzo istotnych zakupów. Praktyka związana z kierowaniem firmą sprawiła, że nie przerażają mnie decyzje związane z pieniędzmi. Co prawda jest różnica między inwestowaniem pieniędzy firmowych a wydawaniem własnych, ale gdy potrafisz robić jedno, drugie zazwyczaj łatwiej ci przychodzi. Nie chodzi o kupowanie w ciemno. Zapoznaję się z różnymi możliwościami i je porównuję. Ale robię to bez zbędnego przeciągania czy odwlekania. Oczywiście nie zawsze moje decyzje są trafne. Nie raz kupiłem coś, z czego później nie byłem zadowolonym. Mam jednak wrażenie, że znacznie częściej były to rzeczy, które kupowałem po zbyt długim namyśle. Np. kamera, którą wybrałem po dwóch tygodniach czytania forów i specjalistycznych stron z rankingami okazała się totalną wtopą. Tymczasem droższy o dniej telewizor, który kupiłem po dwudziestu minutach okazał się strzałem w dziesiątkę.

Zmęczenie decyzją

Ale to, że umiem podejmować decyzje dotyczące zakupów nie znaczy, że w innych dziedzinach nie doświadczam podobnych męczarni jak moi znajomi podczas kupowania kuchenki.

Zdarza się, że podjęcie jakiejś decyzji tak mnie wymęcza, że gdy już dokonam wyboru nie mam siły by cokolwiek więcej zrobić. Decyduję się, decyduję się, decyduję… w końcu podejmuję decyzję i… nic nie robię. Na przykład jakiś czas temu długo nosiłem się z decyzją czy nie zmienić nazwy tego bloga. Myślałem czy nie zastąpić „energii wewnętrznej” na przykład „energią psychiczną”. Zastanawiałem się czy ten drugi tytuł nie pozwoliłby mi lepiej wypozycjonować strony i czy w ogóle bardziej by nie przystawał do tego, o czym piszę. Po wielu rozważaniach, porównywaniach „za i przeciw” oraz radzeniu się kilku osób, postanowiłem zmienić nazwę. Z jednej strony czułem się wyczerpany, a z drugiej dumny, że udało mi się wreszcie coś zdecydować. Miałem też poczucie, że zrobiłem krok naprzód. Z listy zadań mogłem wykreślić punkt „podjąć decyzję dotyczącą nazwy bloga”.

Gdy człowiek ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i wysiłku, jaki w niego włożył, nic dziwnego, że ma chęć na chwilę wytchnienia. Zająłem się wobec tego innymi sprawami. Decyzja została podjęta, gdzieś w moje głowie jakiś komitet wypełnił druczek, przybił pieczątkę, włożył papier do segregatora i pojechał na wakacje.

Minął jeden tydzień i drugi… Pamięć o podjętej decyzji była coraz słabsza. W końcu doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa z nazwą w ogóle nie jest istotna. To sztuczny problem – powiedziałem – nie ma co sobie tym zawracać głowy. Gdyby ktoś dziś zadał mi pytanie o to, czy lepiej zmienić nazwę czy nie, prawdopodobnie musiałbym zastanawiać się od nowa. Cały wysiłek, jaki włożyłem w podejmowanie decyzji poszedł w przestrzeń.

Czy decyzja zmienia świat?

Wielu osobom zdarzają się podobne rzeczy. Z wielkim wysiłkiem podejmują decyzje, a potem nie wdrażają ich w życie. Tak, jakby samo decydowanie było równoznaczne z działaniem. Żyją złudzeniem, że zrobili jakiś postęp, tylko dlatego, że odpowiedzieli sobie na jakieś pytanie.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy słyszałem ludzi, którzy mówili:

- Zdecydowałem się, idę na psychologię!

- Zdecydowałem się, zrobię doktorat!

- Postanowiłem, że zmieniam pracę!

- Podjęłam decyzję, chcę więcej czasu poświęcić rodzinie!

W każdym z tych przypadków, podjęcie decyzji było poprzedzone dużym wysiłkiem. Każda z tych osób miała poczucie, że jest bliżej na swojej drodze do celu.

Wszystko dobrze, decyzje i postanowienia są ważne. Ale powiedz mi, co zrobiłeś?

Czy świat zmienił się pod wpływem podjęcia przez ciebie decyzji? Czy rzeczywistość z czasu zanim podjąłeś decyzję i po tym jak ją podjąłeś różni się? Nie. Decydowanie dzieje się tylko w tobie. Świat jest taki sam. Być może w tej chwili ktoś postanowił, że pójdzie pobiegać. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zauważyć jakiekolwiek zmiany? Nie zauważymy, tak długo, póki tak osoba nie wstanie, nie ubierze butów do biegania i nie wyjdzie na dwór.

Gregg Krech z ToDo Institute pisze:

Zanim nie podejmę rzeczywistych, konkretnych działań, poprzez decydowanie nie zmienię ani rzeczywistości mojego życia, ani świata wokół mnie. Decyzja może wydawać się postępem. Na pewno jest odczuwana jako postęp. Ale pamiętaj, że nie ważne jak wiele energii włożyłeś w tą decyzję, rzeczywistość nie zmienia się w tej samej chwili.

Nie pozwól sobie na to by traktować decydowanie jako coś, co cię posuwa do przodu. Gdy podejmiesz decyzję, nawet taką, która cię wiele kosztowała, nie daj się zwieźć poczuciu, że coś zrobiłeś.

Decyzja może być ciężka i wymagająca, ale nie jest równoznaczna z działaniem. Gdy ją podejmiesz, oprócz ulgi lub zmęczenia ani o krok nie posuwasz się do przodu. Decyzja jest tylko w twoje głowie. To za mało by zmienić świata.

Nie przybliżasz się do swoich celów, tylko dlatego, że coś postanowiłeś. Sama decyzja, za którą nie idą konkretne działania niczego nie zmienia.

Decyzje są ważne i potrzebne. Dzięki nim wiemy, co dalej robić. Podjęcie pewnych decyzji może wymagać od nas wiele siły i samozaparcia. Ale sama decyzja to mało.

Gdy masz poczucie, że właśnie taka jest twoja decyzja, zrób krok naprzód. Idź za ciosem i natychmiast, nie rozglądając się zacznij działać.

Kamyk w stawie

Zrób cokolwiek, choćby małą rzecz. Niech to jednak będzie działanie, coś, co zmienia świat choćby w minimalnym stopniu.

Twoje działania nie muszą być od razu wielkie. Czasem małe rzeczy pociągają za sobą ogromne konsekwencje. Wielkie zmiany nie zawsze są efektem wielkich posunięć. Na początku wielu rewolucji są małe działania. Zamiast starać się zmieniać od razu cały świat, ktoś robi coś małego z zwyczajnego. Jednak efekty jego działań stają się coraz szersze i szersze. Dotykają coraz więcej obszarów jego życia i coraz więcej osób. Fala rozchodzi się coraz szerzej i dociera do drugiego brzegu stawu. Czasem nawet trudno nam sobie wyobrazić, w jaki sposób te małe działania mogą wpłynąć na świat.

Jakkolwiek małą zmianę czynimy, staje się ona jak kamyk wrzucony do stawu, jej wpływ rozszerza się na zewnątrz. Gloria Steinem

O tym samym mówi tzw. „efekt motyla”: trzepot skrzydeł motyla na jednej półkuli może wywołać huragan na drugiej. Efekty jednego małego działania stopniowo się poszerzają i powiększają.

Zwróć uwagę. Mowa o ruchu skrzydeł. Myśli, intencje czy decyzje, jakie w swoje głowie miałby motyl (gdyby tylko mógł) nic by nie zmieniły. Dopiero ruch skrzydeł może cokolwiek zmienić.

Nie musisz czekać na okazję do wielkich działań. Zacznij robić choćby małe rzeczy, takie, na jakie w tym momencie cię stać.

Jeżeli np. zdecydowałeś, że napiszesz książkę nie czekaj, do wakacji czy choćby weekendu. Wykorzystaj najbliższe pięć minut. Zacznij coś robić. Spraw by twoja decyzja zmieniła się w działanie. Tylko działanie może poruszyć świat wokół ciebie. Nawet gdy nie widzisz jego bezpośrednich efektów, możesz być pewny, że fale będą się rozchodzić wokół.

Ale chodzi o działanie. Podejmowanie decyzji, planowanie, myślenie, wyobrażanie sobie, niczego jeszcze nie zmienia. Musisz się schylić, wziąć kamyk i wrzucić go do wody.

Sztuka wyborów

Sztuka wyborów

Opublikowano 20 czerwca 2009 | By | Kategorie: pracuję nad.... | 4 komentarze

To nie burdel…

Poprzednio narzekałem trochę na afirmacje. Robiąc to, gdzieś tam w tyle głowy czułem jak może rosnąć niezadowolenie tych, którzy są zafascynowani pozytywnym myśleniem czy „prawem przyciągania”.

Faktem jest, że przez ostatni rok zmienił mi się trochę podgląd na istotę skutecznego działania i zdrowia psychicznego. Jakiś czas temu byłem świadkiem takiej rozmowy:

Psycholog: Co byś chciała osiągnąć? Jakie masz cele?

Klientka: Chciałabym się poczuć lepiej niż teraz.

Psycholog: To nie jest burdel i nie mogę ci tego obiecać.

Klientka: eeee…

Brutalne, ale prawdziwe. Psychologia, terapia czy ogólnie rozwój, to nie burdel byś miał po wyjściu zawsze czuć się dobrze.

Rozwój boli. Jeżeli nie, to znaczy, że się nie rozwijasz.

Można się na ten temat długo rozwodzić. Nie będę. Postraszę tylko. Arnold Mindel, twórca terapii zorientowanej na proces (której kiedyś byłem ogromnym fanem), napisał coś co niestety jest prawdą:

Całkowite rozluźnienie i eliminowanie myśli tworzących napięcia może być czymś wielce niezdrowym…wypieranie napięć poprzez relaksowanie się, rozmasowywanie czy wizualizowanie często poprzedza zachorowania na różnego rodzaju nowotwory. Napięcia, tak jak wszystkie inne procesy nie znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki, choć na krótki okres można je usunąć ze świadomości. Wyparte, czy rozluźnione napięcie nie znikają

Czy rzeczywiście musimy programować nasze umysły, aby się „rozluźniły”? Dlaczego mamy „zastępować stare myśli nowymi wyobrażeniami? Chociaż takie recepty są proste w użyciu, to jednak mogą szkodzić poprzez tworzenie chorób.

Mówiąc wprost, gdy wypierasz negatywne emocje, możesz tego nie przeżyć. Obawiam się, że gdyby ktoś zabrał się za badanie konsekwencji zdrowotnych pewnych radosnych terapeutów, musieliby pójść do więzienia.

Im starszy jestem, tym bardziej jestem tego świadomy i z tym mniejszą ochotą robię ludziom „dobrze”.

Umiar

Staram się jednak zachować umiar. Łatwo wpaść w odwrotną przesadę i skazywać ludzi na niepotrzebne i bolesne wglądy i cierpienia. To nie jest tak, że możemy się tylko poddać i użalać się nad sobą. Stosowanie afirmacji jest ryzykowne, ale czasem, lepiej je zastosować niż tkwić w miejscu, użalając się nad sobą.

Jest wiele różnych narzędzi i technik, które można stosować. Dziś chciałbym napisać o decyzji. Jestem bardzo ciekawy, co o niej myślicie. Czy ta procedura do czegoś może się przydać?

Decyzje a afirmacje

Z jednej strony decyzje i afirmacje są do siebie podobne. Jedne i drugie stosujemy wtedy, gdy czujemy, że coś idzie nie tak. Jedne i drugie opierają się na powtarzaniu. Afirmacje trzeba powtarzać, wybory trzeba ponawiać. Jednak w rzeczywistości, są to skrajnie odmienne strategie. Podstawowa różnica dotyczy tego, co dzieje się z naszymi emocjami i świadomością.

Afirmacje stosujesz po to, by czuć się dobrze. Twoim celem jest pozbyć się tego, co niewygodne. Starasz się jak najszybciej zastąpić to, co czujesz czymś innym. Starasz się nie myśleć o swoje słabości, bezradności czy porażce. Odcinasz swoje emocje i usuwasz je w kąt.

W efekcie pogarszasz swój kontakt z rzeczywistością. Zamiast np. przyjrzeć się sytuacji, w jakiej się znajdujesz (za oknem pada deszcz i trzeba wziąć parasol), starasz się odwrócić od niego uwagę i przywołać do pamięci coś miłego (zobaczyć w wyobraźni piękne słoneczne niebo). Wszystko jest fajnie, dopóki nie wyjdziesz na zewnątrz.

Afirmacje okrajają świadomość doznań. Wiele ze stłumionych emocji, wcale nie znika, ale przechodzi do podziemia. Trzymanie ich tam – już wiemy – może być bardzo groźne.

Inaczej jest, gdy podejmujesz decyzję. Nie musisz uciekać od tego, co czujesz. A nawet więcej – by podjąć decyzję musisz to brać pod uwagę.

Gdy dokonujesz wyboru (lub go ponawiasz) twoja świadomość się poszerza. Zawsze przecież wybierasz z czegoś. Dopiero, gdy uświadomisz sobie różne możliwości, możesz wybrać. Każdy wybór pozwala zatem na poszerzenie świadomości siebie i świata.

1. Gdzie jestem?

Decyzję czasem podejmujemy w sposób automatyczny, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, co robimy. Czasem jednak coś się zacina. Dlatego warto rozłożyć ją na elementy. To trochę sztuczne, ale ułatwia ćwiczenie.

Krok pierwszy to coś, czego, którego brakuje osobom poprawiającym sobie samopoczucie. Możesz zadać sobie pytanie:

  • Gdzie teraz jestem?
  • Co teraz czuję?
  • Co się teraz ze mną dzieje?

Bez tego pytanie możemy nieświadomie grzęznąć w różnego rodzaju działania, które nie biorą pod uwagę aktualnej sytuacji.

Kilka dni temu jechałem samochodem. Z tyłu na foteliku spała moja córka. Nagle jakiś kretyn zaczął zajeżdżać mi drogę. Nawet się nie spostrzegłem, a zacząłem z nim rywalizować. Zareagowałem automatycznie i zacząłem podejmować automatyczne decyzje. Całe szczęście szybko zadałem sobie pytanie: co się ze mną dzieje? Odpowiedź był prosta: czuję złość, zaczynam się ścigać.

To pytanie jest po to, by uruchomić proces decyzyjny. Nie chodzi o to, by cały czas być skupionym na sobie. Gdy jednak nie potrafimy go sobie zadawać, ryzyko polega na tym, że możemy nieświadomie angażować się w jakieś zachowanie, aż na wybór będzie za późno.

Gdy siedziałem za kierownicą, odpowiedź zajęła mi ułamek sekundy. Może się jednak zdarzyć, że pytanie będzie wymagać więcej czasu. Mój znajomy przyjechał na kilka dni do Krakowa. Spędziliśmy razem pierwszy dzień. Pod koniec przeprosił mnie i powiedział, że nie chciałby spotykać się ze mną następnego dnia. Ponieważ Kraków działa na niego refleksyjnie postanowił poświęcić ten czas na przyjrzenie się swojemu życiu. Okazało się, że to była jego standardowa praktyka. Co pewien czas jechał w miejsce, które lubił i włócząc się bez planu, przez cały dzień zadawał sobie pytanie „gdzie jestem?”.

Może się też zdarzyć, że aby odpowiedzieć na to proste pytanie będziesz potrzebować jeszcze więcej czasu i wysiłku. Na przykład kilka sesji z terapeutą.

2. Gdzie chcę być?

Od razu, gdy uświadomisz sobie, co się z tobą dzieje, zadaj sobie pytanie o to, do czego dążysz. Wybierz taką formę pytania, która ci najbardziej pasuje, na przykład:

  • Co jest teraz najważniejsze?
  • Na czym naprawdę mi zależy?
  • Czego naprawdę pragnę?
  • Co jest teraz dla mnie ważne?
  • Jak jest moja kluczowa intencja w tym momencie?

Podobnie, jak w poprzednim punkcie, odpowiedź może zająć ułamek sekundy. Siedząc za kierownicą od razu odpowiedziałem sobie dowieźć bezpiecznie dziecko.

Nieco dłużej zajmuje mi znalezienie odpowiedzi na to pytanie, gdy np. czuję tremę przed zajęciami. Czy zależy mi najbardziej na tym, by dobrze wypaść? A może ważniejsze jest to, by dać ludziom jak najwięcej? A może by ułatwić im wymianę wiedzy między sobą?

Jeszcze więcej czasu może zająć odpowiedź na to pytanie, np. w kontekście firmy. Gdy np. pracujesz jako przełożony, ciągle musisz zadawać sobie to pytanie. Ma one często formę:

  • Co mogę zrobić tylko ja?
  • Po co tu jestem?

Gdy nie potrafisz na to odpowiedzieć, grozi ci, że zaczniesz wykonywać zadania swoich podwładnych, a właściwa praca, jakiej nikt inny nie może wykonać, nie zostanie zrobiona.

Ten punkt przywołuje twoje kluczową intencję. Możesz mieć wiele przeciwstawnych celów. Możesz chcieć się zapaść pod ziemię, odpocząć, przestać czuć napięcie, ale równocześnie zmienić coś w swoim życiu, uwolnić się od napięcie, itp. Każdy z tych celów jest ważny, ale razem wywołują poczucie słabości.

Jeszcze więcej wysiłku, może ci znaleźć odpowiedź na to pytanie, gdy jesteś w jakimś martwym punkcie. Gdy czujesz się zagubiony czy pozbawiany energii. Wtedy, to pytanie może brzmieć: Czego chcę od życia? lub Co chcę w swoim życiu osiągnąć?.

Zwróć uwagę, że są to pytania o jedną rzecz. O, to co teraz, w chwili gdy zadajesz sobie to pytanie jest najważniejsze. Nie w teorii, nie w przyszłości, nie w ogóle.

3. Co wybieram?

Czasem w różnego rodzaju zbiorkach afirmacji można spotkać sformułowanie typu: wybieram powodzenie.

Nie o to chodzi. Wyboru dokonuje się, jak mówi słownik „spomiędzy pewnej liczby osób, rzeczy”. Potrzebujesz minimum dwóch rzeczy. Nie jesteś w stanie niczego wybrać, jeżeli droga, przed którą stoisz się nie rozgałęzia. Wyboru możesz dokonać tylko na rozdrożu. Jeżeli nie widzisz alternatyw, wybór jest tylko figurą językową, a nie wewnętrznym doświadczeniem.

Jeżeli odpowiedziałeś sobie na dwa powyższe pytania (gdzie jestem oraz gdzie chcę być), łatwo ci znaleźć rzeczy, z których wybierasz.

Stawiając się przed wyborem, uświadamiasz sobie wymiar, na którym twoje życie się opiera. Każdy z nas różni się tym, jakimi wymiarami się posługuje. Dla jednej osoby kluczowe znacznie może mieć np. wymiar sympatyczny – niesympatyczny, czy otwarty na innych – zamknięty na innych. Dla kogoś innego kluczowe będzie rozróżnienie pewny siebie – niepewny siebie czy powierzchowny – głęboki. Mamy oczywiście wiele takich wymiarów (konstruktów czy schematów ja, jak je nazywają różne teorie). Co więcej możemy je zmieniać i rozwijać w trakcie życia.

Jeżeli już posiadamy jakiś wymiar, to znaczy, że dysponujmy zasobami, jakie pozwalają nam funkcjonować na jego obydwu biegunach. Jeżeli twój umysł stworzył danego rodzaju wymiar, to znaczy, że dysponuje odpowiednią ilością doświadczeń i informacji, dzięki którym może funkcjonować tak lub tak.

Gdy uświadomisz sobie wybór, łatwiej ci będzie te zasoby przywołać. Oto kilka przykładowych wyborów:

  • Mogę siedzieć i użalać się nad sobą, lub mogę coś z tym zrobić.
  • Mogę być kimś, kto dławi rozmowę, lub mogę być uważnym słuchaczem.
  • Mogę być nieobecnym rodzicem, lub kimś, kto ma z nim dobry kontakt.
  • Mogę się wycofać lub znieść przeciwności i doprowadzić moje przedsięwzięcie do końca.

Gdy sobie uświadomisz wymiar, na którym dokonujesz wyboru, powiedz sobie na głos (lub) zapisz, co wybierasz.

4. Co mogę zrobić?

Najczęściej, gdy dokonasz wyboru, działanie pojawi się samo. Automatycznie zmieni się twój sposób poruszania się, oddychania czy myślenia. Wybór celu i sposobu działania uruchamia nasze wewnętrzne zasoby.

Nie jest to jednak regułą. Czasem warto jeszcze zadać sobie pytanie:

  • Co mogę teraz zrobić?

Wybór polega najczęściej na tym, by działać mimo tego jak się czuję – mimo tego, że czuję się bezradny czy zawstydzony, zmęczony…

Gdyby tylko i czystość intencji

Opublikowano 15 lipca 2008 | By | Kategorie: motywacja | 8 komentarzy

Nie realizujemy swoich pragnień, bo nie mamy czystych intencji: mówimy chcę tego, ale tak naprawdę chcemy wielu rzeczy. Czasem czegoś zupełnie innego. Mamy w sobie wiele nieuporządkowanych, negatywnych intencji. Im ich więcej, tym bardziej zasłaniają nam słońce i sprawiają, że nasze „baterie słoneczne” milczą.
[...]

Intencja rządzi!

Opublikowano 08 maja 2008 | By | Kategorie: motywacja, sukces | 2 komentarze

To, jakie człowiek ma intencje jest podstawową sprawą. Wszystkie techniki organizacji czasu, poprawy nastroju i można wyrzucić na śmieci, gdy nie potrafisz pracować ze swoją Intencją.

Pytanie za 100 punktów: jaka jest twoja podstawowa Intencja? Do czego dążysz? Do czego zmierzasz? Pomyśl przez chwilę: jaką teraz masz intencję?

  • Czy jesteś jej świadomy? Nie chodzi o to, co powinno być twoją intencją. Czy jesteś świadomy, co teraz jest twoją intencją? Czy wiesz, do czego dążysz, co cię porusza?
  • Gdy mówisz, że wiesz, sprawdź czy wypływa ona z twoich pragnień. Logiczna decyzja pozbawiona pragnień nie jest intencją a decyzją. Skuteczna, dobra Intencja to pragnienia + decyzje.
  • Czy twoja intencja jest pozytywna? Niektórzy ludzie całe życie kierują się intencją typu: nie wyjść na idiotę, nie być biednym, nie pozwolić nikomu pomiatać sobą. Intencje negatywne prowadzą do negatywnych rzeczy. Budzą w nas obawy zamiast energii.
  • Czy twoja intencja jest skierowana przeciw komuś? Czy chcesz pokonać kogoś, być lepszym, wygrać, pokazać, że więcej wiesz, itp.? Taka intencje zabiera energię, dobra Intencja włącza a nie wyłącza innych.
  • Czy twoja intencja dotyczy przyszłości (np. zostanę bogaty, sławny, popularny)? Przyszłości jeszcze nie ma. Intencja powinna dotyczyć teraźniejszości. Intencja mówi o tym, kim teraz chcę być, a nie kim będę czy co będę miał.

Gdy tylko wzbudzisz w sobie prawdziwą, mocną intencję, nagle wszystko samo zaczyna się układać.