<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Energia Wewnętrzna &#187; podejmowanie decyzji</title>
	<atom:link href="http://www.energiawewnetrzna.pl/tag/podejmowanie-decyzji/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.energiawewnetrzna.pl</link>
	<description>Możesz żyć w pełni</description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 Nov 2011 09:14:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Nie działaj w teorii, działaj teraz</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/nie-dzialaj-w-teorii-dzialaj-teraz/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/nie-dzialaj-w-teorii-dzialaj-teraz/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 May 2010 11:07:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia działania]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[działaj teraz]]></category>
		<category><![CDATA[działanie]]></category>
		<category><![CDATA[konkretne działanie]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=706</guid>
		<description><![CDATA[Jedyna różnica pomiędzy tymi, którzy coś osiągają a tymi, którzy marnują życie leży w tym, że ci drudzy używają trybu przypuszczającego w odniesieniu do działania, a ci pierwsi działają. Naprawdę, nie ma innych różnic.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/wainting.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-713" title="wainting" src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/wainting-300x184.jpg" alt="" width="300" height="184" /></a></p>
<div><a href="http://www.flickr.com/photos/johnmueller/" rel="cc:attributionURL">Zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/johnmueller/</a> / <a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/" rel="license">CC BY-NC-ND 2.0</a></div>
<p><em>Mam wiele doskonałych pomysłów. Mam wiele rzeczy do opowiedzenia i przekazania. Mógłbym zrobić wiele rzeczy znacznie lepiej, niż inni. Mógłbym zmienić świat na lepszy. Mógłbym być na miejscu tych wszystkich, którzy brylują, mądrzą się i osiągają sukcesy. Mógłbym to wszystko zrobić lepiej. Mógłbym być lepszym szefem niż mój szef. Potrafiłbym lepiej poprowadzić tą firmę. Byłbym lepszym politykiem niż ci wszyscy nieporadni partacze…, mógłbym, zrobiłbym, byłbym… </em></p>
<h2>Zrobiłbym to, gdybym miał&#8230;</h2>
<p>Sto lat temu, gdy zaczynałem pracę, od swojego szefa dyrektora firmy konsultingowej dostałem zadanie by przeprowadzić analizę potrzeb szkoleniowych dla jego pracowników. Powiedział mi:</p>
<p><em>- Sam bym to zrobił najlepiej, ale nie mam czasu.</em></p>
<p>Szef zbyt „Wielkim Konsultantem” był by coś mu odpowiedzieć. Zrobiłem analizę tak jak umiałem najlepiej. Rozmawiałem prawie ze wszystkimi, kilkudziesięcioma konsultantami. Wiele mi opowiedzieli o swoich potrzebach szkoleniowych. Ułożyłem to w bardzo klarowną matrycę, napisałem przejrzysty raport i przedstawiłem szefowi.</p>
<p>I na tym polityka szkoleniowa się skończyła. Nie było żadnej dyskusji ani szkoleń. Raport prawdopodobnie nigdy nie został przeczytany. Dwa lata później, w nieco zmodyfikowanej wersji (tak by nie zdradzać żadnych tajemnic) używałem go w swojej własnej firmie szkoleniowej jako jednego z przykładów ilustrujących techniki prowadzenia analizy potrzeb. Firma Wielkiego Konsultanta miała problemy, bo ktoś zarzucił im jakieś przekręty. Dziś – jak to się chyba mówi w tamtej branży – zmieniła formułę działania – czytaj padła.</p>
<p>Nauczyłem się wtedy by nie pracować z ludźmi, którzy mówią, w jakimkolwiek kontekście <em>zrobiłbym. </em>Bo to nie są ludzie, z którymi można cokolwiek <em>zrobić. </em></p>
<p><em><strong>Jedyna różnica pomiędzy tymi, którzy coś osiągają a tymi, którzy marnują życie leży w tym, że ci drudzy używają trybu przypuszczającego w odniesieniu do działania, a ci pierwsi działają. Naprawdę, nie ma innych różnic.</strong></em></p>
<h2>Trzeba by</h2>
<p>Tryb przypuszczający: <em>trzeba by, zrobiłbym, kiedyś muszę, </em>pojawia się nawet wtedy, gdy ludzie doświadczają zagrożenia życia.</p>
<p>Stary frywolnik Aleksander Fredro miał rację, pisząc bajkę o podróżnych:</p>
<blockquote><p><em>Dawnymi czasy, jak pewna wieść niesie,</em></p>
<p><em>Czterech podróżnych zabłądziło w lesie,</em></p>
<p><em>[…]</em></p>
<p><em>– Trzeba by — rzecze jeden i poziewa –</em></p>
<p><em>Przynieść więcej drzewa.</em></p>
<p><em>– Trzeba by — rzecze drugi</em></p>
<p><em>Legając jak długi –</em></p>
<p><em>Rozszerzyć ogniska,</em></p>
<p><em>By wszystkich grzało z bliska.</em></p>
<p><em>– Trzeba by — zamruczał trzeci –</em></p>
<p><em>Czym zasłonić od zamieci.</em></p>
<p><em>– Trzeba by nie spać — bąknął czwarty,</em></p>
<p><em>Na łokciu oparty.</em></p>
<p><em>Tak każdy powiedział,</em></p>
<p><em>Co wiedział,</em></p>
<p><em>I myśląc jeszcze o lepszym sposobie,</em></p>
<p><em>Zasnął sobie.</em></p>
<p><em>Cóż z tego: ogień zgasł, a nieostrożni</em></p>
<p><em>Pomarli podróżni. </em></p></blockquote>
<p>Działać to znaczy wyjść do ludzi, z tym co masz. A to co masz jest najczęściej niegotowe, niedoskonałe i niewykończone.</p>
<p>Nigdy nie jesteś w pełni przygotowany by działać. Rzadko kiedy jest odpowiednia pora na to by coś zrobić.</p>
<p>Jesteś w <em>trybie przypuszczającym</em>, gdy używasz takich słów, jak:</p>
<p><em>- Zrobiłbym…</em></p>
<p><em>- Trzeba by…</em></p>
<p><em>-Kiedyś muszę…</em></p>
<p><em>- Powinienem…</em></p>
<p>Gdy robisz to zbyt często, twój umysł rozsmakowuje się w tym trybie funkcjonowania. Trybie właściwym dla ludzi, którym grozi przegranie życia. Nie pozwól sobie na takie ryzyko.</p>
<h2>Wyjdź</h2>
<p>Działaj. Jeżeli czujesz, że coś powinieneś zrobić – zrób to. Wyjdź na środek. Daj plamę. Wygłup się. Daj się wyśmiać.</p>
<p>Wygłup się, ale zrób to jeszcze raz. I jeszcze raz. Tyle razy ile trzeba. Upadnij, wstań i jeszcze raz upadnij. To boli, ale lepiej by bolało niż miałbyś przeżyć życie jak roślina.</p>
<p>Żaden upadek, żadne wygłupienie się, nie jest gorsze niż życie w teorii i gdybaniu.</p>
<h2>* * *</h2>
<p>Jak widzicie od pewnego czasu piszę bardzo rzadko.</p>
<p>Dziś obudziłem się w nocy myśląc o tym blogu. <em>Trzeba go skasować –</em> pomyślałem <em>– za dużo mnie to kosztuje. Każdy post to przecież parę godzin pracy. Za dużo! A oprócz tego, tyle rzeczy jest na nim do dopracowania. Poza tym, tak mało wiem.… </em></p>
<p>Poczułem przyjemność rezygnacji i poddania się. To chyba moje specjalne, polskie geny się uruchomiły. Ach jak one kochają przegrywać i przeżywać dramat. Coś we mnie dalej myślało:</p>
<p><em>Pewnie mógłbym pisać bez żadnego zadęcia. Ot tak po prostu płodzić artykuł w ciągu godziny, jak wiele innych osób, ale to by było…</em></p>
<p>I tu obudziłem się naprawdę. Prawie na siebie krzyknąłem:</p>
<p><em>Cholera jasna, ale co by to było? Co takiego strasznego? Co takiego poniżającego? Dlaczego tego po prostu nie robisz?</em></p>
<p>Potem usiadłem, włączyłem komputer i napisałem ten tekst. Czterdzieści pięć minut.</p>
<p>Tekst nie jest doskonały. <em>Och nie, jakie to przerażające…</em></p>
<p>Tkwienie w trybie przypuszczającym, to danina jaką składamy wygórowanym mniemaniom o sobie. Tekst nie jest doskonały, bo ja też nie jestem doskonały. Pora przestać kręcić się wokół swojej własnej doskonałości.</p>
<p>Czasem trzeba coś dopieścić, wycyzelować i udoskonalić. Ale nigdy kosztem działania. Doskonal się w biegu.</p>
<p>Nie mów co <em>by trzeba</em> ale działaj. Nie mów <em>co byś zrobił, gdybyś miał więcej czasu </em>ale zrób to nie mając czasu, albo przestań mówić. Nie mów <em>co byś zrobił, gdybyś był na jego miejscu </em>ale idź na jego miejsce, albo się zamknij.<em> </em></p>
<h2>Twoje zadanie</h2>
<p>Stoper mówi, że minęło 45 minut. Ostatnie zdanie: zrób dziś coś, co odkładasz i do czego ciągle się przygotowujesz, coś, czego się obawiasz, albo wstydzisz. Może masz jakiś zaległy telefon do wykonania, jakiś tekst do napisania, jakiś blog do założenia, jakąś piosenkę do zaśpiewania, jakieś zwierzenie do zwierzenia, nie wiem co tam masz, ale coś co czeka na zrobienie bo nie czas, bo nie teraz, bo inne rzeczy, bo <em>cośtam, cośtam</em>…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/nie-dzialaj-w-teorii-dzialaj-teraz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>64</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak spędzić te 15 tysięcy dni?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/15-tysiecy-dni/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/15-tysiecy-dni/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Apr 2010 10:28:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótko]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[ćwiczenia]]></category>
		<category><![CDATA[pasja]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=670</guid>
		<description><![CDATA[Życie człowieka trwa 30.000 dni. Co jest na tyle ważne by poświęcić na to dni dni, które nam jeszcze zostały?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/sandglas.jpg"><img src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/sandglas.jpg" alt="" title="sandglas" width="500" height="308" class="alignnone size-full wp-image-672" /></a></p>
<div><a rel="cc:attributionURL" href="http://www.flickr.com/photos/wowyt/">Ilustracja: http://www.flickr.com/photos/wowyt/</a> / <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/">CC BY-NC-ND 2.0</a></div>
<p>Wszyscy składają już sobie życzenia świąteczne. Ja również. Już miałem je wpisać tutaj, ale pomyślałem, że święta są dopiero za dwa dni.</p>
<p>Zanim przyjdą, zanim napełnią nas radością, optymizmem i zapałem do nowego życia, po drodze jest dzisiejszy dzień. Wielki Piątek. Smutny, ponury i zniechęcający. Może jest ponury, ale nie powinien być zniechęcający.</p>
<p>Życie człowieka trwa 30.000 dni. Tylko trzydzieści tysięcy! A i to wtedy, gdy mamy dobre układy i szczęście. A i to, parę tysięcy dni przypada na czas, gdy nic jeszcze nie rozumiemy, lub już niewiele rozumiemy.</p>
<p>Ile z tych dni już przeżyłeś? Policz.</p>
<p>Możesz skorzystać z jednego z wielu kalkulatorów dni dostępnych w internecie:</p>
<p><a href="http://www.easysurf.cc/ndate2.htm" target="_blank">http://www.easysurf.cc/ndate2.htm</a></p>
<p><a href="http://www.infor.pl/kalkulatory/ilosci_dni.html#wynikiform" target="_blank">http://www.infor.pl/kalkulatory/ilosci_dni.html#wynikiform</a></p>
<p>Ja, gdy piszę te słowa, przeżyłem 15 583 dni, to jest 2 226 tygodni.</p>
<p>Zostało mi w najlepszym razie 15 tysięcy dni.</p>
<p>Jak chcę przeżyć te dni? Na co chcę je  przeznaczyć?</p>
<p>Co jest na tyle ważne by wypełnić tym pozostałą część mojego życia?</p>
<p>Gdybyś musiał umrzeć dzisiaj, co byłoby na twoim epitafium? Jaką mowę można byłoby powiedzieć nad twoim grobem? Czy taką:</p>
<p><em>Odszedł człowiek, który nic specjalnego nie zrobił. Był niezadowolony ze swojego życia. Ciągle czekał, aż coś się w nim zmieni. Udawał, że się dobrze bawi, ale tak naprawdę jego praca i życie nudziły go i męczyły. Liczył, że któregoś dnia wreszcie mu się coś uda. Ale tylko czekał i narzekał. Nigdy nie udało mu się dotrzeć do pełni swoich możliwości. Nigdy nie odważył się żyć, tak jak czuł, że powinien. Nigdy nie odważył się zaryzykować i żyć na własną rękę&#8230;. </em></p>
<p>Masz jeszcze trochę czasu. Jeszcze trochę dni przed tobą.</p>
<p>Jeszcze możesz wszystko zmienić.</p>
<p>Jeszcze możesz wypełnić swoje życie tym, czym warto.</p>
<p>Nie czekaj. Przeżyj każdy dzień.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/15-tysiecy-dni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak wykorzystać swój strach do tego by pełniej żyć?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/jak-wykorzystac-swoj-strach-do-tego-by-pelniej-zyc/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/jak-wykorzystac-swoj-strach-do-tego-by-pelniej-zyc/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Feb 2010 13:02:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[lęk]]></category>
		<category><![CDATA[obawy]]></category>
		<category><![CDATA[ograniczenia]]></category>
		<category><![CDATA[opór]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[strach]]></category>
		<category><![CDATA[strefa bezpieczeństwa]]></category>
		<category><![CDATA[strefa komfortu]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>
		<category><![CDATA[zwlekanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=625</guid>
		<description><![CDATA[Czujesz lęk? Świetnie. To znaczy, że żyjesz. Że jesteś w podróży. Że twoje życie ma jakikś smak.
Całe szczęście, że istnieje strach. Drogowskaz, który pokazuje gdzie jest wyjście z udeptanego kręgu. Jeżeli czujesz, że coś w twoim życiu nie do końca gra, przyjrzyj temu, czego się boisz.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/fence_likeohsozen.jpg"><img src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/fence_likeohsozen-300x184.jpg" alt="" title="" width="300" height="184" class="alignleft size-medium wp-image-637" /></a></p>
<div xmlns:cc="http://creativecommons.org/ns#" about="http://www.flickr.com/photos/20714221@N04/2293045156/"><a rel="cc:attributionURL" href="http://www.flickr.com/photos/20714221@N04/">http://www.flickr.com/photos/20714221@N04/</a> / <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/">CC BY-NC-ND 2.0</a></div>
<blockquote><p>Nie przepłyniesz oceanu dopóki nie odważysz się stracić z oczu widoku brzegu. <strong>Krzysztof Kolumb</strong></p></blockquote>
<h2>Życie w udeptanym kręgu</h2>
<p>Puszek cały czas podskakiwał i merdał ogonem. Mieliśmy nie więcej niż siedem lat i uwielbialiśmy z nim biegać po sadzie. Uciekaliśmy, a Puszek gonił nas ujadając cienkim głosem. Wywracaliśmy się, a on skakał po nas tarmosząc za ubrania. Gdy tylko się pojawialiśmy, nie mógł się doczekać zabawy.</p>
<p>Skończyły się wakacje. Gdy następny raz zobaczyłem Puszka, był dużym psem. Co prawda nie miał na szyi łańcucha a jedynie linkę, był jednak uwiązany do budy.</p>
<p>Podszedłem, a on zaczął groźnie szczekać i rzucać się w moją stronę. Wyglądało to tak, jakby chciał zerwać się z uwięzi. Dzielnie szarpał się ze sznurkiem. Nie pamiętał mnie, po prostu na mnie szczekał. Trochę się bałem, ale podszedłem i odwiązałem sznurek. Od razu ucichł i skulił ogon. Potem pociągnąłem go w stronę ogrodu. Początkowo poszedł za mną, ale gdy tylko dotarł do granicy wydeptanego przez siebie kręgu, zatrzymał się. – Chodź &#8211; powiedziałem i jeszcze raz pociągnąłem. Pies przysiadł i zaczął skomleć. Nic nie pomogło szarpanie. Zaparł się, byle tylko nie przekroczyć magicznej, wydeptanej przez lata granicy. Próbowałem go nawet wynieść. Ze skowytem uciekał tam, gdzie czuł się bezpiecznie. Mógł funkcjonować tylko w tym małym fragmencie wydeptanego przez siebie świata. Zrobiło mi się smutno.</p>
<p>Jak każdy pies łańcuchowy, stał się maszynką do szczekania i udawania, że rzuca się na ludzi. Tak długo, póki miał na szyi sznurek, wyglądał na odważnego, zdeterminowanego, marzącego o wyrwanie się z uwięzi psa. Tak, jakby mówił: <em>wypuście mnie, to ja wam pokażę!</em>. Sznurek trzymający go na uwięzi wydawał się jego największym wrogiem.</p>
<p>Gdyby był człowiekiem, pewnie mógłby godzinami narzekać na to jak ciężko być na uwięzi i przysięgać, że gdyby tylko udało mu się stąd urwać, dopiero by pokazał!</p>
<h2>Nasze granice</h2>
<p>Czasem, gdy słucham, jak ludzi opowiadają o swoich ciągle niezrealizowanych marzeniach, mam wrażenie, że są w podobnej sytuacji. <em>Ach, gdybym miał tylko więcej czasu mógłbym napisać książkę, albo gdybym tylko miał starsze dzieci mógłbym odbyć podróż wokół świata, ach gdybym miał więcej pieniędzy mógłbym założyć kawiarnię…. </em>Te znienawidzone, koszmarne ograniczenia! Gdyby nie one…</p>
<p>A może jest inaczej? Może to, co nazywasz ograniczeniami jest twoją ochroną? Czymś, co sam budujesz by wieść spokojne, niewymagające życie?</p>
<p>Być może wydaje ci się, że napierasz, ale tak naprawdę, gdzieś w środku, po cichu cieszysz się, że nie możesz się stąd ruszyć.</p>
<h2>Czego się boję?</h2>
<p>Na początku roku przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zrobić jakichś postanowień noworocznych. Wziąłem kartkę i i góry wykaligrafowałem dużymi literami „2010” i zacząłem się zastanawiać, co by tu wpisać.</p>
<p>I wtedy wpadłem na pomysł, że zamiast kolejny raz spisywać pobożne marzenia dotyczące przyszłości, tym razem zrobię zupełnie inną listę: rzeczy, których się boję. Przez kilka kolejnych dni od czasu do czasu coś dopisywałem do listy albo coś skreślałem.</p>
<p>Starałem się by na liście były tylko rzeczy, które z jednej strony <strong>wiążą się z lękiem, a z drugiej są cenne i wiążą się z czyś ważnym. </strong></p>
<p>Nie wyszło tego dużo. Jakieś siedem punktów.</p>
<p>Długo myślałem, że jestem odważnym człowiekiem. Mam na swoim koncie kilka rzeczy, które mogły pozwolić na taką ocenę. Gdy patrzę na tą listę, wcale nie czuję się odważny. Wręcz przeciwnie. Wiem, że w moim życiu jest wiele lęków.</p>
<h2>Po co tak się torturować?</h2>
<p>Po co tak się męczyć? Po co szukać rzeczy, których się boję?</p>
<p>Z dwóch powodów.</p>
<p>Po pierwsze <strong>by nie pomylić rutyny z dojrzałością</strong>. Od mniej więcej siódmego roku życia słyszałem, że jestem dojrzały (może dlatego, że bywałem nieśmiały). Co gorsza miałem kiedyś okres, że sam w to uwierzyłem. Czułem, że wreszcie wyrosłem z obaw, wahań i wątpliwości. Że udało mi się odkryć drogę. Że stałem się pewnym siebie, świadomym własnej wartości człowiekiem.</p>
<p>Bardzo łatwo osiągnąć takie poczucie dojrzałości. Wystarczy robić to, co zawsze. Ograniczyć się tylko do tego, co dobrze znasz. Nie mówię, że to złe. Tyle, że nie należy mylić przyzwyczajenia z dojrzałością.</p>
<p>Po drugie <strong>by nie stracić smaku życia</strong>. Swoją firmę zakładałem mając niecałe trzydzieści lat. Do dziś pamiętam ten czas jako jeden wielki okres erupcji. Nawet na studiach, podczas sesji nie zdarzało mi się nie przespać tylu nocy, co wtedy. Pracowaliśmy jak szaleni. Dziesięć lat później rozmawiałem z kimś, kto miał podobne doświadczenia o założeniu nowej firmy. Powiedział:</p>
<p>- Ale to już nie to. Gdy człowiek ma czterdziestkę, nie ma już tyle energii.</p>
<p>Przyznałem mu rację i powiedziałem.</p>
<p>- Masz rację. To już tak nie smakuje.</p>
<p>I wtedy uświadomiłem sobie, że tak się czuję. Życie mi już tak nie smakuje. Co z tego, że mam coraz więcej rzeczy, skoro one są coraz bardziej zwietrzałe?</p>
<p>Naprawdę? Każdy powyżej trzydziestki /czterdziestki / pięćdziesiątki jest skazany na życie bez smaku? Dlaczego osoba powyżej pięćdziesiątki miałaby by niezdolna do tego, by czuć taki sam smak życia jak nastolatek?</p>
<p>To nie jest kwestia wieku. To kwestia <strong>życia w udeptanym kręgu</strong>. Mając więcej lat, wyrobioną pozycję, stabilne źródło dochodów, itp. łatwiej wpaść w rutynę.</p>
<p>Całe szczęście istnieje jeszcze <strong>strach &#8211; drogowskaz, który pokazuje jak wyjść z tego stanu. </strong></p>
<p>Strachu nie warto pokonywać, nie warto udawać, że go nie ma. Nie warto szukać stanu, w którym nie będziemy go nigdy czuć. Swój strach warto wykorzystać.</p>
<p>Jeżeli czujesz, że coś w twoim życiu nie do końca gra, przyjrzyj temu, czego się boisz.</p>
<p>Potem zdobądź się na odwagę.</p>
<h2>Odwaga</h2>
<p>Czytałem niedawno książkę niedoszłego prezydenta USA, Johna McCaina <em>Rozważania o odwadze</em>. Jednak znalazłem tam głównie opisy wojennych rzezi. McCainowi odwaga myli się z heroizmem i szałem bojowym. Zapewne z perspektywy żołnierza, jakim jest McCain, są to cenne rzeczy.</p>
<p>W rzeczywistości jednak, odwaga nie ma wiele wspólnego z będącym w amoku żołnierzem, pędzącym w stronę innych, równie nieprzytomnych żołnierzy.</p>
<p>Prawdziwa <strong>odwaga to świadome działanie wbrew temu, że czuje się strach i niewygodę</strong>. Taka odwaga znacznie częściej przejawia się w codziennym życiu niż na polu walki.</p>
<p><strong>Czujesz lęk? Świetnie. To znaczy, że żyjesz. Że jesteś w podróży. Że życie znowu nabrało smaku.</strong></p>
<p>Co praktycznie można zrobić by wyjść ze swojego udeptanego kręgu?</p>
<h2>Zrób pierwszy, mały krok</h2>
<p>Zazwyczaj myślimy o zmianach jak <strong><em>rewolucjoniści</em></strong>. Od dziś zaczynam żyć inaczej! Biegam, zdrowo się odżywiam, wcześnie wstaję, nie tracę czasu na telewizję, itd. Rewolucje są tak samo ponętne jak i przerażające.</p>
<p>Nic dziwnego, że wiele osób zwleka. Któregoś pięknego dnia zwolnię się z tej pracy i założę firmę, kiedyś, zacznę pisać, któregoś dnia w przyszłości wybiorę się w podróż.</p>
<p>Być może kiedyś ten dzień przyjdzie. Obudzisz się i nagle wszystko zmienisz. Ale po pierwsze: ten dzień może nigdy nie przyjść. Po drugie: rewolucja może skończyć się szybciej niż się zaczęła.</p>
<p>By się zmieniać, natura częściej używa ewolucji. <strong><em>Ewolucja </em></strong>jest mało spektakularna, ale znacznie bardziej skuteczna.</p>
<p>Poszukaj rzeczy, od których mógłbyś zacząć, bez wywracania wszystkiego do góry nogami. Zacznij od rzeczy, które nie są przerażające i stopniowo, ale regularnie idź do przodu.</p>
<p>Jak mówi chińskie przysłowie: <em>nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku</em>. Pierwszy krok zazwyczaj nie jest przerażający. To przecież nic strasznego postawić stopę za progiem. Ale gdy to zrobisz łatwiej ci będzie postawić kolejny krok, a potem kolejny. Wielka podróż nie tylko zaczyna się od małego kroku. Ona także składa się z małych kroków.</p>
<p>Co możesz zacząć dzisiaj robić?</p>
<h2>Obserwuj, co czujesz</h2>
<p>Odwaga nie polega na tym, by nigdy nie czuć strachu. Nie ma sensu udawać przed sobą kogoś, zawsze spokojnego i pełnego harmonii. Znacznie lepiej jest być świadomym wszystkiego, co czujesz. <strong> </strong></p>
<p>To naturalne, że od czasu do czasu w twoim wnętrzu pojawią się budzące grozę chmury. Jednak ty nie jesteś chmurą. Nie jesteś swoim stanem emocjonalnym. Jesteś niebem.</p>
<p>Jesteś tym, który tego doświadcza. Obserwuj to, co się dzieje. Wiem łatwo się mówi. Ale nie ma innego sposobu.</p>
<h2>Oswajaj się z niewygodą.</h2>
<p>Nie da się całkiem uniknąć strefy komfortu. Zbyt szybko się przyzwyczajamy. Gdy wszystko jest precyzyjnie, wspaniale i wygodnie, zaczynają nas przerażać najmniejsze zmiany. Tracimy odporność psychiczną i rozkładają nas najmniejsze przeciwności.</p>
<p>Warto robić coś, co tą odporność utrzymuje. Ciągle niepokoić granice swojej strefy komfortu.</p>
<p>To nie muszą być wielkie rzeczy. Lubię przypominać sobie coś, co sto lat temu napisał William James: <strong> </strong></p>
<blockquote><p>Przez codzienne drobne ćwiczenia podtrzymuj w sobie zdolność do wysiłku. To znaczy: w rzeczach drobnych i małej wagi systematycznie spełniaj małe bohaterstwa, codziennie zrób coś trudnego, tylko dlatego, że jest to trudne (że nie masz do tego ochoty), abyś w chwili, gdy cię spotkają wielkie przeciwności, znalazł potrzebną siłę i sposób się z nimi zmierzyć. Tego rodzaju ascetyzm jest czymś w rodzaju ubezpieczenia, opłacanego od domu i ruchomości. Wnoszona opłata na razie nie przynosi żadnych korzyści, a może nawet nie zwróci się nigdy; lecz jeżeli nawiedzi nas pożar, dzięki niej unikniemy ruiny. Tak samo dzieje się z człowiekiem, który nawykł do skupiania uwagi, energii, wytrwałości i panowania nad sobą w sprawach codziennych. Stać on będzie jak wyniosła wieża, gdy wszystko się zachwieje koło niego, a ludźmi wątlejszej natury, niby liśćmi wiatr będzie pomiatał<a name="F000UFN03G3DOJamesWPp1920B2"></a><a name="_ednref1"></a>.</p></blockquote>
<hr size="1" /><a name="_edn1"></a><a name="F000UFN03G3DOJamesWPp1920B3"></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2010/jak-wykorzystac-swoj-strach-do-tego-by-pelniej-zyc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poznaj swoje naturalne siły</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/efekt-jojo-w-motywacjinie-potrzeba-ci-wiecej-motywacji/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/efekt-jojo-w-motywacjinie-potrzeba-ci-wiecej-motywacji/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 07:45:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[akceptacja]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[emocje]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[negatywne emocje]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[porażki]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=531</guid>
		<description><![CDATA[W Krakowie, jakiś czas temu pewien sprytny człowiek sprzedawał hejnał. Każdy słyszał Program Pierwszy Polskiego Radia. O dwunastej trębacz czterokrotnie gra swoją melodię. Spryciarz wypatrywał grup, które pojawiały się po dwunastej, zagadywał, a jak się okazywało, że grupa jest średnio rozgarnięta ....]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>W Krakowie, jakiś czas temu pewien sprytny człowiek sprzedawał hejnał. Każdy słyszał Program Pierwszy Polskiego Radia. O dwunastej trębacz czterokrotnie gra swoją melodię. Spryciarz wypatrywał grup, które pojawiały się po dwunastej, zagadywał, a jak się okazywało, że grupa jest średnio rozgarnięta pytał:<br />
- Szkoda, że nie słuchaliście hejnału, zawsze jest o dwunastej<br />
- Tak, szkoda…<br />
- Być w Krakowie i słyszeć hejnału, to rzeczywiście strata<br />
- Tak, ale co zrobić…<br />
- Wiecie co, hejnalista to mój znajomy, jak by wam zależało, mógłbym pogadać. Może uda mi się go namówić by zagrał specjalnie dla was.<br />
- Naprawdę? To możliwe?<br />
- Normalnie tego nie robi, ale rzadko w Krakowie przebywają tak wspaniali goście.<br />
Klienci, dopieszczeni i pełni nadziei patrzą na swojego wybawcę. Ten, widząc, że ryba bierze zaczyna szarpać.</p></blockquote>
<p>To <strong>fragment mojej nowej książki.</strong></p>
<p>Właśnie wyszła. Ma format ebooka, ale można zamówić ją też w formie papierowej. Uważni czytelnicy poznają w niej kilka tekstów z bloga.</p>
<p>Tytuł książki „<em>Efekt jojo w motywacji</em>” wymyślili spece z Wydawnictwa. Jest lepszy od mojego pierwotnego (<em>Naturalnie Spełnione Marzenia</em>)  ale nie do końca oddaje zawartość książki.</p>
<p>W rzeczywistości to nie tyle książka o motywacji, ale o pułapce, w jaką wpadamy zabiegając o jej zawsze wysoki poziom.</p>
<p>To książka o pułapce, w jaką wpadamy wierząc różnego typu guru samorozwoju.</p>
<p>To książka o tym, jak zapominamy o swoich naturalnych siłach starając się dopasować do obrazów narzucanych nam przez media, psychologów, rodziców i wszystkich specjalistów od &#8222;rozwoju osobistego&#8221;.</p>
<p>Jeżeli jesteś gotowy by trochę przestawić swój świat – zmierz się z nią.</p>
<p>Jeżeli jesteś gotowy bardziej zaufać sobie niż płatnym motywatorom – poznaj jej treść.</p>
<p>Dzięki niej nauczysz się realizować swoje zamierzenia niezależnie od tego czy masz w sobie motywację czy nie.</p>
<p>Klikając na link poniżej można pobrać darmowy fragment książki. Jest tam cały spis treści oraz fragment jednego z rozdziałów.</p>
<p><a href="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/Efekt_jo-jo_w_motywacji_-_fragment.pdf">Fragment książki &#8222;Efekt jo-jo w motywacji&#8221; do pobrania</a></p>
<p>Klikając na okładkę można zamówić książkę.<br />
<a href="http://efekt-jo-jo.zlotemysli.pl/zeb,1/"><img title="Efekt jojo w motywacji - kliknij by przejść do strony sklepowej " src="http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-content/uploads/Efekt_jojo_w_motywacji.gif" alt="Efekt jojo w motywacji - kliknij by zamówić" /></a></p>
<p>A co działo się na Krakowskim Rynku?</p>
<blockquote><p>- Tylko jest mały problem. Ten hejnalista musi zapłacić ochronie wieży – wiecie, takie są przepisy. Zagra dla was za darmo, ja oczywiście grosza nie wezmę, za pośrednictwo.<br />
- Hm&#8230; A dużo?<br />
- Nie, jak się zrzucicie, to niewiele wyjdzie.<br />
Po chwili zadowolony spryciarz niknie w Kościele Mariackim z pieniędzmi. Zostawienie sami sobie ludzie, który my dali pieniądze, zaczynają czuć lekkie obawy.<br />
- A może nas oszukał – pytają siebie – może wziął pieniądze i nic z tego nie będzie?<br />
Jednak po chwili spryciarz się pojawia.<br />
- Załatwione. Ciężko było, ale się udało. Zagra specjalnie dla was.<br />
- Super! Wspaniale!<br />
Wybija pełna godzina. Hejnalista otwiera okienko i zaczyna grać. Wniebowzięta grupa słucha z zapartym tchem, jak hejnał płynie ze strzelistej wieży wprost do ich uszu. Spryciarz znika. Skromny człowiek. Nawet nie czekał, aż mu podziękują.<br />
I wszystko świetnie. Klient jest zadowolony. Pieniądze zostały zapłacone. Tylko jest mały problem. Hejnał jest grany co godzinę. O każdej porze dnia i nocy. Nie tylko w południe, tak jak w radiu. Nie musisz nikomu płacić, by go wysłuchać.<br />
Sprzedawcy motywacji są jak ten spryciarz. Masz wszystko, co jest Ci potrzebne, by osiągnąć sukces. <strong>Masz w sobie tyle motywacji, ile trzeba, by zrealizować swoje marzenie. Nikomu nie musisz płacić, nie musisz jeździć na żadne szkolenia, nie musisz słuchać „mistrzów” motywacji, nie musisz czytać kolejnych książek.</strong><br />
Wszystko, co potrzeba, masz tu i teraz. Nie gdzieś w podświadomości, w głębi, w możliwości. Nie. Tu i teraz.<br />
Wystarczy, że zabierzesz się za działanie. Czekanie na motywację i nastrój tylko Cię rozprasza. Motywacja pojawi się sama, gdy zaczniesz działać. Przyjdzie chwila, gdy poczujesz przepływ. Gdy cały świat będzie Cię niósł. Gdy poczujesz, że wszystko jest zgrane, harmonijne i piękne. Że wszystko się ze sobą łączy.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/efekt-jojo-w-motywacjinie-potrzeba-ci-wiecej-motywacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cichy głos w środku, który przypomina o celu</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/cichy-glos-w-srodku-ktory-przypomina-o-celu/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/cichy-glos-w-srodku-ktory-przypomina-o-celu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Oct 2009 14:22:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[cele]]></category>
		<category><![CDATA[dyscyplina]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[pokusy]]></category>
		<category><![CDATA[samodyscyplina]]></category>
		<category><![CDATA[William James]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=460</guid>
		<description><![CDATA["Samoyscyplina to pamiętanie o tym, czego się chce". W chwili, gdy napisałem te słowa odezwał się alarm w moim zegarku. Ustawiłem go wcześnie, gdy wychodziłem z domu. Odzywa się co 45 minut. Nie wyłączam go. Brzmi przez chwilę, a potem zegarek odlicza od nowa. Ten dźwięk jest dla mnie sygnałem, że mam się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie, co jest moim celem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Anonimowa myśl mówi: &#8222;<strong><em>Samodyscyplina to pamiętanie o tym, czego się chce</em></strong>&#8222;. W chwili, gdy napisałem te słowa odezwał się alarm w moim zegarku. Ustawiłem go wcześnie, gdy wychodziłem z domu. Odzywa się co 45 minut. Nie wyłączam go. Brzmi przez chwilę, a potem zegarek odlicza od nowa. Ten dźwięk jest dla mnie sygnałem, że mam się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie, co jest moim celem. Zdarza się, że po takim przypomnieniu przerywam to, co robiłem i zajmuję się czymś innym. Na przykład wyłączam jakąś stronę internetową, w która uważnie się wpatrywałem albo okładam książkę, nad którą od kilkunastu minut ślęczałem. Dociera do mnie, że byłem pochłonięty czymś, co nie prowadziło mnie do ważnego dla mnie celu. Dźwięk zegarka sprawia, że wracam do pracy, która jest ważna.</p>
<p>Czasami taki powrót jest bardzo trudny. Co rusz moja uwaga schodzi na manowce. Powrót do tego, co ważne przypomina wchodzenie do zimnej wody w pochmurny dzień. Gdy tylko przestaję być skupionym uwaga wyskakuje z wody i zakopuje się w ciepłym sianie.</p>
<p>Czasem powrót na szlak nie jest trudny. Dźwięk zegarka tylko przypomina mi o celu. Bez żalu porzucam błąkanie się i z nową energią zabieram się do pracy. Bywa też i tak, że tylko utwierdzam się w tym, że jestem na szlaku. W takich dniach mogę spokojnie wyłączyć mojego elektronicznego dozorcę.</p>
<p>Słowo samodyscyplina wywołuje złe skojarzenia. Wojskowy mundur, stanie na baczność, w dwuszeregu zbiórka, pompki, zapach potu i czołganie się błocie. Jednak to nie musztra i wysiłek fizyczny stanowią istotę zdyscyplinowania.</p>
<p>William James w rozdziale poświęconym woli daje przykład pijaka, który doświadcza pokus na widok pełnej butelki. Od strony fizycznej tak samo łatwo podnieść butelkę do ust i wypić jej zawartość jak i wylać ją do zlewu. Istotą dyscypliny nie jest wysiłek fizyczny a wysiłek uwagi. To, jak osoba pijąca przejdzie swoją próbę zależeć będzie od tego, czemu poświęci więcej uwagi.</p>
<p>Gdy człowiek ma na coś ochotę (np. napić się, polenić, poobgadywać czy zrobić komuś na złość) skrzętnie unika myśli, które by były z tym sprzeczne. Wewnątrz słyszy, co prawda głos, który mówi by robił coś innego, ale ten głosik jest słaby i łatwy do zagłuszenia. Pijak, którego opisuje James mówi sobie, że</p>
<blockquote><p>…chodzi o to, by się trunek nalany nie zmarnował, albo że nie należy być nudnym i sztywnym w towarzystwie kolegów, albo, że trzeba spróbować gatunku wódki, którego się jeszcze nie zna, lub, że należy uczcić uroczystość, albo że należy w sobie podnieść energię dla podjęcia silniejszego postanowienia wstrzemięźliwości…</p></blockquote>
<p>Nagle najważniejszą rzeczą w życiu stają się koledzy, nowy smak, uroczystość czy podnoszenie własnej energii. Cel by żyć bez picia zostaje zepchnięty w tło. Wyobraźnia podpowiada coraz to wspanialsze i coraz bardziej rozsądne cele. Po wszystkim okazuje się, że były one nic nie warte.</p>
<p>Nie zawsze jednak człowiek ulega. Co się dzieje w głowie osoby, która wytrzymuje pokusę? Nie bierze kieliszka do rąk, albo &#8211; w przypadku pozytywnej dyscypliny &#8211; bierze do ręki podręcznik czy wybiega na codzienne ćwiczenia, mimo, ż nie ma na to żadnej ochoty?</p>
<p>Jedyna różnica polega na wykorzystaniu uwagi. Taka osoba aktywnie szuka w sobie tego małego, cichego głosu, który mówi o tym, co jest ważne. Gdy go znajdzie skupia się na nim i utrzymuje go w świadomości.</p>
<p>To może być trudne. James pisze:</p>
<blockquote><p>Trudność leży w opanowaniu pola uwagi. Mimo, że spontaniczny przepływ myśli jest naturalny dla świadomości, uwaga musi być utrzymana na jednym obiekcie, aż nie urośnie on do tego stopnia, że sam będzie pozostawał przed umysłem z łatwością.</p></blockquote>
<p>Gdy uda ci się to choćby przez krótki czas, twój cel zacznie cię zmieniać:</p>
<blockquote><p>Podtrzymany w ten sposób przez celowy wysiłek uwagi trudny obiekt zaczyna niebawem zwoływać swoich kamratów i wspólników i w końcu razem zmieniają świadomość człowieka. Ze zmianą świadomości zmieniają się zachowania. Gdy nowy obiekt już stabilnie opanuje pole myślowe, niechybnie wytwarza swoje własne skutki motoryczne.</p></blockquote>
<p>Nasza psychika w momencie pokusy czy rozprzężenia przypomina samochód, w którym kilka osób równocześnie stara się wydawać nam polecenia a my siedzimy przy kierownicy z zamkniętymi oczyma.</p>
<p>Słyszymy wyraźnie pięknie brzmiące i elokwentne rady co powinniśmy robi i dlaczego.</p>
<ul>
<li><em>Teraz skręć w lewo, mówię ci to doskonały manewr, będziesz zadowolony!</em></li>
<li><em>Nie możesz przegapić tej okazji! To najlepsza i najbardziej wygodna droga, skręcaj teraz!</em></li>
<li><em>Tutaj każdy powinien skręcić! Nie wolno ci tego minąć.</em></li>
</ul>
<p>Wszystko ma być pięknie i przyjemnie. Problem jednak polega na tym, że dość dobrze znasz te głosy. Nie raz ich słuchałeś. Jednak mimo ich obietnic zawsze wjeżdżałeś do rowu, na ścianie czy w szczerym polu. Ale one są tak przekonywujące i tak sugestywne, że trudno ich nie posłuchać.</p>
<ul>
<li><em>Mam prawo obejrzeć sobie telewizję. Jestem zbyt zmęczony by po całym dniu pracy zabierać się do pisania.</em> Po tygodniu okazuje się, że oglądasz telewizję codziennie i za każdym razem, gdy wyłączasz telewizor jesteś jeszce bardziej zmęczony.</li>
<li><em>Nie mam już dzisiaj siły, jutro się pouczę słówek. Jeden dzień nic nie zmieni. </em>Trzydzieści kolejnych dni również nie zmieniło. Każdy okazał się nie dość dobry. Żadnych nowych słówek.</li>
<li><em>Nie najlepsza pogoda na to by biegać. Może kiedyś indziej. </em>Buty do biegania stoją nieużywane, mimo że pogoda zmieniała się już kilka razy.</li>
</ul>
<p>Wśród tych wyraźnych głosów, gdzieś w tle, co jakiś czas odzywa się słaby, nieatrakcyjny i mało elokwentny głosik. Ledwo go słyszysz. Czasem nawet nie jesteś w stanie zrozumieć tego, co mówi. Słaby głosik, który chce ci przypomnieć, co jest dla ciebie naprawdę ważne.</p>
<p>Nie ma sposobu by ten głos wzmocnić a pozostałe wyciszyć. Jedyne, co możesz zrobić to zaakceptować tą sytuację, uwrażliwić się na ten głos i kierować się jego wskazaniami. To nie jest łatwe, ale możliwe. Z czasem głosik stanie się coraz wyraźniejszy a głosy z pierwszego planu coraz słabsze. Jednak na razie musisz nauczyć się sterować swoją uwagą tak, by wyciągać z tła ten mały, niepozorny głosik i kręcić kierownicą zgodnie z tym, co mówi.</p>
<p>Będzie to łatwiejsze, gdy będziesz pamiętać o trzech punktach</p>
<p><strong>1. </strong><strong>Znaj swój cel. </strong></p>
<p>Nigdy nie będziesz człowiekiem samo-zdyscyplinowanym, jeżeli nie wiesz, co jest twoim celem, lub co chwilę go zmieniasz (co na jedno wychodzi). Określ swoje wartości i cele oraz naucz się przywoływać je szybko do pamięci. Gdy jesteś rozproszony, zdezorientowany i otoczony pokusami, nie czas na to by zastanawiać się, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Zrób to póki jeszcze masz w sobie zapał a na twoje drodze nie stoją żadne pokusy.</p>
<p><strong>2. </strong><strong>Uwrażliw się i zaakceptuj swój ledwo słyszalny wewnętrzny głos. </strong></p>
<p>Każdy by chciał by jego wewnętrzny głos brzmiał donośnie i wspaniale. Oczekiwalibyśmy, że gdy pomyślimy o celu, nagle do wewnętrznego głosu dołączą organy, chór i orkiestra symfoniczna. Że to, na co do tej pory nie mieliśmy w ogóle ochoty nagle stanie się atrakcyjne, albo to, co nas do tej pory kusiło stanie się mało ważne. Nagle z pełną energią i zapałem rzucimy się do biegania, pisania, ćwiczenia czy zdrowej żywności. Oczekujemy, że psycholodzy dadzą nam jakieś techniki pozwalające na wzmacnianie w sobie tego głosu.</p>
<p>Nawet, gdy to się czasem udaje takie oczekiwania są pułapką. Drugim krokiem do bycia człowiekiem zdyscyplinowanym jest przestać szukać wygody. Być człowiekiem zdyscyplinowanym to być człowiekiem skupionym na celu. Samodyscyplina polega na porzuceniu tego wszystkiego, co nie prowadzi bezpośrednio do celu. Gdy zabiegasz o wygodę, cel zostaje w tyle. Zamiast na celu, skupiasz się na „pracy z sobą”. Zamiast robić, to co trzeba skupiasz się na „wzmacnianiu świadomości” i innych niepotrzebnych sztuczkach.</p>
<p>Nie musisz słyszeć wyraźnie. Nie musisz wpadać w rezonans. Nie musisz być w pełnej harmonii. Wystarczy, że wiesz, co masz zrobić. Zacznij słuchać treści tego, co wewnątrz siebie słyszysz i przestań zajmować się tym jak to słyszysz.</p>
<p><strong>3. </strong><strong>Działaj jak najszybciej. </strong></p>
<p>Uwaga dowolna, którą wykorzystujesz by przywołać cel jest bardzo krucha. Może być tak, że przywołany cel, jak pisał James „zbierze swoich kamratów i wspólników i opanuje pole uwagi”. Nie warto jednak na to liczyć. Jak najszybciej dołóż do świadomości celu działanie: odejdź od stołu, na którym stoi wódka, skasuj grę, która ci zabiera czas, wyłącz film, który uważasz za stratę czasu, wyciągnij podręcznik, z którego masz się uczyć, usiądź za biurkiem, napisz pierwsze zdanie referatu…</p>
<p>Skup się na zrobieniu najprostszej, najbardziej banalnej, najbardziej trywialnej rzeczy. Nie myśl o zrobieniu wszystkiego. Zrób jedną małą, choćby śmieszną rzecz. Weź swoje ciało i ustaw je w takiej pozycji, w której wykonuje się dane działanie. Gdy chcesz biegać włóż swoje ciało w dres i buty i wystaw je za drzwi. Nic więcej nie musisz robić. Twoje ciało najwyżej chwilę postoi. Ale jest szansa, że zacznie biegać.</p>
<p>Gdy czujesz, że musisz z kimś porozmawiać, nie czekaj aż przypłynie do ciebie śmiałość i odwaga. Po prostu weź swoje ciało, postaw przed tą osobą, otwórz usta i powiedz pierwsze słowo. Być może będziesz stał jak murowany. A może nie?</p>
<p>Gdy chcesz napisać książkę usiądź i napisz pierwszą stronę. Zobaczysz, że gdy to zrobisz coś zacznie się dziać.</p>
<p>Wiele osób tłumaczy swoją bezczynność tym, że nie „są jeszcze gotowi: <em>jeszcze nie mam pełnej motywacji, jeszcze się w pełni nie przygotowałem.</em> Nie jesteś wodą w czajniku. Nie potrzebujesz być przegotowanym. Skup się na celu, a nie na sobie.</p>
<p><strong>4. </strong><strong>Zrób coś zmyślonego. </strong></p>
<p>Jedna z tradycyjnych buddyjskich technik radzenia sobie z pokusami zmysłowymi polega na tym by inaczej popatrzeć na drugą osobę. Powabna kobieta to nie tylko sukienka, bielizna i piękne kształty. To także mięśnie, żyły, trzewia, jelito grube i pęcherz, w których zbierają się brzydko pachnące wydzieliny. Poza tym, to ktoś, kto ustawicznie się zmienia. Za pięćdziesiąt lat piersi będą obwisłe, a twarz pełna zmarszczek. Pokusa jest często efektem naszego ograniczonego sposobu patrzenia. Popatrz na świat z innej strony.</p>
<p>Możesz także przywołać jakieś wspomnienie, wyobrazić sobie efekt pracy, albo zobaczyć negatywne konsekwencje jakiegoś czynu.</p>
<p>Takie wyobrażeniowe techniki są cenne, ale najlepsze efekty odnoszą wtedy, gdy się o nich czyta lub słucha na szkoleniu.</p>
<p>Stosuj je jako dodatek. Albo wtedy, gdy nie możesz zrobić niczego konkretnego (np. nie możesz wyjść z pomieszczenia w którym siedzi ta ponętna blondyn, a twoje myśli ustawicznie wracają do jej wyglądu) albo wtedy, gdy już coś zrobiłeś (wyszedłeś i zająłeś się czymś innym) by wzmocnić efekt działania.</p>
<div xmlns:cc="http://creativecommons.org/ns#" about="http://www.flickr.com/photos/stevenosloan/3442469088/"><a rel="cc:attributionURL" href="http://www.flickr.com/photos/stevenosloan/">Zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/stevenosloan/</a> / <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/">CC BY-NC-ND 2.0</a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/cichy-glos-w-srodku-ktory-przypomina-o-celu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Decydowanie to jeszcze nie działanie</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/decydowanie-to-jeszcze-nie-dzialanie/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/decydowanie-to-jeszcze-nie-dzialanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Oct 2009 10:03:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[działanie]]></category>
		<category><![CDATA[intencja]]></category>
		<category><![CDATA[konkretne działanie]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[prokrastynacja]]></category>
		<category><![CDATA[zwlekanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=455</guid>
		<description><![CDATA[Czy myślisz, że podjęcie decyzji to ciężka praca? Jeżeli tak, po pomyśl jak wiele podjąłeś w swoim życiu, z których nic nie wyniknęło. Decyzje nie zmieniają świata. Być może w tej chwili ktoś postanowił, że pójdzie pobiegać. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zauważyć jakiekolwiek zmiany? Nie zauważymy, tak długo, póki tak osoba nie wstanie, nie ubierze butów do biegania i nie wyjdzie na dwór. Decyzja może być ciężka i wymagająca, ale nie jest równoznaczna z działaniem. Gdy ją podejmiesz ani o krok nie posuwasz się do przodu. Decyzja jest tylko w twoje głowie. To za mało by zmienić świata. Jeżeli chcesz coś zmienić, do decyzji musisz niezwłocznie dodać działanie. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div xmlns:cc="http://creativecommons.org/ns#" about="http://www.flickr.com/photos/bbodjack/3857291284/"><a rel="cc:attributionURL" href="http://www.flickr.com/photos/bbodjack/">http://www.flickr.com/photos/bbodjack/</a> / <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/">CC BY-NC-ND 2.0</a></div>
<p>Jakiś czas temu dwie dobrze znane mi osoby postanowiły kupić nową kuchenkę. Miała być tania, ale nie najtańsza. Elektryczna, ale nie z płytami grzejnymi tylko z ceramicznymi. Zaczęło się zbieranie informacji, porównywanie opcji, sprawdzanie w internecie, dopytywanie znajomych i wyprawy do sklepów. W końcu po wykonaniu ogromnej pracy, godnej profesjonalnych analityków rynku kuchenek elektrycznych, decyzja została podjęta. Wybór padł na jeden z tradycyjnych sklepów. Spodobał im się jeden z modeli zachwalany przez sprzedawcę. Nie tylko cena była niższa niż gdzie indziej, ale w jej ramach był jeszcze transport i montaż.</p>
<p>Gdy z poczuciem dobrze dokonanego wyboru poszli do sklepu, okazało się, że kuchenki już nie ma i tego modelu więcej nie będzie. Cały proces podejmowanie decyzji trzeba było zacząć on nowa.</p>
<p>W sklepach takie sytuacje mi się nie zdarzają. Nauczyłem się być szybki i zdecydowany, nawet podczas bardzo istotnych zakupów. Praktyka związana z kierowaniem firmą sprawiła, że nie przerażają mnie decyzje związane z pieniędzmi. Co prawda jest różnica między inwestowaniem pieniędzy firmowych a wydawaniem własnych, ale gdy potrafisz robić jedno, drugie zazwyczaj łatwiej ci przychodzi. Nie chodzi o kupowanie w ciemno. Zapoznaję się z różnymi możliwościami i je porównuję. Ale robię to bez zbędnego przeciągania czy odwlekania. Oczywiście nie zawsze moje decyzje są trafne. Nie raz kupiłem coś, z czego później nie byłem zadowolonym. Mam jednak wrażenie, że znacznie częściej były to rzeczy, które kupowałem po zbyt długim namyśle. Np. kamera, którą wybrałem po dwóch tygodniach czytania forów i specjalistycznych stron z rankingami okazała się totalną wtopą. Tymczasem droższy o dniej telewizor, który kupiłem po dwudziestu minutach okazał się strzałem w dziesiątkę.</p>
<h3>Zmęczenie decyzją</h3>
<p>Ale to, że umiem podejmować decyzje dotyczące zakupów nie znaczy, że w innych dziedzinach nie doświadczam podobnych męczarni jak moi znajomi podczas kupowania kuchenki.</p>
<p>Zdarza się, że podjęcie jakiejś decyzji tak mnie wymęcza, że gdy już dokonam wyboru nie mam siły by cokolwiek więcej zrobić. Decyduję się, decyduję się, decyduję… w końcu podejmuję decyzję i… nic nie robię. Na przykład jakiś czas temu długo nosiłem się z decyzją czy nie zmienić nazwy tego bloga. Myślałem czy nie zastąpić „energii wewnętrznej” na przykład „energią psychiczną”. Zastanawiałem się czy ten drugi tytuł nie pozwoliłby mi lepiej wypozycjonować strony i czy w ogóle bardziej by nie przystawał do tego, o czym piszę. Po wielu rozważaniach, porównywaniach „za i przeciw” oraz radzeniu się kilku osób, postanowiłem zmienić nazwę. Z jednej strony czułem się wyczerpany, a z drugiej dumny, że udało mi się wreszcie coś zdecydować. Miałem też poczucie, że zrobiłem krok naprzód. Z listy zadań mogłem wykreślić punkt „<em>podjąć decyzję dotyczącą nazwy bloga</em>”.</p>
<p>Gdy człowiek ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i wysiłku, jaki w niego włożył, nic dziwnego, że ma chęć na chwilę wytchnienia. Zająłem się wobec tego innymi sprawami. Decyzja została podjęta, gdzieś w moje głowie jakiś komitet wypełnił druczek, przybił pieczątkę, włożył papier do segregatora i pojechał na wakacje.</p>
<p>Minął jeden tydzień i drugi… Pamięć o podjętej decyzji była coraz słabsza. W końcu doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa z nazwą w ogóle nie jest istotna. To sztuczny problem – powiedziałem – nie ma co sobie tym zawracać głowy. Gdyby ktoś dziś zadał mi pytanie o to, czy lepiej zmienić nazwę czy nie, prawdopodobnie musiałbym zastanawiać się od nowa. Cały wysiłek, jaki włożyłem w podejmowanie decyzji poszedł w przestrzeń.</p>
<h3>Czy decyzja zmienia świat?</h3>
<p>Wielu osobom zdarzają się podobne rzeczy. Z wielkim wysiłkiem podejmują decyzje, a potem nie wdrażają ich w życie. Tak, jakby samo decydowanie było równoznaczne z działaniem. Żyją złudzeniem, że zrobili jakiś postęp, tylko dlatego, że odpowiedzieli sobie na jakieś pytanie.</p>
<p>W ciągu ostatnich kilku miesięcy słyszałem ludzi, którzy mówili:</p>
<p>- Zdecydowałem się, idę na psychologię!</p>
<p>- Zdecydowałem się, zrobię doktorat!</p>
<p>- Postanowiłem, że zmieniam pracę!</p>
<p>- Podjęłam decyzję, chcę więcej czasu poświęcić rodzinie!</p>
<p>W każdym z tych przypadków, podjęcie decyzji było poprzedzone dużym wysiłkiem. Każda z tych osób miała poczucie, że jest bliżej na swojej drodze do celu.</p>
<p>Wszystko dobrze, decyzje i postanowienia są ważne. Ale powiedz mi, co zrobiłeś?</p>
<p>Czy świat zmienił się pod wpływem podjęcia przez ciebie decyzji? Czy rzeczywistość z czasu zanim podjąłeś decyzję i po tym jak ją podjąłeś różni się? Nie. Decydowanie dzieje się tylko w tobie. Świat jest taki sam. Być może w tej chwili ktoś postanowił, że pójdzie pobiegać. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zauważyć jakiekolwiek zmiany? Nie zauważymy, tak długo, póki tak osoba nie wstanie, nie ubierze butów do biegania i nie wyjdzie na dwór.</p>
<p>Gregg Krech z ToDo Institute pisze:</p>
<blockquote><p>Zanim nie podejmę rzeczywistych, konkretnych działań, poprzez decydowanie nie zmienię ani rzeczywistości mojego życia, ani świata wokół mnie. Decyzja może wydawać się postępem. Na pewno jest odczuwana jako postęp. Ale pamiętaj, że nie ważne jak wiele energii włożyłeś w tą decyzję, rzeczywistość nie zmienia się w tej samej chwili.</p></blockquote>
<p>Nie pozwól sobie na to by traktować decydowanie jako coś, co cię posuwa do przodu. Gdy podejmiesz decyzję, nawet taką, która cię wiele kosztowała, nie daj się zwieźć poczuciu, że coś zrobiłeś.</p>
<p>Decyzja może być ciężka i wymagająca, ale nie jest równoznaczna z działaniem. Gdy ją podejmiesz, oprócz ulgi lub zmęczenia ani o krok nie posuwasz się do przodu. Decyzja jest tylko w twoje głowie. To za mało by zmienić świata.</p>
<p>Nie przybliżasz się do swoich celów, tylko dlatego, że coś postanowiłeś. Sama decyzja, za którą nie idą konkretne działania niczego nie zmienia.</p>
<p>Decyzje są ważne i potrzebne. Dzięki nim wiemy, co dalej robić. Podjęcie pewnych decyzji może wymagać od nas wiele siły i samozaparcia. Ale sama decyzja to mało.</p>
<p>Gdy masz poczucie, że właśnie taka jest twoja decyzja, zrób krok naprzód. Idź za ciosem i natychmiast, nie rozglądając się zacznij działać.</p>
<h3>Kamyk w stawie</h3>
<p>Zrób cokolwiek, choćby małą rzecz. Niech to jednak będzie działanie, coś, co zmienia świat choćby w minimalnym stopniu.</p>
<p>Twoje działania nie muszą być od razu wielkie. Czasem małe rzeczy pociągają za sobą ogromne konsekwencje. Wielkie zmiany nie zawsze są efektem wielkich posunięć. Na początku wielu rewolucji są małe działania. Zamiast starać się zmieniać od razu cały świat, ktoś robi coś małego z zwyczajnego. Jednak efekty jego działań stają się coraz szersze i szersze. Dotykają coraz więcej obszarów jego życia i coraz więcej osób. Fala rozchodzi się coraz szerzej i dociera do drugiego brzegu stawu. Czasem nawet trudno nam sobie wyobrazić, w jaki sposób te małe działania mogą wpłynąć na świat.</p>
<blockquote><p>Jakkolwiek małą zmianę czynimy, staje się ona jak kamyk wrzucony do stawu, jej wpływ rozszerza się na zewnątrz. <em>Gloria Steinem</em></p></blockquote>
<p>O tym samym mówi tzw. „efekt motyla”: trzepot skrzydeł motyla na jednej półkuli może wywołać huragan na drugiej. Efekty jednego małego działania stopniowo się poszerzają i powiększają.</p>
<p>Zwróć uwagę. Mowa o <strong>ruchu </strong>skrzydeł. Myśli, intencje czy decyzje, jakie w swoje głowie miałby motyl (gdyby tylko mógł) nic by nie zmieniły. Dopiero ruch skrzydeł może cokolwiek zmienić.</p>
<p>Nie musisz czekać na okazję do wielkich działań. Zacznij robić choćby małe rzeczy, takie, na jakie w tym momencie cię stać.</p>
<p>Jeżeli np. zdecydowałeś, że napiszesz książkę nie czekaj, do wakacji czy choćby weekendu. Wykorzystaj najbliższe pięć minut. Zacznij coś robić. Spraw by twoja decyzja zmieniła się w działanie. Tylko działanie może poruszyć świat wokół ciebie. Nawet gdy nie widzisz jego bezpośrednich efektów, możesz być pewny, że fale będą się rozchodzić wokół.</p>
<p>Ale chodzi o działanie. Podejmowanie decyzji, planowanie, myślenie, wyobrażanie sobie, niczego jeszcze nie zmienia. Musisz się schylić, wziąć kamyk i wrzucić go do wody.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/decydowanie-to-jeszcze-nie-dzialanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak sobie ułatwić osiągnięcie celu?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/jak-ulatwic-osiagniecie-celu/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/jak-ulatwic-osiagniecie-celu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 12:08:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[decyzja]]></category>
		<category><![CDATA[energia]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[motywacja]]></category>
		<category><![CDATA[odwaga]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=450</guid>
		<description><![CDATA[Strategia „palenia okrętów” nie polega na bezmyślnym niszczeniu. Nie chodzi o to, byś zaczął wszystko rozwalać, gdy tylko wpadnie ci do głowy marzenie. Nie chodzi o to, by utrudniać sobie życie, nieprzemyślanymi krokami. Chodzi o to, by z rozmysłem stworzyć warunki, w których nie będziesz rozdarty między możliwościami. Gdy droga do tyłu jest tak samo otwarta jak droga do tyłu, jesteś w zawieszeniu. Twój umysł błąka się to tu, to tam. W efekcie nie wykorzystujesz wszystkich możliwych okazji i wszystkich własnych możliwości działania.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Francuz, Pierre le Grand z wyspy Tortuga, zmęczony życiem myśliwego i plantatora (tzw. <em>bukaniera</em>), zebrał kilkunastu kompanów i wypłynął na morze. Ledwo mieścili się w swojej łódce. Chcieli złupić jakiś niewielki statek handlowy. Nie mieli jednak szczęścia. Byli na pełnym morzu już od kilku dni, ciągle jednak nic nie spotkali. Skończyła im się woda i jedzenie, dokuczał upał i niewygody.</p>
<p>Już mieli zrezygnowani wracać, gdy ktoś w dali zobaczył żagiel. Rzuci się w jago stronę najszybciej jak mogli. Jednak im lepiej mogli go widzieć, tym bardziej rzedły im miny. To nie był „niewielki statek handlowy”. To był ogromny okręt wojenny z rzędem dział po obu stronach burty i załogą liczącą ponad 200 osób. Małe szanse by trzydziestka wygłodzonych i obdartych plantatorów, stłoczonych w niewielkiej żaglówce i uzbrojonych jedynie w noże i pistolety, mogła coś wskórać. Z drugiej strony zdobycz kusiły. Byli głodni i wycieńczeniu, a na statku było jedzenie i być może jakieś pieniądze.</p>
<p>Łódź została zauważona z okrętu wojennego. Jeden z oficerów zameldował to kapitanowi. Ten spojrzał, nie przerywając gry w karty i powiedział: „<em>No i co z tego? Nie obawiam się nawet okrętu tak wielkiego i potężnego jak mój, a cóż dopiero takiej łupiny</em>”. Spokojnie wrócił do kart.</p>
<p>Zapadł zmrok a łódź ciągle trzymała się w okolicy okrętu. Głodni i zmęczeni bukanierzy postanowili działać. Zaczęli od złożenia przysięgę wobec siebie „<em>iż w boju nie okażą najmniejszej obawy czy słabości</em>”. To było zaklinanie rzeczywistości. My również często powtarzamy sobie takie rzeczy: <em>tym razem się uda, zrobię, to będę niepokonany!</em> Efekty – wiadomo jakie są. Nasz Pierre, nie byłby <em>la Grande </em>(Wielki) gdyby o tym nie wiedział. Dlatego zrobił coś jeszcze. Gdy cicho podpływali pod burty okrętu, kazał wywiercić w dnie łodzi dziurę. Im bardziej podpływali, tym bardziej łódź się zanurzała. Gdy mogli chwycić się burt, łódź cicho poszła na dno.</p>
<p>Nie mieli odwrotu. Mogli iść tylko do przodu. Błyskawicznie wdrapali się na pokład i zaatakowali zbrojownię. Potem wdarli się do wielkiej kabiny, gdzie kapitan ciągle grał w karty. Przystawiając mu pistolet do piersi kazali poddać cały okręt. Okazało się, że statek wiózł ładunek złota. Pierre la Grand zatrzymał tylu żołnierzy ilu potrzebował do obsługi żagli a pozostałych wysadził na ląd. Następnie wrócił do Francji i nigdy nie wrócił na Karaiby. Gdy tylko rozeszła się wiadomość o jego wyczynie, morze zaroiło się od podobnie działających, gotowych na wszystko rzezimieszków. Przez następne kilkaset lat, regularne armie nie mogły sobie poradzić z “piratami z Karaibów”.</p>
<p>Takich historii można opowiedzieć więcej. Wielcy wodzowie przekraczali Rubikon, palili za sobą mosty czy palili własne okręty – jak choćby w 711 roku Tarik ibn Ziyad, dowódca, który na kilkaset lat podbił Hiszpanię:</p>
<blockquote><p>O moi wojownicy, dokąd mielibyście umknąć? Za wami jest morze, a przed wami wróg. Zostaliście jedynie z nadzieją na odwagę i stałość … jeżeli będziecie zwlekać z szybkim uchwyceniem zwycięstwa, wasz szczęśliwy los zniknie, a wasz nieprzyjaciel, którego obecność napełnia was strachem przeważy… oto stoi przed wami wspaniała okazja do pobicia go, jeżeli tylko odważycie się chętnie narazić się na śmierć<a name="_ednref1" href="#_edn1">[i]</a>.</p></blockquote>
<p>Bliższy naszym czasom jest inny dowódca, który zastosował tą samą technikę. Henran Cortez, konkwistador, który z grupą zaledwie kilkuset żołnierzy podbił ogromne imperium Inków. Zanim spalił okręty, by wyleczyć swoich żołnierzy z wahań, najpierw wymontował z nich wszystko, co stanowiło jakąkolwiek wartość (metalowe części, działa, żagle, itp.).</p>
<h3>Nie chodzi o niszczenie</h3>
<p>Strategia „palenia okrętów” nie polega na bezmyślnym niszczeniu. Nie chodzi o to, byś zaczął wszystko rozwalać, gdy tylko wpadnie ci do głowy marzenie. Nie chodzi o to, by utrudniać sobie życie, nieprzemyślanymi krokami.</p>
<p>Chodzi o to, by z rozmysłem stworzyć warunki, w których nie będziesz rozdarty między możliwościami. Gdy droga do tyłu jest tak samo otwarta jak droga do tyłu, jesteś w zawieszeniu. Twój umysł błąka się to tu, to tam. W efekcie nie wykorzystujesz wszystkich możliwych okazji i wszystkich własnych możliwości działania.</p>
<p>Póki droga odwrotu jest tak samo otwarta jak droga do przodu, nie możesz być pewny swojej woli. W jednej chwili możesz czuć energię i zapał, ale w drugiej możesz poczuć rezygnację. Gdy pojawią się trudności lub będziesz miał gorszy dzień, okaże się, że chcesz tylko na wpół. Że twoja wiara w sukces nie do końca jest pewna, że trudno ci się do czegoś zmobilizować. W takiej sytuacji spalone, lub przynajmniej podtopione okręty bardzo się przydają. Gdy nie masz innego wyboru, łatwiej uwierzyć, że może</p>
<h3>Kilka sugestii</h3>
<p>Możesz zrobić kilka rzeczy:</p>
<p><strong>Nie planuj odwrotu. </strong>Wiele osób myśli o swoich marzeniach, z góry planując drogę odwrotu i nazywając ją planem awaryjny. Mówią np. <em>jak mi nie wyjdzie własny biznes, to zawsze mogę liczyć na etat</em>. To nie jest żaden plan awaryjny, ale plan ucieczki. Dobry plan awaryjny to plan działań typu: <em>„jak mi nie wyjdzie w ten sposób, to spróbuję tak, jak nie drzwiami, to oknem</em>”. W takim planie nie ma miejsca na ucieczkę. <strong> </strong></p>
<p><strong>Zaangażuj innych ludzi by utrudnili ci tkwienie w miejscu. </strong>William James pisze: „<em>Pamiętam, że niegdyś czytałem w jednej z gazet austriackich ogłoszenie pewnego Rudolfa, który obiecał pięćdziesiąt guldenów nagrody człowiekowi, który pod dacie ogłoszenia spotka go w winiarni. «Czynię to – wyjaśniał dalej w ogłoszeniu – wskutek przyrzeczenia, danego mej żonie». Taka żona i takie właściwe pojmowanie sposobu pozbywania się starych nałogów, mogą każdego ośmielić do zaryzykowania pieniędzy i założenia się, że Rudolf dotrzyma postanowienia</em>.</p>
<p>Nie musisz dawać ogłoszenia w gazecie. Możesz poprosić ludzi (lub ich nawet zatrudnić) by uprzykrzali cię stanie w miejscu. Niech cię wyśmieją, gdy nie uda ci się tego osiągnąć. Możesz założyć się z kimś, o coś cennego, że uda ci się dopiąć swego.</p>
<p><strong>Podbij stawkę.</strong> Przez wiele lat usiłowałem zrobić prawo jazdy. Bez żadnych efektów poświęciłem na to wiele energii. Gdy dowiedziałem się, że będę ojcem, zrobiłem je w ciągu miesiąca. Tym razem wiedziałem do czego jest mi potrzebne. Wiedziałem, że bez niego (moja żona również nie miała wtedy prawa jazdy) dziecko będzie miało znacznie ciężej. Usiądź jeszcze i spisz wszystkie korzyści, jakie osiągniesz dzięki realizacji swojego marzenia. Zrób tak długa listę, jak tylko się da. Czego, z tej całej listy najbardziej potrzebujesz? Bez czego nie możesz żyć?</p>
<p><strong>Podnieś koszty nie działania. </strong>Dla niektórych pomocna jest prosta strategia karania się i nagradzania. Np.: <em>nie golę się, dopóki nie ukończę książki</em>, albo <em>nie umawiam się na randki, póki nie zarobię pierwszych 10 000. </em>Nie zawsze to dobrze działa – czasem buduje niepotrzebne napięcie i stres. Może jednak być pomocne. <strong> </strong></p>
<p><strong>Zrób krok do przodu (rozważny). </strong>Pozbądź się tego, co nie jest ci potrzebne do realizacji celów. Zwolnij się z pracy, wyjedź za granicę, zapisz się na studia, itd. Nie zwlekaj, aż zapał ci przejdzie.</p>
<hr size="1" />
<div xmlns:cc="http://creativecommons.org/ns#" about="http://www.flickr.com/photos/luebeck/2560327437/"><a rel="cc:attributionURL" href="http://www.flickr.com/photos/luebeck/">http://www.flickr.com/photos/luebeck/</a> / <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/">CC BY-SA 2.0</a></div>
<p><a name="_edn1" href="#_ednref1">[i]</a> http://www.fordham.edu/halsall/source/711Tarik1.html</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/jak-ulatwic-osiagniecie-celu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samodyscyplina</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/samodyscyplina/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/samodyscyplina/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Jul 2009 11:52:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[akceptacja]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[obawy]]></category>
		<category><![CDATA[opór]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[rezygnacja]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój]]></category>
		<category><![CDATA[samodyscyplina]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[Pewnego dnia pracowałem w moim biurze dłużej niż zwykle. Ze zdziwieniem zauważyłem, że jest prawie piąta. Byłem umówiony na piątą! Jak mogłem zapomnieć?! Szybko zamknąłem komputer i spakowałam się. Biegiem do drzwi wyjściowych. Chwyciłem za klamkę. Bezruch. Zamknięte od zewnątrz...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pewnego dnia pracowałem w moim biurze dłużej niż zwykle. Ze zdziwieniem zauważyłem, że jest prawie piąta. Byłem umówiony na piątą! Jak mogłem zapomnieć?! Szybko zamknąłem komputer i spakowałam się. Biegiem do drzwi wyjściowych. Chwyciłem za klamkę. Bezruch. Zamknięte od zewnątrz.</p>
<p>Drzwi mają zamek Gerda. Nie cierpię tych zamków. Gdy ktoś przekręci klucz z zewnątrz, nie można ich otworzyć od środka. Mój sąsiad z biura obok wyszedł wcześniej i zapomniał sprawdzić, czy ktoś jeszcze jest.</p>
<p>Byłem uwięziony. Do tego bardzo się spieszyłem.</p>
<p>Biuro jest na pierwszym piętrze. Wyjść przez okno się nie da. W budynku nie żadnej obsługi (strażników czy portierów). Nikt by nie usłyszał mojego tłuczenie się. Nie miałem gdzie zadzwonić po pomoc.</p>
<p>Do pracy ludzie przychodzą rano. Po piątej rzadko ktoś się pojawia.</p>
<p>Podszedłem do okna i domyśliłem się co muszę zrobić. Otworzyć okno, zatrzymać jakiegoś przechodnia, rzucić mu klucz i poprosić by mnie otworzył.</p>
<p>Łatwo powiedzieć. Otworzyłem okno. Na zewnątrz był hałas. Raz na jakiś czas ktoś przechodził. Ale przecież nikt nie chodzi z oczyma utkwionymi w moje okno. Trzeba przyciągnąć uwagę człowieka. Krzyknąć, albo przynajmniej głośno mówić.</p>
<p>Akurat ktoś przechodził. Wziąłem oddech i … nic. Odsunąłem się od okna. Jestem osobą nieśmiałą. Nie chorobliwie. We wielu obszarach jestem śmiały, np. stosunkowo bez problemów przemawiam przed grupą. Jednak moją piętą achillesową jest inicjowania kontaktów. Nie potrafię bez stresu zaczepić kogoś, kogo nie znam. A nawet, jeżeli już jestem w stanie to zrobić (czasem się zdarza) to zaczepianie kogoś krzykiem, z wysokości pierwszego piętra, nie do końca mi się podobało. Bądźmy szczerzy. To mnie przerażało. Trudno mi wyobrazić coś bardziej stresującego.</p>
<p>Nogi się pode mną ugięły. Poczułem się słabo, zabrakło mi oddechu, głos ugrzązł w krtani…</p>
<p>- Nie, nie jestem jeszcze gotowy – wyszeptałem – muszę się przygotować. Zacząłem próbować różnych metod, wzbudzałem w sobie odwagę i pewność siebie, tłumaczyłem sobie, wyciszałem się, patrzyłem z innej perspektywy, dysocjowałem…</p>
<p>Czas mijał. Było już prawie dziesięć po piątej. Być może do rano rozwiązałbym swoje problemy emocjonalne.</p>
<p>Wtedy zrozumiałem, że jedynym sposobem jest przestać walczyć z emocjami.</p>
<p>- Tak jestem świrem, jestem spięty i nieśmiały, głos mi się łamie, boję się i nic nie mogę z tym zrobić.</p>
<p>Podszedłem do okna:</p>
<p>- Proszę pana&#8230;. mój głos brzmiał bardzo niemrawo. Rzeczywiście jestem nieśmiały – pomyślałem – całkowita sierota. Gość na dole, nawet nie zwrócił na mnie uwagi.</p>
<p>- Halo, proszę pana – spróbowałem nieco głośniej, mimo, że miałem ochotę uciec. – Halo&#8230; Człowiek w końcu podniósł głowę.</p>
<p>- Mam wielką prośbę. Kolega zamknął mnie od zewnątrz. To Gerda i nie da się jej otworzyć od środka. Mógłby pan wziąć te klucze i otworzyć od zewnątrz?</p>
<p>- Proszę rzucić</p>
<p>Po chwili byłem wolny.</p>
<p>Na tym właśnie polega samodyscyplina. Zrobić coś, niezależnie od tego, co czujesz, dlatego, że wiesz, że trzeba to zrobić. To nie jest łatwe.</p>
<p>Samodyscyplina nigdy nie jest łatwa. Ale staje się łatwiejsza, gdy przyjmujesz otwarcie, „na klatę”, wszystkie emocje jakie czujesz. Gdy przestajesz szukać w sobie odwagi, dzielności czy śmiałości i skupiasz się na tym, co masz do zrobienia. Zrobiłem to jak sierota. Głos mi się łamał i byłem spięty. Wątpię jednak by przechodzień to zauważył.</p>
<p>Samodyscyplina nie polega na próbie kontroli swoich emocji czy wmawianiu sobie, że jest się odważnym, pracowitym czy skupionym.</p>
<p>Shōma Morita napisał:</p>
<blockquote><p>Machnij ręką na siebie. Zacznij działać teraz, gdy jesteś neurotyczny, niedoskonały, wiecznie zwlekający, leniwy, niezdrowy czy też jakiejkolwiek innej niecelnej etykiety w odniesieniu do siebie używasz. Idź naprzód i bądź najlepszą niedoskonała osoba, jaką możesz być i zabierz się za rzeczy, jakich chcesz dokonać, zanim umrzesz.</p></blockquote>
<p>Nie walcz, nie próbuj się zmieniać, nie podbijaj siebie. Dostrzegaj i czuj to, co się dzieje w twoim środku, ale swoją energię skup na tym, co masz do zrobienia.</p>
<p>Gdy zaczniesz już działać, zobaczysz, że twoje emocje i stany zaczną same się zmieniać i iść za tym, co robisz. Gdybym jeszcze kilka razy był zmuszony zaczepić w ten sposób ludzi, stałbym sie całkiem odważny. Odpukać… Wcale mi na tym nie zależy. Lubię swoją nieśmiałość.</p>
<p>Samodyscyplina, która polega na sterowaniu emocjami czy myślami, to walka z wiatrakami. Mimo chwilowych sukcesów, nigdy jej nie wygrasz.</p>
<p>Skuteczna dyscyplina polega na <strong>działaniu</strong>. Po pierwsze musisz <strong>wiedzieć co trzeba zrobić</strong>. Po drugie musisz <strong>skupić swoją uwagę na działaniu a nie na sobie</strong>. Gdy walczysz ze swoimi emocjami czy myślami, jesteś skupiony na sobie, a nie na świecie zewnętrznym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/samodyscyplina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przestań marzyć o szczęściu, skup się na życiu</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/przestan-marzyc-o-szczesciu-skup-sie-na-zyciu/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/przestan-marzyc-o-szczesciu-skup-sie-na-zyciu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Jul 2009 06:04:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[depresja]]></category>
		<category><![CDATA[energia]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[nerwica]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[szczęście]]></category>
		<category><![CDATA[wybór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=276</guid>
		<description><![CDATA[Niektórzy ludzie, gdy ich poprosić o listę marzeń mówią: marzę o tym by być szczęśliwym. Albo mówią: marzę o tym by się dobrze czuć, lepiej niż teraz. Marzę by być zdrowy i zadowolonym z życia. Niektórzy mówią to nawet z poczuciem jakiegoś wyższego stopnia rozwoju psychicznego. Hej, patrzcie – zdają się mówić – jestem poza te wszystkie małe i przyziemne rzeczy, wiem, co jest najważniejsze.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niektórzy ludzie, gdy ich poprosić o listę marzeń mówią: <em>marzę o tym by być szczęśliwym</em>. Albo mówią: <em>marzę o tym by się dobrze czuć, lepiej niż teraz. Marzę by być zdrowy i zadowolonym z życia. </em>Niektórzy mówią to nawet z poczuciem jakiegoś wyższego stopnia rozwoju psychicznego. Hej, patrzcie – zdają się mówić – jestem poza te wszystkie małe i przyziemne rzeczy, wiem, co jest najważniejsze.</p>
<p>Owszem, szczęście i dobre samopoczucie, to coś, o czym każdy marzy. Jednak nigdy nie można go osiągnąć poprzez bezpośrednie dążenia. Jest dokładnie tak, jak stwierdził Aldous Huxley:</p>
<blockquote><p>Szczęścia nie osiąga się poprzez celowe dążenia do szczęścia. Jest ono produktem ubocznych innych dążeń.</p></blockquote>
<p>Chcesz być szczęśliwym? Zapomnij o szczęściu. Zajmij się dążeniem do jakiegoś konkretnego celu. Do czegoś, co leży poza tobą. Przestań dreptać w kółko, wokół własnego ogona.</p>
<p>Ktoś, kto twierdzi, że jego jednym marzeniem jest szczęście jest nie tylko egoistą, ale osobą, która prawdopodobnie funkcjonuje na granicy zdrowia psychicznego. Marzenia o szczęściu i dobrym samopoczuciu są typowe dla ludzie cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia nerwicowe. O czym marzą takie osoby? By wreszcie poczuć się lepiej, by pozbyć się lepiej, by pozbyć się lęków, by móc „normalnie żyć”.</p>
<p>Każda ich myśl, każde marzenie obraca się wokół nich samych. To <em>ja</em> straszenie cierpię, to <em>ja</em> strasznie pragnę szczęścia, to <em>ja</em> muszę coś zrobić. Poza „<em>ja</em>” nie istnieje żaden świat. Idą do psychologa, a psycholog najczęściej pogłębia ich krążenie wokół własnego ogona. Jeszcze głębiej zajmują się analizą siebie, swoich przeżyć i swoich uczuć. Robi się błędne koło. Im bardziej skupiam się na swoich przeżyciach, tym mniej widzę świata poza. Im lepiej widzę swoje wnętrze, tym bardziej czuję, że coś ze mną jest nie tak, że coraz bardziej cierpię.</p>
<p>Tymczasem ludzie, którzy się samorealizują, którzy potrafią czerpać z życia radość i którzy po prostu są szczęśliwi, zawsze skupiają swoją uwagę na zewnątrz.</p>
<blockquote><p>Jeżeli szukasz naprawdę szczęśliwego człowieka, znajdziesz go budującego łódź, komponującego symfonię, wychowującego syna, hodującego podwójne dalie w swoim ogrodzie lub szukającego jaja dinozaura na pustyni Gobi. (W. Béran Wolfe)</p></blockquote>
<p>Tacy ludzie dążą do czegoś co jest poza nimi. Spalają się w tym dążeniu. To, czy są szczęśliwi czy nie, mniej ich obchodzi niż to, czy uda im się zrobić, to co im się marzy.</p>
<p>I właśnie wtedy, podczas skupionego dążenia do celu, jaki leży poza nimi, podczas zdobywania szczytu, podczas budowy domu, podczas pisania książki, podczas wychowywania dzieci, bez żadnych specjalnych wysiłków przychodzi szczęście i spełnienie.</p>
<p>Skupienie na sobie sprawia, że zwykli ludzie zmieniają się w neurotyków. Jak stwierdził kiedyś Dali:<em>O</em><em>d wariata różnię się tylko tym, że nim nie jestem. </em>Czym ja się różnię od człowieka powiedzmy z depresją? Przykro mi, ale tylko tym, że nie robię problemu z tego co czuję. Ponieważ mam cel, który leży na zewnątrz, nie robię takiej afery z tego, czy akurat czuję się przygnębiony czy nie. Oczywiście nie czuję tego co człowiek z depresją. Ale tylko dlatego, że błędne koło emocji i ich unikanie nie zdążyło się rozwinąć.</p>
<p>Wiem: <em>ależ to jest niezgodne z zasadami psychologii! Człowiek musi być świadomy swoich uczuć, mieć z nimi kontakt, itp</em>. Tak mówią ludzie, którzy nieco liznęli psychologii. Kontakt ze swoimi uczuciami jest czymś zupełnie innym. Mieć kontakt – owszem, zamykać się w tym świecie – nie. To oczywiście jest także zupełnie niezgodne z polityką koncernów farmaceutyczych, które produkują leki polepszające nastrój i chcą wmówić wszystkim, że każdy smute, lęk czy pogorszenie  nstroju, to problem, który trzeba leczyć.</p>
<p>Przestań krążyć wokół tego jak się czujesz, czy jak się będziesz czuć. Jest świat poza tobą. Obudź swoje marzenie. Znajdź coś do czego możesz dążyć, co nie jest twoim samopoczuciem. Bądź pewny, że nikt kto dążył tylko do tego by osiągnąć szczęście i dobrze się czuć nigdy nie osiągnął satysfakcji.</p>
<p>Czego chcesz? Co się pociąga? Co chcesz mieć? Co chcesz zrobić? Gdzie chcesz być?</p>
<p>Jesteś w stanie dążyć do celu, nawet wtedy gdy czujesz całą górę negatywnym emocji. Przestań z nich robić problem. Każdy czuje lęk. Każdy od czasu do czasu czuje dokładnie to, co ludzie z depresją. Każdy ma od czasu do czasu ochotę się poddać. Nie jesteś wyjątkiem. Dopuść to do świadomości i idź dalej.</p>
<p>Jest świat na zewnatrz ciebie. Całkiem wspaniały. Rozejrzyj się wokół. Wyjdź na zewnątrz. Szkoda czasu na siedzenie w środku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/przestan-marzyc-o-szczesciu-skup-sie-na-zyciu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Siedem zasad prostego życia z celem</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/siedem-zasad-prostego-zycia-z-celem/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/siedem-zasad-prostego-zycia-z-celem/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Jul 2009 10:50:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[akceptacja]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[opór]]></category>
		<category><![CDATA[pasja]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>
		<category><![CDATA[uważność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/siedem-zasad-prostego-zycia-z-celem/</guid>
		<description><![CDATA[Siedem zasad, które ostatnio są dla mnie ważne. We większości zaczerpnięte od Shomo Morita, który stał się ostatnimi czasy kimś w rodzaju przewodnika. 
Być może któraś z tych zasad będzie pomocna także dla ciebie. Mnie pozwalają wyzwolić się z głupiej gonitwy opierającej się na fałszowaniu rzeczywistości i ściganiu własnego ogona.
Pierwsza. Przyjmuję wszystko co się dzieje wewnątrz mnie... ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedem zasad, które ostatnio są dla mnie ważne. We większości zaczerpnięte od Shomo Morita, który stał się ostatnimi czasy kimś w rodzaju przewodnika.</p>
<p>Być może któraś z tych zasad będzie pomocna także dla ciebie. Mnie pozwalają wyzwolić się z głupiej gonitwy opierającej się na fałszowaniu rzeczywistości i ściganiu własnego ogona.</p>
<p><strong><em>Pierwsza. Przyjmuję wszystko co się dzieje wewnątrz mnie.</em></strong> Nie ukrywam się przed niczym, co zechce pojawić się w mojej świadomości. Nie udaję przed sobą, że nie mam jakichś emocji. Np. nie udaję, że jestem pełny siły, gdy nie jestem. Nie udaję, że mam doskonały humor, gdy czuję smutek. Nie udaję spokoju, gdy wewnątrz czuję złość. Przyjmuję wszystko co zechce się we mnie pojawić. Otwarcie przyjmuję zarówno emocje przyjemne jak i nieprzyjemne. Otwieram na nie cierpliwą i wyrozumiałą uważność.</p>
<p><strong><em>Druga: Porzucam nadzieję na zmianę swoich myśli i odczuć. </em></strong>Porzucam poczucie odpowiedzialność za emocje i myśli jakie odczuwam. Porzucam oczekiwania na to bym się stał innym człowiekiem, bym miał inne myśli, odczucia, wyobrażenia, bym w inny sposób wyglądał, miał inne ciało czy inaczej mówił. Mam to, co powinienem mieć. Próby jakichkolwiek zmian siebie przez siłę woli są nieskuteczne. Mogę tylko <em>usiłować </em>zmienić swoje odczucia, ale nie mogę ich zmienić. Nie jestem odpowiedzialny za emocje i myśli jakie do mnie przypływają. Np. myśl: <em>to co robię jest bez sensu, </em>nie jest moją winą i nie muszę jej na gwałt zmieniać. Nie jest moją winą smutek, złość czy zagmatwanie. Tak samo jak nie jest moją winą stan nieba za oknem – to czy są na nim chmury czy słońce.</p>
<p><strong><em>Trzecia: Przyjmuję pełną odpowiedzialność za wszystkie moje działania.</em></strong> Jestem odpowiedzialny za wszystkie moje czyny, niezależnie od tego jak się czuję. To jakie myśli przychodzą mi do głowy oraz jakie emocje czuję, nigdy nie jest wytłumaczeniem zaniechania jakiegoś działania czy zrobienia czegoś, czego nie powinienem robić. Gdy człowiek spowoduje wypadek wjeżdżając na czerwone światło, to, że czuł pośpiech nie jest okolicznością łagodzącą. Każdy z nas, codziennie robi setki rzeczy na które nie ma żadnej ochoty – chodzimy do dentysty, wstajemy wcześnie rano, witamy się ze zrzędzącym sąsiadem, płacimy podatki, itp. Nikt z tego nie robi problemu. Mówienie „<em>ale ja się bardzo bałem</em>” nie wyleczy zepsutych zębów. Jestem w pełni odpowiedzialny za wszystkie moje działania, niezależnie od tego co czuję. Jeżeli nie mam najmniejszej ochoty wymyć garów, nie jestem odpowiedzialny za to ile zapału czuję do mycia garów, ale jestem w pełni odpowiedzialny za to, czy gary są wymyte czy nie.</p>
<p><strong><em>Czwarta: Pozwalam sobie dostrzec świat wokół mnie. </em></strong>Przestaję utrzymywać skupienie uwagi na mnie samym – moich odczuciach czy myślach. Utrzymywanie uwagi na sobie samym jest jak skupianie się na szybie, zamiast na widoku za nią. Zza najbrudniejszej szyby można zobaczyć wspaniały widok a przez najbardziej czystą taflę niczego można nie zobaczyć. Gdy tylko mogę skupiam swoją uwagę na tym, co mnie w danej chwili otacza – na innych ludziach, niebie, powietrzu&#8230;. Świat za oknem jest ciekawszy niż samo okno. To moje złe nawyki trzymają mnie skupionego na własnym nosie. Pozwalam sobie na to by skupić się na świecie za oknem. Gdy mój wzrok znowu skupia się na brudach za oknem (lub pięknych ornamentach), dostrzegam je a następnie patrzę co jest ciekawego poza nimi.<strong><em> </em></strong></p>
<p><strong><em>Piąta: Pamiętam o swoim marzeniu i celach</em></strong>, choćby nie wiem jak wydawały mi się nierealne, odległe czy śmieszne. Zadaję sobie pytanie: <em>Co teraz jest moim celem? Do czego teraz dążę? </em>Gdy piszę staram się przypominać sobie po co to piszę. Jaki problem chcę rozwiązać. Jakiej rozrywki chcę dostarczyć. Komu chcę pomóc. <em>Co jest moim celem? </em></p>
<p><strong><em>Szósta: Skupiam się na kolejnym kroku. </em></strong>W każdej chwili mogę zrobić jeden mały krok do przodu. Jeżeli znam swój cel, mogę skupić się na kolejnym kroku. Nie mogę zrobić wszystkiego od razu. Skupiam się na tym, co mam pod nosem. Nie czekam, aż zmienią się warunki, ktoś mi pomoże, lepiej się poczuję czy wreszcie nauczę się wszystkiego, czego powinienem umieć. <em>Wszystko, co mogę teraz zrobić, to&#8230;&#8230;.. </em>Nie jest ważne co mogą zrobić inni by mi pomóc. Nie jest ważne, co mogę zrobić kiedyś, w przyszłości. Ważne jest to, <strong><em>co ja mogę zrobić teraz . </em></strong></p>
<p><strong><em>Siódma: Rezygnuję, dopiero gdy mi się uda. </em></strong>Jestem osobą, która łatwo się wycofuje. Często czuję, że to co robię nie ma sensu. Często zabieram się za coś innego, bo wydaje mi się, że odniosłem totalną porażkę. Potem okazuje się, że wcale tak źle nie było. To wszystko tylko myśli i odczucia. Nie jest ważne dlaczego i skąd się wzięły. Szkoda czasu na ich leczenie i analizę. Wiem, że są po prostu jak stara zrzędząca baba, która chce mnie zepchnąć z mojej drogi. Mówi tym głośniej im bardziej chcę ją zagłuszyć. A gdy robię swoje mimo jej zrzędzenia, cichnie. Tak, zmienię swoje cele, wycofam się, zrezygnuję – ale dopiero gdy uda mi się to do czego dążę.</p>
<p><em>Która z zasad wydaje ci się przydatna? Którą stosujesz? Którą warto zastosować? Której nie mógłbyś stosować? </em></p>
<p>Nową notkę opublikuję dopiero po tym, jak zbierzemy tu siedem komentarzy <img src='http://www.energiawewnetrzna.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/siedem-zasad-prostego-zycia-z-celem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marzenie w zasadzie bez szans na realizację</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zrealizowane-marzenie/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zrealizowane-marzenie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jul 2009 10:15:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[historie]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[pasja]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[porażki]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=250</guid>
		<description><![CDATA[Czasem marzenie jest czymś, o czym staramy się zapomnieć. Czymś, co odsuwamy od siebie, tak długo, jak tylko się da. Wizja wydaje się zbyt nierealna. Logicznie rzecz biorąc nie powinniśmy mieć szansy na to, by ją zrealizować. Jak tam u ciebie? Czy jeszcze masz takie marzenie? Marzenie, którego nieco boisz się mieć? Coś, co jest zbyt nierealne by próbować? Dziś, zbyt nierealne.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gilbert Kaplan miał 24 lata i był jednym z wielu dobrze zapowiadających się ekonomistów pracujących na nowojorskiej giełdzie.</p>
<p>Jeden z jego kolegów, pewnego dnia zaproponował:</p>
<p>- Może byś się wybrał ze mną na koncert do Carnegie Hall? W składzie orkiestry będzie nauczyciel mojego dziecka.</p>
<p>Gilbert z chęcią się zgodził. Lubił muzykę poważną. Jako dziecko uczył się nawet gry na fortepianie. W Carnegie Hall mieli grać II Symfonię Mahlera „Zmartwychwstanie”. Wolałby coś, co znał – Beethovena, Mozarta czy Bacha. Wszedł do sali koncertowej obojętny, bez żadnych specjalnych oczekiwań.</p>
<p>Wyszedł oszołomiony. Muzyka poruszyła go do szpiku kości. Nie mógł przestać o niej myśleć. Wspomina:</p>
<blockquote><p>Poczułem się jakby przebiegła przeze mnie błyskawica. Muzyka objęła mnie wokół swoimi ramionami i nigdy mnie nie puściła.</p></blockquote>
<p>Zamarzył by znaleźć się w środku. Wywoływać ją ruchami dłoni. Pozwolić jej przepływać przez siebie. Słowem, poprowadzić orkiestrę.</p>
<p>Marzenie dosyć powszechne. Nie ma chyba melomana, który by nie dyrygował swojemu odtwarzaczowi gdy nikt nie widzi. W rzeczywistości jednak wymachiwanie rękoma i podrygiwanie w rytm nagrania, nie ma wiele wspólnego z dyrygowaniem. Gdy przyjrzysz się temu co robi dyrygent, zauważysz, że jego ręce często wyprzedzają muzykę. Gdy np. pokazuje mocne uderzenie w kotły, przez chwilę nic nie słychać. Muzyk, nawet gdy ma pałki w pogotowiu, musi je jeszcze opuścić. Uderzenie słuchać zatem po chwili. Pokazując co będzie za chwilę, maestro równocześnie słucha uważnie tego, co się dzieje teraz. Gdy trzeba spowalnia albo przyśpiesza, gdy trzeba wycisza lub podgłaśnia. Musi także pamiętać o tym, co będzie za jakiś czas i z góry dać sygnał odpowiednim muzykom. Do tego dochodzi ciężka praca przed koncertem. Trzeba dać szczegółowe wskazówki i opanować muzyków (najczęściej zakompleksionych, złośliwych, przemądrzałych i niesamowicie biegłych). Prowadzenie orkiestry symfonicznej to naprawdę trudna sztuka. A prowadzenie orkiestry grającej II Symfonię Mahlera to cztery razy trudniejsza sztuka. Ponad stu muzyków, do tego prawie dwustuosobowy chór. Dwóch solistów. Prawie dziewięćdziesiąt minut muzyki.</p>
<p>Ponieważ sprawa była niemożliwa do zrealizowania, Kaplan zajął się ekonomią. Założył miesięcznik poświęcony inwestowaniu i osiągnął ogromny sukces. W ciągu następnych kilkunastu lat został milionerem oraz osobą o dużej reputacji w swojej branży.</p>
<p>Jednak jego miłość do symfonii Mahlera tak łatwo się nie poddała. Powoli przeradzała się w obsesję. Słuchał nagrań, jeździł na koncerty, zbierał pamiątki po Mahlerze, czytał co mógł. Ale to wszystko było za mało.</p>
<p>Po piętnastu latach, do czterdziestoletniego przedsiębiorcy dotarło że ma dwie możliwości. Może spróbować coś zrobić, albo może tylko mieć marzenie.</p>
<p>Pierwsza możliwość była bardzo ryzykowna. Łatwo zrobić z siebie głupca. Poważny inwestor i przedsiębiorca zabiera się za dyrygowanie. Bez żadnego wykształcenia muzycznego, bez doświadczenia, porywa się na Mahlera. Kolejny bogacz, któremu pieniądze przewróciły w głowie. Kolejny niedojrzały facet, który zamiast robić swoje, jak mały chłopczyk żyje dziecięcymi marzeniami. To nie byłby najlepszy zabieg z punktu widzenia PR-u.</p>
<p>A co będzie, jak nie wyjdzie? Co będzie jak muzycy nie będą słuchali? Jak każdy zacznie grać swoje i zamiast symfonii rozlegnie się chaos?</p>
<p>Czy nie lepiej zostać przy machaniu rękami przed drogim sprzętem hi-fi? Dźwięk jest przecież jeszcze lepszy niż w filharmonii. Po co ryzykować reputację?</p>
<p>Ale druga możliwość też wiązała się z ryzykiem. Kaplan mówi:</p>
<blockquote><p>W życiu zawsze jest ryzyko, które podejmujesz lub nie. W moim przypadku były tylko dwa rodzaje ryzyka. Pierwsze, że zrobię z siebie głupca. Drugie, dla mnie znacznie większe, że przez całe życie będę zastanawiać się co by było, gdyby spróbował. Nie mogłem zdobyć się przez lata. Byłem zbyt przerażony by się odważyć. Ale w końcu&#8230;</p></blockquote>
<p>…w końcu zdecydował się spróbować. Zbliżała się rocznica założenia jego czasopisma. Postanowił choć raz poprowadzić orkiestrę. Plan był prosty. Wynająć orkiestrę, zaprosić znajomych i wykonać ukochaną symfonię.</p>
<p>Wystarczy się przygotować. Po pierwsze partytura. Bagatela, dwieście dziewięć stron zapełnionych nutami. Wspomina:</p>
<blockquote><p>Gdy zacząłem się uczyć, czułem, że nie robię żadnych postępów. Ucząc się przez dwa tygodnie, po dziewięć godzin dziennie, opanowałem zaledwie czternaście stron. To było zniechęcające. Ale wtedy uświadomiłem sobie, że przecież uczę się jednej strony dziennie. Nauka zajmie mi dwieście dziewięć dni. Kawałek po kawałku, ale robiłem postępy. To dało mi poczucie pewności.</p></blockquote>
<p>Nie wystarczała znajomość nut. Kaplan, na prywatnych lekcjach uczył się także dyrygentury. Przygotowanie zajęło mu dziewięć miesięcy codziennej pracy po pięć – dziewięć godzin. Później mówił:</p>
<blockquote><p>Gdybym wiedział, jakie to trudne, nigdy bym się na to nie odważył. Coś ci mówi idź do przodu podczas gdy logika mówi: nie rób tego. To tak jak z trzmielem. Od strony aerodynamicznej trzmiel nie jest zdolny do tego by latać. Jego waga, rozpiętość skrzydeł, to wszystko sprawia, że nie powinien nawet próbować. Ale o tym nie wie. I jakoś lata.</p>
<p>Lepiej podjąć ryzyko niż żyć z wyrzutami. Zawsze możesz zrobić więcej niż ci się wydaje. Największym problemem jest po prostu zacząć. Po prostu spróbuj. Zawsze możesz zrezygnować. To niesamowite jak niewiele osób próbuje cokolwiek zrobić, bo boją się uczynić pierwszy krok.</p></blockquote>
<p>Pierwsze wykonanie II Symfonii pod batutą Kaplana było sukcesem. Do dziś Kaplan pracował z ponad trzydziestoma orkiestrami. Zaproszono go nawet na prestiżowy festiwal w Salzburgu, gdzie prowadził Londyńską Orkiestrę Symfoniczną. Od publiczności otrzymał niespotykaną, dziesięciominutową owację na stojąco. Płyty z jego wykonaniem symfonii, stały się bestsellerami.</p>
<p>Trzmiel, mimo, że nie powinien, poleciał. Niektórzy muzycy narzekają, że wykonania Kaplana nie są tak wielkie jak uważa publiczność i krytycy. Że sprawa jest rozreklamowania. Być może mają rację. Trzmiel nie jest owadem, który lata najpiękniej. Ale w odróżnieniu od narzekających, lata.</p>
<p><strong>Czasem marzenie jest czymś, o czym staramy się zapomnieć. Czymś, co odsuwamy od siebie, tak długo, jak tylko się da. Wizja wydaje się zbyt nierealna. Logicznie rzecz biorąc nie powinniśmy mieć szansy na to, by ją zrealizować. Jak tam u ciebie? Czy jeszcze masz takie marzenie? Marzenie, którego nieco boisz się mieć? Coś, co jest zbyt nierealne by próbować? Dziś, zbyt nierealne, ale jutro&#8230; wszystko zależy od tego co dziś zrobisz.</strong></p>
<hr size="1" /><strong>Źródła cytatów:</strong></p>
<ul>
<li><a href="http://www.charlierose.com/view/interview/5790">Wywiad Charilego Rose (wideo)</a></li>
<li><a href="http://www.time.com/time/magazine/article/0,9171,984945,00.html">Time Magazine</a></li>
</ul>
<hr size="1" />Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zrealizowane-marzenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka wyborów</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/sztuka-wyboru/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/sztuka-wyboru/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Jun 2009 13:18:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[pracuję nad....]]></category>
		<category><![CDATA[afirmacje]]></category>
		<category><![CDATA[cel]]></category>
		<category><![CDATA[intencja]]></category>
		<category><![CDATA[marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[obawy]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[prawo przyciągania]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=235</guid>
		<description><![CDATA[Poprzednio narzekałem trochę na afirmacje. Robiąc to, gdzieś tam w tyle głowy czułem jak może rosnąć niezadowolenie tych, którzy są zafascynowani pozytywnym myśleniem czy „prawem przyciągania”. Jak inaczej można coś zmienić w swoim życiu? Całe szczęście jest wiele różnych narzędzi i technik, które można stosować zamiast. Dziś o decyzji. Gdy ją podejmujesz nie musisz uciekać od tego, co czujesz. A nawet więcej – powinieneś brać to pod uwagę. Gdy dokonujesz wyboru twoja świadomość się poszerza a nie zawęża. W tym tekście znajdziesz cztery proste kroki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>To nie burdel…</h3>
<p>Poprzednio narzekałem trochę na afirmacje. Robiąc to, gdzieś tam w tyle głowy czułem jak może rosnąć niezadowolenie tych, którzy są zafascynowani pozytywnym myśleniem czy „prawem przyciągania”.</p>
<p>Faktem jest, że przez ostatni rok zmienił mi się trochę podgląd na istotę skutecznego działania i zdrowia psychicznego. Jakiś czas temu byłem świadkiem takiej rozmowy:</p>
<p>Psycholog: Co byś chciała osiągnąć? Jakie masz cele?</p>
<p>Klientka: Chciałabym się poczuć lepiej niż teraz.</p>
<p>Psycholog: To nie jest burdel i nie mogę ci tego obiecać.</p>
<p>Klientka: eeee…</p>
<p>Brutalne, ale prawdziwe. Psychologia, terapia czy ogólnie rozwój, to nie burdel byś miał po wyjściu zawsze czuć się dobrze.</p>
<p>Rozwój boli. Jeżeli nie, to znaczy, że się nie rozwijasz.</p>
<p>Można się na ten temat długo rozwodzić. Nie będę. Postraszę tylko. Arnold Mindel, twórca terapii zorientowanej na proces (której kiedyś byłem ogromnym fanem), napisał coś co niestety jest prawdą:</p>
<blockquote><p>Całkowite rozluźnienie i eliminowanie myśli tworzących napięcia może być czymś wielce niezdrowym…wypieranie napięć poprzez relaksowanie się, rozmasowywanie czy wizualizowanie często <strong>poprzedza zachorowania na różnego rodzaju nowotwory</strong>. Napięcia, tak jak wszystkie inne procesy nie znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki, choć na krótki okres można je usunąć ze świadomości. Wyparte, czy rozluźnione napięcie nie znikają</p>
<p>Czy rzeczywiście musimy programować nasze umysły, aby się „rozluźniły”? Dlaczego mamy „zastępować stare myśli nowymi wyobrażeniami? Chociaż takie recepty są proste w użyciu, to jednak mogą szkodzić poprzez tworzenie chorób.</p></blockquote>
<p>Mówiąc wprost, gdy wypierasz negatywne emocje, możesz tego nie przeżyć. Obawiam się, że gdyby ktoś zabrał się za badanie konsekwencji zdrowotnych pewnych radosnych terapeutów, musieliby pójść do więzienia.</p>
<p>Im starszy jestem, tym bardziej jestem tego świadomy i z tym mniejszą ochotą robię ludziom „dobrze”.</p>
<h4>Umiar</h4>
<p>Staram się jednak zachować umiar. Łatwo wpaść w odwrotną przesadę i skazywać ludzi na niepotrzebne i bolesne wglądy i cierpienia. To nie jest tak, że możemy się tylko poddać i użalać się nad sobą. Stosowanie afirmacji jest ryzykowne, ale czasem, lepiej je zastosować niż tkwić w miejscu, użalając się nad sobą.</p>
<p>Jest wiele różnych narzędzi i technik, które można stosować. Dziś chciałbym napisać o decyzji. Jestem bardzo ciekawy, co o niej myślicie. Czy ta procedura do czegoś może się przydać?</p>
<h4>Decyzje a afirmacje</h4>
<p>Z jednej strony <em>decyzje </em>i <em>afirmacje </em>są do siebie podobne. Jedne i drugie stosujemy wtedy, gdy czujemy, że coś idzie nie tak. Jedne i drugie opierają się na powtarzaniu. Afirmacje trzeba powtarzać, wybory trzeba ponawiać. Jednak w rzeczywistości, są to skrajnie odmienne strategie. Podstawowa różnica dotyczy tego, co dzieje się z naszymi emocjami i świadomością.</p>
<p>Afirmacje stosujesz po to, by czuć się dobrze. Twoim celem jest pozbyć się tego, co niewygodne. Starasz się jak najszybciej zastąpić to, co czujesz czymś innym. Starasz się nie myśleć o swoje słabości, bezradności czy porażce. Odcinasz swoje emocje i usuwasz je w kąt.</p>
<p>W efekcie pogarszasz swój kontakt z rzeczywistością. Zamiast np. przyjrzeć się sytuacji, w jakiej się znajdujesz (za oknem pada deszcz i trzeba wziąć parasol), starasz się odwrócić od niego uwagę i przywołać do pamięci coś miłego (zobaczyć w wyobraźni piękne słoneczne niebo). Wszystko jest fajnie, dopóki nie wyjdziesz na zewnątrz.</p>
<p>Afirmacje okrajają świadomość doznań. Wiele ze stłumionych emocji, wcale nie znika, ale przechodzi do podziemia. Trzymanie ich tam – już wiemy &#8211; może być bardzo groźne.</p>
<p>Inaczej jest, gdy podejmujesz decyzję. Nie musisz uciekać od tego, co czujesz. A nawet więcej – by podjąć decyzję musisz to brać pod uwagę.</p>
<p>Gdy dokonujesz wyboru (lub go ponawiasz) twoja świadomość się poszerza. Zawsze przecież wybierasz z czegoś. Dopiero, gdy uświadomisz sobie różne możliwości, możesz wybrać. Każdy wybór pozwala zatem na poszerzenie świadomości siebie i świata.</p>
<h4>1. Gdzie jestem?</h4>
<p>Decyzję czasem podejmujemy w sposób automatyczny, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, co robimy. Czasem jednak coś się zacina. Dlatego warto rozłożyć ją na elementy. To trochę sztuczne, ale ułatwia ćwiczenie.</p>
<p>Krok pierwszy to coś, czego, którego brakuje osobom poprawiającym sobie samopoczucie. Możesz zadać sobie pytanie:</p>
<ul>
<li>Gdzie teraz jestem?</li>
<li>Co teraz czuję?</li>
<li>Co się teraz ze mną dzieje?</li>
</ul>
<p>Bez tego pytanie możemy nieświadomie grzęznąć w różnego rodzaju działania, które nie biorą pod uwagę aktualnej sytuacji.</p>
<p>Kilka dni temu jechałem samochodem. Z tyłu na foteliku spała moja córka. Nagle jakiś kretyn zaczął zajeżdżać mi drogę. Nawet się nie spostrzegłem, a zacząłem z nim rywalizować. Zareagowałem automatycznie i zacząłem podejmować automatyczne decyzje. Całe szczęście szybko zadałem sobie pytanie: <em>co się ze mną dzieje? </em>Odpowiedź był prosta: <em>czuję złość, zaczynam się ścigać. </em></p>
<p>To pytanie jest po to, by uruchomić proces decyzyjny. Nie chodzi o to, by cały czas być skupionym na sobie. Gdy jednak nie potrafimy go sobie zadawać, ryzyko polega na tym, że możemy nieświadomie angażować się w jakieś zachowanie, aż na wybór będzie za późno.</p>
<p>Gdy siedziałem za kierownicą, odpowiedź zajęła mi ułamek sekundy. Może się jednak zdarzyć, że pytanie będzie wymagać więcej czasu. Mój znajomy przyjechał na kilka dni do Krakowa. Spędziliśmy razem pierwszy dzień. Pod koniec przeprosił mnie i powiedział, że nie chciałby spotykać się ze mną następnego dnia. Ponieważ Kraków działa na niego refleksyjnie postanowił poświęcić ten czas na przyjrzenie się swojemu życiu. Okazało się, że to była jego standardowa praktyka. Co pewien czas jechał w miejsce, które lubił i włócząc się bez planu, przez cały dzień zadawał sobie pytanie „gdzie jestem?”.</p>
<p>Może się też zdarzyć, że aby odpowiedzieć na to proste pytanie będziesz potrzebować jeszcze więcej czasu i wysiłku. Na przykład kilka sesji z terapeutą.</p>
<h4>2. Gdzie chcę być?</h4>
<p>Od razu, gdy uświadomisz sobie, co się z tobą dzieje, zadaj sobie pytanie o to, do czego dążysz. Wybierz taką formę pytania, która ci najbardziej pasuje, na przykład:</p>
<ul>
<li>Co jest teraz najważniejsze?</li>
<li>Na czym naprawdę mi zależy?</li>
<li>Czego naprawdę pragnę?</li>
<li>Co jest teraz dla mnie ważne?</li>
<li>Jak jest moja kluczowa intencja w tym momencie?</li>
</ul>
<p>Podobnie, jak w poprzednim punkcie, odpowiedź może zająć ułamek sekundy. Siedząc za kierownicą od razu odpowiedziałem sobie <em>dowieźć bezpiecznie dziecko.</em></p>
<p>Nieco dłużej zajmuje mi znalezienie odpowiedzi na to pytanie, gdy np. czuję tremę przed zajęciami. Czy zależy mi najbardziej na tym, by dobrze wypaść? A może ważniejsze jest to, by dać ludziom jak najwięcej? A może by ułatwić im wymianę wiedzy między sobą?</p>
<p>Jeszcze więcej czasu może zająć odpowiedź na to pytanie, np. w kontekście firmy. Gdy np. pracujesz jako przełożony, ciągle musisz zadawać sobie to pytanie. Ma one często formę:</p>
<ul>
<li>Co mogę zrobić tylko ja?</li>
<li>Po co tu jestem?</li>
</ul>
<p>Gdy nie potrafisz na to odpowiedzieć, grozi ci, że zaczniesz wykonywać zadania swoich podwładnych, a właściwa praca, jakiej nikt inny nie może wykonać, nie zostanie zrobiona.</p>
<p>Ten punkt przywołuje twoje kluczową intencję. Możesz mieć wiele przeciwstawnych celów. Możesz chcieć się zapaść pod ziemię, odpocząć, przestać czuć napięcie, ale równocześnie zmienić coś w swoim życiu, uwolnić się od napięcie, itp. Każdy z tych celów jest ważny, ale razem wywołują poczucie słabości.</p>
<p>Jeszcze więcej wysiłku, może ci znaleźć odpowiedź na to pytanie, gdy jesteś w jakimś martwym punkcie. Gdy czujesz się zagubiony czy pozbawiany energii. Wtedy, to pytanie może brzmieć: <em>Czego chcę od życia? </em>lub <em>Co chcę w swoim życiu osiągnąć?. </em></p>
<p>Zwróć uwagę, że są to pytania o jedną rzecz. O, to co teraz, w chwili gdy zadajesz sobie to pytanie jest najważniejsze. Nie w teorii, nie w przyszłości, nie w ogóle.</p>
<h4>3. Co wybieram?</h4>
<p>Czasem w różnego rodzaju zbiorkach afirmacji można spotkać sformułowanie typu: <em>wybieram powodzenie. </em></p>
<p>Nie o to chodzi. Wyboru dokonuje się, jak mówi słownik „spomiędzy pewnej liczby osób, rzeczy”. Potrzebujesz minimum dwóch rzeczy. Nie jesteś w stanie niczego wybrać, jeżeli droga, przed którą stoisz się nie rozgałęzia. Wyboru możesz dokonać tylko na rozdrożu. Jeżeli nie widzisz alternatyw, wybór jest tylko figurą językową, a nie wewnętrznym doświadczeniem.</p>
<p>Jeżeli odpowiedziałeś sobie na dwa powyższe pytania (<em>gdzie jestem</em> oraz <em>gdzie chcę być</em>), łatwo ci znaleźć rzeczy, z których wybierasz.</p>
<p>Stawiając się przed wyborem, uświadamiasz sobie wymiar, na którym twoje życie się opiera. Każdy z nas różni się tym, jakimi wymiarami się posługuje. Dla jednej osoby kluczowe znacznie może mieć np. wymiar <em>sympatyczny – niesympatyczny, </em>czy <em>otwarty na innych – zamknięty na innych. </em>Dla kogoś innego kluczowe będzie rozróżnienie <em>pewny siebie – niepewny siebie</em> czy <em>powierzchowny – głęboki. </em>Mamy oczywiście wiele takich wymiarów (<em>konstruktów</em> czy <em>schematów ja</em>, jak je nazywają różne teorie). Co więcej możemy je zmieniać i rozwijać w trakcie życia.</p>
<p>Jeżeli już posiadamy jakiś wymiar, to znaczy, że dysponujmy zasobami, jakie pozwalają nam funkcjonować na jego obydwu biegunach. Jeżeli twój umysł stworzył danego rodzaju wymiar, to znaczy, że dysponuje odpowiednią ilością doświadczeń i informacji, dzięki którym może funkcjonować tak lub tak.</p>
<p>Gdy uświadomisz sobie wybór, łatwiej ci będzie te zasoby przywołać. Oto kilka przykładowych wyborów:</p>
<ul>
<li>Mogę <em>siedzieć i użalać się nad sobą</em>, lub <em>mogę coś z tym zrobić</em>.</li>
<li>Mogę <em>być kimś, kto dławi rozmowę</em>, lub mogę <em>być uważnym słuchaczem. </em></li>
<li>Mogę <em>być nieobecnym rodzicem</em>, lub <em>kimś, kto ma z nim dobry kontakt</em>.</li>
<li>Mogę <em>się wycofać </em>lub <em>znieść przeciwności i doprowadzić moje przedsięwzięcie do końca. </em></li>
</ul>
<p>Gdy sobie uświadomisz wymiar, na którym dokonujesz wyboru, powiedz sobie na głos (lub) zapisz, co wybierasz.</p>
<h4>4. Co mogę zrobić?</h4>
<p>Najczęściej, gdy dokonasz wyboru, działanie pojawi się samo. Automatycznie zmieni się twój sposób poruszania się, oddychania czy myślenia. Wybór celu i sposobu działania uruchamia nasze wewnętrzne zasoby.</p>
<p>Nie jest to jednak regułą. Czasem warto jeszcze zadać sobie pytanie:</p>
<ul>
<li>Co mogę teraz zrobić?</li>
</ul>
<p>Wybór polega najczęściej na tym, by działać mimo tego jak się czuję – mimo tego, że czuję się bezradny czy zawstydzony, zmęczony&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/sztuka-wyboru/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie noś się ze swoim marzeniem zbyt długo</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/nie-nos-marzenia-zbyt-dlugo/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/nie-nos-marzenia-zbyt-dlugo/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 May 2009 12:42:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[historie]]></category>
		<category><![CDATA[determinacja]]></category>
		<category><![CDATA[energia]]></category>
		<category><![CDATA[Hagakure]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[szybkość]]></category>
		<category><![CDATA[wybór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=180</guid>
		<description><![CDATA[Był sobie kiedyś człowiek, który znalazł żyłę złota. Szybko zamaskował swoje odkrycie i poszedł dowiedzieć się, do kogo należy ziemia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Był sobie kiedyś człowiek, który znalazł żyłę złota. Szybko zamaskował swoje odkrycie i poszedł dowiedzieć się, do kogo należy ziemia. Właściciel był chętny do sprzedaży. Nie miał pojęcia co skrywa jego pole. Żądał jednak wysokiej kwoty. Tak wysokiej, że nasz poszukiwacz musiałby sprzedać dokładnie wszystko, co miał a na dodatek solidnie się zapożyczyć.</p>
<p>Trochę żal mu się zrobiło rzeczy, które zgromadził przez kawał życia. Trudno mu się było z nimi rozstać. Pomyślał: -Przecież nie muszę tego robić od razu. Do jutro na pewno nikt nie odkryje tego złota. Tak, jutro rano się tym zajmę.</p>
<p>Jednak następnego dnia pomyślał, że szkoda wszystko tak szybko sprzedawać &#8211; Więcej czasu pozwoli mi dostać lepszą cenę. Dziś się rozejrzę, a sprzedażą zajmę się jutro.</p>
<p>I tak dzień po dniu odkładał realizację swojego przedsięwzięcia.</p>
<p>Któregoś dnia zapytał sam siebie – A jeżeli się pomyliłem? Jeżeli tam nie ma żadnego złota? Albo jest go bardzo niewiele? Albo, jeżeli pomyliłem działki? Co wtedy?</p>
<p>Po kilku kolejnych dniach powiedział sobie: &#8211; Tak, to było tylko złudzenie. Tylko mi się wydawało. Dobrze, że byłem rozważny i nie dałem się ponieść emocjom.</p>
<p> </p>
<p>W Hagakure, księdze samurajów, jest rada:</p>
<blockquote><p>Zgodnie z naukami starożytnych mędrców, decyzję trzeba podejmować w przeciągu siedmiu oddechów. Pan Takanobu powiedział: „Jeżeli rozważanie trwa długo, efekty będą kiepskie”. Pan Naoshige powiedział „Jeżeli sprawy są załatwiane powolnie, siedem na dziesięć kończy się źle”. Wojownik jest osobą, która działa szybko. Gdy twój umysł błąka się tam i z powrotem, rozważanie nigdy nie doprowadzi cię do konkluzji. Ze świeżym, intensywnym i pełnym wigoru umysłem można podjąć decyzję na przestrzeni siedmiu oddechów. To jest kwestia determinacji i ducha zdolnego przebić się wprost na drugą stronę. </p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/nie-nos-marzenia-zbyt-dlugo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zaczynam od nowa</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zaczynam-od-nowa/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zaczynam-od-nowa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 May 2009 08:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[tak to czuję]]></category>
		<category><![CDATA[pierwszy krok]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[powrót]]></category>
		<category><![CDATA[upór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=155</guid>
		<description><![CDATA[Lubię nowe początki. Lubię wracać, do rzeczy, które kiedyś robiłem. Wracać do utartych ścieżek, ale z dystansem i większą świadomością siebie. Z jaśniejszym obrazem tego, co chcę zrobić. Z wiedzą, jakie pułapki na mnie czekają.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lubię nowe początki. Lubię wracać, do rzeczy, które kiedyś robiłem. Wracać do utartych ścieżek, ale z dystansem i większą świadomością siebie. Z jaśniejszym obrazem tego, co chcę zrobić. Z wiedzą, jakie pułapki na mnie czekają.<span id="more-155"></span></p>
<h3>Powrót</h3>
<p>Kilka osób mówiło mi, że nie potrafi wrócić do czegoś, co kiedyś przestały robić. Nie umieją się przełamać, nie lubią tego, nie akceptują. Zbyt są zajęte marszem do przodu.</p>
<p>Ja to potrafię. Nie wiem czy to zaleta czy wada. Kilka razy śniło mi się, że mam wynajęte mieszkanie, o którym całkiem zapomniałem. Nagle sobie o nim przypominam i wracam z poczuciem winy. Życie w kilku mieszkaniach może być męczące. Zdrowiej jest mieszkać w jednym miejscu i nie obawiać się, że w starym czeka jakaś niezałatwiona sprawa. Dlatego tendencja do powrotów może być wadą. Gdy człowiek ciągle o czymś pamięta, może zacząć kręcić się w kółko i nieptorzebnie tracić energię. Bluma Zeigarnik już dawno to ustaliła: niedokończone sprawy są jak jak nielegalnie podpięci odbiorcy energii. Niby ich nie ma, a rachunki rosną. </p>
<p>Ale czasem to może być zaleta.</p>
<p>Na czwartym roku studiów wziąłem dziekankę. Zacząłem pracować na drugim końcu Polski. Dobrze mi się pracowało i nikt nie wymagał ode mnie skończenia studiów. Ja sam też się tym nie przejmowałem. W tamtych czasach ludzie powszechnie twierdzili, że studia nic nie dają. Najlepsi studenci już na trzecim – czwartym roku zaczynali pracę na pełny etat i nie zawracali sobie głowy czymś tak przyziemnym jak dyplom. Było potworne branie na w miarę inteligentnych ludzi. Wystarczyło znać angielski, wiedzieć jak wygląda cv, mieć podstawowe pojęcie o zarządzaniu, sprzedaży, czy reklamie, by szybko znaleźć doskonale płatną pracę. Nie dość, że mianowali cię kierownikiem (lub nawet dyrektorem) to jeszcze wszystkiego uczyli.</p>
<p>Ja akurat nie trafiłem do koncernu, ale też miałem dobrze. Pracowałem w NGO-sie zajmującym się szkoleniami. Byłem w świecie konkretów. W świecie szkoleń a nie nudnych seminariów i wykładów. Studia wydawały mi się czymś mało twórczym.</p>
<p>Gdy tak sobie pracowałem, znalazłem ogłoszenie w gazecie. Była mowa o nowej instytucji, ważnym stanowisku i półrocznym szkoleniu w Stanach. Zgłosiłem się. Zostałem zaproszony do udziału w <em>assessment center</em>. Pojechałem na dwa dni nad Zalew Zegrzyński. Było świetnie. Nawet dziś rzadko można spotkać tak profesjonalnie przeprowadzone selekcje. Kilka dni potem dostałem telefon, że jestem wybrany (jako jedna z czterech czy pięciu osób). Pierwsza reakcja – szczęście. Jadę do Stanów, będę pracował ze świetnymi ludźmi, później mam zagwarantowaną pracę. Super. Ale zaraz potem dotarło do mnie, że być może nie uda mi się skończyć studiów. Moja przerwa trwała już prawie dwa lata. Umiem wracać, ale bez przesady. Im dalej czegoś jesteś, tym bardziej ci się nie chce. </p>
<p>Nie umiałem się przyznać, że startowałem do selekcji bez poważnego zastanowienia się nad tym, co chcę robić w życiu. Zacząłem ich zwodzić. Przed selekcją nie do końca określono wysokość zarobków po szkoleniu w Stanach. Przycisnąłem ich, a gdy się określili, ściemniłem, że to za mało. Całe szczęście, że nie mogli dać więcej. W rzeczywistości to nie było ważne. Jeden z wygranych pojechał, wrócił i po kilku miesiącach zmienił pracę – na bodajże McKinseya. Wzięli go na pniu. Wiedziałem, że mogę tak zrobić. Ale czułem, że nie mogę wyjechać, a potem wpaść w wir pracy. To było zbyt ryzykowne. Zbyt dobrze pamiętałem, jak kilka lat wcześniej marzyłem o tych studiach.  </p>
<p>Dotarło do mnie, że muszę wrócić na studia. Była wiosna, do października zostało trochę czasu. Postanowiłem zrobić to, co się da, czyli napisać pracę magisterską. Usiadłem za komputerem. Pierwsze godziny były koszmarne. Byłem rozkojarzony, pogubiony i bez energii. Praca była taka atrakcyjna, a magisterka taka nudna. Nie potrafiłem nic napisać. Oczywiście szybko dałem sobie spokój i znalazłem się w biurze. Nie było szans bym coś zrobił. Uparłem się jednak. Wymyśliłem, że muszę pracować nad magisterką gdzie indziej. Mogłem w domu. Problem polegał na tym, że praca była w Szczecinie a dom w Przemyślu. Mimo to zdecydowałem się na dojazdy do pracy. Dwa tygodnie spędzałem w Szczecinie w pracy, a przez dwa tygodnie pisałem w Przemyślu.</p>
<p>Stopniowo się wdrożyłem. Coraz lepiej mi się pisało i coraz bardziej się wysypiałem w pociągu (który  jedzie 14 godzin). W październiku wróciłem na studia. Okazało się, że z racji zmian zasad organizacji studiów wcięło mi jakieś dwalata. Gdy brałem dziekankę miałem zrobione cztery lata, gdy wróciłem zostało tego niewiele ponad dwa. Ale wszystko nadrobiłem. Dziś na dyplomie mam: <em>„ukończył studia z wynikiem bardzo dobrym”.</em> Nie żałuję, że nie wykorzystałem okazji zrobienia kariery. Nie dlatego by dyplom był mi niezbędny. Żaden pracodawca, ani zleceniodawca nigdy nie chciał go oglądać. W zasadzie mógłbym się obyć bez niego. Ale gdybym nie wrócił na studia, nie byłbym spokojny. Miałbym za dużo wyrzutów sumienia i żalu do siebie. Ale nie tylko to. To po prostu było coś ważnego, coś co należało zrobić. Powiedzmy – figura do domknięcia.</p>
<p>Czasem człowiek czuje, że musi do czegoś wrócić. Że musi załatwić pewne sprawy. Że będzie mu czegoś brakowało jak tego nie zrobi. Wie o tym, ale nie może się zdobyć, by zrobić pierwszy krok.</p>
<h3>Pierwszy krok</h3>
<p>Selekcja, w której wziąłem udział pozwoliła mi podjąć decyzję. Czasem wystarczy przypadek by jeszcze raz otworzyła się furtka do czegoś, co zostawiłeś. Trzeba ją tylko umieć dostrzec i uchwycić.</p>
<p>Miałem dziesięć lat. Pani kioskarka poprosiła mnie bym po drodze do domu podrzucił gazety na plebanię. Zadzwoniłem do drzwi. Wyszedł proboszcz. Znał mnie, bo przez jakiś czas byłem ministrantem. Wziął gazety, rzucił na nie okiem i jedną z nich wyciągnął w moją stronę:</p>
<p>- Co tu jest napisane?</p>
<p>Na ostatnie stronie gazety, dużymi literami był tytuł jakiegoś artykułu:</p>
<p>- Ciągle zaczynać od nowa.</p>
<p>Gdy przeczytałem, proboszcz powiedział:</p>
<p>- No właśnie. Możesz wrócić do bycia ministrantem.</p>
<p>Czasem, żeby do czegoś wrócić warto wykorzystać byle pretekst. Możesz wrócić. </p>
<p>Nie musisz. Ale może warto spróbować jeszcze raz? Teraz jesteś mądrzejszy, bardziej doświadczony, masz do siebie więcej dystansu. Może teraz się uda, to, co nie wychodziło wcześniej?</p>
<p>Przepraszam, że tak długo nie pisałem. Dziękuję za wszystkie odwiedziny, gdy mnie tu nie było. Dziękuję za zachęty. Jestem z powrotem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2009/zaczynam-od-nowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co myślisz o swoich możliwościach?</title>
		<link>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wiara-w-mozliwosci/</link>
		<comments>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wiara-w-mozliwosci/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Oct 2008 13:00:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbyszek Ryżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[historie]]></category>
		<category><![CDATA[obraz siebie]]></category>
		<category><![CDATA[podejmowanie decyzji]]></category>
		<category><![CDATA[wiara w siebie]]></category>
		<category><![CDATA[wierzyć w sukces]]></category>
		<category><![CDATA[Zaufanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.energiawewnetrzna.pl/?p=107</guid>
		<description><![CDATA[To, co o sobie myślisz ma decydujący wpływ na twoje życie. Szczególnie ważne jest to, co myślisz o swoich możliwościach. Osoby, które wierzę, że mają w sobie potencjał, zupełnie inaczej interpretują przeszkody i porażki. Ktoś, kto wierzy w swoje możliwości, pod wpływem porażki bardziej się stara. Ktoś, kto nie wierzy – rezygnuje i poprzestaje na małym. Im większą masz wiarą w swoje możliwości, tym większe marzenia wydają ci się realne. Gdy w swoje możliwości nie wierzysz, albo się ograniczasz i marzysz o rzeczach zbyt małych, albo zatrzymujesz się w sferze fantazji.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pomalowane na biało ściany, wentylacja, nowoczesne (jak na lata pięćdziesiąte) meble. Trudno się domyśleć, że to piwnica. Na środku maszyna. Niewiele osób mogło ją zobaczyć. Jednak ci, którym się to udało byli zachwyceni. Jej światełka pobłyskiwały, zworki pstrykały, a wentylatory szumiały. Po włączeniu, gdy nagrzały się lampy (tranzystorów jeszcze nikt nie wymyślił) wystarczyło włożyć wypełnione przez uczniów testy, a maszyna zaczynała obliczać wyniki. Była niezawodna, obiektywna i pracowita. Po godzinie czy dwóch, jej drukarka z hukiem wypluwała listę nazwisk i punktów. To było lepsze niż dotychczasowe szablony i ołówki. <span id="more-108"></span></p>
<p>Tego dnia, operator włożył do maszyny wyjątkowo dużo kartek. Był koniec roku szkolnego testy przeprowadzano we wszystkich końcowych klasach. Oprócz typowych, cała bateria testów psychologicznych, których zadaniem było określenie potencjału uczniów. Szum maszyny był monotonny i po piętnastu minutach operator zapadł się głęboko w fotel. Gdy zaczął chrapać z rogu pokoju wybiegła mała mysz. Podbiegła do maszyny i zaczęła ją obwąchiwać. Maszyna pracowała akurat nad testem wypełniony przez Henrego Carsona. Gryzoń podbiegł do tylnej ściany, szukając drogi do środka. Wsadził głowę w jakiś otwór i nagle niebieska iskra, przeskoczyła z jednego przewodu na drugi, jako pomost wykorzystując mysie wąsy. Mysz odskoczyła i rzuciła się do ucieczki. Była tak oszołomiona, że usiłując wejść do nory zderzyła się ze ścianą. Bum &#8211; drugi raz. Dopiero za trzecim się udało. Hałas obudził operatora. Przetarł oczy. Maszyna pracowała. „Musiało mi się coś przyśnić, wszystko jest w porządku&#8221; pomyślał i wrócił do drzemki.</p>
<p>Maszyna rzeczywiście działała sprawnie. Jednak przez krótką chwilę, nie wszystko był tak, jak powinno. Spięcie sprawiło, że wyniki Henriego nie zostały poprawnie obliczone. Henry był przeciętnym, niepewnym swoich możliwości uczniem. Miał nadzieję, że poszło mu dobrze, ale równocześnie bał się, że zawalił. Gdyby nie mysz, jego wyniki nie byłby rewelacyjne, znalazłby się gdzieś w środku. Jednak dzięki spięciu Henry został zakwalifikowany do 1% najzdolniejszych osób.</p>
<p>Wiadomość o niezwykłych umiejętnościach Henrego szybko się rozeszła. Nauczyciele patrzyli się niego w zupełnie nowy sposób, zastanawiając się jak to możliwe, że przeoczyli tak zdolną osobę. Szkolni psycholodzy byli zaintrygowani tym, jak to się stało, że nie wyłowili takiego oczywistego talentu. Dyrektor szkoły był dumny, że ma tak utalentowanego ucznia. Dyrektorzy koledżów prześcigali się z zachętami by wybrał ich szkołę.</p>
<p>Świat Henriego zmienił się nie do poznania. Urósł jako uczeń i jako człowiek. Poczuł, że po raz pierwszy ktoś poznał się na jego możliwościach. Uwierzył, że ma prawo marzyć o naprawdę wielkich rzeczach. Poczuł się pewny, że z takimi możliwościami da sobie radę. I nawet, gdy podczas jednego z następnych testów, nie dostał już tak doskonałego wyniku (mysz była zbyt przerażona by kiedykolwiek więcej zbliżyć się do maszyny) nie przejął się tym, tylko przypomniał sobie poprzednie, wyniki. „Wypadek przy pracy, muszę się bardziej postarać” pomyślał. Henry, pewny wiary we własne możliwości, otoczony troskliwą opieką nauczycieli i rodziców, wyrósł i stał się jedną z ważnych osobistości swego pokolenia.</p>
<p>* * *<br />
To, co o sobie myślisz ma decydujący wpływ na twoje życie. Szczególnie ważne jest to, co myślisz o swoich możliwościach. Osoby, które wierzę, że mają w sobie potencjał, zupełnie inaczej interpretują przeszkody i porażki. Ktoś, kto wierzy w swoje możliwości, pod wpływem porażki bardziej się stara. Ktoś, kto nie wierzy – rezygnuje i poprzestaje na małym. Im większą masz wiarą w swoje możliwości, tym większe marzenia wydają ci się realne. Gdy nie wierzysz w swoje możliwości, albo się ograniczasz i marzysz o rzeczach zbyt małych, albo zatrzymujesz się w sferze fantazji.</p>
<p>W jednym z poprzednich postów pisałem o marzycielach i fantastach – ludziach, którzy zdają się zaprzeczać zasadzie, że im wyraźniej widzisz swój cel, tym łatwiej ci go osiągnąć. W rzeczywistości oni nie zaprzeczają tej zasadzie, tylko pokazują, że oprócz wizji potrzebna jest jeszcze wiara. Marzyciele mają żywą wyobraźnię i niską wiarą we własną skuteczność. Wiedzą że pewne rzeczy są możliwe – możliwe jest stworzenie doskonałej firmy, zostanie aktorem, znalezienie doskonałego partnera czy napisanie dobrej książki, itp. W końcu inni ludzie takie rzeczy osiągają. Ale nie wierzą, że również oni, są sobie w stanie z tym poradzić. Henry Carson przez przypadek uwierzył. Ale na przypadki nie warto liczyć.</p>
Note: There is a rating embedded within this post, please visit this post to rate it.
<p><a href="http://members.tripod.com/~arulmj/selfcon.html">Anegdotę o Henrym Carsonie pożyczyłem stąd</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.energiawewnetrzna.pl/2008/wiara-w-mozliwosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

