Tag Archives: pozytywne myślenie
Jaki problem dziś rozwiążesz?

Jaki problem dziś rozwiążesz?

Opublikowano 29 października 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 3 komentarze

Jest różnica między kimś, kto mierzy gorączkę po to by podjąć działanie, a kimś, kto robi to z lęku lub przyzwyczajenia. Są ludzie, którzy wywołują gorączkę samym mierzeniem swojej temperatury. Jednak ich prawdziwym problemem nie jest dostrzeganie rzeczy negatywnych, ale to, co robią po takim spostrzeżeniu.

Był kiedyś klasztor, w którym mnichów przez cały czas obowiązywała reguła milczenia. Dopuszczony był tylko jeden wyjątek. Raz na dziesięć lat mnichowi wolno było, w trakcie spotkania z przełożonym, powiedzieć dwa słowa.

Po spędzeniu w klasztorze dziesięciu lat jeden z mnichów udał się na takie spotkanie.

- Minęło dziesięć lat – mówi przełożony – jakie dwa słowa chciałbyś powiedzieć?

- Łóżko…twarde – mówi mnich.

- Rozumiem – odpowiada przełożony.

Po kolejnych dziesięciu latach ten sam mnich znowu przychodzi na spotkanie.

- Minęło dziesięć lat. Jakie dwa słowa chciałbyś powiedzieć?

- Jedzenie…śmierdzi.

- Rozumiem.

Po dziesięciu latach spotykają się znowu.

- Jakie dwa słowa chcesz powiedzieć?

- Odchodzę stąd – odpowiada mnich.

- Wiem dlaczego – mówi przełożony –Umiesz tylko narzekać.

Niby wszystko dobrze – człowiek określił, czego mu brakuje i podjął decyzję. Chyba tylko nieco długo to trwało.

Gdy Taiichi Ohno z Toyoty prosił każdego z pracowników o korzystanie z żółtego sznurka zawieszonego nad jego stanowiskiem pracy, nie robił tego po to by cały zakład stał i medytował nad usterką. Wręcz przeciwnie. Druga część rewolucyjnego pomysłu Ohno polegała na tym, że przez cały czas w pogotowiu była ekipa inżynierów i pracowników gotowych do błyskawicznego rozprawienia się z każdą wadą.

W rzeczywistości sznurek nie zatrzymuje od razu całej taśmy. Po jego pociągnięciu na specjalnej tablicy pojawia się żółte światło. Linia produkcyjna ciągle się przesuwa i jest czas na to by szybko usunąć problem. Gdy tylko dyspozytor zobaczy sygnał, wysyła pomoc. Może się okazać, że pracownik niepotrzebnie pociągnął za sznurek, bo tylko mu się wydawało, że widzi problem. Często okazuje się, że brak można szybko usunąć bez zatrzymywania całej taśmy. Jeżeli to się nie uda świeci się czerwone światło i dopiero wtedy zatrzymuje się cała produkcja. Jednak nawet wtedy, gdy zatrzymywana jest cała taśma ludzie nie spacerują i nie dywagują nad brakiem. Nikt nie pozwoli na niekończące się rozważania czy brak jest ważny czy nie i jaką metodę wybrać by go usunąć. W końcu nie chodzi o to, by dostrzec jak największą liczbę problemów, ale by bezbłędnie produkować.

Dzięki rozwiązywaniu problemów na bieżąco, stopniowo ich ilość się obniża. Nowa taśma może być zatrzymywana nawet i dwa tysiące razy w ciągu doby. Jednak z czasem ilość zatrzymań spada do kilku. Taśma pracuje płynnie, a co więcej bezbłędnie.

W tradycyjnych firmach, w których taśma wymusza rytm, problem przenosi się z jednego stanowiska na drugie. Na każdym z kolejnych stanowisk problem może stawać się trudniejszy do usunięcia. Gdy samochód dojeżdża do końca taśmy, usunięcie czegoś, co na początku było drobiazgiem może wymagać wiele czasu i kosztów.

Problem nie znika od przesuwania go do przodu. Staje się tylko trudniejszy do usunięcia. Być może uda się go wypchnąć zupełnie na zewnątrz, ale to nie znaczy, że przestanie istnieć. Jego konsekwencje będzie musiał ponieść niczemu nie winny klient.

To trochę tak, jak z wytyczaniem azymutu. Gdy ruszasz w podróż i na początku pomylisz się o jakiś o kilka stopni, po godzinie marszu możesz nie widzieć istotnej różnicy. Ale po kilku dniach, może się okazać, że trafiłeś w miejsce odległe od celu o kilkanaście kilometrów.

Sensem systemu, jaki wymyśliła Toyota było uczynienie problemu widzialnym. Ohno po prostu nie pozwolił by problem był milcząco przepychany dalej. Bez takiego systemu naturalne jest, że każdy z pracowników woli wykonać swoją pracę i nie zajmować się usuwaniem jakiegoś rodzaju braków.

Czy to ma odniesienie do życia?

To wszystko dotyczy produkcji. Ale podobny mechanizm dotyczy naszego codziennego życia. Jeżeli nie zareagujesz odpowiednio szybko na ubytki w uzębieniu, skończysz z wyrwanym zębem. Jeżeli nie zareagujesz na pierwsze zbędne kilogramy, skończysz z solidną nadwagą. Jeżeli nie zareagujesz na pierwsze oznaki słabej kondycji, skończysz zupełnie bez formy. Jeżeli nie zareagujesz, na to, że ktoś traktuje cię nie tak, jak sobie życzysz, skończysz jak ofiara losu.…

Gdy żyjesz tutaj i teraz, gdy nie chowasz się przed życiem, ale robisz to, co trzeba zrobić, twoje życie stopniowo staje się coraz łatwiejsze. Przesuwa się coraz sprawniej, jak dopracowana taśma produkcyjna.

Życzeniowe myślenie nie zmienia życia. Gdy mówisz sobie „mam nadzieję, że jakoś to będzie” zamykasz oczy i przesuwasz problem do następnego dnia. Jednak jutro pojawią się nowe problemy. Dołączą do tych z wczoraj i przedwczoraj i sytuacja będzie jeszcze trudniejsza.

Oczywiście nie wszystkie braki, jakie dostrzegasz są warte tego, by je rozwiązywać. W odniesieniu do niektórych z nich trzeba sobie powiedzieć: ok. na to muszę się zgodzić, to nieuniknione. Gdy jest się mnichem, prawdopodobnie w imię większych wartości trzeba zaakceptować niewygodne łóżko i kiepskie jedzenie. Ale świadome zaakceptowanie czegoś, co ci się nie podoba również jest jakimś rozwiązaniem.

Chodzi o to, by zacząć robić na bieżąco tysiące małych rzeczy, które powinniśmy zrobić. By przestać chować się przed brakami w marzeniach, myśleniu życzeniowym czy robieniu jedynie wielkich zadań, które sprawią, że „wszystko się zmieni”.

Żółte i czerwone światło

Gdy dostrzegasz małe problemy nie świeć od razu czerwonego światła i nie „zatrzymuj taśmy”. Na początek wystarczy żółte światło. To znaczy:

  • Dostrzeż swoje braki, niedociągnięcia czy niepokoje.
  • Zastanów się czy są one częścią jakiegoś ważnego zagadnienia, czy mogą w przyszłości doprowadzić do poważniejszych problemów.
  • Jeżeli tak zastanów się, w jaki sposób możesz je szybko wyeliminować. Jakie proste działania możesz podjąć by zmienić sytuację.

Gdy to nie wystarczy, czasem trzeba zaświecić czerwone światło. Przestać biec do przodu. Zatrzymać się i zastanowić, co muszę zmienić w swoim życiu. Jakie decyzje podjąć by przestać być nieskutecznym, zmartwionym, pogrążonym w chaosie? Może warto poradzić się kogoś, poprosić by podpowiedział. By popatrzył z zewnątrz.

Nie wystarczy wizualizować czy powtarzać sobie, że jestem szczęśliwy i zadowolony. To nie ma nic wspólnego z pozytywnym myśleniem. Prawdziwe pozytywne podejście polega na szybkim dostrzeganiu tego, co jest nie tak i podejmowaniu działań.

Ćwiczenie

1. Wybierz jakiś mały błąd czy pomyłkę, którą ostatnio popełniłeś. Opisz, na czym polegała.

2. Zastanów się czy ten błąd może się nawarstwiać. Czy jest częścią jakiegoś większego problemu? Czy jest sygnałem ostrzegawczym, mówiącym o czymś większym? Jeżeli nie wróć do pierwszego punktu.

3. Jeżeli tak – zastanów się, jakie najprostsze działanie możesz podjąć by nie popełniać tego rodzaju błędu czy pomyłki.

4. Wprowadź w życie swoje rozwiązanie.

Krótkie podsumowanie

„Pozytywne myślenie” rozumiane jako ślepota na problemy nie jest żadną wartością. Dostrzeganie braków swoim życiu nie jest niczym złym. Błędem jest tylko rozwodzenie się nad brakami. Gdy widzisz problem, albo go rozwiąż albo zaakceptuj. Nie czekaj całego życia na to by coś z tym zrobić. Znoszenie przez pół życia problemów, które można by rozwiązać za pomocą kilku działań i liczenie, że „jakoś to będzie” jest objawem głupoty. Nawet, gdy tą głupotę nazwie się prawem przyciągania, blokowaniem krytyka czy pozytywnym podejściem.

Przypomniałem sobie co pisał Lao Tsy:

Weź ciężar na swoje barki,
kiedy jest łatwy do udźwignięcia,
I sprawy wielkiej wagi podejmij,
Kiedy wydają się jeszcze drobnostkami
Wszystkie kłopoty tego świata są możliwe do rozwiązania,
Dopóki nie przekroczą zwykłych ludzkich możliwości.

Lekceważenie często bywa przyczyną nieszczęścia”

Tao Te King,przekład Michał Frostowicz – Zahorski

To jest istota taoizmu. Bądź uważny. Nie chowaj głowy przed niczym, zmieniaj świat najmniejszym kosztem, gdy wystarczą małe zmiany.

Ja sam – wstyd się przyznać – wciąż tego nie umiem. Aby uniknąć chwilowego dyskomfortu wolę skazywać się na duży dyskomfort – tyle, że jutro. Nauczyłem się dobrze sobie radzić w sytuacjach awaryjnych (adrenalina, koncentracja, pęd), ale ciągnie nie nauczyłem się działać, gdy nic nie jest jeszcze na ostrzu noża. Gdy wszystko można zmienić delikatnymi, mądrymi ruchami. Ciągle staram się uczyć uważnego i krytycznego patrzenia. Łatwo mi dostrzec to, co mi wychodzi, ale trudniej, to co jest stratą czasu, albo możliwości. Potrafię tygodniami robić, coś co jest bez sensu. Na przykład piszę teksty, których nikt nie potrzebuje. Bo tak łatwo je zacząć pisać i tak łatwo później nad nimi pracować. Gdy już je skończę i nikt nie jest nimi zainteresowany widzę, że wystarczyło to sprawdzić na początku. Zadać sobie pytanie: czy ja czasem nie robię czegoś głupiego? Czy ktoś tego potrzebuje? Oczywiście wystarczyłoby, ale to jest takie nieprzyjemne. Znacznie przyjemniejsze jest poczucie, że taśma sprawnie idzie do przodu. Świetnie, że idzie, ale co ta taśma wiezie?

Powoli uczę się patrzeć na moje braki, ułomności i błędy. Na początku wydają się straszne. Ale z czasem człowiek się oswaja i stają się czymś normalnym, Te wszystkie moje głupoty przestają być negatywami a stają się po prostu tym, co jest do zmiany. Albo tym, z czym trzeba się pogodzić.

Co przeczytać?

Polecam książkę Roberta Maurera „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić twoje życie

Szukanie dziury w całym

Szukanie dziury w całym

Opublikowano 27 października 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 5 komentarzy

Znajoma kupiła sobie jakiś czas temu nowy samochód. Śliwkowy lakier, w środku jasna skóra. Samochód prezentował się wspaniale i przez jakiś czas wspaniale się sprawował. Jednak w którymś momencie zaczęły pojawiać się usterki. Niby nic poważnego, ale trzeba było co pewien czas jeździć do warsztatu. Moja znajoma powiedziała mi, że dopiero podczas jednej z takich wizyt, gdy przyglądała się przez szybę pracy mechaników, dotarło do niej, czym jest samochód. Że to nie jest tylko kształt i kolor karoserii oraz rodzaj tapicerki i wyposażenia, ale niesamowicie skomplikowana maszyna, która kręci się, wiruje i jakimś cudem trzyma się w całości. Jej zdziwienie byłoby jeszcze większe gdyby zobaczyła, jak w warsztacie, który jest niedaleko mojego biura, mechanicy rozbierają silnik na części. Zawsze ich podejrzewam, że po zakończonej pracy zamiatają wszystko do kosza, a do samochodu wstawiają nowy silnik, kupiony w sklepie. Nie bardzo chce mu się wierzyć, że ktoś potrafi to złożyć w całość. Gdy człowiek zaglądnie pod maskę i przyjrzy się przez chwilę temu, na co do tej pory nie zwracał uwagi, dociera do niego jak precyzyjnie muszą ze sobą współpracować tysiące części i układów byśmy mogli po prostu wsiąść i pojechać do sklepu na zakupy.

Jeżdżę znacznie starszym, brzydszym i bardziej wyeksploatowanym samochodem niż moja znajoma. Jednak oprócz kilku przeglądów okresowych nigdy nie byłem z nim w warsztacie. Moja granatowa Toyota, mimo, że zrobiła już prawie sto dwadzieścia tysięcy kilometrów, ani razu się nie popsuła. Na co dzień traktuję to jak coś zupełnie normalnego. Ale gdy uświadomię sobie te wszystkie współpracujące ze sobą części i układy, wydaje mi się to niemal cudem. Kto zrobił taką maszynę? Komu udało się złożyć w całość te kilkaset kilogramów metalu, gumy i tworzyw sztucznych, bym bez żadnej awarii mógł pokonać odległość trzykrotnie dłuższą od obwodu ziemi?

Gdyby szukać jednej osoby, trzeba by było wskazać na Taiichi Ohno. To inżynier, który w czasach gdy Toyota (podobnie jak inne japońskie produkty) była synonimem tandety, wpadł na dziwny pomysł.

Ohno wzdłuż taśmy montażowej, przy każdym stanowisku pracy umieścił żółty sznurek. Wystarczyło za niego pociągnąć, by zatrzymać całą taśmę. Pracownicy mieli za zadanie używać tego sznurka, ile razy znajdą jakąkolwiek usterkę czy wadę. Pozostali producenci samochodów uznali ten pomysł za bzdurny. Zatrzymywać całą taśmę produkcyjną, tylko z powodu jakiejś małej usterki? To nieporozumienie. Przecież wystarczy kontrola jakości na końcu taśmy.

Takim pomysłem byliby oburzeni też specjaliści od rozwoju osobistego. Od razu można by było od nich usłyszeć: w życiu trzeba się skupiać na pozytywnych stornach. Na tym, co ci wychodzi, a nie na błędach. Idź do przodu i nie przejmuj się małymi błędami. Ludzie, którzy nazywają siebie „specjalistami od prawa przyciągania” (bynajmniej nie chodzi o naukowców zajmujących się grawitacją) powiedzieliby: skupianie uwagi na usterkach prowadzi do przyciągnięcia jeszcze większej ilości usterek. Specjaliści od pop-psychologii wyjaśniliby: nie wolno dawać swojemu wewnętrznemu krytykowi takiej władzy. Zgodnie z zaleceniami tych wszystkich ekspertów, Toyota powinna być najbardziej usterkowym samochodem we wszechświecie, a dodatkowo najbardziej kosztownym i najbardziej pracochłonnym.

Ile razy przekręcam kluczyk w mojej starej, wysłużonej Toyocie, wszystkie teorie na temat patrzenia tylko na pozytywne strony biorą w łeb. Krytyczne myślenie nie jest szkodliwym nawykiem. Jest niesamowicie skutecznym narzędziem.

Rady, by patrzeć na świat tylko przez różowe okulary dają najczęściej ludzie, którzy w życiu nic nie osiągnęli oprócz napisania paru książek. Gdy jedyne, co w życiu robisz to pisanie książek motywacyjnych i wygłaszanie mniej lub bardziej podobnych wykładów o tym, jak „nic nie zmieniając wszystko zmienić”, możesz być przekonany, że da się żyć, patrząc tylko na to, co dobre. Wystarczy jednak zabrać się za jakiekolwiek zadanie: utrzymanie domu, wychowanie dzieci czy wyprodukowanie samochodu.

W normalnym życiu, jeżeli nie potrafisz patrzeć krytycznie – jeżeli nie potrafisz dostrzegać braków, usterek i błędów – nie uda ci się wiele osiągnąć. Umiejętność wynajdywania dziur i tego, co jest nie tak nie jest powodem do zmartwień. Jest talentem.

Oczywiście można tą umiejętność źle wykorzystać. Zamiast zmienić to, co jest nie tak zacząć się nad tym rozczulać. Ale o tym ryzyku nieco później.

Dziś pytanie: Co w ogóle myślisz o swoich umiejętnościach krytycznego (skupionego na brakach) myślenia? Czy pomagają ci, czy utrudniają życie? Czy pamiętasz jakąś sytuację, w której twoje wyczucie na braki i problemy pomogło Ci? Czy pamiętasz jakąś sytuację, w której Ci utrudniło życie?