Tag Archives: wdzięczność
Sztuka prostego dziękowania

Sztuka prostego dziękowania

Opublikowano 06 maja 2010 | By | Kategorie: Bez kategorii | 24 komentarze

Sztuka prostego dziękowania
Zdjęcie: http://www.flickr.com/photos/stuckincustoms/ / CC BY-NC-SA 2.0

W naszym życiu zazwyczaj umyka nam to, co znane. Najgorzej widzimy, to co przed naszym nosem. (William Barrett)

A czapeczka?!

Babcia pilnuje wnuka bawiącego się na plaży. Nagle wielka fala uderza o brzeg i porywa wnuka. Babcia pada na kolana, podnosi ręce do nieba i modli się:

- Boże miłosierny, Ty jesteś wielki i potężny, wyratuj go!

Po chwili morze wyrzuca chłopca na brzeg. Dziecko jest całe i zdrowe. Babcia patrzy na chłopca, opiera ręce o biodra, spogląda z oburzeniem w górę i mówi:

- A czapeczka?! Miał na głowie czapeczkę!

Często jesteśmy podobni do tej Babci. Gdy napięcie opada, zapominamy o wszystkim, nawet jeżeli przed chwilą czuliśmy się o krok od tragedii. Zamiast dziękować, skupiamy się na kolejnych zadaniach i kolejnych celach, choćby nawet dotyczyły drobiazgów. Przecież człowiek nie ma czasu na to by bawić się w dziękczynienia!

Czym jest wdzięczność?

Gregg Krech pisze:

Żyć wdzięcznością to otworzyć oczy na niezliczone sposoby na której jesteśmy wspierani przez świat wokół nas

Praktykowanie wdzięczności, to przede wszystkim sztuka patrzenia. Być wdzięcznym, to umieć dostrzec, sposób w jaki świat i inni ludzie są dla nas źródłem bezinteresownego dobra.

Przebudzenie wdzięczności

Czasem zdarza się coś, co budzi w nas wdzięczność. Nagle do nas dociera, że zupełnie bez swojej zasługi dostaliśmy wiele rzeczy. Czasem, jakieś przeżycie sprawia, że czujemy się wdzięczni za coś najważniejszego – nasze życie.

Kilkanaście lat temu przeszedłem operację serca. Wykonywał ją zespół lekarzy z Krakowskiej Akademii Medycznej. Gdyby nie operacja, nie żyłbym od jakichś dziesięciu lat. Żyję nie tylko dzięki nim, ale także wszystkim ludziom, którzy tam pracowali: pielęgniarkom, osobom technicznym, kierowcom.

Ścigali mnie telegraficznie, gdy się nie pojawiłem na badaniach, przyjęli mnie do szpitala, mimo, że zabrakł jakichś papierów, a przede wszystkim, zanim operacja się w ogóle zaczęła, doskonalili się i ciężko pracowali przez wiele lat, by jak najlepiej pomóc ludziom, takim jak ja.

Jak mógłbym nie czuć się w takiej sytuacji wdzięczny?

Pamiętam, jak kilkanaście dni po operacji poszedłem po raz pierwszy na spacer do parku obok szpitala. Na drzewach były zalążki liści. W cieniu resztki brudnego śniegu. Czuć było pierwsze powiewy wiosennego wiatru. Słychać było ptaki podniecone zbliżającą się wiosną. Dostałem to wszystko całkowicie bez mojej zasługi. Każdy mój oddech był darem. I mimo, że chodziłem powoli jak stuletni staruszek, byłem szczęśliwy.

Od tego czasu minęło ponad piętnaście lat. Szybko przestałem czuć, że dostałem coś cudownego za darmo. Zacząłem czuć, że należy mi się nie tylko życie, ale coś więcej. Że powinienem dostać coś lepszego, wygodniejszego, wspanialszego. I przestałem się czuć szczęśliwy. Zacząłem skupiać się na tym, czego mi brakuje i czego nie dostaję. Na tym, że nie zawsze jestem doceniany i szanowany, że nie mam tylu pieniędzy ile bym chciał, że nie stać mnie na to by wyjechać na długie wakacje…

Słowem, zacząłem wykłócać się o czapeczkę.

Mimo wielkich korzyści jakie niesie ze sobą wdzięczność, wolałbym nie powtarzać tamtego doświadczenia. Skąd w takim razie wziąć wdzięczność? W jaki sposób zrobić ją czymś trwałym?

Wyrażając ją.

Wyrazy wdzięczności? Czy mowa o tym, co wsuwa się lekarzowi dyskretnie do kieszeni? A może mowa o tym standardowym bukiecie kwiatów, jaki dostaje pod koniec roku nauczycielka? A może o tej nagrodzie jubileuszowej przyznawanej raz na jakiś czas przez hojnego prezesa? Nie. To nie są wyrazy wdzięczności.

Pokorne przyjmowanie

Japończycy przed każdym posiłkiem łączą ręce jak do modlitwy i mówią itadakimasu. Wielu z nich robi to mechanicznie, ale znaczenie tego zwrotu jest głębokie. Nie oznacza on, mimo, że czasem tak się go tłumaczy – zabierajmy się za jedzenie czy smacznego. Dosłownie oznacza to pokornie przyjmuję lub przyjmuję od kogoś, kto stoi wyżej ode mnie.

Japończyk powie swoje itadakimasu, także wtedy, gdy zapłacił za swój posiłek czy sam go przyrządził. Tym, co tak pokornie przyjmuje jest życie (ryby, zwierzęcia czy rośliny) oraz wysiłek innych ludzi (ktoś musiał uprawiać, hodować, łowić, transportować i przygotowywać). Dziękowanie jest właśnie takim pokornym przyjęciem. Jest oddaniem pokłonu, temu co, pozwala mi żyć. Jest uświadomieniem sobie tego, że żyję na łasce świata i innych ludzi.

Kwiaty, czekoladki i przeróżne podarunki mogą towarzyszyć naszej wdzięczności. Ale nie są one jej wyrazem. Co w takim razie jest? Jak można wyrazić naszą wdzięczność?

Proste, niewyszukane dziękowanie

Wyrazem wdzięczności jest dziękowanie. Proste, niewyszukane, zwyczajne. Takie, którego celem nie jest związanie drugiej strony, zmuszenie jej do podporządkowania się naszym potrzebom czy wzmocnienie więzów społecznych między nami.

Najprostszą formą wyrażania wdzięczności jest pełny szacunku pokłon. Pema Cziedrym pisze:

Uczniom tradycji zen zaleca się składanie pokłonów innym ludziom, a także zwyczajnym przedmiotom, by wyrazić w ten sposób szacunek. Uczy się ich, by poświęcali uwagę miotłom, sedesom, roślinom, wyrażając wdzięczność wszystkiemu, co się pojawia w ich życiu.

Prawdziwy wyraz wdzięczności to nie prezenty, pieniądze, przysługi czy kwiaty. Wyrazem wdzięczności jest pełne uwagi i szacunku pochylenie się.

Jeżeli chcesz uczyć się wdzięczności, zacznij od dziękowania temu, co nie może ci się odwdzięczyć. Jest tyle rzeczy, które mogę objąć swoją wdzięczną uwagą. Moje buty, jestem wam wdzięczny, za to, że mogłem dziś wygodne spacerować, mimo zimnego deszczu. Mój niebieski, poprzecierany fotelu, jestem ci wdzięczny, że od ponad dziesięciu lat pomagasz mi pisać i podtrzymujesz mój kręgosłup. Biuro, w którym siedzę, jestem ci wdzięczny, że mogę spokojnie i w ciszy spędzać godziny.

Dlaczego by nie pokłonić się przed swoimi oczyma, które pozwalają mi widzieć, to co piszę? Tak jak Czesław Miłosz:

Chwytliwe moje oczy, dużoście widziały,
Krajów i miast, wysp i oceanów.
Razem witaliśmy ogromne wschody słońca,
Kiedy szeroki oddech przyzywał do biegu
Po ścieżkach, na których podsychała rosa.
Teraz coście widziały, schowane jest we mnie.

Jest tyle rzeczy, którym warto dziękować.

Są też i ludzie. Im szczególnie warto dziękować. Nikt z nas nie mógłby żyć, gdyby nie inni. To nie my sami wynaleźliśmy pismo, to nie my nauczyliśmy się budować domy, to nie my skonstruowaliśmy samochody, ani nie my zbudowaliśmy internet. Każdy nasz dzień, każde działanie jest przepełnione tym, co dostaliśmy od innych – tym, którzy żyli kiedyś i żyją teraz. Ktoś, kto „sam sobie wszystko zawdzięcza”, bardzo ogranicza swoje pole widzenia. W zasadzie jest ślepy jak kret.

Wyrazem wdzięczności jest dziękowanie. Wiele osób stara się by ich podziękowania były wyszukane, przepiękne i zapierające dech w piersiach. Bukiet z pięćdziesięciu róż, złote kolczyki z brylantami, puszyste misie, wielkie serca z czerwonego pluszu, czekoladki o nazwie merci, złote kokardy i specjalny papier do pakowania. Moje podziękowania muszą być wyjątkowe, tak jak ja jestem wyjątkowy. OK. Nie ma w tym nic złego.

Jednak znacznie ważniejsze jest codzienne, niewyszukane i szczere dziękuję, połączone z uważnym spojrzeniem i uśmiechem.

Słowo dziękuję za czas, jaki ci ktoś poświęcił, uśmiech do osoby, która siedzi obok ciebie, słowo dziękuję za pozmywane talerze, przytulenie dziecka, które przyniosło laurkę,…

Gdy ktoś szuka wyszukanych form dziękowania, często zapomina o tych prostych, zwyczajnych, które nic nie kosztują, ale są najbliżej wdzięczności.

Jeżeli jesteś pewien, że dziękujesz na co dzień w prosty i autentyczny sposób, możesz od czasu do czasu zrobić coś ekstra. Ale jeżeli twoje dziękowanie, to jedynie kwiaty na urodziny, dzień kobiet i święta Bożego Narodzenia, spróbuj nauczyć się czegoś jeszcze.

Propozycje ćwiczeń

Wybierz przynajmniej jedno z tych ćwiczeń. A może wypróbujesz kilka?

Pokłony. Przez najbliższy tydzień, każdego dnia wybierz trzy rzeczy, na które nie zwracałeś uwagi. Każdego dnia inne. Nie staraj się wyszukiwać czegoś specjalnego. Weź po prostu to, co masz pod ręką. Komputer, skarpetki, zegarek, kubek, ołówek, itp. Zatrzymaj się na chwilę i zastanów się co dobrego te rzeczy wnoszą do twojego życia. Na co ci pozwoliły i pozwalają. Jak je wzbogaciły i w jaki sposób uczyniły pełniejszym? Gdy to zrobisz, złóż im prosty ukłon. Jeżeli kłanianie się martwej naturze, wydaje ci się śmieszne, bałwochwalcze, czy nieodpowiednie, nie rób tego. Wystarczy, że pomyślisz o tym, co dobrego te rzeczy wniosły.

Proste dziękowanie. Przez najbliższe trzy dni staraj się przyłapywać ludzi na wnoszeniu dobra do twojego życia. Rozglądaj się uważnie za wszystkim co od nich dostajesz. Ludzie dają ci wiele rzeczy mimo, że często nawet sobie tego nie uświadamiają. Gdy tylko to dostrzeżesz, jak najszybciej powiedz im o tym.

Powiedz im za co jesteś wdzięczny (to ważne by było to konkretne). Np.:

  • Dziękuję ci za rozmowę. Dobrze się czułem przez ten czas.
  • Dziękuję ci, że powiedziałeś mi co myślisz, to mi pozwoli dopracować ten tekst.
  • Dziękuję, że pozmywałeś naczynia. Dzięki temu nie muszę się śpieszyć.

Relacje. Wybierz jakąś osobę. To może być ktoś z rodziny, przyjaciel, znajomy czy mentor. Znajdź kilkanaście minut i dokładnie przyjrzyj się waszej relacji. Prześledź ją rok po roku (jeżeli jest krótsza miesiąc po miesiącu). Spisz wszystko, co od tej osoby dostałeś. W jaki sposób twoje życie stało się pełniejsze czy bardziej cenne dzięki tej osobie? Co ta osoba wniosła do twojego życia?

List wdzięczności. Wybierz kogoś, kto jest obecny w twoim życiu, komu jesteś wdzięczny, ale w zasadzie nigdy mu nie podziękowałeś. Usiądź i napisz do niej osoby list, w którym wyrazisz jej wdzięczność.

Umów się z nią osobą i przeczytaj jej ten list (lub naucz się go na pamięć i powiedz go jej).

Być może na początku będziesz się czuć nieco niezręcznie, ale to szybko przejdzie. Dziękowanie ludziom jest czymś naturalnym.

Wysłane podziękowania. Jeżeli tego jeszcze nie robisz, wprowadź nawyk dziękowania ludziom za spotkania czy poświęcony ci czas. Gdy spotkasz się z kimś, jakiś czas po spotkaniu (np. następnego dnia, lub nawet kilka godzin później) podziękuj mu. Możesz to zrobić w formie listu, maila, SMS-a czy telefonu do tej osoby. Postaraj się by to stało się twoim nawykiem.


Gregg Krech, Naikan: Gratitude, Grace, and the Japanese Art of Self-Reflection (Berkeley, California: Stone Bridge Press, 2002), 58

Chwila refleksji

Chwila refleksji

Opublikowano 09 listopada 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 2 komentarze

Błąkając się po internecie znalazłem ciekawy film. Jeżeli jeszcze go nie znasz, o to on. Zadanie jest proste: trzeba policzyć ile podań wykonał zespół ubrany na biało.

httpv://www.youtube.com/watch?v=Ahg6qcgoay4

Udało ci się policzyć podania? Czy zauważyłeś człowieka przebranego za niedźwiedzia, który dziwnym krokiem przeszedł pomiędzy graczami?

Uwaga podczas aktywnego działania

Ten filmik jest jedną z wersji dobrze znanego wśród psychologów eksperymentu. W pierwszym wydaniu zamiast niedźwiedzia przechadzała się dziewczyna z parasolką. W kolejnej był to człowiek przebrany za goryla. Efekty były bardzo podobne. Większość ludzi nie dostrzegała tych osób.

Gdy po raz pierwszy oglądałem ten filmik, dobrze wiedziałem, że chodzi w nim o to, by pokazać selektywność uwagi. Starałem się być uważny. Liczyłem podania, ale zwracałem też uwagę na to, co dzieje się w drugim zespole. Dobrze poradziłem sobie z liczeniem. Naliczyłem dwanaście podań. Można zaakceptować. Nie zauważyłem niczego niezwykłego. W ogóle nie widziałem niedźwiedzia.

O nie, pomyślałem. Jestem ślepy, jak mogłem go nie zauważyć!

Wiele osób tak właśnie myśli. Muszę: bardziej się starać, muszę zacząć ćwiczyć swoją uwagę. Coś ze mną nie jest do końca w porządku.

Tymczasem taki wynik jest dowodem, na to, że moja uwaga doskonale funkcjonuje. W momencie, gdy dostała konkretne zadanie skupiła na nim wszystkie swoje zasoby.

Niektórzy są dumni, że zobaczyli niedźwiedzia za pierwszym razem. Super, ale jeżeli nie policzyłeś trafnie podań, to znaczy tylko tyle, że masz problemy ze skupieniem się na zadaniu. Jeżeli nie umiesz odciąć się od tła, prawdopodobnie trudno ci będzie poradzić sobie z wieloma, wymagającymi dużego skupienia zadaniami.

To, że nie dostrzegasz goryla jest przykładem tego jak wspaniały jest twój mózg. W żądnym razie nie jest to sygnał upośledzenia.

Aby działać muszę pomijać wiele rzeczy. Od chwili, gdy zacząłem pisać ten tekst, za oknem wiele się zmieniło. Gdy zaczynałem było ciemno i ponuro. Teraz jest jasno, wstało słońce. Nie widziałem wschodu słońca. Na pewno był piękny. Nie zauważę dzisiaj wielu innych zjawisk. Olbrzymich, co najmniej jak ten miś przechadzający się po środku boiska. Wiele z nich to naprawdę cudowne rzeczy.

Czy to jednak znaczy, że straciłem je bezpowrotnie? O tym, że wśród graczy przechodził się goryl wiem stąd, że obejrzałem film jeszcze raz. Tym razem oglądałem go z innej perspektywy.

Refleksja

Gdy jestem w wirze codziennych zadań czymś naturalnym jest to, że nie dostrzegam wspaniałych rzeczy, jakie dzieją się wokół mnie. Nasza robocza uwaga tak właśnie działa. To, że wielu rzeczy nie dostrzegam jest ceną jaką płacę za realizacje moich działań.

Ale oprócz tego roboczego trybu działania uwagi, mamy jeszcze możliwości uruchomienia refleksyjnego patrzenia na świat.

Refleksja to, jak mówi słownik…

„skierowanie umysłu ku temu, co go wcześniej zajmowało”.

Znajdź chwilę na to by odtworzyć w swojej głowie film z całego dnia. Tym razem nie pod kątem zadań, ale cudownych aniołów, jakie przechadzały się niepostrzeżenie wśród nas (lub jak ktoś woli wesołych niedźwiedzi). Nie chodzi o dosłowne wizualizowania (choć to może być przydatne). Chodzi o to by przypomnieć sobie krok za krokiem, to co się wydarzyło. Tym razem nie skupiaj się na zadaniu, ale na cudownościach, jakie cię otaczają.

Nie czekaj na starość by znaleźć szczęście

Ktoś zauważył:

Możesz biec do przodu w poszukiwaniu szczęścia, ale by go znaleźć musisz się wrócić.

Czasem przez całe lata żyjemy aktywnie, skupieni na tym, co mamy do zrobienia. Potem coś się wydarza i nagle dociera do nas, jak bardzo wczoraj byliśmy szczęśliwi. Cały czas gonimy do przodu, mówiąc sobie, że szczęście będzie jutro, a tu nagle okazuje się, że było wczoraj. Wydaje nam się, że to, co naprawdę cenne dopiero przyjdzie, a tu nagle okazuje się, właśnie odeszło.

To właśnie chwila refleksji. Wraca do nas to, co było wczoraj. Tym razem widzimy rzeczy, których nie potrafiliśmy dostrzec skupiając się na naszych trudnych zadaniach. Wreszcie widzimy szczęście, za jakim goniliśmy. Do wielu ludzi te chwile refleksji przychodzą na starość. Gdy nie ma już osób, którym zawdzięczaliśmy szczęście, gdy nie ma już miejsc, w jakich je czuliśmy.

Można czekać na tą chwilę refleksji do starości. Ale myślę, że znacznie lepiej jest nauczyć się jej teraz. Znaleźć każdego dnia pięć, dziesięć minut. Choćby krótką chwilę. Wróć do tego wszystkiego, co się wydarzyło. Poszukać w swojej codziennej bieganinie przechodzących aniołów.

Taka regularna chwila refleksji pozwoli ci uświadomić sobie jak pełne jest twoje życie i jakim szęściarzem jesteś. Nie wczoraj, nie jutro, ale dziś. Ten moment refleksji sam w sobie jest przyjemny. Ale także wpływa niezauważalnie na nasz codzienny, roboczy sposób patrzenia. Dzięki niemu dostrzeganie darów staje się naszą częścią. Zachęca nas do innych wyborów. Zachęca do wyrażania wdzięczności. Na to wszystko jest za późno, gdy czekasz z refleksją na starość, gdy jako pan czy pani w podeszłym wieku będziesz oglądać zdjęcia, pisać pamiętniki i przeglądać zachowane pamiątki.

Rób zdjęcia swoim sercem

Dobrze mieć zdjęcia, pamiętniki i pamiątki. Ale ich gromadzenie przypomina czasem gromadzenie śmieci. Robimy je mechanicznie, by później nie żałować, że nie mamy żadnych pamiątek. Oczywiście warto robić zdjęcia.

Lepiej jednak nie robić ich tylko za pomocą aparatu. Warto robić je także za pomocą swojego serca. Ile razy zrobisz zdjęcie zatrzymaj się na chwilę i rozejrzyj się w poszukiwaniu ukrytego w tle szczęścia.

Dlaczego człowiek ciągle jest niezadowolony?

Dlaczego człowiek ciągle jest niezadowolony?

Opublikowano 03 listopada 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 14 komentarzy

Kilkanaście lat temu z Beatą (dziś moją żoną) spacerowaliśmy po błyszczącym świeżością osiedlu. Patrzyliśmy z zachwytem na mieszkania dopiero oddawane do użytku. Obliczyliśmy, że gdybyśmy bardzo się postarali, do końca roku moglibyśmy uskładać na dwa, trzy metry kwadratowe. Gdyby ktoś nam powiedział, że za kilka lat kupimy duże, piękne mieszkanie blisko centrum Krakowa, bylibyśmy wniebowzięci. Dziś nasze mieszkanie nie wydaje się ani duże, ani wspaniałe. W ciągu ostatnich kilku miesięcy już kilka razy na nie narzekałem. Muszę zrobić kilka zmian. Wyrzucić jedną szafę, wstawić inną. Trzeba też zrobić kilka remontów. Same problemy… Szczerze mówiąc nie wiem, kiedy cieszyłem z tego mieszkania. Przy zakupie byłem zbyt przejęty kwotą. Potem trzeba było je wykończyć i się wprowadzić. Potem długo stały nie rozpakowane pudła. A potem nagle trzeba było zrobić remont, bo mieszkanie nie było już takie świeże. Teraz myślę o budowie domu. Zaraz, zaraz, czy ja tu mieszkam?

Braki i dary

Nasze życie składa się z braków, ale i darów. Mamy w nim mnóstwo problemów, ale i błogosławieństw. Mamy w nim wiele bólu, ale i przyjemności. Zmartwień, ale i radości. Rzeczy do zrobienia, ale i rzeczy do cieszenia się.

Człowiek, którego uwaga pracuje poprawnie potrafi zauważyć zarówno jedną jak i drugą stronę. Potrafi zauważyć problemy (i podjąć odpowiednie działania). Ale potrafi też dostrzec dary, błogosławieństwa, przyjemności i radości.

Niestety wielu z nas jest ślepa na tą stronę życia. Przynajmniej przez jakiś czas. Kontemplujemy swoje problemy czekając aż jakimś cudem rozwiążą. Albo wmawiamy sobie, że mamy coś, czego nie mamy. Albo marzymy o tym, co będzie jutro. Nie zwracamy uwagi na to, co jest tuż przed naszym nosem, pod naszymi stopami i w naszych dłoniach.

Jutro, gdy…

Wydaje nam się, że któregoś dnia (na pewno nie dziś) obudzimy się w świecie darów i błogosławieństw. Będziemy patrzeć na to, co mamy wokół, chłonąć widok i się cieszyć. Będziemy czuć, jak nam jest dobrze i ile mamy. Ale to będzie kiedyś:

  • Gdy będę mieć wspaniały dom z widokiem na morze.
  • Gdy będę mieć żonę i dwójkę dzieci.
  • Gdy będę jeździć czerwonym Ferrari.
  • Gdy będę mieć wspaniałego i troskliwego chłopaka.
  • Gdy będę mieć lepsze stanowisko.
  • Gdy wygram wszystkie konkursy.
  • Gdy stanę się znany,
  • Gdy dostanę wymarzoną pracę.

To wszystko przyjdzie jutro. I czasem rzeczywiście przychodzi. Zamieszkujemy w domu z widokiem na morze, rodzi nam się dwójka wspaniałych dzieci, wsiadamy do czerwonego Ferrari…, ale okazuje się, że pojawiają się nowe cele. Znowu, to wszystko, co mamy będzie warte mojej uwagi, gdy…

Dary, błogosławieństwa i radości są dla nas zawsze za rogiem. Zawsze gdzieś tam za chwilę. Na jakimś końcu drogi. Bardzo nam na nich zależy i robimy wszystko byle do nich dojść. Ale to będzie jutro, za tydzień, za rok. Nie w tym momencie.

Niestety szczęście nie przychodzi w przyszłości. Jutro okaże się być tym samym, co dziś, tyle, że z innym, gdy…. Gdy przyjdzie jutro i będziesz mieć to, o czym marzysz, będziesz mieć nowe cele i nowe pragnienia. Będziesz marzyć o czymś innym. Nie będziesz dostrzegać tego, co jest wokół ciebie.

Przyczyny

Po części to normalny proces. Doświadcza go większość ludzi. Jesteśmy tak skonstruowani, że ciągle wybiegamy do przodu i łatwo się przyzwyczajamy do tego, co dobre.

Frederick Herzberg, twórca znanej teorii motywacji zauważył, że wiele ważnych dla naszego życia czynników ma naturę higieniczną. Tzn. zwracamy na nie uwagę tylko wtedy, gdy coś jest nie tak. Gdy temperatura jest odpowiednia nie zwracasz na nią uwagi. Gdy jednak jest za ciepło lub za zimno nie możesz myśleć o niczym innym. Gdy solidnie zmarzniemy i wejdziemy do ciepłego pomieszczenia przez jakiś czas czujemy ulgę i błogość. Jednak szybko zapominamy o wygodzie. Takimi czynnikami higienicznymi są warunki, w jakich mieszkamy, narzędzia, jakimi dysponujemy, przedmioty, jakimi się posługujemy, stan konta czy zdrowie fizyczne. Gdy coś jest nie tak, dalibyśmy wszystko by to zmienić. Gdy jednak wszystko jest w normie, przestajemy zwracać uwagę. Jak to śpiewali Starsi Panowie:

Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,

Lecz kiedy jej nie ma

Samotnyś jak pies.

Lub jak pisał Kochanowski:

Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie

Jako smakujesz, aż się zepsujesz.

To naturalne czynniki. Z urodzenia jesteśmy częściowo ślepi na dary. Ale to tylko jeden z powodów. Jest jeszcze kilka nawyków poznawczych, które pognębiają naszą ślepotę.

Wygórowane standardy i oczekiwania

Wysokie standardy i oczekiwania motywują nas do większego wysiłku. Chyba, że są zbyt wysokie. Gdy młody człowiek wyobraża sobie, że bez ćwiczenia czy wysiłku będzie biegał, śpiewał czy walczył jak bohater kreskówki – skazuje się na wieczne niezadowolenie. By nauczyć się cieszyć życiem i skutecznie działać musimy nauczyć się ustalać swoje oczekiwania na optymalnym poziomie. Tak, by nie były ani za łatwe (bo brakuje nam wtedy napędu) ani za trudne (bo skazujemy się na wieczne niezadowolenie).

Pomyśl o swoich oczekiwaniach dotyczących choćby pieniędzy, zdrowia, pracy, przyjaciół czy własnej efektywności.

  • Kto powiedział, że masz mieć zdrowie jak koń?
  • Kto powiedział, że masz być kochana i lubiana przez wszystkich?
  • Kto powiedział, że wszystko, za co się zabierzesz ma, ci wychodzić?
  • Kto powiedział, że nie możesz popełniać życiowych błędów czy pomyłek?

Ustawiczne porównywanie się z innymi

Jest wiele osób, dla których największym nieszczęściem jest odkrycie, że ich sąsiedzi czy koledzy mają więcej. Byłem zadowolony ze swoich zarobków, dopóki nie dowiedziałem się, że młodszy ode mnie pracownik zarabia więcej. Moje postępy w nauce języka były satysfakcjonujące, dopóki nie dowiedziałem się, że mój kolega uczy się dwa razy szybciej.

Gdy drażni cię ktoś, kto osiągnął sukces (sąsiad, kolega, ktoś z rodziny) najczęściej po prostu mu zazdrościsz. Kupił dwa razy lepszy samochód i popsuł mi całą przyjemność jazdy moim. Nic dziwnego, że go nie lubisz.

Gdy ciągle porównujesz się z innymi wpadasz w pułapkę. Zawsze znajdziesz lepszych od siebie i powód do tego by być niezadowolonym. Rozwiązaniem nie jest wyszukiwanie do porównań gorszych ludzi. Rozwiązaniem jest pozbycie się nawyku porównywania.

Uzależnienia własnej wartości od osiągnięć

Wiele osób nie zna czegoś takiego jak bezwarunkowe poczucie własnej wartości. Rodziców, nauczyciele i rówieśnicy nauczyli ich uzależniać własne samopoczucie od osiągnięć: Gdy mi się nie uda zdać egzaminu będę kretynem. Gdy mi nie zostanę awansowany, będę nic nie warty. Gdy nie uda mi się zarobić jakiejś kwoty będę ostatnim frajerem.

To automatyczne skojarzenie: sukces –> dobra ocena, porażka –> kiepska ocena. Jeżeli już musisz się oceniać, staraj się raczej myśleć o twoim wysiłku. Nie ważne czy osiągnąłeś sukces czy porażkę. Ważne ile włożyłeś w to pracy.

Brak refleksji

Odpowiednie ustawienie swoich oczekiwań, unikanie porównywania się z innymi oraz akceptacja siebie podczas porażek, to dobre metody czyszczenie swojego spojrzenia na świat. Są one jednak bardzo trudne. Jeżeli uda ci się je stosować w praktyce – świetnie. Jeżeli ci jednak nie wyjdzie –nie martw się, jesteś jak większość z nas.

Zamiast skupiać uwagę na sobie i swoich odczuciach, rozejrzyj się po świecie. Poszukaj tego, co dostałeś. Z czasem dostrzeżesz coraz więcej i więcej darów. Refleksja polega na tym, by codziennie poświęcić kilka minut i poszukać w tym, co się dziś działo rzeczy dobrych.

Z czasem, dzięki treningowi możemy osiągnąć sposób myślenia, jaki proponował Charles Dickens:

Myśl o twoich obecnych błogosławieństwach, których każdy człowiek ma wiele, a nie o minionych nieszczęściach, których każdy ma trochę.

Praktyką refleksji zajmiemy się jeszcze w jednym z kolejnych artykułów.

Dostrzec to, co dziś dostałem

Dostrzec to, co dziś dostałem

Opublikowano 25 września 2009 | By | Kategorie: Bez kategorii | 6 komentarzy

Ten sam dzień…

Gdy zadzwonił budzik było ciemno. Przestawiłem na piętnaście minut później. Znowu ciężka noc. Dzieci płaczące z powodu nocnych koszmarów i budzące się od kataru. Co chwila trzeba wstać, przykryć, uspokoić. A potem, gdy człowiek zaczyna wreszcie spać, pobudka. Ból w skroniach. Zmiana bandażu na ręce. Szwy jak u zombie. Na zewnątrz zimno, nie chce się nigdzie iść. W pracy na stole stos książek i porozkładane bez składu notatki. Zacząłem pisać. Ale po chwili pomyślałem, że potrzebuję programu do robienia konspektów. Przez dwie godziny szukałem w internecie a potem konfigurowałem. Gdy wreszcie usiadłem do pisania, okazało się, że brak mi kilku informacji. Przeszukiwanie artykułów i książek. Coraz mocniejsze poczucie, że nic mi się dziś nie udaje. Wyszedłem z pracy czując, że odniosłem porażkę. Było znacznie cieplej niż rano. W zasadzie gorąco. Doszedłem do domu spocony i zmęczony. Gdy usiadłem na chwilę w fotelu, najmniejsza przyszła na czworakach. Wstała, chwyciła się nogi i podryguje, czekając aż wezmę ją na ręce. Starsza też wymaga uwagi. Trzeba wyciągnąć farby i chronić przed wymalowanie wszystkiego wokół.

A w głowie, co pewien czas myśli: zmarnowany dzień; nie udało się zrealizować planów; muszę bardziej się starać; ciągle w tym samym miejscu; jestem bezproduktywny…

Wreszcie poszły spać. Siedzę zmęczony i zniechęcony na sofie. Przez chwilę trzymam w ręku pilota. Włączyć kolorowe obrazy i nie myśleć. Po takim dniu trochę dryfowanie dobrze mi zrobi. Jednak wyciągam z torby kwartalnik, który noszę z sobą od dawna licząc, że znajdę gdzieś po drodze czas na czytanie. Na ostatniej stronie jest wiersz. Rosemery Wahtola Trommer, mama – poetka, pisze:

W chwilach przed zaśnięciem

Co dziś osiągnęłam?
Zamek z krzeseł i poduszek
zbudowany wspólnie z moim chłopcem.
Pełzanie wewnątrz niego a później rozbieranie.
Jeszcze. Jeszcze.
Wspólne szukanie źródła słodkiego zapachu
bez dotarcia do kwiatu, z którego pochodził.
Wspólny popołudniowy piknik z ciastem z mango i truskawek
pokruszonym na kuchennej podłodze.
Umyte talerze.
Nasze poszukiwania szparagów pod wiśniami, daremne.
Tory naszej drewnianej kolejki z ośmioma pętlami i trzema wzgórzami,
rozmontowane i zapakowane do pudełka.
Jego zęby wyszczotkowane, moje zęby wyszczotkowane.
Nasze ubrania złożone w stos by jutro je uprać.
Miłość tak silna, łamiąca klatkę
jaką stała się moja ochota na lot,
oswajająca nadzieję na wolność zrobienia spisu rzeczy do zrobienia,
odwracająca mnie od małego ja do wielkiego,
mały dar za małym darem*.

…widziany inaczej

Co ja dziś osiągnąłem? Nagle widzę swój dzień. Ale już nie z perspektywy:

  • Jak daleko do moich celów?

ale z perspektywy:

  • Co cennego dziś się wydarzyło?
  • Co cennego dziś dostałem?

W nocy możliwość bycia blisko dziecka. Okrywania go i uspokajania. Wsłuchiwania się w jego oddech. Potem możliwość wstania o piętnaście minut później. Także możliwość czucia swojej kruchości i cielesności, gdy bandażowałem rękę. Potem możliwość szukania nowych sposobów pracy i przeglądania nowych książek. Dostałem uwagę innych ludzi. Ich chęć słuchania i mówienia. W domu możliwość działania bez oglądania się na to, jak się czuję. Dotyk rączek dziecka, wdrapującego się na kolana. Jego miny i gaworzenie. Zapach farby zmywanej z małego, czerwonego stołu. Bycie potrzebnym. I nawet to, że tego wszystkiego nie do końca byłem świadomy. Po raz kolejny poczułem jak wiele zależy od sposobu patrzenia i jak ważne jest pamiętanie o wdzięczności.

Dociera do mnie, jak wiele dostałem. Jak bardzo zostałem obdarowany.Jakbym wyszedł z egzaminu, przekonany, że oblałem, a tu okazuje się, że zdałem celująco. Dostałem więcej niż to, na co zasługuję. Znacznie więcej niż sam dałem. Zasypiam przepełniony wdzięcznością.

Ćwiczenie: lista rzeczy za które czuję się wdzięczny

Jest przynajmniej kilka ćwiczeń, które mogą nas nauczyć życia w teraźniejszości. Mam nadzieję, że uda mi się je z czasem je opisać.

Dziś bardzo proste, ale ważne ćwiczenie.

Usiądź wieczorem i zrób listę. Spisz wszystko, co dzisiejszego dnia dostałeś. Wszystko, to, za co możesz być wdzięczna. Codziennie przez dwa tygodnie, każdego dnia spisz minimum pięć rzeczy. Każdego dnia inne. To może być cokolwiek. Sprawy małe jak i duże. Ludzie, wydarzenia, przedmioty, twoje osiągnięcia, talenty i uzdolnienia… Kto wzbogacił twoje życie? Pomyśl o nieznajomych, bliskich, współpracownikach, sąsiadach, dalekich znajomych, spotkanych nieznajomych, ludziach których nigdy nie poznasz … Możesz pomyśleć także o zwierzętach, krajobrazach, miastach, ulicach,…

Np. dziś mogę napisać na swojej liście, że jestem wdzięczny za:

  • to, że udało mi się wcześnie wstać,
  • kolory nieba jakie widziałem idąc do pracy,
  • smak i zapach porannej kawy,
  • komentarze na moim blogu,
  • muzykę, którą mogłem słuchać przy pracy (podcasty z KEXP oraz Radia Tres)

Oczywiście można spisać więcej pozycji. Idealnie jest założyć zeszyt i codziennie poświęcić dziesięć, piętnaście minut na spisywanie tego wszystkiego, co dziś dostaliśmy.

Ważne by robić to regularnie przez kilkanaście dni. Buduje się w nas wtedy nawyk. Dzięki niemu nasz świat staje się inny.

Jeżeli nie jesteś w stanie znaleźć w sobie poczucia wdzięczności nie staraj się go osiagać na siłę. Nie staraj się wzbudzać w sobie żadnych odczuć. Zamiast tego po prostu poszukaj rzeczy, które dostałaś bez swojego wkładu. Od innych ludzi, od losu, od Boga czy od natury. Każdy dostaje takie rzeczy. Gdy człowiek je sobie uświadomi, z czasem poczucie wdzięczności samo przychodzi.

To nie chodzi o to by coś zmieniać w swoich uczuciach. Chodzi tylko o to, by zmusić swoją uwagę do nieco innego patrzenia na świat. Takiego, które dostrzega dzisiejsze dary. Wystarczy uważnie się rozglądać. .

Warto to umieć. Często codzienne zmagania zajmują nam tyle czasu i energii, że gdy już uda nam się zrealizować marzenia, nie jesteśmy w stanie się tym cieszyć. Przez te lata walki staliśmy się do tego niezdolni. Gdy przez pół życia nie dostrzegłeś niczego, z czego można było by się cieszyć, nie będziesz czuć radości, gdy przyjdzie ten wielki dzień. Ciągle będziesz rozglądać się za czymś innym.

Są ludzie będący w bardzo trudnej sytuacji. Tacy, którzy muszą się solidnie nagimnastykować by znaleźć pięć rzeczy, za które można dziękować. Ale nie ma ludzi, którzy niczego nie dostają. Każdy z nas, nawet w najtrudniejszej sytuacji dostaje wiele rzeczy. Corrie ten Boom, której rodzina została wysłana do obozu koncentracyjnego za ukrywanie Żydów, wspominała, że dziękowała za pchły w jej baraku, bo dzięki nim strażnicy trzymali się nieco w oddaleniu, co dawało im nieco prywatności i pozwalało na praktyki religijne. Jeżeli tam można było czuć wdzięczność, jak można nie znaleźć niczego w naszym codziennym, pełnym wygód życiu?

Nawet, jeżeli wydaje ci się, że twoje życie jest bez sensu i nie możesz doczekać się zmiany, warto uczyć się wdzięczności. Choćby, dlatego, by ciągle być zdolnym do jej czucia, gdy wreszcie wszystko się odmieni.


* To dosyć kiepskie (moje własne) tłumaczenie. Niżej wiersz w oryginale.

Wiersz pochodzi z tomiku: Holding Three Things at Once. Rosemerry Wathola Trommer

In Moments Before Sleep

What did I achieve today?
Built forts with my boy
out of chairs and couch cushions,
Crawled inside then tore them down.
Again. Again.
Chased together the scent of something sweet,
never finding the flower from which it came.
Shared a mid-afternoon picnic of mango and strawberry crumble
sprawling on the kitchen floor.
Soaked and cleaned the dish.
Our search for asparagus beneath cherry trees, thwarted.
Our wooden train track with eight loops and three hills
disassembled and boxed and stowed.
His teeth brushed, my teeth brushed.
Our clothes in the pile to be washed tomorrow.
Love so strong it broke the cage
that my taste for flight had become,
tamed my hope for freedom to do the to do list,
turned me from the one self to the huge self
small gift by small gift.