Tag Archives: psychologia sukcesu
Lista starych diabłów – jak doprowadzić projekt do końca?

Lista starych diabłów – jak doprowadzić projekt do końca?

Posted 06 stycznia 2010 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 6 komentarzy

Niezawodny sposób by nie spotkać żadnych trudności

Każdy chciałby spotkać po drodze jak najmniej problemów. Jest jeden sposób. Zawsze niezawodny, dla każdego skuteczny.

Trzeba umrzeć.

Człowiek martwy, ponieważ nie ma nic do stracenia ani do zyskania, nie ma żadnych zmartwień. Nie ma się czego bać, nie ma się czym stresować, nie straszne mu żadne pomyłki ani błędy. Nie ogarnie go panika, nie jest mu smutno, nie opanują go żadne obsesje.

Słowem, pełna świętość.

Nie dziwię się, że kościół ogłasza świętość jakiś czas po śmierci.

My jednak czasem oczekujemy od siebie by równocześnie być żywym i świętym.

Szukamy rad, które pozwolą na zawsze pokonać wszystkie słabości i odsunąć wizję porażek. Które uchronią nas od błędów, pomyłek i głupot.

Wydałem dwie książki (a napisałem kilka więcej). Niektóre moje słowa podobają mi się tak, że chciałbym zawsze żyć zgodnie z nimi.

Czy zawsze mi sie udaje? Nie.  Napisałem, że trzeba być otwartym i nie chować się przed emocjami. Zdarza się, że się ukrywam.

Napisałem, że trzeba robić to, co w życiu ważne. Zdarza się, że zajmuję się głupotami.

Znać swoje wartości i żyć nimi? Zdarza się, że o nich nie pamiętam.

Ktoś mi napisał, że po przeczytaniu mojej książki, wszystko w jego życiu się zmieni. Zazdroszczę, choć obawiam się, że to nie do końca może być prawdą.

Póki żyjesz i póki masz nowe rzeczy do zrobienia spotkasz po drodze jeszcze kilka problemów. Zapomnisz o wszystkim, co przeczytałeś (i napisałeś) i zrobisz jeszcze trochę głupstw. Na twojej drodze pojawi się jeszcze wiele demonów (czy diabłów).

Kilka z nich już czai się za rogiem:

- znudzenie i spowszednienie,

- przyzwyczajenie się do nowej wiedzy,

- zmęczenie,

- zbyt wysokie oczekiwania pod swoim adresem,

- złość,

- strach,

- smutek,

- brak pewności,

- zapomnienie o celu,

- skupienie na sobie

- błędne decyzje

Zrób listę starych diabłów

Mimo, że nigdy nie możesz być pewny, co cię spotka, większość przeszkód, jakie spotkasz, to stare, dobrze znane ci demony.

Coś, na czym od zawsze łamałeś sobie zęby. Te same sytuacje, te same emocje i te same myśli. Choć za każdym razem w nieco innym przebraniu, z nieco inną maską.

Te wszystkie demony są najgorsze, gdy pojawiają się w sposób nieoczekiwany. Gdy ci się wydaje, że teraz na pewno nic ci nie przeszkodzi. Że teraz wszystko będzie łatwe i proste.

Gdy tkwisz w takim przekonaniu i nagle pojawia się jakaś trudność masz tendencję do tego by unikać doświadczeń. Możesz wtedy myśleć:

- O nie, znowu… a miało być inaczej. Już nie mam do tego siły…

Taka reakcje jest sygnałem, tego co w jednym z poprzednich artykułów nazwałem (za terapeutami ACT) fuzją poznawczą. Człowiek traci wtedy dystans do swoich uczuć. Stają się one nadmiernie ważne w porównaniu ze wszystkim innym. Im bardziej chce się ich pozbyć, tym bardziej – jak to stwierdził Kubuś Puchatek w odniesieniu do czegoś zupełnie innego – one tam są. Uruchamia się samonapędzająca pętla, która szybko doprowadza do stanu „dłużej tego nie zniosę”. Typowe myśli w tym stanie to np.:

- Dlaczego znowu mi się to przydarzyło?

- Dlaczego nigdy nie potrafię zrobić czegoś porządnie?

- Dlaczego nie mogę przerwać tego zaklętego kręgu?

- Nic ze mnie nie będzie!

- Nigdy mi się nie uda…

Im bardziej zależy mi by wszystko było tak jak chcę, tym bardziej jestem rozczarowany. Im bardziej jestem rozczarowany, tym bardziej pragnę by wszystko było tak, jak bym chciał. Im bardziej mi zależy, tym bardziej rozczarowanie sobą rośnie. Błędne koło.

W efekcie największym problemem nie jest to, że pojawiają się bariery, ale to, że nie jesteś w stanie tego znieść.

Być przygotowanym

Jednym ze sposobów by nie doszło do takiej pętli jest być gotowym na pojawienie się problemów.

Nie chodzi o to by myśleć w negatywnie – np. mówić sobie „na pewno mi nie wyjdzie”.

Chodzi o to, by przynajmniej trochę podważyć nierealne oczekiwania pod swoim adresem. Nikt nie może całkowicie zmienić się pod wpływem jednego szkolenia czy jednej książki. Nikt nie może całkowicie zmienić swojego życia pod wpływem najgłębszego nawet wglądu czy nawet kilku sesji terapeutycznych.

Jeżeli przez ostatnich dziesięć lat czułeś lęk, lenistwo, rozbabranie, itp. to jakim cudem wszystko ma się zmienić?

Bądź realistą. Stary diabeł odwiedzi cię jeszcze nie raz. Najlepiej przymierzyć się do spotkania z nim wtedy, gdy wydaje ci się to bardzo odległe. Na przykład, gdy zabierasz się za coś i bariery wydają ci się jeszcze odległe.

Gdy się przygotujesz łatwiej ci będzie przywitać starego diabła nie przerażeniem i utratą równowagi, ale myślą:

- Aha, znowu to samo, ale przecież tego się spodziewałem… co mogę zrobić?

Usiądź i zrób listę

Określ co jest twoim celem (im bardziej konkretnie tym lepiej), spisz listę działań jakie chcesz podjąć, a następnie spisz niebezpieczeństwa, jakie możesz spotkać po drodze.

Jakie emocje, odczucia, myśli, wspomnienia czy sytuacje utrudniają ci osiągnięcie twoich celów?

Moim zamiarem jest np. skończenie w ciągu najbliższych dwóch tygodni książki, nad którą od dawna pracuję.

Bariery, jakie prawdopodobnie się pojawią, to:

  • zabieranie się za kilka rzeczy równocześnie (po drodze pewnie pojawi się inny „nie cierpiący najmniejszej zwłoki projekt”);
  • poczucie „to nie jest dość dobre, powinienem się bardziej postarać”; tendencja do wyszukiwania podwójnego dna, rozbijania każdego zagadnienia na elementy pierwsze;
  • okresowe ataki paniki pt. „nie będę miał za co żyć, powinienem zająć się czymś, co przynosi pieniądze”;
  • złe samopoczucie związane ze zmianami pogodowymi i małą ilością snu (życie rodzinne);
  • zbyt długie godziny pracy i słaba nieumiejętność regeneracji.

To oczywiście nie są wszystkie możliwe bariery. By nie zanudzać wybrałem tylko pięć (na oryginalnej liście było ich prawie dwadzieścia).

Zrób swoją listę. Określ cel swojego projektu, działania, jakie masz podjąć i zapisz to wszystko, co może ci zablokować twój projekt. Jeżeli nie wiesz, co to może być, zamknij oczy i wyobraź sobie, że robisz, to, co planujesz.

Co może pójść nie tak?

Jeżeli dalej ciągle nic się nie pojawia, sprawa jest podejrzana.

Demony najbardziej ze wszystkiego nie lubią, gdy im się świeci latarką po oczach. Dlatego starają się za każdą cenę chować się po kątach by móc w odpowiedniej sytuacji wyskoczyć z ukrycia z przeraźliwym wyciem. Wydają się wtedy większe i potężniejsze. Ten efekt zaskoczenia nie jest możliwy, gdy ktoś je wcześniej oświetli i uważnie im się przyjrzy. Okazują się wtedy często małe, pokraczne i wcale nie tak przerażające.

Dlatego tak bardzo zależy im na tym, by stworzyć wrażenie, że nie istnieją.

Znaleźć sposób

Umieć nazwać swoje diabły to już bardzo dużo. Gdy jesteś świadomy, tego, co ci grozi masz większe szanse zrobić to, co powinieneś zrobić.

Bardzo przydatne jest także opracowanie strategii postępowania.

Wybierz trzy najważniejsze bariery i zastanów się, jak sobie możesz z nimi poradzić. Realistyczne strategie. Nie takie, które opierają się na unikaniu czy wmuszaniu w siebie czegoś, czego nie czujesz.

W moim przypadku:

-> Chęć zabrania się za nowy, nie cierpiący zwłoki projekt zanim skończę stary (który w świetle nowego będzie wydawał się nudny i nieciekawy).

To więcej niż pewne, że taki pomysł się pojawi. Co więcej będzie bardzo ciekawy. Przygotowałem dla niego czerwony zeszyt, w którym go zapiszę. Umawiam się ze sobą, że po skończeniu pracy (dokładnie 20 stycznia 2010) poświęcę cały dzień na analizę nowych pomysłów. Jestem też przygotowany na to, że będę musiał w trakcie tych dwóch tygodni znosić nudę i pamiętać o tym, bym nie próbował się od niej uwalniać.

Jak widać, z jednej strony jest to jakiegoś rodzaju rozwiązanie techniczne (zeszyt i termin), z drugiej gotowość na doświadczanie jakiegoś rodzaju emocji (znudzenie).

->Perfekcjonizm – oczekiwanie, że to, co napiszę ma być doskonałe, mądre i spójne.
Dobrze znam tą kreaturę, która ciągle wydaje mi rozkazy by pisać arcydzieła i odpuszczać wszystko, co nie jest dość dobre. Czy to źle chcieć napisać coś doskonałego? Oczywiście, że nie, ale zbyt długo w tym siedzę, by dać się nabrać, że można to osiągnąć od razu. Doskonałość osiąga się stopniowo, poprzez poprawki a nie jednym skokiem. Dlatego umawiam się ze sobą, że pracuję nad wersją 0.9 tekstu, tzn. wersją do pierwszej redakcji. To, co napiszę dostanie moja redaktorka. Ja sam wrócę do tekstu po dwu tygodniowej przerwie. To, co piszę musi być oczywiście klarowne i czytelne, ale do wersji 0.9 wystarczy by dało się czytać. Nie piszę gotowej, ostatecznej wersji.

Tutaj rozwiązanie jest podobne, jak w poprzednim punkcie: stworzenie określonych warunków (umówienie się z osobą, która przeprowadzi redakcją) z drugiej gotowość na doświadczanie poczucia „to nie jest dość dobre”)

-> Ataki paniki pt. „muszę zająć się czymś bardziej dochodowym”.
Znam kilka innych bardziej dochodowych aktywności niż pisanie książek. Gdyby chodziło tylko o mnie sprawa byłby klarowna: robię to, co lubię, nie muszę dużo zarabiać. Mam jednak obowiązki wynikające z posiadania rodziny. To nie jest lęk zupełnie irracjonalny (zresztą jak wiele z naszych lęków). Nie mogę nastawić się po prostu na „znoszenie go”. Obawa, że zabraknie mi pieniędzy jest zdrowa i wymaga jakiegoś załatwienia.

Rozwiązanie jest tu techniczne. By zabrać się za pisanie książki (czytaj – poświęcić na tą działalność określoną ilość godzin) muszę dysponować odpowiednim funduszem. Wygląda to trochę tak, jakbym sobie sam płacił. Gdy nie mam, czym „płacić”, nie ma pisania i muszę gromadzić środki.

Nie chcę rozwodzić się nad kwestiami technicznymi, to nie jest blog o finansach i organizacji pracy własnej, ale o emocjach.

Jedno jest pewne, że aby spokojnie realizować swoje pomysły, nie możemy udawać, że problemy z pieniędzmi nie istnieją (no chyba, że u kogoś nie istnieją). Nie możemy wmawiać sobie, że „jakoś to będzie”. Konieczne jest konkretne, techniczne rozwiązanie.

Piszę o tym wszystkim, nie dlatego, że lubię opowiadać o sobie (ostatnio coraz bardziej nie cierpię) ale by dać przykład pracy. Chodziło mi o pokazanie kierunku myślenia, który być może przyda się także i Tobie. Po kolei:

  • Zrób listę barier (poświeć latarką starym diabłom schowanym za rogiem)
  • Przygotuj się na spotkanie z nimi: wymyśl z jednej strony techniczne rozwiązanie, które sprawi, że lęki czy obawy będą nieuzasadnione, a z drugiej strony przygotuj się na doświadczanie nieprzyjemnego zestawu emocji.
  • Działaj.
Poznaj swoje naturalne siły

Poznaj swoje naturalne siły

Posted 30 listopada 2009 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 7 komentarzy

W Krakowie, jakiś czas temu pewien sprytny człowiek sprzedawał hejnał. Każdy słyszał Program Pierwszy Polskiego Radia. O dwunastej trębacz czterokrotnie gra swoją melodię. Spryciarz wypatrywał grup, które pojawiały się po dwunastej, zagadywał, a jak się okazywało, że grupa jest średnio rozgarnięta pytał:
- Szkoda, że nie słuchaliście hejnału, zawsze jest o dwunastej
- Tak, szkoda…
- Być w Krakowie i słyszeć hejnału, to rzeczywiście strata
- Tak, ale co zrobić…
- Wiecie co, hejnalista to mój znajomy, jak by wam zależało, mógłbym pogadać. Może uda mi się go namówić by zagrał specjalnie dla was.
- Naprawdę? To możliwe?
- Normalnie tego nie robi, ale rzadko w Krakowie przebywają tak wspaniali goście.
Klienci, dopieszczeni i pełni nadziei patrzą na swojego wybawcę. Ten, widząc, że ryba bierze zaczyna szarpać.

To fragment mojej nowej książki.

Właśnie wyszła. Ma format ebooka, ale można zamówić ją też w formie papierowej. Uważni czytelnicy poznają w niej kilka tekstów z bloga.

Tytuł książki „Efekt jojo w motywacji” wymyślili spece z Wydawnictwa. Jest lepszy od mojego pierwotnego (Naturalnie Spełnione Marzenia) ale nie do końca oddaje zawartość książki.

W rzeczywistości to nie tyle książka o motywacji, ale o pułapce, w jaką wpadamy zabiegając o jej zawsze wysoki poziom.

To książka o pułapce, w jaką wpadamy wierząc różnego typu guru samorozwoju.

To książka o tym, jak zapominamy o swoich naturalnych siłach starając się dopasować do obrazów narzucanych nam przez media, psychologów, rodziców i wszystkich specjalistów od „rozwoju osobistego”.

Jeżeli jesteś gotowy by trochę przestawić swój świat – zmierz się z nią.

Jeżeli jesteś gotowy bardziej zaufać sobie niż płatnym motywatorom – poznaj jej treść.

Dzięki niej nauczysz się realizować swoje zamierzenia niezależnie od tego czy masz w sobie motywację czy nie.

Klikając na link poniżej można pobrać darmowy fragment książki. Jest tam cały spis treści oraz fragment jednego z rozdziałów.

Fragment książki „Efekt jo-jo w motywacji” do pobrania

Klikając na okładkę można zamówić książkę.
Efekt jojo w motywacji - kliknij by zamówić

A co działo się na Krakowskim Rynku?

- Tylko jest mały problem. Ten hejnalista musi zapłacić ochronie wieży – wiecie, takie są przepisy. Zagra dla was za darmo, ja oczywiście grosza nie wezmę, za pośrednictwo.
- Hm… A dużo?
- Nie, jak się zrzucicie, to niewiele wyjdzie.
Po chwili zadowolony spryciarz niknie w Kościele Mariackim z pieniędzmi. Zostawienie sami sobie ludzie, który my dali pieniądze, zaczynają czuć lekkie obawy.
- A może nas oszukał – pytają siebie – może wziął pieniądze i nic z tego nie będzie?
Jednak po chwili spryciarz się pojawia.
- Załatwione. Ciężko było, ale się udało. Zagra specjalnie dla was.
- Super! Wspaniale!
Wybija pełna godzina. Hejnalista otwiera okienko i zaczyna grać. Wniebowzięta grupa słucha z zapartym tchem, jak hejnał płynie ze strzelistej wieży wprost do ich uszu. Spryciarz znika. Skromny człowiek. Nawet nie czekał, aż mu podziękują.
I wszystko świetnie. Klient jest zadowolony. Pieniądze zostały zapłacone. Tylko jest mały problem. Hejnał jest grany co godzinę. O każdej porze dnia i nocy. Nie tylko w południe, tak jak w radiu. Nie musisz nikomu płacić, by go wysłuchać.
Sprzedawcy motywacji są jak ten spryciarz. Masz wszystko, co jest Ci potrzebne, by osiągnąć sukces. Masz w sobie tyle motywacji, ile trzeba, by zrealizować swoje marzenie. Nikomu nie musisz płacić, nie musisz jeździć na żadne szkolenia, nie musisz słuchać „mistrzów” motywacji, nie musisz czytać kolejnych książek.
Wszystko, co potrzeba, masz tu i teraz. Nie gdzieś w podświadomości, w głębi, w możliwości. Nie. Tu i teraz.
Wystarczy, że zabierzesz się za działanie. Czekanie na motywację i nastrój tylko Cię rozprasza. Motywacja pojawi się sama, gdy zaczniesz działać. Przyjdzie chwila, gdy poczujesz przepływ. Gdy cały świat będzie Cię niósł. Gdy poczujesz, że wszystko jest zgrane, harmonijne i piękne. Że wszystko się ze sobą łączy.

Jak odnosić sukcesy nie tracąc życia? Kilka rad dla ludzi owładniętych żądzą wygrywania

Jak odnosić sukcesy nie tracąc życia? Kilka rad dla ludzi owładniętych żądzą wygrywania

Posted 18 listopada 2009 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 7 komentarzy

Pogoń za sukcesem

Kilkanaście lat temu, gdy założyliśmy firmę szkoleniową, jakiś potencjalny klient zapytał dlaczego ma z nami współpracować. Odpowiedziałem mu, że w tym, co robimy jesteśmy najlepsi. Mamy najlepsze programy szkoleniowe, najlepszych trenerów i największą wiedzę.

Taki miałem wtedy obraz świata. Myślałem: zadaniem każdego człowieka, a szczególnie kogoś, kto pracuje na swój rachunek jest być lepszym niż inni. Najważniejszą rzeczą jest nie tylko pokonać innych, ale wyprzedzić cały peleton o kilka długości. Być kimś wyjątkowym i jedynym. Zaczytywałam się wtedy książkami o geniuszach biznesu i starałem się ich naśladować. Jakoś dziwnie nie potrafiłem dostrzec, że większość z moich idoli (jak Bill Gates czy Sam Walton) osiągnęła sukces, przy okazji, eksperymentując bawiąc się i robiąc swoje bez oglądania się na innych.

Szliśmy jak burza. Nie nadążaliśmy za obsługą zamówień. Musieliśmy z roku na rok podwajać ilość pracowników. Klienci nas kochali. Na jednej z konferencji branżowej, na którą nie pojechaliśmy z braku czasu, zostaliśmy wybrani najlepszą firmą szkoleniową. Takie nagrody zazwyczaj nie mają żadnej wartości. Wiadomo, że dostają je sponsorzy i zaprzyjaźnione firmy. My jednak nie mieliśmy z organizatorami nic wspólnego. Musieli się bardzo zdziwić, bo nawet nas o tym nie poinformowali, dowiedzieliśmy się tego dopiero z jakiejś gazety i relacji uczestników konferencji. Tak, przez chwilę byliśmy na szczycie.

Oglądałem kiedyś program o Indiach. Jego realizatorzy spędzili chwilkę w Bollywood. To miejsce to prawdziwe serce Indii. Ktoś nie był w Indiach, albo był w ramach jakiejś wycieczki może sobie wyobrażać Indie jako miejsce pełne duchowych mędrców i ludzi troszczących się jedynie o rozwój duchowy. Może mu się wydawać, że każdy hindus jest przekonany o tym, że rzeczy materialne to jedynie maya – ułuda. To oczywiście bzdurna perspektywa. Tak samo można by uważać Europę za miejsce, w którym wszyscy się kochają, dlatego, że mamy wiele kościołów, a Chrystus mówił o miłości bliźniego. Nasze religie mówią raczej o tym, czego najbardziej nam brakuje. Chrześcijanom brakuje miłości, tak jak hindusom dystansu do rzeczy materialnych. Myślę, że mało jest miejsc na ziemi, w których tak bardzo liczą się przyziemne rzeczy i w których ludzie z taką determinacją dążą do tego by odnieść sukces, jak Indie. Oczywiście jest wielu uduchowionych mędrców, ale wystarczy porozmawiać ze zwykłymi ludźmi by zrozumieć, że to tylko wyjątki. W tym programie była krótka rozmowa z jedną z najbardziej popularnych aktorek Bollywood. Ponieważ to nie był materiał na wewnętrzny rynek, a sam program był mało nakładowy, siedziała taka jak jest na co dzień: nieumalowana, w t-shircie, nieco przygarbiona, na zwykłym plastikowym krześle. Zmęczona i zgorzkniała mówiła:

- To żadna sztuka wybić się i zaistnieć. Sztuką jest utrzymać się na szczycie.

Trudno było ją poznać, gdy za chwilę pojawiła się scena z filmu, w którym grała. Zniknęły zmarszczki, zmęczenie i znudzenie. Była piękna, młoda i energiczna.

Tak jest nie tylko w Bollywood. W każdej branży możesz być najlepszy. To nie zawsze jest takie trudne. Ale każdy kolejny rok na szczycie to dziesięć lat mniej z twojego życia. Cena jaką ludzie płacą za bycie numerem jeden jest ogromna. Do mnie po paru latach dotarło, że nie warto. Że pokonywanie innych nie jest tego warte. Szczerze mówiąc nie pamiętam dobrze prawie dziesięciu lat działania firmy. Pamiętam tylko jakieś fragmenty. Noce spędzone w biurze nad komputerem. Hotele z obowiązkowym hałasem pijanych gości zza ścianą, godziny w przepełnionym ekspresie do Warszawy i z powrotem. Prezentacje, czasem dla kretynów, którzy nie potrafili zrozumieć co to są szkolenia. Same szkolenia – pamiętam jedno z nich, w którym co dwa dni zmieniały się grupy, a ja przez dwa tygodnie, dzień w dzień pracowałem po dziesięć godzin i ani razu nie wyszedłem na zewnątrz ośrodka szkoleniowego. Pamiętam też ustawiczne dyskusje o firmie. Co zrobić, jak zrobić, jak być lepszym. Najlepiej pamiętam wczasy. Co roku góra dwa tygodnie (zawsze w styczniu, bo zastój na rynku) gdzieś, gdzie można było nic nie robić. Najczęściej Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Grecja, Hiszpania czy Włochy. To było dobre, ale pracować przez rok na tydzień w luksusowym ośrodku?

Długo wytrzymałem. W którymś momencie zrozumiałem, że jestem w pułapce. Próbowałem zrobić jakiś dramatyczny gest – zmienić wszystko, zerwać ze wszystkim, ale im usilniej próbowałem, tym bardziej się plątałem. W końcu metodą małych kroczków udało mi się wyplątać. Dziś praktycznie nie prowadzę szkoleń, ani nie podejmuję decyzji. Nie jeżdżę na spotkania biznesowe.

Mogę spokojnie, we własnym rytmie robić, to co lubię. Tylko od czasu do czasu chwyta mnie lęk, że marnuję czas, że powinienem zwyciężać i bardziej się starać. Na przykład porównuję ile osób wchodzi na mojego bloga a ile na inne blogi i czuję, że mam ochotę się pościgać. Staram się jednak pamiętać to, co napisał dyrygent Benjamin Zander, autor doskonałej książki „Sztuka możliwości”:

Pragnienie sukcesu i obawa przed porażką są ze sobą nieodłącznie związane jak orzeł i reszka.

Chcesz wygrać? Przygotuj się na strach. Im bardziej gonisz za sukcesem, tym większy cię czeka (możesz go nazwać zmęczeniem, stresem, napięciem, ale to niewiele zmienia).

Sukces jako dokopanie innym

Zander mówi, że ludzie rozumieją sukces najczęściej jako trio składające się z pieniędzy, sławy i władzy. Mają poczucie, że go osiągają, gdy:

  • ktoś nazywa ich numerem jeden,
  • pokonali konkurencję,
  • pokazali że rządzą,
  • wykazali innym, że trzeba się z nimi liczyć
  • mają więcej niż inni (albo przynajmniej tyle samo),

Jakiś czas temu oglądałem rozmowę z jakimś zdolnym, początkującym tancerzem. Mówił, że pragnie stać się profesjonalistą. Dziennikarz zapytał go, co to dla niego oznacza. Odpowiedział:

- Być lepszym od innych. Najpierw w swoim okręgu, potem w województwie, potem w Polsce, potem na świecie.

Jestem w stanie się założyć, że ten człowiek niewiele osiągnie. Gdy ktoś mówi, ze chce być „lepszym niż inni” póki nie zmieni swojego myślenia nie ma szans czegokolwiek dokonać. Zbyt wiele jego sił pokona strach.

Anthony de Mello cytuje chińskiego mędrca Tranxu:

Kiedy łucznik strzela nie dla wygranej, panuje nad wszystkimi swoimi umiejętnościami. Kiedy strzela by wygrać mosiężną klamrę, staje się nerwowy. Kiedy strzela by wygrać nagrodę ze złota, staje się ślepy, widzi cel podwójnie a umysł go zawodzi. Jego umiejętności się nie zmieniły: to nagroda go rozdwaja. Zależy my na niej! Więcej myśli o wygrywaniu niż strzelaniu, a potrzeba zwycięstwa pozbawia go mocy.

Inne rozumienie sukcesu

Gdyby ktoś mnie dziś zapytał czy dążę do sukcesu – odpowiedziałbym twierdząco. Tyle, że dziś trochę inaczej go rozumiem.

Jackie Joyner – Kersee przez wielu jest uznana za jedną z największych lekkoatletek wszech czasów. W latach 1985-1996 wygrywała wszystkie siedmioboje lekkoatletyczne, zdobyła siedem złotych medali olimpijskich i ustanowiła kilka rekordów świata.

Sport to dziedzina w której sukces wiąże się z pokonywaniem innych. Ktoś mógłby powiedzieć, że najważniejszym celem każdego sportowca jest wygrać z konkurencją. Jackie Joyner – Kersee mówi tymczasem:

Radość ze sportu, nigdy nie zawierała się dla mnie w wygrywaniu. Czerpię dokładnie tyle samo szczęścia z procesu jak i wyników. Nie mam nic przeciwko przegrywaniu, tak długo jak widzę u siebie postępy albo czuję, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Gdy przegrywam, po prostu wracam i pracuję trochę więcej.

Mia Hamm mistrzyni świata w piłce nożnej kobiet, zdobywczyni dwóch złotych medali olimpijskich i dwóch mistrzostw świata, mówi:

Po każdej grze, gdy zejdziesz z boiska ze świadomością, że dałaś z siebie wszystko, zawsze będziesz zwycięzcą.

Tiger Woods, najbardziej znany na świecie golfistsa przyznaje, że chce być najlepszy, dodaje jednak:

Ale najlepszym mną – a to trochę ważniejsze…czasem najwięcej satysfakcji ma się z osiągnięcia jakiegoś wyniku, gdy rzeczy nie idą po twojej myśli (wszystkie cytaty sportowców za Carol S.Dweck Mindset. The New Psychology of Success)

Okazuje się, że nawet w sporcie sukces wcale nie musi być rozumiany jako pokonywanie innych. Sukcesem jest sam fakt robienia czegoś z pełnym oddaniem i zaangażowaniem. Sukcesem jest postęp jaki robisz.

Gdy kochasz swoją dyscyplinę i całkowicie poświęcasz uwagę temu, co robisz, zwycięstwa same przychodzą. Gdy natomiast jedyne co się dla ciebie liczy, to – jak to nazwał Zander – trio władzy, sławy i pieniędzy, nawet gdy uda ci się cokolwiek osiągnąć, będzie to bardzo krótkotrwałe.

Kilka rad

Nie staraj się być lepszym od innych. To nie jest takie ważne. Staraj się robić swoje, najlepiej jak możesz. Wygrana czy przegrana jest czymś wtórnym. Sportowcy zafiksowani tylko i wyłącznie na byciu lepszym, kończą zazwyczaj jak Andrzej Gołota.

  • Nie rób czegokolwiek tylko po to, by komuś dorównać czy być od niego lepszym. Nie prowadź bloga, nie ucz się języków, nie gotuj, nie kupuj psa, bo inni tak robią i nie możesz być gorsza/ gorszy.
  • W każdej sytuacji rób wszystko co możesz. To wystarczy. Nie oczekuj od siebie pokonania kogokolwiek. Wystarczy, że pokonasz swoje opory, bezwładność, lenistwo czy co tam masz do pokonania. Gdy przy okazji uda ci się dostać medal (pieniądze, sławę, uznanie, itp.)– ciesz się z tego, ale nie dział tego tylko z tego względu.
  • Gdy przybiegniesz ostatni, nie trać czasu na zajmowanie się tym. To nie ma tak wielkiego znaczenia, jeżeli zrobiłeś wszystko co mogłeś i jeżeli czegoś się nauczyłeś.
  • Gdy analizujesz swoje osiągnięcia, nie zastanawiaj się czy byłeś lepszy czy gorszy. Zastanów się, czy zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Zastanów się także, czy się czegoś nowego nauczyłeś. Czy na podstawie tego co się dowiedziałeś możesz opracować jakieś nowe ćwiczenie lub strategię? Jeżeli przegrałeś ale dałeś z siebie tyle, na ile cię było stać w tym momencie – pogratuluj sobie sukcesu.
  • Jeżeli ciągle oglądasz się na to, który jesteś i porównujesz się z innymi, zastanów się czy rzeczywiście lubisz to robić. Czy ciągle byś to robił, gdyby na widowni nie było ani jednego widza?
  • Gdy się za coś zabierasz przynajmniej na chwilę oczyść swój umysł. Przez kilka minut przestań kombinować, oceniać ustalać strategie. Skup się na oddechu, albo na tym co widzisz wokół. Gdy działasz nie zastanawiaj się nad tym, jak to ocenią ludzie. Gdy zaczynasz o tym myśleć, wróć do togo co widzisz i czujesz.
  • Gdy czymś się zajmujesz skup się na swoich działaniach a nie na tym, co robi konkurencja. Przyglądaj się ludziom by się uczyć od nich, a nie być od nich lepszym.

Co o tym myślisz? Może spróbujesz zrobić eksperyment i przez jakiś czas będziesz robił to, co robisz bez oglądania się na to, czy wygrywasz czy nie?

Wzbudzanie uczuć

Wzbudzanie uczuć

Posted 23 sierpnia 2009 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 8 komentarzy

Opisywałem poprzednio moje nieskuteczne próby wzbudzania w sobie uczucia przyzwolenia. Próbowałem w ten sposób zastosować się do zaleceń popularnej psychologii.

Zgodnie z nimi odpowiednie ustawienie swoich emocji gwarantuje osiągniecie sukcesu. Zalecenie jest proste: poczuj odpowiednie uczucie, a reszta sama przyjdzie. Co rusz można spotkać wskazówki:

  • poczuj pewność siebie,
  • poczuj miłość,
  • poczuj przyzwolenie,
  • poczuj akceptację,
  • przestań rozczulać się nad sobą

To trochę przypomina mi lekcje religii. Wzbudź w sobie żal za grzechy, obrzydzenie do złego i pragnienie poprawy. Z okazji świąt wzbudź w sobie radość. Sory, albo żałuję, albo nie. Zawsze mnie wkurzało udawanie. Bóg jest dla mnie Kimś zbyt ważnym by mu serwować przekrzywioną na bok główkę i piąstkę klepiącą okolice biustu.

Emocje się przydarzają

To, że znasz jakiś stan psychiczny, nie znaczy, że możesz go celowo, wysiłkiem woli wywołać.

Weźmy kwestię zapominania. Każdy doskonale wie, na czym polega. Co rusz zapominamy o rzeczach mniej lub bardziej ważnych. Spróbuj jednak zapomnieć o czymś celowo, np. o jakimś przykrym wydarzeniu. Im bardziej się starasz, tym lepiej pamiętasz. Nie można zmusić się do zapomnienia. Zapominanie jest czymś banalnym, póki nam się przydarza. Staje się jednak czymś niemożliwym do osiągnięcia, gdy chcemy je celowo wywołać.

Czy można się czymś zaskoczyć? Czasem sami siebie zaskakujemy, ale czy można to osiągnąć, gdy akurat mamy taki zamysł? Powiedzieć sobie: jutro są moje urodziny, w związku, z czym zrobię sobie jakąś niespodziankę! Nie możesz celowo sam siebie zaskoczyć.

Podobnie jest z wiarą. Niektórzy usiłują wysiłkiem woli w coś uwierzyć. W efekcie im bardziej się starają, tym więcej mają wątpliwości. Wierzysz, gdy doświadczasz – widzisz dowody, słyszysz o faktach czy przeżywasz silne doznania – a nie wtedy, gdy sobie tak postanowisz.

Tak samo jest z poczuciem przyzwolenia. Próbując w sposób wolicjonalny wywołać tego rodzaju proces, wpadasz w koszmarny węzeł, z którego nie da się wyjść bez pomocy tasaka. Im bardziej się starasz w tym większą wpadasz pułapkę. Ponieważ zależy mi na tym, nie może mi na tym zależeć. Panie Janeczku, czy ja mam grać czy nie? Bo bardziej nie grać po to by bardziej grać, to jakieś trudne jest.

Efektem takich prób manipulowania emocjami, jest stres, napięcie i coraz mniejszy kontakt z rzeczywistością.

Istotą emocji jest swobodny przepływ. Są jak rzeka, która płynie obok naszego domu. Masz wpływ na to jak ta rzeka płynie. Możesz sprawić, że woda popłynie w zupełnie inną stronę. Ale nie osiągniesz tego nigdy stojąc i mówiąc do rzeki. Jeżeli zależy ci na zmianie, zamiast gadania do wody, musisz zakasać rękawy, wziąć do ręki łopatę i wykopać nowe koryto. Musisz zacząć działać, czując to co czujesz, licząc, że nowe emocje ci się przydarzą.

Pomieszanie czynników

W psychologii eksperymentalnej, aby przeprowadzić jakiekolwiek badanie trzeba dokładnie określić charakter zmiennych. To, że jakieś czynniki wiążą się ze sobą niewiele znaczy. Trzeba wiedzieć, w jaki sposób się wiążą.

To, że osoby, które osiągają sukcesy czują określonego rodzaju emocje (np. poczucie pewności czy rozluźnienia) wcale nie oznacza, że emocje są przyczyną ich osiągnięć. Emocje mogą być wynikiem sukcesów (czuję pewność siebie, bo mi się coś udało), mogą być też tzw. zmienną pośredniczącą (czymś co pośrednio pomaga osiągnąć sukces), mogą być także czymś równoległym – dodatkowym efektem innej zmiennej.

Gdyby wziąć pod uwagę tylko dwa czynniki, takie jak np. zasób wiedzy i noszenie okularów w wieku powyżej 50 lat, można by było dojść do wniosku, że okulary podnoszą zasób wiedzy. Tyle, że to nie noszenie okularów wywołuje wzrost wiedzy, a ilość przeczytanych tekstów. Czytanie wywołuje zarówno przyrost wiedzy, jak i pogorszenie wzroku. Jednak tak długo, póki badasz tylko dwie rzeczy: wiedzę i wzrok, możesz dojść do absurdalnych wniosków i zalecać ludziom, którzy chcą mieć sprawny umysł noszenie okularów.

Na nasze życie składa się znacznie więcej zmiennych. Weźmy tylko trzy z nich:

  • skuteczność działania (sukces i brak sukcesu)
  • emocje
  • strategie behawioralne (działanie) i strategie poznawcze (uwaga)

Emocje nie są przyczyną sukcesu. Emocje są dodatkowym wynikiem zastosowania odpowiednich strategii działania i kierowania uwagą.

Ten ostatni czynnik: nasze działanie oraz sposób kierowania uwagą, w odróżnieniu od emocji podlega naszym wpływom.

Problemy z manipulacją

Są tacy, którzy mówią, że emocje absolutnie nie podlegają manipulacji wolicjonalnej. Szczerze mówiąc nie jestem aż takim ortodoksem. Jakiś wpływ na nie mamy. Każdy się jednak zgodzi, że to bardzo trudne.

W praktyce emocje bardzo trudno wywołać. Wiemy o tym od dziecka. Pewnie zdarzyło ci się usłyszeć od dorosłych polecenia typu:

  • Uspokój się
  • Nie bój się
  • Przestań płakać
  • Dlaczego się nie cieszysz?
  • Dlaczego nie możesz tego po prostu polubić?

Czy łatwo było spełnić to polecenie? Jeżeli nie, witamy w klubie. Praktycznie nikomu nie udaje się ta sztuczka.

Ci, którzy twierdzą, że doskonale sobie z tym radzą, po prostu odcięli się od swoich emocji. Łatwo to rozpoznać z boku.

Jakieś dwa dni temu wracałem zmęczony do domu. Gdy minąłem jakiegoś bogu ducha winnego sąsiada, zauważyłem, że myślę o nim w stylu „dlaczego ten gość tak się rozpycha”.

- Oho – pomyślałem – czyżbym czuł złość? No nie, musze się uspokoić.

Szybko się uspokoiłem i z uśmiechem na twarzy wszedłem do domu.

Trzy minuty później z jakiegoś byle powodu zrobiłem awanturę. Nagle ni stąd ni zowąd zacząłem się drzeć.

Świetnie się uspokoiłem. Bardzo skutecznie!

Osoby, które twierdzą, że manipulowanie emocjami banalnie łatwo im przychodzi, że całkowicie panują nad swoimi uczuciami, dziwnie nie kontrolują swojego życia.

Nie chcę się bawić w plotkarstwo i pisać o życiu prywatnym autorów, twierdzących, że znają tajemnice pełnego panowania nad emocjami. Byłoby o czym opowiadać: serie rozwodów, alkoholizm, narkomania, zamieszanie w morderstwo, samobójstwo… Ale to wszystko im nie przeszkadza by wprowadzać psychologiczny terroryzm i dyrygować naszym emocjom, mówiąc:

  • Zaakceptuj siebie
  • Pokochaj siebie
  • Pokochaj innych ludzi
  • Otwórz się na świat
  • Odpręż się
  • Otwórz się na obfitość
  • (i tysiące innych haseł)

Czytamy, próbujemy i po tygodniu, albo miesiącu nic nam z tego nie zostaje. No tak, nie dość się starałem, to moja wina. Może przeczytam jeszcze jedną książkę i spróbuję jeszcze raz.

I tak bez końca.

Czy to my jesteśmy winni? Czy to z nami jest coś nie tak?

A może to po prostu głupota psychoterrorystów, którym wydaje się, że emocje można na siebie włożyć jak kapelusz?

Jesteśmy tak zniszczeni przez ich propagandę, że próby manipulowania emocji traktujemy jak nasz święty obowiązek.

Dobrze przeżyć dzień, to zamanipulować sobą rano tak by poczuć entuzjazm, podczas lanczu by poczuć ożywienie, podczas obiadu, by poczuć pewność siebie, a wieczorem by poczuć wyciszenie. Podczas snu, też trzeba się kontrolować.

Naprawdę ci to odpowiada? Przez całe życie chcesz sobie mówić, co masz czuć? Chcesz planować swoje emocje, zmuszać się do tego by czuć się tak, jak ci powiedzą? Chcesz programować swoje przeżycia? Ustawiać emocje?

Zamiast wzbudzania uczuć

Mądry rodzic, gdy dziecko wywróci się i płacze nie zmusza go do manipulacji emocjami, nie mówi:

- „nie płacz” czy „poczuj radość”

Mądry rodzic odwraca jego uwagę od tego, co wywołało płacz i proponuje mu jakieś działanie. Mówi np.:

- Popatrz, jaki wspaniały motyl siedzi na tym kwiatku. Chodź pobiegniemy do niego.

I jak ręką odjął emocje się zmieniają. Same.

Emocje zawsze są skutkiem przyjęcia pewnych strategii działania i sposobu kierowania uwagą. Nie traktuj ich jak przyczyny, bo pozbawisz się jakiejkolwiek możliwości skutecznego działania.

O ile zależy ci na zdrowiu psychicznym, nie mów sobie, co masz czuć. Nie mów sobie: muszę się czuć szczęśliwy, zadowolony, spokojny czy nie przywiązany do efektów starań…

Ta orkiestra cię nie posłucha

To bardzo ważne by nie usiłować dyrygować swoimi emocjami.

Zdjęcie, na którym gość we fraku dyryguje falom zostało zrobione dokładnie 23 lata temu. 23 sierpnia 1967. To happening Tadeusza Kantora, zatytułowany „Panoramiczny koncert morski”.

Gdy próbujesz mówić sobie, co masz czuć, jesteś jak człowiek, który stara się dyrygować morzu. Od czasu do czasu słuchaczom może się wydawać, że ocean jest mu posłuszny. Ale poczekaj na sztorm, a przekonasz się, że to tylko złudzenie.

Ocean jest zewnętrzną siłą. Nie masz na niego wpływu. Próby dyrygowania falami kończą się nieszczególnie.

Ludzie, którzy mówią sobie, że mają być szczęśliwi, nigdy nie są szczęśliwi. Ludzie, którzy mówią sobie, że muszą być spokojni, nigdy nie są spokojni. Ludzie, którzy rozkazują sobie zadowolenie, nigdy nie są zadowoleni.

Nie steruj emocjami, bo nie tylko nie masz na nie wpływu, ale wpadasz w błędną pętlę i wzbudzasz w sobie chaos.

Zamiast zmieniać emocje, zmieniaj swój sposób patrzenia na świat. Emocje zawsze są skutkiem, efektem, który nie podlega twojej bezpośredniej kontroli.

Ucz się ich doświadczać bez prób manipulowania nimi. Ucz się na nie cierpliwie czekać.

Jeszcze jedno. To nie znaczy że masz być wobec swoich uczuć bezwolną ofiarą. Wiele osób stara się za wszelką cenę manipulować emocjami, bo wydaje im się, że gdy tego nie zrobią, stracą kontrolę nad swoim życiem. Gdy np. ktoś mnie denerwuje, od razu zmuszam się by go pokochać, bo boję się, że się na niego rzucę. Bez obawy. O ile nie jesteś w afekcie, nie stracisz kontroli nad sobą. Wręcz przeciwnie. Gdy będziesz świadomy tego, co czujesz, łatwiej ci będzie się kontrolować. Np. asertywnie powiedzieć tej osobie co ci się nie podoba. To jednak temat na inny tekst.

Zdjęcie Eustachy Kossakowski. Źródło: http://www.dsw.muzeum.koszalin.pl/tiki-browse_image.php?imageId=123

Źródło prawdziwej siły

Źródło prawdziwej siły

Posted 31 lipca 2009 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 21 komentarzy

Czy ty też jesteś mistrzem rozwoju osobistego?

Co pewien czas rzuca mnie po internecie. Trafiam na przeróżne strony. Ostatnio coraz częściej spotykam ludzi, którzy chcą uczyć innych jak stać się człowiekiem sukcesu. Interesuje mnie to, bo sam chciałbym kiedyś nim zostać. Parę dni temu oglądałem pewne nagranie video. Młody człowiek, góra dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy lata zachwalał swoje zaawansowane szkolenie z zakresu rozwoju osobistego. Oczywiście elitarne, pośpiesz się, bo zostało tylko kilka miejsc. Mówił patrząc wprost w kamerę, a jednak miałem wrażenie, że był rozkojarzony i nieobecny. Być może to ten wyższy poziom rozwoju osobistego. Ktoś, kto prowadzi elitarne, zaawansowane seminarium z rozwoju osobistego niewątpliwie wiele sam już osiągnął. Na pewno rozwinął swoją osobistość na wyższym, niedostępnym przeciętnemu człowiekowi poziomie.

Nie obejrzałem nagrania do końca. W internecie dużo jest ludzi, którzy osiągnęli podobny, wyższy poziom rozwoju osobowości. Pewnych siebie, zdecydowanych. Mających poczucie własnej wartości.

Ale wiesz co? Oni niewiele wiedzą na temat rozwoju. Wiesz, kto naprawdę się na tym zna?

Nie, nie, nie… nie ty. Nawet o tym nie myśl. Bo jeszcze zabierzesz mi klientów.

Oczywiście, chodzi o mnie. Wiedziałem, że się domyślisz.

Żartuję. Nie jestem Brucem Lee. Jeżeli nie znasz tego starego dowcipu, przypomnienie:

Do szpitala wariatów przyjeżdża wizytacja. Pytają pierwszego pacjenta:

- Jak się pan nazywa?

- Bruce Lee

Pochodzą do następnego.

- A pan, jak się nazywa?

- Bruce Lee

To samo powtarza się w kolejnych salach, z kolejnymi pacjentami.

W końcu trafiają do dyrektora.

- Panie dyrektorze, dlaczego wszyscy uważają się za Bruca Lee?

- To wariaci…. To ja jestem Bruce Lee!

Nie jestem Brucem Lee. Nie jestem też Napoleonem, Billem Gatesem, Osho, Lao Tsy, Joe Vitale, Bobem Kiyosaki, Napoleonem Hillem, …

Pokora i pycha

Przypominałem sobie dwa stare pojęcia. Używano je wieki temu. Dziś nie mają zastosowania. Choć być może coś pomagają zrozumieć. To pokora i pycha.

Pokora kojarzy nam się z byciem sierotą. Popychadłem, kimś, kto nic w życiu nie osiąga. Pokornie i z uniżeniem człowiek dorabia się garba i zostaje byle kim. Zdrowy człowiek, to taki, który jest asertywny, przebojowy i bezczelny. Potrafi się cenić i dopominać o swoje. Ciche myszki, które nie umieją się bezczelnie promować dostają po uszach i klepią biedę. Oczywiście, kiedyś tam dostaną nagrodę. Jak ktoś wierzy w życie pozagrobowe, może na coś liczyć. Jezus powiedział: Błogosławieni cisi, bo na własność posiądą ziemię. Wiadomo, kiedy to będzie – jak nas już na ziemi nie będzie, albo ziemi już nie będzie.

Takie jest powszechne wyobrażenie na temat pokory. Myślę, że błędne. Pokora to olbrzymia siła. Taka, która pozwala naprawdę, tu i teraz „mieć na własność ziemię”.

Siła

Czasem tę siłę trudno dostrzec. Możesz mieć wrażenie, że pokorny człowiek to słabeusz. Ktoś, kto niewiele może. Ktoś, kogo złamie byle podmuch. Gdy widzisz obok niego wielkoluda prężącego mięśnie, od razu wiesz, na kogo postawić.

Kiedyś był taki człowiek. Miał mizerną posturę i był potwornie wstydliwy. Bał się zabrać głos w większym gronie. Gdy brał udział w zebraniach i chciał coś powiedzieć, zanim zebrał się na odwagę, temat się już zmieniał. Z czasem nauczył się kontrolować swoją nieśmiałość, ale jak wspomina w autobiografii, nigdy całkowicie jej się nie pozbył. Nigdy nie był w stanie swobodnie zabierać głosu – nawet w grupie przyjaciół.

Gdy ktoś, kto go nie znał patrzył z boku, miał wrażenie dziwaka. Drobny, słaby, dziwnie ubrany. Ale jak wspominają ludzie, którzy go widzieli w działaniu:

Jego siła pozostawała ukryta, dopóki nie wymagała tego sytuacja, wtedy w ułamku sekundy podrywał się i rozpędzał do setki, siedząc za kierownicą, tak spokojny jak zwykle (Eknath Easwaran).

Ten mały, pokorny człowiek znany jest jako Mahatma Ghandi.

Może to jednak zbyt odległy przykład.

Operacja

Kilkanaście lat temu przygotowywałem się do operacji serca. Na mojej sali było dwóch ludzi. Wesoły, wygadany i pewny siebie taksówkarz z Tarnowa, oraz mały, chuderlawy rolnik z jakiś zapadłej wsi. Taksówkarz ciągle był dobrej myśli:

- Raz, dwa to zrobią i człowiek od razu zapomni. Nie ma się, czego bać. Ha, ha, ha…

Był pewny siebie i nic sobie nie robił z tego, co go czeka. Ciągle odwiedzali go znajomi. Roześmiani i pewni siebie jak on.

Rolnik był cichy i raczej smutny. Najczęściej spokojnie patrzył na drzewa za oknem. Nie mówił wiele, ale nie ukrywał, że się boi.

Obydwaj mieli być operowani tego samego dnia. Wieczorem odbywa się „przygotowanie do operacji”. Wygląda to jak jakiś plemienny, ludożerczy obrzęd przed wrzuceniem delikwenta do gara. Golą człowiekowi klatkę piersiową, robią lewatywę, ubierają w sztywną, szpitalną pidżamę i dają tabletkę na uspokojenie. Myślę, że robią to specjalnie, żeby pacjentowi nie była za lekko. Po tym obrzędzie człowiek – jeżeli miał jakieś wątpiwości – zaczyna czuć powagę chwili.

Coś wreszcie dotarło do taksówkarza. Zmienił się. Zaczęły mu się trząść ręce. Zamiast kpić i pocieszać innych, patrzył pustym wzrokiem w ścianę. Szybo dostał drugą porcję „głupiego jasia” i odpłynął.

Rolnik zachowywał się dokładnie tak samo jak do tej pory. Rano, następnego dnia, gdy stałem na korytarzu, akurat wieźli go do windy (wiozą człowieka w pozycji leżącej nawet, gdy może chodzić, może boją się, że im uciekanie tuż przed kotłem). Popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął. Taki uśmiech zdarza się, gdy człowiek jest całkowicie autentyczny i spójny z tym, co czuje. Gdy czuje zgodę, na wszystko co się dzieje. Gdy akceptuje lęk (co nie znaczy, że mu się poddaje).

Tydzień później, Rolnik i ja, byliśmy w tym samym sanatorium. Rany goiły się szybko, chodziliśmy na spacery i coraz mniej sapaliśmy pokonując cztery schodki u wejścia. Taksówkarza nie było. Leżał pod respiratorem. Do sanatorium przywieźli go miesiąc później, gdy nas wypisywano. Z dawnej pewności siebie mało zostało.

Widziałem kilka takich przypadków. Ludzie, którzy nie mieli kontaktu ze swoimi emocjami, którzy udawali bohaterów, przechodzi przez operację znacznie gorzej niż ci, którzy nie bali się przyznać, że się boją.

Pycha

Czytałem ostatnio kilka wywiadów z Kingą Baranowską. To młoda, idąca jak burza alpinistka, która m.in. zdobyła szczyt Kanczendzondze (wcześniej zginęła tam Wanda Rutkiewicz). W jednym z wywiadów mówi że wielcy, napakowali goście z reguły nie dają sobie rady w wysokich górach. Ktoś, komu wydaje się, że pokona naturę, nie miał jeszcze okazji się zmierzyć z jej ogromem. Kinga mówi:

Trzeba umieć poddać się naturze, zaakceptować to, że na górze od człowieka już niewiele zależy, bo rządzą tam pierwotne prawa przyrody. Dopiero wówczas można coś zdziałać. Wykorzystać umiejętności, kiedy pozwoli na to natura. (Cały wywiad tutaj)

Myślę, że wszystkie ekstremalne wydarzenia, te niezaplanowane, jak choroby i operacje, jak i te zaplanowane jak wyjście na ośmiotysięcznik, uczą pokory. Zarówno wobec świata jak i siebie oraz swoich sił.

Pycha polega na tym, że człowiekowi wydaj się, że zawsze i ze wszystkim sobie poradzi. Że zawsze wszystko mu się uda i że zawsze będzie miał wiele sił. To złudzenia, dziecinada, przebieranki, strojenie się w teatralne kostiumy, ubieranie papierowych koron.

Pycha, czyli sztywne, wysokie mniemanie na temat siebie i własnych możliwości, zaburza ocenę sytuacji. Alpinista, który nie potrafi realnie ocenić własnych możliwości po prostu ginie. Nikt, nawet największy twardziel nie jest w stanie wisieć na jednym palcu, w mrozie i lodzie i bez jedzenia. Tak samo, jak nikt nie jest w stanie świadomie otrzeć się o śmierć i nie poczuć strachu.

Mając dwadzieścia lat łatwo z pewną siebie miną, ubrać szaty mistrza, zaawansowanego w rozwoju osobowym. Ale przed tobą człowieku jeszcze parę gór. Parę mroźnych zawieruch. Kilka gór, na których brak tlenu i człowiek cały czas czuje się słaby, zmęczony i obolały.

Prawdziwa siła nie jest efektem papierowej wiedzy. Nie jest efektem obtrzaskania się w kolejnych, mielących to samo poradnikach, filmach i ebookach.

Prawdziwa siła nie bierze się z powtarzania sobie, jaki jestem wielki, dumny i wspaniały. Nie jest efektem afirmacji, kotwiczenia, czy pracy z terapeutą.

Pokora

Pokora to nie jest umniejszanie się, pomniejszanie, stawianie w kącie czy uważanie się za kogoś najgorszego. Pokora to taki stan, w którym po prostu jesteś taki, jaki jesteś. W którym nie udajesz przed innymi, ani przed sobą, że jesteś „kimś”. W którym nie udajesz, że czujesz coś innego niż czujesz. W którym nie stroisz się w jakieś maski czy etykiety.

Łacińskie słowo oznaczające pokorę – humilitas, wzięte jest ze słowa oznaczającego ziemie (humus).

Być pokornym, to być jak ziemia. Być pokorny, to być z ziemi. Ani z marsa, ani z wenus. Z otwartej, dostępnej dla wszystkich, chłonnej ziemi. Nie jesteś pokorny wtedy, gdy nad sobą rozciągasz parasol, który nie pozwala padać kroplom. Pokorny człowiek, to człowiek odsłonięty, nagi. Taki jak ziemia. Jak pisze Anselm Grün:

…humilitas oznacza pogodzenie się z naszą ziemską istotą, z naszą przyziemnością, z naszym światem popędów, z naszym cieniem. Humilitas oznacza odwagę przyznania się do prawdy o sobie.

Niech cię nie zwiedzie nieco jęczący ton, który co pewien czas się pojawia na tym blogu. Cały czas staram się, także przez mój przykład, położyć cię na ziemi. Bo wiem, ze dzięki temu będziesz silniejsza / silniejszy, Chciałbym byś nauczył się swojej głupoty, ograniczeń i słabości. Byś nauczył się ją radośnie przyjmować. Nie dlatego by się tym chwalić, ani nad nią użalać, ani jej poddawać.

Być może trochę ciężko to wszystko przyjąć.

Jestem neurotykiem. Człowiekiem splątanym przez zbyt wiele ograniczeń i emocji. Tak samo jak ty. Tak samo, jak dziewięćdziesiąt parę procent ludzi żyjących we współczesnej zachodniej cywilizacji.

To trochę dziwne być słabym, niezdarnym, pokręconym, głupim świrem, w świecie, gdzie każdy musi być doskonały, silny, mądry i odnoszący sukcesy.

Dla niektórych bardzo dziwne. Ale może, przyznając się do tego jesteśmy w całkiem dobrym towarzystwie?

Abraham Maslow, znany ze swojej teorii motywacji, zrobił coś bardzo cennego. Przeprowadził badania nad ludźmi, będącymi prawdziwymi okazami zdrowia psychicznego. Nazwał ich ludźmi samorealizującymi się (były to zarówno osoby współczesne jak i historyczne – np. Einstein, Huxley, Schweitzer, Spinoza, Casalas, Whitman). Jedną z ich kluczowych cech okazała się akceptacja – siebie, innych i przyrody. Maslow pisze:

Są to ludzie zdolni ze stoicyzmem akceptować własną ludzką naturę z jej wszystkimi brakami, z tym wszystkim, co odbiega od obrazu idealnego, bez prawdziwego zakłopotania. Powiedzenie, że są to osoby zadowolone z siebie, sugerowałoby błędne wrażenie. Należy raczej powiedzieć, że są one zdolne przyjmować niedoskonałości i grzechy, słabości oraz zło ludzkiej natury, w tym samum, niekwestioniującym duchu, w jakim przyjmuje się właściwości przyrody.

Czasem świeci słońce i jestem pełny radości. Jestem skuteczny i pewny siebie. Czasem wieje wiatr i boję się wyjść z domu. Jestem słaby i ograniczony. To normalne. Gdy to zaakceptujesz, gdy przestaniesz oczekiwać czegoś sprzecznego z naturą, zaczniesz docierać do prawdziwej siły.

Nie trać czasu na próby „zaawansowanego rozwinięcia swojej osobowości”. Szkoda energii. Carlos Castaneda w jednej ze swoich książek o Don Juanie pisze:

Większość naszej energii pochłania podtrzymywanie wysokiego mniemania o sobie… Gdybyśmy potrafili utracić odrobinę swojej ważności, zaszłyby dwa niezwykłe zdarzenie. Po pierwsze uwolnilibyśmy energię wkładaną w utrzymanie złudnego wizerunku własnej wielkości i po drugie, dostarczylibyśmy sobie dość energii by na mgnienie dojrzeć rzeczywistą wielkość wszechświata.

Nie widzisz wspaniałości świata, gdy ciągle jesteś skupiony na sobie.

Nie szukaj pozorów. Nie daj się omotać zawodowym manipulatorom (czy motywatorom – podobne słowo).

Szukaj prawdziwej siły i wiedzy. Nie tej papierowej.

A ona zjawia się wtedy, gdy odważysz się przyjąć swoją własną naturę. Taką, jaką jest. Gdy przestaniesz traktować siebie samego, jakbyś był kartką papieru, na której można wypisywać największe bzdury.

Spotkasz w sobie część tej samej natury, którą podczas wspinaczki spotyka himalaistka. Należy jej się szacunek, a nie lekceważenie.

Photo:

Siedem zasad prostego życia z celem

Siedem zasad prostego życia z celem

Posted 11 lipca 2009 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Bez kategorii | 15 komentarzy

Siedem zasad, które ostatnio są dla mnie ważne. We większości zaczerpnięte od Shomo Morita, który stał się ostatnimi czasy kimś w rodzaju przewodnika.

Być może któraś z tych zasad będzie pomocna także dla ciebie. Mnie pozwalają wyzwolić się z głupiej gonitwy opierającej się na fałszowaniu rzeczywistości i ściganiu własnego ogona.

Pierwsza. Przyjmuję wszystko co się dzieje wewnątrz mnie. Nie ukrywam się przed niczym, co zechce pojawić się w mojej świadomości. Nie udaję przed sobą, że nie mam jakichś emocji. Np. nie udaję, że jestem pełny siły, gdy nie jestem. Nie udaję, że mam doskonały humor, gdy czuję smutek. Nie udaję spokoju, gdy wewnątrz czuję złość. Przyjmuję wszystko co zechce się we mnie pojawić. Otwarcie przyjmuję zarówno emocje przyjemne jak i nieprzyjemne. Otwieram na nie cierpliwą i wyrozumiałą uważność.

Druga: Porzucam nadzieję na zmianę swoich myśli i odczuć. Porzucam poczucie odpowiedzialność za emocje i myśli jakie odczuwam. Porzucam oczekiwania na to bym się stał innym człowiekiem, bym miał inne myśli, odczucia, wyobrażenia, bym w inny sposób wyglądał, miał inne ciało czy inaczej mówił. Mam to, co powinienem mieć. Próby jakichkolwiek zmian siebie przez siłę woli są nieskuteczne. Mogę tylko usiłować zmienić swoje odczucia, ale nie mogę ich zmienić. Nie jestem odpowiedzialny za emocje i myśli jakie do mnie przypływają. Np. myśl: to co robię jest bez sensu, nie jest moją winą i nie muszę jej na gwałt zmieniać. Nie jest moją winą smutek, złość czy zagmatwanie. Tak samo jak nie jest moją winą stan nieba za oknem – to czy są na nim chmury czy słońce.

Trzecia: Przyjmuję pełną odpowiedzialność za wszystkie moje działania. Jestem odpowiedzialny za wszystkie moje czyny, niezależnie od tego jak się czuję. To jakie myśli przychodzą mi do głowy oraz jakie emocje czuję, nigdy nie jest wytłumaczeniem zaniechania jakiegoś działania czy zrobienia czegoś, czego nie powinienem robić. Gdy człowiek spowoduje wypadek wjeżdżając na czerwone światło, to, że czuł pośpiech nie jest okolicznością łagodzącą. Każdy z nas, codziennie robi setki rzeczy na które nie ma żadnej ochoty – chodzimy do dentysty, wstajemy wcześnie rano, witamy się ze zrzędzącym sąsiadem, płacimy podatki, itp. Nikt z tego nie robi problemu. Mówienie „ale ja się bardzo bałem” nie wyleczy zepsutych zębów. Jestem w pełni odpowiedzialny za wszystkie moje działania, niezależnie od tego co czuję. Jeżeli nie mam najmniejszej ochoty wymyć garów, nie jestem odpowiedzialny za to ile zapału czuję do mycia garów, ale jestem w pełni odpowiedzialny za to, czy gary są wymyte czy nie.

Czwarta: Pozwalam sobie dostrzec świat wokół mnie. Przestaję utrzymywać skupienie uwagi na mnie samym – moich odczuciach czy myślach. Utrzymywanie uwagi na sobie samym jest jak skupianie się na szybie, zamiast na widoku za nią. Zza najbrudniejszej szyby można zobaczyć wspaniały widok a przez najbardziej czystą taflę niczego można nie zobaczyć. Gdy tylko mogę skupiam swoją uwagę na tym, co mnie w danej chwili otacza – na innych ludziach, niebie, powietrzu…. Świat za oknem jest ciekawszy niż samo okno. To moje złe nawyki trzymają mnie skupionego na własnym nosie. Pozwalam sobie na to by skupić się na świecie za oknem. Gdy mój wzrok znowu skupia się na brudach za oknem (lub pięknych ornamentach), dostrzegam je a następnie patrzę co jest ciekawego poza nimi.

Piąta: Pamiętam o swoim marzeniu i celach, choćby nie wiem jak wydawały mi się nierealne, odległe czy śmieszne. Zadaję sobie pytanie: Co teraz jest moim celem? Do czego teraz dążę? Gdy piszę staram się przypominać sobie po co to piszę. Jaki problem chcę rozwiązać. Jakiej rozrywki chcę dostarczyć. Komu chcę pomóc. Co jest moim celem?

Szósta: Skupiam się na kolejnym kroku. W każdej chwili mogę zrobić jeden mały krok do przodu. Jeżeli znam swój cel, mogę skupić się na kolejnym kroku. Nie mogę zrobić wszystkiego od razu. Skupiam się na tym, co mam pod nosem. Nie czekam, aż zmienią się warunki, ktoś mi pomoże, lepiej się poczuję czy wreszcie nauczę się wszystkiego, czego powinienem umieć. Wszystko, co mogę teraz zrobić, to…….. Nie jest ważne co mogą zrobić inni by mi pomóc. Nie jest ważne, co mogę zrobić kiedyś, w przyszłości. Ważne jest to, co ja mogę zrobić teraz .

Siódma: Rezygnuję, dopiero gdy mi się uda. Jestem osobą, która łatwo się wycofuje. Często czuję, że to co robię nie ma sensu. Często zabieram się za coś innego, bo wydaje mi się, że odniosłem totalną porażkę. Potem okazuje się, że wcale tak źle nie było. To wszystko tylko myśli i odczucia. Nie jest ważne dlaczego i skąd się wzięły. Szkoda czasu na ich leczenie i analizę. Wiem, że są po prostu jak stara zrzędząca baba, która chce mnie zepchnąć z mojej drogi. Mówi tym głośniej im bardziej chcę ją zagłuszyć. A gdy robię swoje mimo jej zrzędzenia, cichnie. Tak, zmienię swoje cele, wycofam się, zrezygnuję – ale dopiero gdy uda mi się to do czego dążę.

Która z zasad wydaje ci się przydatna? Którą stosujesz? Którą warto zastosować? Której nie mógłbyś stosować?

Nową notkę opublikuję dopiero po tym, jak zbierzemy tu siedem komentarzy ;-)

Uwierzyć w …. , w co?

Uwierzyć w …. , w co?

Posted 31 października 2008 | By Zbyszek Ryżak | Categories: Uncategorized | 4 komentarze

Julia chodzi do piątej klasy. Jutro ma sprawdzian z polskiego. Chodzi z miejsca na miejsce i obgryza paznokcie.

- Dlaczego się tak denerwujesz, kochanie? – pyta ją matka.
- Muszę jutro dostać szóstkę!
- Na pewno dostaniesz.
- Ale się boję czy mi się uda.
- Przecież jesteś najlepsze kochanie. Wiesz o tym. Jestem pewna, że jesteś najbardziej inteligentnym dzieckiem w całej klasie.
- Mamo, mam pustkę w głowie. Uczyłam się, ale czuję, że nic nie umiem.
- Córeczko, wierzę w ciebie. Jesteś naprawdę najmądrzejsza. Uwierz w siebie i przestań się martwić!
[...]

Nie wystarczy być dobrym, trzeba chcieć odnieść sukces

Posted 23 maja 2008 | By Zbyszek Ryżak | Categories: sukces | 2 komentarze

Pokaż, co masz najlepszego. Nie oczekuj, że ktoś inny cię odkryje i wypromuje. Porwij ludzi swoim pomysłem. Gdy wierzysz w swoją wygraną, w to, że twój projekt naprawdę jest najlepszy, łatwo ci go zachwalać. Gdy boisz się, że tak naprawdę niewiele to warte, będziesz się ukrywać i modlić by ktoś cię odnalazł. [...]

Podstawowa zasada biznesu

Posted 16 maja 2008 | By Zbyszek Ryżak | Categories: sukces | 3 komentarze

Zgodnie z tą zasadą, działają niemal wszyscy ludzie, którzy odnoszą sukcesy. Nie zawsze potrafią ująć ją w słowa, zawsze jednak jest to dla nich coś oczywistego. Zasada jest bardzo prosta, a jednak każdego dnia kolejne przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy ponoszą klęskę, tylko, dlatego, że jej nie rozumieją lub nie potrafią się do niej zastosować. Ta zasada jest zarazem jednym z największych sekretów jak i oczywistości biznesu. Dawaj więcej niż dostajesz. [...]

Gdzie ludzie są najbardziej szczęśliwi?

Posted 13 maja 2008 | By Zbyszek Ryżak | Categories: motywacja | 4 komentarze

Najlepiej mieszkać tam, gdzie ludzie są najbardziej szczęśliwi. Psycholodzy, na podstawie badań prowadzonych na całym świecie opracowali mapę szczęścia. A dokładnie „subiektywnego poczucia zadowolenia z życia”. W jakimś stopniu takie zadowolenie przekłada się na energię życiową.

Na tej mapie im ciemniejszy kolor tym większe poczucie szczęścia, im jaśniejszy, ty bardziej niezadowoleni ze swojego życia są ludzie. Bordowy to wysokie poczucie szczęścia, żółty – niskie.
Mapa szczęścia
Gdy uszeregować wyniki, od krajów najbardziej szczęśliwych do najmniej, powstaje ciekawa lista. Jak myślisz, kto jest na pierwszym miejscu, a kto na ostatnim? Na której pozycji jest Polska? (lista ma 178 punktów) [...]